fesstiwal słowa w piosence
--

Nowość Iskier: "Moja miłość Juliana Tuwima" już w księgarniach

Nowości [05.03.14]

Wydawnictwo Iskry poleca Państwa uwadze kolejną publikację poświęconą Julianowi Tuwimowi. Tym razem jest to jego wyznanie miłości do ukochanej żony Stefanii.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Miłość życia Juliana Tuwima miała tylko jedno imię: Stefania.

Poznali się w Łodzi w 1912 roku, siedem lat później wzięli ślub. Dla poety było to uczucie – od pierwszego wejrzenia – bardzo silne, namiętne, ale też przepełnione ciągłymi rozterkami i wątpliwościami co do wzajemności. To nieustanne napięcie emocjonalne było ważnym impulsem do twórczości zarówno lirycznej, powstającej z potrzeby serca, jak i tej traktowanej raczej zarobkowo. Niepublikowane dotąd listy do Stefanii, począwszy od najwcześniejszych, odsłaniają skomplikowaną historię tej miłości.

W tomiku znalazł się także wybór wierszy miłosnych, zarówno do ukochanej, jak i niezwiązanych bezpośrednio z jej osobą.

Fragment książki:

Łódź, 4 lutego 1914

Kocham Cię dalą – dalą – dalą –

Nie przychodź do mnie… Po co? Po co?

(Dni się tęsknotom żalą, żalą…)

Stań się uśpioną Nocą, Nocą…


Stań się jedynie cieniem, cieniem –

Tym, czego nie ma – nie ma – nie ma,

Stań się wspomnieniem, lśnieniem, śnieniem,

Bądź na mą rozpacz niema, niema…


Po toż się gwiazdy złocą, złocą,

Bym brał je, gdy się palą, palą?

Stań się uśpioną Nocą, Nocą,

Kocham Cię dalą – dalą – dalą – – –


Ciągle mnie prześladuje myśl, że listów moich nie czytasz, że ich nie otwierasz… Stefciu, może tak jest? Może się za coś gniewasz na mnie? Może nie masz pieniędzy na marki pocztowe? Może listy moje nie dochodzą? A może wreszcie ja tak strasznie Cię mą „dalą” pokochałem i ową tęsknotą, że – manii prześladowczej dostałem. Wiesz, Stefciu, ja sobie tak „kombinuję”: gdybyś nie chciała listów ode mnie otrzymywać, to napisałabyś mi „Szanowny Panie, upraszam o niepisanie do mnie listów. Z poważaniem – S. Marcheff”. Ale takiego listu nie dostałem dotychczas od Ciebie, więc… piszę nadal. Jeżeli tak jest (tj. jeżeli nie chcesz, bym Ci główkę listami swymi ciągle zawracał) – to mi koniecznie napisz tak! Będę miał – o, la tristesse tego wszystkiego – choć jeden list od Ciebie! Nieźle byłoby, prawda?

Stefciu – – –chciałbym wiedzieć, czy jeszcze… sym-pa-ty-zu-jesz ze mną, czy mnie jeszcze „lubisz”? Może Cię już wynudziłem do non plus ultra?

Twoje milczenie daje mi dużo do myślenia. Prócz tego jesteś przecudna, przepiękna, prześliczna, przemoja, przenajdroższa, przenajukochańsza, przenajmilsza, przenajświętsza, przeklejnotna, przedziwna…

Ale popsujesz się, jak Cię tak ciągle będę chwalił. Wiesz Stefciu, ja Cię nie tylko kocham: ja Cię lubię, oprócz tego wszystkiego. Lubię Cię. Rozumiesz, jak to ładnie? Czasem się kobietę kocha, bo ją się nienawidzi. A ja cię kocham i lubię, lubię, jak się lubi np. jeden kwiat więcej niż inny.

Dziwna rzecz: wszystkie listy moje do Ciebie są jednakowe, a pomimo to – każdy inny.

W Życiu Twoim będę zawsze epizodem. I to mnie martwi… Ach, poniża nawet! Serio.

Kiedy jestem z Tobą, nie mogę Ci takich rzeczy mówić, jak te, o których w listach piszę, gdyż zdaje mi się, że jestem śmieszny. A „na odległość” to jakoś łatwiej mi przychodzi.

Lubię często porównywać stosunek T w ó j do mnie do stosunku mojego do pewnej dziewczyny, której nie kocham. Często wyrażam to nawet matematycznie.

x:z = z:y

gdzie x – jesteś Ty, z – ja, a y – tamta. Tylko że w (z:y) nie było takich rzeczy – i nie ma – jak w (x:y). Ale c o ś podobnego jest.

