fesstiwal słowa w piosence
--

W kwietniu przeczytamy w Iskrach

Nowości [30.04.14]

Szanowni Państwo, w kwietniu ukazały się w Iskrach: Christiane V. Felscherinow "Christiane F. Życie mimo wszystko", Krystyny Kolińskiej "Preteksty do wspomnień, Łukasza Ksyty "Major Hubal. Historia prawdziwa", Puliny Sołowianiuk "Jasnowidz w salonie, czyli spirytyzm i paranormalność w Polsce międzywojennej", Jolanty Antas "Rozmowy z psem, czyli komunikacja międzygatunkowa".

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

1. Christiane F. Życie mimo wszystko, Christiane V. Felscherinow i Sonja Vukovic

Nota o książce:

Czy pamiętacie Christiane F. z berlińskiego dworca ZOO? Trzynastoletnią niemiecką narkomankę, której wstrząsające wyznanie było lekturą towarzyszącą dorastaniu milionów ludzi na całym świecie. My, dzieci z dworca ZOO, przetłumaczona na wiele języków, wydana w milionowych nakładach (tylko w Polsce ponad 300 tysięcy) cieszyła się ogromnym zainteresowaniem czytelników, choć to lektura fascynująca, ale i odpychająca zarazem. Na podstawie tej książki niemiecki reżyser i współautor scenariusza Bernd Eichinger nakręcił film Christiane F. Zarówno w Europie jak i Stanach Zjednoczonych obraz ten okazał się wielkim sukcesem.

Teraz, po 35 latach Christaine V. Felscherinow wydała kolejną książkę będącą relacją jej dalszych losów. W Życiu mimo wszystko opowiada o postanowieniu, że koniec z narkotykami, którego nie udaje się zrealizować, o więzieniu, o szczęśliwym czasie w Grecji, o walce z nałogiem, o ludziach spotkanych po drodze, o programie metadonowym, do którego została przyjęta, o swoim alkoholizmie i powrotach do heroiny, wreszcie o narodzinach Phillipa i macierzyństwie, które odmieniło jej życie. Dziecko, to jest coś najlepszego, co w życiu mnie spotkało – mówi autorka. Chciała być dobrą, troskliwą matką. Znała i rozumiała potrzeby dziecka i starała się ze wszystkich sił stworzyć Phillipowi bezpieczny dom i szczęśliwe dzieciństwo, którego sama nie miała. Nie wszystko jednak się udało.

Christiane V. Felscherinow ma dziś 52 lata. Od dawna na metadonie. Jej zdrowie pozostawia wiele do życzenia – chora wątroba w permanentnym stanie zapalnym, krew pełna toksyn. Kiedy lekarze załamują ręce nad pogarszającymi się wynikami analiz krwi ona mówi im: nie chcę o tym słyszeć, czy ktoś mógł przypuszczać, że dożyję pięćdziesiątki? Wiem, że śmierć przyjdzie któregoś dnia, ale nie chcę ciągle o tym myśleć.

 

Nowa książka Christiane V. Felscherinow to historia przeszłości bez przyszłości, pasjonująca i przejmująca lektura napisana z inteligencją właściwą autorce. Do swego statusu celebrytki, którą stała się dzięki poprzedniej książce, wywiadom i reportażom w prasie, wreszcie filmowi, odnosi się z dystansem i sceptycyzmem, często wręcz niechętnie. Byłam, jestem i pozostanę dzieckiem z dworca ZOO, ćpunką-celebrytką po prostu.

Dziennikarze wciąż nie dają jej spokoju – Gdzie jest teraz Detlef, chłopak Christiane z czasów dworca ZOO, co się z nim dzieje? Mam 51 lat, kto w moim wieku wie, gdzie podziewa się jego miłość z dzieciństwa! – odpowiada poirytowana.

Wielu „dworcowych” przyjaciół już dawno nie żyje, tak jak Axel, Babsi czy inni, a nieliczni żyjący ciągle tam są. Ale Christiane unika tych miejsc, jak może, bo kiedy tylko się pojawia, prasa natychmiast donosi: Christiane F. znów na scenie. Czytając te słowa, sama kpi sobie (przyznaje), że nigdy tak naprawdę z tej „sceny” nie zeszła.

Życie mimo wszystko miało swoją premierę, z wielkim sukcesem, w Niemczech w 2013 roku. Podobnie we Francji, gdzie w tym samym czasie ukazało się tłumaczenie francuskie. Wydanie polskie, które oddajemy właśnie w Wasze ręce odniesie zapewne podobny sukces.

Tę książkę trzeba przeczytać, nawet jeśli problem uzależnień nas bezpośrednio nie dotyczy.

