fesstiwal słowa w piosence
--

Jarosław Rudiś i Ołech Kocarew - Dwa krańce bardzo prawdopodobnego świata

[20.07.15]

Trzynasty Dzień Miesiąca Autorskich, późne popołudnie należało do Jaroslava Rudiša, a wieczór do Ołecha Kocarewa. Jeden, to czeski piewca Pragi i minionego świata, a drugi próbujący ten świat na nowo nazwać.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Spotkanie z Jarosławem Rudišą prowadziła jego tłumaczka Katarzyna Dudzic. To dzięki jej kunsztowi możemy rozkoszować się całym bogactwem językowym i obrazowym jego prozy.


Katarzyna Dudzic:
Myślę, że Jaroslava Rudiša nie muszę Państwu dokładnie i szczegółowo przedstawiać jest on bardzo dobrze znamy polskim czytelnikom z jego powieści „Grandhotel" (wydawca: Good books), „Koniec punku w Helsinkach", „Cisza w Pradze" (wydawca: Czeskie klimaty, a także komiksom „Alois Niebel" którego trzy części zatytułowane: „Biały potok, „Dworzec główny" i „Złote góry" ukazał się w Polsce w wydawnictwie Zin Zin Press.

   

Rudiš studiował germanistykę w Pradze, ale także Libercu i Zurychu.https://pl.wikipedia.org/wiki/Zurych Pracował m.in. jako nauczyciel, w latach 2001 - 2002 https://pl.wikipedia.org/wiki/2001https://pl.wikipedia.org/wiki/2002przebywał na stypendium w Berlinie https://pl.wikipedia.org/wiki/Berlin- w mieście tym umieścił akcję swej debiutanckiej powieści. W 2002 rozpoczął pracę w dziale kulturalnym dziennika Právo. Mieszka w Pradze.

Jako prozaik debiutował w 2002https://pl.wikipedia.org/wiki/2002 Niebem pod Berlinem. Główną scenerię - częściowo autobiograficznego - utworu stanowi system berlińskiego metra, rozgrywa się on w światku motorniczych, ale także bezdomnych oraz ulicznych grajków. Powieść zdobyła Nagrodę Jiřího Ortena (czeska nagroda literacka dla młodych pisarzy). W latach 2003-2005https://pl.wikipedia.org/wiki/2003https://pl.wikipedia.org/wiki/2005 ukazywały się kolejne części trylogii komiksowej Alois Nebel. Rozgrywający się w Sudetach, czarno-biały komiks, powstał we współpracy z Jaromirem 99 (Jaromírem Švejdíkem).


Na podstawie komiksu został nakręcony film. Czeski kandydat do Oscara sprzed dwóch lat.

Sukces ''Aloisa Nebla'' kompletnie Rudiša  zaskoczył. Ten film i sam komiks zmieniły jego życie. Na pewno mają wpływ na sprzedaż książek, oprócz tego przez nominacje i nagrody ciągle jest w podróży. Jaromir dostał zamówienie od brytyjskiego wydawcy komiksów na adaptację ''Zamku'' Kafki. Wychodzi w czerwcu 2013.

Rudiš opowiadał o tym, iż dzięki komiksowi, filmom, scenariuszom filmowym jest w końcu w stanie żyć z pisania. Ale oprócz tego pracuje w Niemczech jako tłumacz, a także pisze w tym języku. To jest jego drugi język. Poprzez ten język próbuje zrozumieć historię tej części Europy. Obecnie pisze „Opowieści z sauny", którym poświęca się bez reszty. Pomysł narodził się w momencie, kiedy zaczął chodzić do miejscowej sauny. Mieszka w małym niemieckim mieście, gdzie  saunie spotykają się na rozmowy mężczyźni, w różnym wieku, z różnym bagażem życiowym. Słucha i spisuje ich losy, dodaje do tego własne historie i tak powstaje jego kolejna nowa książka.

Później Rudiš opowiadał tej o swojej nowej, a może nie tak nowej pasji czyli śpiewaniu, a raczej melorecytacji, który uprawia z zespołem Kafka Band. Związane jest to z jego nowym projektem „Zamek Kafki", na który to projekt dostali dofinansowanie. W związku z tym swoje spotkania autorskie przeplata intensywnymi próbami i pracą nad inscenizacją. Próby będą trwały przez całe wakacje, a premiera spektaklu już 26 września. Rudiš  z zespołem pojawi się też na festiwalu w Sopocie.


