fesstiwal słowa w piosence
--
Kuba Frołow, Łukasz Gołębiewski, Piotr Dobrołęcki. Fot. R.Mendruń

Krakowskie doniesienia. Epizod pierwszy i drugi

Wydarzenia [06.11.09]

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Impas, kryzys czy progres? Które opisuje rzeczywistość?

Jedno można powiedzieć na pewno. Na najważniejszym branżowym spotkaniu pierwszego dnia Targów Książki w Krakowie („Jak wyjść z impasu? Rozwiązania dla rynku książki” na kanwie wydania „Rynku książki w Polsce 2009”) nie powiedziano niczego choć o jotę odmiennego od obowiązującego dogmatu. „Było świetnie, jest znośnie”. Atmosfera trochę jak z walnego zgromadzenia akcjonariuszy świat_wydawców_polskich sp. z o.o. Czy musimy wykazać na koniec roku dobry wynik, bo wynik is king? A jak pokażemy spadek, to nas wywalą z targów w Krakowie?

Ciężar opisu sytuacji w 2008 roku wziął na siebie Łukasz Gołębiewski - najbardziej rozpoznawalny analityk polskiego rynku książki, który dobre pół godziny snuł wizję bliskiej przyszłości: książki tanieją, bo nie będą drukowane, tylko wysyłane w eter w postaci plików. Każdy będzie miał urządzenie do czytania (za złotówkę) w kieszeni, dla turystów w ogóle nie produkujemy książek, tylko wysyłamy im kontent na ręcznego GPS-a (turyści nie używają już map i kompasów), a kiedy turysta potyka się o kamień, to GPS informuje go natychmiast, że jest to kula armatnia, od której zginął sułtan basza, oblegający taką to a taką twierdzę, zaś dla typowych ramoli na miejscu EMPiKU stoi automat do robienia przestarzałych drukowanych (tanich) książek - po wrzuceniu 5 zł lub dwóch monet 5 zł otrzymamy dowolną książkę z wielomilionowej oferty wydawniczej, spersonalizowaną, jeśli niedowidzimy , czcionka większa, jak nie lubimy dźwigać i lubimy wersję pocket - czcionka mniejsza.

Musimy nauczyć się sprzedawać kulturę w nowym formacie
- powtórzył kilkukrotnie - musimy się przygotować. Przyszłość nadchodzi bez wątpienia i w tym punkcie wszyscy zgodzili się z panelistą. Nie wszyscy jednak zaakceptowali tezę, że w przyszłości będzie lepiej dla wydawców (niższy koszt wytworzenia i wysoka marża) i dla nabywców (tańszy dostęp).

Jan Lus, szef Izby Księgarstwa Polskiego, wywołany dla skomentowania prezentacji przez prowadzącego Piotra Dobrołęckiego, stwierdził, że Łukasz sprzedaje nam przyszłość, przy czym sztuka futurologii jest trudna, dotychczas jeszcze nikomu nie udało się przewidzieć niczego sensownego - przynajmniej tak uważa słynny fizyk Stephen Hawking. A to dlatego, że do opisu przyszłości posługujemy się narzędziami i pojęciami branymi z teraźniejszości.

Natomiast o teraźniejszości było mało. Tak mało, że trudno ustalić, jak dobrze jest na rynku. Temat sugerował, że mamy impas. Gdzieniegdzie słyszy się o kryzysie, Łukasz Gołębiewski sytuację w branży opisał przychodami z reklam własnej firmy, a ponieważ te odbiły do góry, z tego, jego zdaniem, należy wnioskować, że cały rynek także odbił do góry. Spytany o to, czy mamy kryzys, impas czy progres odpowiedział, że w 2008 roku było wyjątkowo dobrze, ale to se ne wrati.