Fragment książki:

To późna pora jak dla dziewczyny. Dzień był długi i już zrobiło się ciemno. Mokry od deszczu berliński asfalt migoce. Na ulicy nie ma zbyt wielu ludzi i nikt nie interesuje się dziewczyną, której rysy twarzy, mimo czerwonych włosów i butów na wysokim obcasie, zdradzają, że ma najwyżej czternaście lat. „Masz markę?” – pyta każdego przechodnia. Wygląda jak nieporadne źrebię, chude, z długą szyją i rozpuszczoną grzywą. Jest narwana, pyskata. „Stary zbok”– rzuca w stronę mężczyzny, który ją zignorował, gdy poprosiła o jałmużnę. Dziewczyna dostaje w twarz, krzyczy: „Kurwa!” Potem jakiś stary ford przejeżdżający obok zatrzymuje się przed nią.

Dziewczyna wydyma dolną wargę, robi wzgardliwą minę. Ma metr siedemdziesiąt pięć, długie szczupłe nogi. Typ w samochodzie jest dość tęgi, ma jakieś 45 lat. Bez słowa otwiera drzwi od strony pasażera, dziewczyna wsiada. Samochód jest szary, jak wszystkie tego wieczora.

Dziewczyna mówi mężczyźnie: – Nie pieprzę się.

On pyta: – Dlaczego nie?

– Posłuchaj, mam faceta.

– To zrób chociaż laskę.

– Puszczę pawia.

– No to mamy problem. Może mi wytrzepiesz?

– To kosztuje stówkę.

– Ok.

Później opowie swojemu chłopakowi, że zrobiła to tylko dla niego. Że sępiła na ulicy, ale jakoś jej nie szło. Musiała tak czy inaczej zarobić trochę kasy i dlatego zdecydowała się wsiąść do samochodu. Chłopak nie uwierzy w ani jedno słowo i zacznie jej robić wyrzuty: „Przestań pieprzyć. Zrobiłaś to dla siebie. Byłaś na głodzie i przemogłaś się. Wspaniale. Zrobiłabyś to, nawet

gdyby mnie wcale nie było”. I zaczną marzyć o życiu bez heroiny, a dziewczyna obieca, że nigdy więcej nie prześpi się z klientem. Kiedy mężczyzna w fordzie miał wytrysk, prawą ręką chwycił dziewczynę za szyję, w lewej trzymając członek. Jęknął, jakby miał zwymiotować. Trwało to długo. A potem cisza. Dziewczyna wyskoczyła z auta jednym susem. Samochód odjechał. Szła w deszczu, by wrócić do swojego chłopaka, w jutowej torbie miała banknot,100 marek.

XXX

Kiedy po nocach głodu przyleciałam do Grecji, poczułam się supersilna i byłam pewna, że Panagiotis pomoże mi uwolnić się od tego diabelstwa. Ale, rzecz jasna, wszystko potoczyło się inaczej. Walka z narkotykiem zawsze stawała między nami, ale w którymś momencie uległam, to nas bardziej zbliżyło. Przez sześć lat wszyscy czworo próbowaliśmy sobie nawzajem pomóc, ale nieważne, ile razy próbowaliśmy wspólnie odstawić, nieważne gdzie zmierzaliśmy, by wyrwać się z tego zaklętego kręgu, w który znów wpadaliśmy tak szybko: narkotyk zawsze znowu nas dosięgał – często kilogramami, w niskiej cenie. Pochodził z sąsiedniej Turcji. W 1993 roku, gdy ostatecznie wróciłam do Berlina, byłam głęboko przekonana, że wraz z wyspami greckimi zostawiam za sobą także moją przeszłość. Tam przestałam zajmować się wyłącznie „Christiane F.” Byłam przeświadczona, że bez Panagiotisa, Christosa i Marii nie wrócę już do nałogu. Ale to, co mnie czekało, było najbardziej mrocznym rozdziałem w moim życiu. Bo nie udało mi się dotrzymać obietnicy, że pozostanę czysta. Zaczęłam obracać się wśród ludzi, którzy bardzo często nie potrafili już robić niczego innego, tylko się szprycować. Którzy byli naprawdę u kresu drogi.

Często przyczyną nie jest wyłącznie heroina, ale też środowisko. W określonym momencie, choć nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, życie toczy się tak, że w końcu zawsze idziemy w te same miejsca, by powtarzać te same zachowania. I nie mówię jedynie o uzależnieniu, ale również

o innych rzeczach, które sprawiają, że systematycznie wracamy do narkotyku. Na przykład mój problem polega w gruncie rzeczy na tym, że nie znoszę być sama. Więc znów poszłam się zobaczyć ze starymi znajomymi ze sceny, nawet jeśli to nie byli moi prawdziwi przyjaciele.