Oto program całej trasy koncertowej:


30.05. Zittau (D), Gerhart Hauptmann-Theater Görlitz-Zittau
10.06. Berlin (D), Heimathafen Neukoelln
12.06. Bremen (D), Theater Bremen
14.07. Ostrava (CZ), Měsíc autorského čtení
15.07. Košice (SK), Měsíc autorského čtení
16.07. Lviv (UKR), Měsíc autorského čtení
20.08. Sopot (PL), Literacki Sopot
20.09. Bremen (D), Theater Bremen
PREMIERE von Das Schloss mit Kafka Band live
26.09. Bremen (D), Theater Bremen, Das Schloss mit Kafka Band
02.10. Bremen (D), Theater Bremen, Das Schloss mit Kafka Band
07.10. Bremen (D), Theater Bremen, Das Schloss mit Kafka Band
18.10. Bremen (D), Theater Bremen, Das Schloss mit Kafka Band
Foto: Christian P. Schmieder


Kafka Band, Zamek Kafki


Zachęcam do obejrzenia filmowego trailera:

 

Autor „Ciszy w Pradze" opowiadał jak część z jego przyjaciół, znajomych, członków rodziny staje się podświadomie bohaterami jego książek. Między innymi tramwajarz w „Ciszy w Pradze", to jego kolega, który faktycznie pracował przez dwa lata w Praskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym, a Vladimir, który walczy z hałasem, to odprysk historii, która wydarzyła się na prawdę. Rudiš był z kolegą na obiedzie i chcieli porozmaw3iać o jego nowym projekcie Zamek Kafki, ale przeszkadzała im lecąca fatalna muzyka w stylu techno. W końcu jego kolega, gdy jego prośby o wyłączenie jej zostały kolejny raz zbagatelizowane, wskoczył na krzesło i po prostu wyrwał kabel z głośnika. Taki i podobne sytuacje składają się później na obrazy ludzkiego życia jakie przekazuje nam w swoich powieściach Jaroslav Rudiš.

 

Sala Mediateki widziana z antresoli

Najbardziej fascynują Rudiša tramwaje i pociągi, podobnie jak Hrabala. Stąd właśnie jedną z bohaterek „Ciszy,,," jest linia praska „ 22", która opasuje całą Pragę i kończy się pętlą tramwajową na Białej Górze. która jest symboliczną górą dla Czechów. Tam zakończyła się  przegrana przez nich„Trzydziestoletnia" wojna. Linia „22" jest bardzo niebezpieczna, stąd wszyscy tramwajarze, jak tylko zatrzymają się na pętli od razu zaczynają swoją przerwę od wypalenia papierosa. Muszą odreagować stres jaki im towarzyszy przez całą drogę.

Oryginalny tytuł książki Rudiša „Cisza w Pradze" brzmi „Po cichu", ale niemieccy wydawniczy marketingowcy zmienili ją na „Cisza...i polski wydawca również poszedł w ich ślady.

Autor najnowszej książki „Aleja narodowa" przeczytał nam fragmenty „Ciszy w Pradze":

WYZWOLENIE

Vladimír jedzie tramwajem. Wsiadł do niego na okrągłym placu w Dejvicach.

Tu mieszkała jego żona. To tu odprowadzał ją wieczorem do domu po lekcjach tańca, na których się poznali. Podobało mu się, jak ona tańczy. Jak porusza swoimi długimi nogami, szczupłymi rękami i biodrami. Z elegancją, którą zachowała, nawet jak dowiedziała się o jego zdradzie, jak go wyrzuciła na miesiąc z mieszkania, by go w końcu z powrotem wpuścić. Zachowała ją nawet wtedy, kiedy jej ciało traciło życie.

Vladimír czasami spotyka swoją żonę. Niekiedy widzi ją w mieszkaniu. Stoi w drzwiach. W kuchni. W łazience. Czasem dostrzeże ją na ulicy. I bardzo często ją słyszy. Mówi mu, co ma, a czego nie ma robić, co powinien, a czego nie powinien ubierać, dokładnie tak samo, jak wtedy, kiedy byli jeszcze razem. Umarła? Vladimír tego nie wie. Ale odnosi wrażenie, że wciąż jest blisko. Że do niego przemawia. Że zamieszkała w jego głowie.