Jeżeli masz jaką nową fotografię swą…

Zresztą, przecież mi i tak nie przyślesz.

Czy grasz Wagnera Isoldas Liebestod? To jest coś niesłychanie mojego! Przepiękne!

Dziś przyjechał Józiek Kon. Jakieś ciężkie wrażenie na mnie zrobił. Przykro mi, ale tak jest. Może to zresztą w pierwszej chwili.

Stefciu, jestem Ci trzy ruble winien. Czy Ci potrzebne? Figurujesz, wyobraź sobie, na liście moich wierzycieli pod nr 127356 (między Haltrechtem i jednym z kuzynów moich).

Czuje się źle, pracuję zbyt wiele i palę też nie najmniej. Oprócz tego – i inne rzeczy. Ale

po co zaraz wszystko wiedzieć,

w pewnych razach milczy się,

czasem można się dowiedzieć

takich rzeczy, że… aż fe!

jak śpiewa pewien jegomość w kabarecie łódzkim.

Chciałbym Cię jakoś określić: łabędzioleda Bilitis lub coś w tym rodzaju. A zresztą – po co mi to? Wiem przecież wszystko.

J.

[Łódź] 8 maja 1916 r.

(Irka ustroiła mi pokój bzem i konwalią. Mam je przed sobą na stole. Wyszli wszyscy z domu. Jeszcze ciszej jest niż zwykle. Pachnie, tak upojnie i prześlicznie pachnie… A jak ukryję twarz w kwiatach – to aż do zawrotu głowy: uderza mi zapach, jak ogromne szczęście, do serca i mózgu… Moja jasna, kwietna, Najcichsza Panienko!...)

Gdyby to w mocy Twojej było i przeczytałabyś na jednym posiedzeniu wszystkie listy i wiersze moje o Tobie, od pierwszego do ostatniego, ujrzałabyś, że już wszystko powiedziałem.

A zresztą – minął już czas słów i wypowiadań się, choć coraz nowe na usta się cisną.

Cisza ogromna. Spokój. Może nawet długa, milcząca i głęboka Modlitwa.

(Przed godziną rozstałem się z Tobą – a już mnie tęsknota do Ciebie porywa, ramiona wyciągam do Ciebie, ustami Cię przywołuję, przymykam oczy i czuję na powiekach ciepłe promienie Twoich dalekich oczu… Chodź do mnie, chodź kochana – zlała się woń konwalijna z bzową – – – i tak sło-o-o-odko jest…).

Spójrz: czarne literki… atrament na papierze… a ja chcę, by te słowa, które dziś piszę, uderzyły krzykiem i czymś srebrnodzwonnym, rozbrylanconym, perlistym! Chcę, by trysnęły jak struga wody krysztalnej w smudze słońca! Chcę, by do Ciebie zadzwoniły dzwoneczkami, by rozsrebrniły się w kropelki pachnące i tak padały na Ciebie, jak żywe:

Moje szczęście… moje szczęście… moje szczęście… Za te łzy, pocałunkami spijane, za alabastrowe ciało, za promienne oczy, którymi żyję, za coś, co nazwać niepodobna, a co błyszczy mi w duszy, jak słoneczne promienie przez granatowe chmury (po burzy) – za ten święty i szczery krzyk w cichym pokoju, za łaskę bożą, co zeszła ku mnie i kwiatami upaja mnie dzisiaj, za Ciebie całą, co mi dziś jeszcze nocą w ramiona we śnie padniesz, a jutro – żywa w moich ramionach będziesz, za to, że – – – wszystko, za wszystko – – – że kwiaty pachną, że pijany dziś jestem myślami swymi i własną krwią – – – za wszystko – – – i tu słów nie ma – i nie trzeba – – – za wszystko, za wszystko – – – (Boże! upiłem się miłością jak winem!) – jakaś Chwała, jakiś Pokłon czołobitny – i znów choć w ramiona moje – – – och, Jezusie, zatruli mnie kwiatami – – –


Tytuł: Moja miłość
Autor: Julian Tuwim
Wybór i opracowanie Tadeusz Januszewski
Opracowanie graficzne: Andrzej Barecki
Kategoria: literatura piękna, poezja
Wydawca: wydawnictwo Iskry
Miejsce wydania: Warszawa, premiera:  luty 2014
Wydanie: I
Objętość::  116 stron
Format: 120 x 220 mm
Oprawa: twarda z obwolutą
ISBN: 978-83-244-0359-2
EAN: 9788324403592
Cena katalogowa: 29,00 zł

GLK. Informacja nadesłana

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.