Spędzali czas tak samo jak ja, mieli te same problemy, opowiadali te same anegdoty. Wszystko to szybko zbliża i zaczynamy sobie wyobrażać, że to jest przyjaźń. Ale często to co najwyżej interesowny związek i zawsze kończy się w ten sam sposób, bo odczuwamy zawód, pokłóciliśmy się z powodu kilku euro, które pożyczyliśmy i jeszcze nie zdołali oddać. Albo z powodu garstki trawy, którą ktoś nam zwędził. Przyzwyczajamy się do wszystkiego, nawet do oglądania śmierci naszych towarzyszy. Straciłam dziesiątki przyjaciół, w przypadku niektórych nawet nie wiem jak. Pamiętam tylko najbardziej drastyczne przypadki, na przykład moich kumpelek, które zawarły nagle białe małżeństwa z Arabami, bo dzięki temu oni  mieli karty pobytu, a one narkotyki.

XXX

Pewnego ranka otrzymałam list z informacją, że chcą odebrać mi prawo do opieki nad synem i prawo do wspólnego mieszkania. Proces odbył się już w kilka dni później i trwał tylko pół godziny. Mój adwokat zrobił oczywiście wszystko, co mógł, ale to nie był Rolf Bossi*. A zresztą znów wróciłam do nałogu i z tego powodu straciłam wszelkie szanse na odzyskanie dzieciaka.

Byłam głupia, niewiarygodnie głupia, być może zasłużyłam na to wszystko, co mi się przydarzyło.

Kiedy postanowiono, że Phillip nie wróci do domu, ale zamieszka u rodziny zastępczej, przyznano mi prawo widzenia z nim w Jugendamcie, na początku raz na dwa tygodnie.

Siedzieliśmy tam z ośmioma innymi osobami, nie mam pojęcia, kim byli wszyscy ci ludzie. Rzecz jasna myśleli, że ucieknę z dzieciakiem, jeśli zostawią nas bez nadzoru. i właśnie tak bym zrobiła! Uciekłabym do Tajlandii albo gdzie indziej, nawet na koniec świata. Ale teraz to było już niemożliwe. Jeśli chciałam spędzić trochę czasu z mym dzieckiem, nie miałam wyboru, musiałam siedzieć w tym pustym pomieszczeniu pośród obcych spojrzeń.

Bardzo dużo płakaliśmy przez ostatnie tygodnie po naszej separacji. Przyznaję, że zawsze coś paliłam, zanim tam poszłam, po prostu żeby zachować spokój. Bo w tym okresie byłam

kompletnie rozkojarzona. Paliłam wcześniej małego skręta, by dzieciak nie zobaczył, jak jest ze mną źle. Ale gdy wchodził do pokoju, w oczach stawały mi łzy, jemu także. Najgorsze w tym wszystkim było to, że był nie tylko smutny, ale także zły – wściekły na mnie.

Jego zdaniem to, co się stało, to była moja wina. Nigdy tego mi nie powiedział, ale wiem, że jeszcze dziś zadaje sobie pytanie, dlaczego mu to zrobiłam. i ma pełne prawo mieć mi to za złe. To z mojego powodu musiał teraz żyć z nieznajomymi ludźmi, przyzwyczajać się do nowej szkoły i szukać nowych przyjaciół. Tego wszystkiego nigdy sobie nie wybaczę. On również.

Oczywiście nie było mowy o tym, bym całkowicie załamała ręce. Toteż zrobiłam to, czego żądał ode mnie urząd. Postawiono mi kilka warunków, między innymi ten, bym wróciła do leczenia metadonem. Robiłam to przez cały rok z dobrymi efektami, bez słowa protestu, Aż w końcu Phillipowi pozwolono odwiedzać mnie w Teltow, najpierw tylko na jeden dzień, później na cały weekend. W tym czasie nie miałam wpływu na to, gdzie skierują Phillipa, ale wiem, że trafił w bardzo dobre miejsce i do dzisiaj tam jest. Najpierw poczułam ulgę, że nie wysłali go do jakiejś zwyczajnej rodziny, gdzie w kółko by słyszał:

„U nas panują trochę inne zasady, tutaj trzeba robić to tak i tak”.

Phillip mieszka z pięciorgiem innych dzieci w domu państwa Peterów w Brandenburgii. Naprawdę ciężar spadł mi z serca, gdy okazało się, że nadal mogę być obecna w jego życiu, odgrywać w nim jakąś rolę. Gdyby mój syn w końcu mi powiedział: „Nie jesteś już moją matką, tylko ona” – złamałby mi serce, to by mnie
kompletnie rozbiło.