Ale teraz jej tu nie ma. Vladimír jedzie tramwajem, który podjeżdża na Prašný most i kołysze się na boki.

Trzyma się uchwytu przy drzwiach, a w palcach skrytych w kieszeni płaszcza ściska małe, ostre nożyczki. Zauważył stojącą dwa metry od siebie atrakcyjną kobietę koło trzydziestki z walizką i torebką. Na pewno jedzie z lotniska. Wygląda na trochę zmęczoną. Patrzy przez okno i coś sobie nuci. Z kieszeni pasiastej marynarki wystaje cienki biały kabel. Rozgałęzia się pod jej szyją i jego dwa końce wbijają się w uszy.

Vladimír zastanawia się, jaka muzyka dociera do jej głowy i jaką reakcję wywołuje. Czy słucha disco, rocka, folku, klasyki? Czy wywołuje w niej radość, smutek czy sentyment? Wydaje mu się dojrzała, ale równocześnie na swój sposób jeszcze całkiem dziewczęca, romantyczna, trochę rozmarzona. Na disco jest trochę za stara, na klasykę jeszcze za młoda, na folk zbyt elegancka. Więc pewnie rock. I pewnie za jego pomocą przywołuje coś, co już przeminęło.

Vladimír się przysłuchuje, ale przez ścianę słuchawek do tramwaju przenikają tylko słabe echa dźwięku, tylko urywki utworu, kilka wyższych dźwięków i fragmenty rytmu. Nie nastawiła odtwarzacza na maksymalną głośność, może nie jest jeszcze stracona, może dopiero się szuka, może się znajdzie.

Powoli przeciska się w jej stronę. Trochę pocą mu się palce, zresztą jak zawsze. Zbliża się jeszcze bardziej. Czuje, że dziewczyna pachnie różami. Pachnie tak, że go to pociąga. Vladimír lubi zapach kwiatów, chyba najbardziej róż, przypominają mu jego żonę. Kiedy odchodziła, codziennie przynosił jej świeży bukiet.

Podchodzi jeszcze bliżej. Prawie jej dotyka, ale ona nic jeszcze nie podejrzewa. Wyciąga nożyczki. Na sekundę zamyka oczy. Wącha ją. Bliżej już się nie da. Jest piękna. Odurzająca. Tnie. W dwóch miejscach, w ułamku sekundy.

Kawałek kabla wsadził do kieszeni. Szybko się odwrócił i, mijając dwie kobiety, przedarł się do uchwytu koło drzwi. Zupełnie jakby chciał popatrzeć na listę przystanków albo przeczytać program teatru, który wisi nad oknem. Kabel zabierze ze sobą do domu, tak samo jak odrobinę jej zapachu.

Nikogo to nie bolało. Nikt nic nie zauważył. To stanie się dopiero za chwilkę.

 

Po spotkaniu czekała na niego kolejka wiernych czytelników. Rudiš rozmawiał z nimi i podpisywał swoje książki. Jak się okazało tłumaczenia jego książek sprzedają się najlepiej w Niemczech i właśnie w Polsce. 

 

 

Jaroslav Rudiš podpisuje „Ciszę w Pradze"


Drugim gościem ze strony Ukrainy był  Ołech Kocarew, młody poeta, krytyk literacki, literaturoznawca.Pisze również opowiadania.

Ołech Kocarew i Jadwiga Skowron na kanapie w Mediatece


Jadwiga Skowron: Gościmy w ten upalny wieczór bardzo ważnego autora z plejady współczesnej literatury ukraińskiej. Urodził się w osiemdziesiątym pierwszym roku w Charkowie. Obecnie częściej pomieszkuje w Kijowie. Jest autorem siedmiu tomów poezji. W tym roku ukazały się dwa tomiki; jeden zatytułowany „Cyrk", a drugi można przetłumaczyć jako „Łąki łęgowe". Drugi z nich, to wspólny projekt z Tarasem Prochaśko pod tytułem „Wschód-Zachód". W każdym tomie publikuje dwóch autorów: jeden ze wschodu Ukrainy, drugi z zachodu. Kocarew jest też autorem zbioru opowiadań. W Polsce nie ukazała się jego osobna książka, ale przekłady wierszy były publikowane na łamach czasopism, a także w antologii „Cząstki pomarańczy" pod redakcją Anety Kamińskiej.