Po rozdaniu nagród dla największych hurtowni w Polsce (3 miejsce Azymut, 2 miejsce Wikr, 1 miejsce FK Olesiejuk) w kuluarach odbyła się arcyciekawa dyskusja na temat sytuacji w 2008 i 2009 roku. Szkoda, że przysłowiowy 1% z tych mikropaneli nie trafił na oficjalny panel. Ale nie czas żałować róż. Należy stwierdzić, że zdaniem branżowców rok 2008 był wyjątkowo dobry na rynku książki, bo wszędzie w Polsce był dobry. Wyjątkowo tanie euro i ogólna euforia spowodowała ogromną nadprodukcję książek. Wydawcy drukujący za granicą i rozliczający się w obcych walutach trochę przeinwestowali, sprzedali (przekazali do sprzedaży) góry książek (stąd te dobre wyniki), ale część z tych książek do dziś leży w magazynach hurtowni i księgarń (liczymy na sezon świąteczny, ale trochę szkoda, bo nie ma ciekawych nowości), a część została zwrócona wydawcom (będzie korekta wyniku na bank). Część wydawców może też poczytać sobie za sukces umiejętność skutecznego składania wniosków do UE. Unijne dotacje wchodzą w wynik, podobno już każdy coś dostał lub dostanie lada moment. Podręczniki: mamy kolejny etap reformy edukacji, mamy nowe podręczniki, mamy nowe obroty i nowe wyniki. Ciekawą rzecz powiedział Michał Srzyniarz z Arctic Paper - im więcej wchodzi nowych mediów, tym więcej sprzedaje się papieru. Tak jakby wbrew obowiązującej logice konkurencji media napędzały media.

To wszystko bardzo ciekawe, ale nikt nie powiedział, na czym stoimy. Jednego nie można powiedzieć na pewno: jaka była sytuacja na rynku książki w 2008 i jaka będzie w 2009 roku.

Dobry Google i zły Google

Drugie pod względem wagi spotkanie branżowe, zorganizowane przez Polską Izbę Książki dotyczyło głównie firmy Google. Z firmą Google kłopot jest taki, że propozycja dla wydawców to trzy propozycje, a każda ma swój zespół sterujący z grupą dyrektorów, którym nie wypada (nie mogą, nie wiedzą, nie chcą) mówić o projektach kolegów dyrektorów.

Philippe Colombet, gość Polskiej Izby Książki, jest dyrektorem odpowiedzialnym za program partnterski (Google Search Project) w naszej części Europy i dla niewtajemniczonych w strukturę Google wskazówka - to jest ten dobry dyrektor. Jego pion nie odpowiada za projekt skanowania książek z bibliotek i udostępnianie fragmentów tych skanów w sieci (Library Projekt), nie negocjował kontrowersyjnej ugody z wydawcami i autorami w USA (Google Settlement) i nie przygotowuje do wdrożenia projektu Google Edition, cyfrowej półki z wykupionymi przez klienta e-bookami trzymanymi na serwerach Googla po wsze czasy, który w testowej wersji wejdzie w USA w 2010 roku, w Europie może w 2011 roku.

Trochę żal Philippe’a Colombeta - reprezentuje giganta i monopolistę na polskim rynku, a Polacy są nieufni wobec gigantów i monopolistów. To na niego spada odium niechęci. Efekt jest taki, że na świecie do projektu Google Search Project przystąpiło - według gościa spotkania - 30 tysięcy wydawców, którzy wyrazili ochotę na przekazywanie swoich książek (już 2 miliony tytułów), a w Polsce... czterech, choć Philippe Colombet pracuje w Polsce już rok. W maju tego roku było trzech: Wolters Kluwer Polska, WSiP i WNT, a teraz doszła jeszcze Bellona. To tak jak z czytelnictwem w Polsce, w średniowieczu czytało 3% Polaków, teraz jest 4%, a więc postęp wyraźny (nie pamiętam, kto jest autorem tej anegdoty).

Wracając do Polski tu i teraz. Żaden z czterech wydawców nie udostępnił całej oferty, każdy chce przekazać do Google Book Search kilkaset tytułów (ok. 500 od każdego) i każdy zgodził się na bezpłatne wyświetlanie do 20% książki on-line za darmo. - Tak jak w księgarni - mówił gość z Google’a. My chcemy pokazywać wasze książki, wy decydujecie ile, które, na jakich zasadach. Nie przekonało to członków PIK.

Renek Mendruń

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.