 

 

Tytuł: Christiane F. Życie mimo wszystko
Autorzy: Christiane V. Felscherinow i Sonja Vukovic
Przełożył Jacek Giszczak
Opracowanie graficzne: Andrzej Barecki
Kategoria: literatura, literatura faktu
Wydawca: wydawnictwo Iskry
Miejsce wydania: Warszawa, premiera:  kwiecień 2014
Wydanie: I
Objętość: 300 stron
Format: 145 x 235  mm
Oprawa: broszurowa
ISBN: 978-83-244-0361-5
EAN: 9788324403615
Cena katalogowa:  39,90 zł

Podoba mi się, kupuję:


2. Preteksty do wspomnień,
Krystyna Kotlińska

Nota o książce:

 

powieści o pisarzach, artystach, profesorach – oparte o zapiski autorki i zachowaną w domowym archiwum pasjonującą korespondencję z nimi. Krystyna Kolińska wspomina studenckie występy kabaretowe, lata pracy dziennikarskiej m.in. w „Świecie” i „Stolicy”, życie towarzyskie i literackie. Na kartach książki ożywają znane jej osobiście postacie, między innymi: Yoshiho Umedy, Zbigniewa Raszewskiego, Nelly Strugowej, Gustawa Morcinka, Leopolda Buczkowskiego, Marii Kuncewiczowej, Eryka Lipińskiego, Krystyny Skuszanki i wielu innych.


O Autorze:


Krystyna Kolińska urodziła się w Częstochowie 23 grudnia 1923 roku.

Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Poznańskim (dziś Uniwersytet Adama Mickiewicza). Po zamieszkaniu w Warszawie pracowała od 1950 roku w Lidze Morskiej, później od 1953 roku w Ministerstwie Kultury i Sztuki, skąd przeszła do Ludowej Spółdzielni Wydawniczej (lata 1953–1958). Następnie przez pięć lat była redaktorką w Wydawnictwie „Sport i Turystyka”, współpracując jednocześnie z różnymi pismami (m.in. „Świat”), publikując tam reportaże i artykuły na tematy literackie. Od 1969 roku do grudnia 1981 roku w tygodniku „Stolica” była kierowniczką działu kulturalnego.

Autorka wielu książek, m.in.: Tajemnice na sprzedaż (1968), Sienkiewicz i piękna Wielkopolanka (1973), Stachu, jego kobiety, jego dzieci (1978), Szatańska księżniczka. Opowieść o Izabeli Czajce-Stachowicz (1992), Córka smutnego szatana. Biografia Stanisławy Przybyszewskiej (1993), Orzeszkowa. Złote ptaki i terroryści (1997), Zegadłowicz. Podwójny żywot Srebrempisanego (1999), Miłość, namiętność, zbrodnia (2000), Słynne procesy (2008), Szaniawski. Zawsze tajemniczy (2009).

Nagrody za całokształt twórczości: m.in. nagroda ZAIKS-u im. Karola Małcużyńskiego oraz Związku Rzemiosła Polskiego im. Władysława Reymonta. Odznaczenia: m.in. Krzyż Armii Krajowej, odznaka Akcji „Burza”, „Gloria Artis” ministra Kultury (2009). Nagrody literackie za poszczególne pozycje: m.in. Szaniawski. Zawsze tajemniczy odznaczony dyplomem Warszawskiej Premiery Literackiej, jako „Książka lata 2009 roku”, Nagroda im. Cypriana Kamila Norwida (2010). 

Fragment książki:

Najwyższy czas, aby uwolnić zamknięte w pudłach i szufladach „pamiątki z przeszłości”, wywołać z ogromnej przestrzeni czasowej znanych mi ludzi na różnych
życiowych drogach. Jak się przeżyje tyle lat co ja, to nazbiera się wiele „kamyków
pamięci”. Nadepnę na jeden i toczy się cała lawina. Próbuję wydobyć z niej obrazy
pewnych wydarzeń, niezwykłe przypadki. Czym się kierować, aby, segregując, nie wyrzucać zbyt pochopnie luźnych notatek, tekstów zapisywanych na wątłych bibułkach, zapisków? Co warto ocalić? Czy sensownie, ze zrozumieniem, uda się wszystko ocenić po dziesiątkach lat? Jakim spojrzeniem obdarzyć miasto rodzinne – Częstochowę, gdzie przyszłam na świat, gdzie chodziłam do szkoły z ciemnym jak studnia podwórzem, przy ulicy Jasnogórskiej?...