Cząstki pomarańczy to owoc  niezwykłych wypraw i przygód. To wybrana i zebrana, wychodzona i wystana, przytaszczona, przez granicę przemycona – najświeższa poezja ukraińska.


To urodzeni w latach 60., 70. i 80. autorzy: Oksana Zabużko, Wiktor Neborak, Jurij Izdryk, Marija Szuń, Nazar Honczar, Roman Sadłowski, Iwan Łuczuk, Iwan Andrusiak, Marianna Kijanowska, Marjana Sawka, Oksana Łucyszyna, Dmytro Łazutkin, Katrina Haddad, Ołena Husejnowa, Ołeh Kocarew, Bohdana Matijasz, Lubow Jakymczuk, Bohdan Ołeh Horobczuk, Andrij Lubka.

W Polsce Ołech nie jest po raz pierwszy. Był stypendystą programu „Homines Urbani" w Krakowie, w 2007 roku. Był też uczestnikiem„ Tłumaczy bez granic", to jest takie seminarium translatorskie organizowane przez wrocławskie Kolegium Europy Wschodniej. W 2013 roku odbywało się we Wrocławiu Oprócz działalności czysto literackiej na co dzień zajmuje się dziennikarstwem i publikuje teksty krytyczno-literackie, wywiady, uprawia szeroko pojęte dziennikarstwo. Na samym „Akcencie", na portalu poświęconym literaturze, w dniu dzisiejszym jak sprawdzałam ukazało się już siedemdziesiąt cztery jego teksty, więc jest bardzo płodnym krytykiem literackim. Jest również współautorem antologii ukraińskiej awangardy poetyckiej lat 1910-1930 opublikowanej w wydawnictwie Smołowsk, z którym współpracuje i to jest to duża gratka dla filologa ukrainisty.

Oprócz tego Ołech Kocarew brał udział w projekcie Biura Literackiego „Komiks wierszem po ukraińsku". Album prezentuje prace finalistów trzeciej edycji konkursu Komiks wierszem organizowanego przez Biuro Literackie. Jurorzy edycji, która w całości poświęcona została współczesnej poezji ukraińskiej, wyłonili prace diametralnie różne. Każdy z autorów stworzył niepowtarzalną wizualną narrację, operującą charakterystyczną paletą środków wyrazu. Wszystkich laureatów łączy jednak rzecz najistotniejsza – każdemu z nich udało się "przenieść" poezję do świata komiksu w wyjątkowo intrygujący sposób. Kocarew przedstawił tu swoją
pracę pt. "Wentylatory słoneczne".

Wentylatory słoneczne

 

Aaaaa
                              Aaaaaa
                                                           Aaaaaa
Zaczął się koncert w piwnicy klubu Alchemia
i ping-pong melodii energicznie przyśpieszał,
zwłaszcza w wykonaniu dziewczyny na przedzie przy perkusji,
najprawdziwszej przodowniczki,
wszyscy tu patrzyli nie na mnie,
nie ja tu byłem radości obiektem, marzeń i zachwytów,
nie mnie pragnęli co sił rzucić z sali żart, żebym usłyszał i uśmiechnął się,
mogłem tylko wpatrywać się w sufit,
w różne prędkości
wentylatorów słonecznych nad głową,
ale nagle zrozumiałem, co trzeba zrobić –
uniosłem się w powietrze i zacząłem pływać nad salą,
wywołując uśmiechy, jęki, zachwyty i miłość,
muzyka zdziwiła się i zsunęła po ścianach,
fruwałem w powietrzu jak radosny zwycięski rekin,
podleciałem na scenę i odgryzłem
perkusistce cycek – i to był już mój wieczór,
moja piwnica, moi ludzie i moje wentylatory.

Przełożył Aneta Kamińska

 

Komiks wierszem po ukraińsku


Ołech Kocarew: Dzień dobry Państwu. We Wrocławiu jestem już po raz czwarty. Ale pierwszy raz będę czytał przed wrocławską publicznością swoje wiersze. Miasto bardzo mi się spodobało. Teraz chciałbym przeczytać Państwu kilka swoich utworów.