W Częstochowie przeżyłam okupację. Pod pseudonimem „Złam” działałam w AK,
na tajnych kursach nauczania zdałam maturę, potem zaliczyłam jeden rok polonistyki na kierowanym z Warszawy Uniwersytecie Ziem Zachodnich. Powojenne lata to studia na Uniwersytecie Poznańskim. Od 1950 roku –Warszawa, a tam różne sublokatorskie kąty, różne miejsca pracy. Różne wiosny. Różne jesienie… I różni ludzie, spotykani przez te dziesiątki lat.

xxx

Imię Ryochu oznacza: Dobry i Wierny. Prochy dobrego i wiernego przyjaciela Polski
złożono na warszawskich Powązkach, w rodzinnym grobie generała Kamila Seyfrieda.
W pobliżu, w alejce na prawo, widniała niezwykła rzeźba: strzaskane skrzydło
samolotu. Napis na tabliczce informował, że „Podpułkownik lotnictwa Stanisław Michowski  odznaczony Krzyżem Virtuti Militari żył lat 52”.

Tak, to ten sam Michowski, który w 1923 roku spotkał, na pokładzie statku płynącego do Marsylii, mnicha Zen – Ryochu Umedę. Umeda, podobnie jak jego polscy przyjaciele, nie znał okoliczności śmierci bohaterskiego lotnika RAF-u, który po wojnie, pragnąc połączyć się z rodziną, powrócił do kraju. Wkrótce został aresztowany jako szpieg. Gdy w początku lat sześćdziesiątych odwiedziłam w Tokio krewnych profesora Umedy, nikt z nas nie był wtedy świadomy całej prawdy. Po powrocie do Warszawy napisałam reportaż o losach Umedy i jego przyjaciołach, w przypadku Michowskiego podając jedynie lakoniczną treść z nagrobnej tabliczki. Po publikacji zatelefonowała do mnie córka Michowskiego: – Grób ojca jest symboliczny, nie wiemy, gdzie leży… Zginął w więzieniu przy ulicy Rakowieckiej od strzału w tył głowy, wrzucono go potem do dołu w ziemi.

Po tej rozmowie reportaż zatytułowany Polska – moja miłość umieściłam wśród
innych książkowych opowieści. Udało mi się wtedy dorzucić tam jedną, lecz wiele
mówiącą informację: „Po powrocie z obczyzny tragiczna, niepotrzebna śmierć w 1952 roku wyznaczyła Stanisławowi Michowskiemu nieznane miejsce spoczynku”.
Moi dwaj bohaterowie – Umeda i Michowski – nie wybierali sobie dróg, na których
się spotkali, ani wtedy, na pokładzie obcego statku, ani później – w cmentarnej
kwaterze. Polska – ojczyzna serca! Razem witali tę ojczyznę i razem do niej wrócili. Połączył ich przypadek? Zrządzenie losu?...

Yoshiho



Tytuł: Preteksty do wspomnień
Autor: Krystyna Kotlińska
Opracowanie graficzne: Janusz Barecki
Kategoria: literatura faktu, wspomnienia
Wydawca: wydawnictwo Iskry
Miejsce wydania: Warszawa, premiera:  marzec 2014
Wydanie: I
Objętość: 390 stron
Format: 170 x 240 mm
Oprawa: twarda z obwolutą
ISBN: 978-83-244-0357-4
EAN: 9788324403574
Cena katalogowa:  49,00 zł

Podoba mi się, kupuję:

 

3. Major Hubal. Historia prawdziwa, Łukasz Ksyta

Nota o książce:

 

Hubal ­– czyli major Henryk Dobrzański – to postać na pozór znana: ostatni żołnierz Rzeczypospolitej Polskiej, który w mundurze chciał przetrwać do przyjścia odsieczy z zachodu. Olimpijczyk – był świetnym jeźdźcem, wielkim znawcą koni. Z temperamentu zagończyk i indywidualista. Jego postawa do dziś wywołuje spory. Wiele sądów i opinii, nierzadko diametralnie różnych, wypowiadali o nim historycy i publicyści, poczynając od samego Melchiora Wańkowicza. Narosła przez lata legenda przesłaniała życie Hubala.

Właśnie życie Dobrzańskiego opisał szczegółowo Łukasz Ksyta, wykorzystując nie tylko bogatą literaturę przedmiotu, ale też docierając do wielu nieznanych wcześniej dokumentów. Książka ukazuje życie bohaterskiego oficera od dzieciństwa, poprzez pierwszą wojnę światową i międzywojenne dwudziestolecie aż po śmierć na polu walki, rekonstruuje dzieje dowodzonego przez niego oddziału i losy jego żołnierzy. Pokazuje wiele nowych faktów, nie stroniąc od tematów trudnych. Hubal jawi się na jej kartach nie jako pomnikowy ideał, lecz człowiek z krwi i kości.

Kilka słów o Autorze:

Łukasz Ksyta (ur. 18.09.1983 w Opocznie) – historyk, współtwórca i redaktor strony www.majorhubal.pl. Od kilku lat gromadzi i zbiera materiały dotyczące majora Henryka Dobrzańskiego Hubala i jego żołnierzy. Swoje artykuły publikował w Nowym Jorku na łamach „Przeglądu Polskiego” – dodatku kulturalnym „Nowego Dziennika” oraz „Tygodnika Opoczyńskiego”. Współautor publikacji pt. „Opoczno i jego związki z oddziałem Hubala”. Członek „Komitetu Renowacji Szańca Majora Hubala”.

Fragment książki:

Działalność Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego mjr. Henryka Dobrzańskiego Hubala zajmuje szczególne miejsce w powrześniowej historii Polski. Wynika to z faktu, iż oddział rozpoczął swoją działalność w okresie, kiedy struktury konspiracji wojskowo – politycznej jeszcze nie działały i brak było opracowanych metod walki z okupantem. Był on wówczas najlepiej zorganizowanym i bojowo najaktywniejszym oddziałem podejmującym walkę zbrojną z okupantem hitlerowskim w kraju. W trakcie działalności oddziału przez jego szeregi przeszło około 600 żołnierzy i oficerów. Dowódca oddziału po zakończeniu kampanii polskiej 1939 r. bez żadnej przerwy w walce stanął na czele oddziału, nie mając możliwości korzystania z doświadczeń innych. Major Henryk Dobrzański był przekonany o słuszności podejmowanych działań, gdyż głęboko wierzył, że na wiosnę 1940 r. alianci podejmą działania zbrojne na Zachodzie. Hubal widział potrzebę przygotowania do tego czasu zaplecza i w tym celu opracował strukturę Okręgu Bojowego Kielce, który miał zapewnić mobilizację kilku tysięcy ludzi. Podstawową kadrę dowódczą dla zmobilizowanych stanowić mieli żołnierze z oddziału wydzielonego mjr. Hubala.

Mimo, iż bezpośrednia walka z okupantem do czasu rozpoczęcia działań zbrojnych na Zachodzie, nie była zasadniczym celem działalności oddziału, to okupacyjna rzeczywistość sprawiła, iż jej podjęcie stało się konieczne. Dzięki doświadczeniom zdobytym w prowadzeniu działalności na terenie zajętym przez wroga, Hubal doskonalił taktykę walki z okupantem. Z doświadczeń jego oddziału w późniejszym okresie korzystały oddziały partyzanckie BCh i AK, które swoją działalność prowadziły na Kielecczyźnie.

W okresie istnienia oddziału przeprowadzono – jak obliczył Zygmunt Kosztyła – trzydzieści trzy akcje zbrojne, w tym cztery, do których użyto całości oddziału, pięć potyczek i dwadzieścia cztery starcia. Poniesione straty w ludziach były kilkakrotnie mniejsze od strat po stronie niemieckiej, choć do zwalczania oddziału Niemcy użyli nieporównywalnie większych sił.

Działania podejmowane przez mjr. Henryka Dobrzańskiego były nieprzychylnie odbierane przez władze Związku Walki Zbrojnej. Nawiązując kontakt z ZWZ, Hubal liczył na podjęcie współpracy. Nie zgadzał się jednak na podporządkowanie swojego oddziału, gdyż uważał go w dalszym ciągu za Oddział Wydzielony Wojska Polskiego, od września 1939 r. trwający pod bronią. Mimo czynionych trudności ze strony ZWZ, Dobrzański konsekwentnie realizował postawiony sobie cel. Nie rezygnując z walki, do końca pozostał wierny żołnierskiemu obowiązkowi.

Działalność oddziału mjr. Hubala należy zaliczyć do wyjątkowych w polskim ruchu oporu. Miała ona ogromne znaczenie moralne i polityczne, wpłynęła pozytywnie na proces kształtowania się w społeczeństwie świadomości, iż walkę należy kontynuować. Przyczyniła się w istotny sposób do przełamania nastrojów apatii i bierności. Działania oddziału były jawną i skuteczną demonstracją patriotyczną, która wywarła duży wpływ na rozwój działalności konspiracyjnej nie tylko na Kielecczyźnie.


Tytuł: Major Hubal. Historia prawdziwa
Autor: Łukasz Ksyta
Kategoria: biografie/ postaci historycznych
Wydawca: wydawnictwo Iskry
Opracowanie graficzne: Andrzej Barecki
Miejsce wydania: Warszawa, premiera: maj 2014
Wydania: I
Objętość:  400 stron
Format: 170 x 240 mm
Oprawa: twarda z obwolutą
ISBN: 978-83-244-0365-3
EAN: 9788324403653
Cena katalogowa: 44, 00 zł
Cena u Wydawcy: 39,60 zł

Podoba mi się, kupuję:

 

3. Jasnowidz w salonie, czyli spirytyzm i paranormalność w Polsce międzywojennej, Paulina Sołowianiuk

Dziś o spirytyzmie mówi się z rzadka, przywołując go jako przykład naiwności minionych generacji i kuriozum na zawsze zażegnane. To, co wówczas, w XIX wieku było nową prawdą, uznaje się za niepozbawiony śmieszności przesąd. Tymczasem o epoce namiętnej duchowości, w której zjawy były niemal tak ważne jak wynalazki, warto opowiedzieć z należnym jej szacunkiem. Zwłaszcza że kluczowymi dla jej rozwoju postaciami byli ci, którym bynajmniej nie zbywało ani na powadze, ani na elitarności – pisarze, artyści, politycy, wojskowi… Ci, którzy aktywnie kształtowali wówczas polską kulturę, tradycję i wartości oraz nadawali ton czasom, o jakich zwykło się wspominać tak z podziwem, jak rozrzewnieniem.

Dwudziestolecie międzywojenne ma też swoje tajemnicze, metafizyczne nurty, których najsławniejszym przedstawicielem był Stefan Ossowiecki. Przywoływanie duchów, przepowiadanie przyszłości, wróżby przyciągały zarówno polityków, artystów i uczonych, jak i ludzi prostych. Jasnowidz w salonie pozwala przemówić epoce językiem namiętnej, bogatej duchowości. Prześwietlając salony niegdysiejszych elit intelektualnych, przywraca należny szacunek dawnym spirytystom i fascynatom zjawisk nadprzyrodzonych.


O Autorze:

Paulina Sołowianiuk, (ur.1985 r.) wychowała się na Podlasiu, studia ukończyła w Warszawie. Mieszka, pracuje i pisze w Norwegii. Jest autorką książki Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz (Iskry, 2011).

Fragment książki:

Ossowiecki już jako nastolatek przejawiał zdolności telepatyczne, a te z biegiem lat przekształciły się w „medialne”, przez które on sam rozumiał telekinezę i pismo automatyczne. W wieku młodzieńczym dawał popisy swoich umiejętności, nie łącząc ich w żadnym razie z manifestacją woli zmarłych, jak chcieliby to tłumaczyć spirytyści działający wówczas licznie w Moskwie. Nie sądził też, by zdolności te odziedziczył, choć nie ukrywał, że jego nobliwa matka, Bona z Newlin-Nowohońskich, odznaczała się niespotykaną intuicją, siostra zaś w wieku dojrzałym na skutek szoku po śmierci syna ujawniła trudny do wytłumaczenia, spontaniczny talent rzeźbiarski. Młody Ossowiecki brał  udział w setkach pokazów, podczas których sprawiał, że po pokojach wędrowały zegary, a co wrażliwsze damy omdlewały i doznawały ataków histerii.

Tytuł: Jasnowidz w salonie, czyli spirytyzm i paranormalność w Polsce międzywojennej
Autor: Paulina Sołowianiuk
Opracowanie graficzne: Andrzej Barecki
Kategoria: historia, ezoteryka
|Wydawca: wydawnictwo Iskry
Miejsce wydania: Warszawa, premiera:  marzec 2014
Wydanie: I
Objętość: 240 stron
Format: 150 x 220 mm
Oprawa: twarda z obwolutą
ISBN: 978-83-244-0358-5
EAN: 9788324403585
Cena katalogowa:
Cena u Wydawcy:  39,90 zł

Podoba mi się, kupuję:

 

4. Rozmowy z psem, czyli komunikacja międzygatunkowa, Jolanta Antas

Nota o książce:

Książka wpisuje się w tematykę i problemy nowego nurtu zwanego „animal studies” i stanowi wyraz pewnej postawy filozoficznej i kulturowej, w ramach której zwierzęciu (i nie tylko psu) przyznaje się prawo do podmiotowości, a jednocześnie daje wyraz protestu przed wszelkimi próbami jego uczłowieczania. Autorka rozważam w niej takie problemy jak dusza zwierzęcia, jego życie uczuciowe, godność i zdolności empatyczne. Przeczy powszechnemu mniemaniu o braku inteligencji zwierząt i Kartezjańskiej tezie o tym, że zwierzęta są po prostu maszynami.



O Autorze:


Prof. dr hab. Jolanta Antas, Kierownik Zakładu Teorii Komunikacji Wydział Polonistki UJ, autorka między innymi książek: O mechanizmach negowania. Wybrane semantyczne i pragmatyczne aspekty negacji, O kłamstwie i kłamaniu, w której między innymi podjęła też temat kłamstwa zwierząt i zagadnienia roli gestu w komunikacji ze zwierzęciem; autorka monografii: Semantyczność ciała. Gesty jako znaki myślenia, w której również zastanawiała między innymi nad komunikacją z innymi gatunkami przez cielesność ciała.

Fragment książki:

Pies w mieście, to zupełnie inna wizja kulturowa niż pies na wsi. Ludzie mają swoje bardzo różne, kulturowe i indywidualnie wyobrażenia koegzystencji z psem: np. wiejskie, chłopskie – pies przy budzie, ostrzegający szczekacz; sarmackie – pies rasowy, piękny, szlachetny partner myśliwego; miejskie, mieszczańskie – kundelek obsikujący podwórkowy trawnik, szczekacz z klatki schodowej, snobistyczne – bywalec salonowych wystaw psów rasowych czy pachnący i wyszczotkowany pies kanapowy, towarzysz wieczorów z chipsami i telewizją, niedzielny kompan rodzinnych wycieczek i ewentualnie pies, którym można się pochwalić sąsiadom. Rasowy i drogi, świadczący tym samym o zamożności i statusie społecznym właściciela – znawcy.

W tej książce zaproponuję zupełnie inną wizję psa i inną wizję relacji z psem. Nie będzie to ani wizja psa użytkowego, ani wizja psa salonowego, ani psa – klatkowego szczekacza, ale wizja psa –

przyjaciela lub równoprawnego członka rodziny. Wizja psa towarzyszącego i żyjącego nie na marginesie rodziny, ale jej pełnoprawnego członka, o którego rozwój osobowy dba się tak samo jak o rozwój osobowy dziecka. Wizja psa-brata – brata innego gatunku.

Ta książka będzie także o błędach porozumienia z psem, błędach wynikających, niestety, z naszej ludzkiej skłonności do uczłowieczania innych gatunków, z braku zrozumienia, że istoty różne od nas gatunkowo inaczej odczuwają i inaczej myślą. Przez naszą pyszałkowatą ludzką próżność sądzimy, że inne czujące istoty mają doznania podobne do naszych. W związku z tym myślowym uzurpatorstwem tracimy szanse na porozumienie z nimi, często wręcz krzywdzimy je i nie pozwalamy im rozwijać się przy nas. A najwięcej takich krzywd doznaje właśnie pies, który – mimo wszystko – jako jedyny przedstawiciel innych gatunków zdecydował się żyć z nami, a nie obok nas, jak na przykład kot.

Ta książka jest adresowana do ludzi, którzy przekroczyli pewien próg świadomości kulturowej, i zrozumieli, że rozwój cywilizacji polega na tolerancji, ale nie obojętności, dla innych ras i gatunków, żyjących na ziemi i w kosmosie. Dla ludzi, który pozbyli się uprzedzeń rasowych i zaczęli na tyle szanować inne rasy i kultury ludzkie, by otworzyć się także na poznanie innych gatunków życia. Na poznanie przez próbę zrozumienia, a nie podporządkowania. To udało się już w zakresie ludzkich ras – jak mniemam. Czas zatem na krok następny – poznawcze otwarcie się na inne gatunki. I psu się to należy w pierwszej kolejności, bo – i tu powtórzę – pierwszy zdecydował się żyć z nami, a nie obok nas.

Jest taka powiastka. Dawno, dawno temu, świat zalał potop. I człowiek oraz zwierzęta schroniły się na krze, która odpływała w nieznane. Nagle jednak kra przełamała się i człowiek został sam, a zwierzęta znalazły na drugiej części. Obie zaczęły się szybko oddalać od siebie i w ostatniej chwili pies przeskoczył na połówkę człowieka.

Tytuł: Rozmowy z psem, czyli komunikacja międzygatunkowa
Autor: Jolanta Antas
Wydawca: wydawnictwo Iskry
opracowanie graficzne: Janusz Barecki
Projekt okładki: Ada Kopeć-Pawlikowska
Kategoria: poradnik
Miejsce wydania: Warszawa, premiera:  marzec 2014
Wydanie: I
Objętość: 368 stron
Format: 140 x 200 mm
Oprawa: broszurowa
ISBN: 978-83-244-0362-2
EAN: 9788324403622
Cena katalogowa: 35,00 zł
Cena u Wydawcy: 31, 00 zł

Podoba mi się, kupuję:

GLK. Informacja nadesłana

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.