 

Czarny bochen, biały wieloryb


Dni powszednie mieszczan o ultracienkiej organizacji


Jak gra fortepian?

Trochę drży szybka w oknie,

Tylko trochę, jeśli się wsłuchać,

A za oknem migają sylwetki.

To drugie piętro,

Środek roku,

Zatem u góry i u dołu

Kołysze się zielony klonowy chaos.


Na dworze za beżowymi

Płotami

Chodzi facet w granatowych spodniach

I pluje chlebem na ziemię,

Uśmiechnęła się boczna ściana z cegieł,

Czerwona, poszarzała,

Z jednym jedynym okienkiem:

Kuchnią na piątym piętrze.


Dziewczyna ze skrzypcami idzie przez podwórze,

Dziewczyna boi się faceta,

Dziewczyna ucieka, a facet w granatowych spodniach

Rzuca się w pościg, ale nie dogania,

Fortepian uderza w wyższą nutę

Niż należało,

Ale nikt nie zwróci uwagi, tylko na chwilę napnie się

Mięsień w policzku.


Po tym poznaje się idealne społeczeństwo

Czy choćby idealną dzielnicę:

Na górze muzyka,

Na dole okruchy,

Ktoś wiąże supły na sznurówkach dziewczyny,

A z dalekiej kuchni na piątym piętrze

Wypada butelka szampana,

Leci,

Leci –

I nie rozbija się.


Walet


Kto mieszka w tym kamieniu,

wmurowanym tuż po wojnie?


Tu mieszkam ja, walet,

pół kier,

pół pik.


Dziś, pierwszego lipca,

przelatuję przez szczelinę

i wynurzam się nad dachem.


Dziś, pierwszego lipca,

mogę tylko trochę zmienić

kąt światła słonecznego –

i nagle zacznie się jesień.


Dziś, pierwszego lipca,

widzę, jak dalekie pole

gigantyczną igłą szyje

deszcz.


Dziś jak zawsze

mam w berecie pióra.


Uważaj, jeśli cię zapragnie

ciemna moja połowa.



Deszcz i ja


ja i on w dniu dzisiejszym

popracowaliśmy jak należy


on zaczął padać

kiedy ja wstałem

a kiedy dzień dobiegł końca

i skończyłem pracę

– rozkleiłem wszystkie reklamy

on też –

zatopił wszystkie ulice


wracam do domu

i jego już też

prawie nie ma


zlizuję

jego ostatnią kroplę

z policzka

a on zlizuje mnie

z jeszcze ciepłego asfaltu

koło bankomatu

koło szarych secesyjnych

podbródków budynku

 

 

Bez kiełbasy


dziś jest święto

każdy spędza je po swojemu

śnieżynki

apatycznie lecą ku ziemi

a nasz kot

poszedł do prostytutek

one dawały mu kiełbasę

a on odmawiał

nie po to – mówi – przyszedłem



Mars


Nad Księżycem w pełni

Mars śpiewa

Pieśń swoją ciemno-złotą,

A jeszcze jakieś tam zaćmienie czegoś,

Korytarze gwiazd,

A jeszcze – Wielki Tydzień.


I tak oto wszystko

Łączy się w całość,

Tak oto fragmenty roztrzaskanego świata,

Świata śmiesznego,

Bezdennie bezdomnego,

Łączą się w mgnieniu oka,

Żebyś tylko zdążył przeskakiwać z jednej kry na drugą,

Coraz bliższą,

Łączą się w mgnieniu oka – tak jakby Adam powstawał

W całej okazałości

Z marnych kawałeczków.


Deszcz uderzy z rana

I na zakręcie

Tramwaj bez litości rozchlapie wodę,

Stary świat, stary testament wydobędzie się,

Jak czerń z mokrego drzewa,

Zaczerpnę tej wody

Z czary skrzypiącego tramwaju

W dłonie

I uśmiechnę się:

To ona

Śpiewa

Pieśń swą złotą

Pośrodku linii mojego życia,

A jeszcze – jakieś tam zaćmienie czegoś…

 


 

Konkurencja


na pustej trasie

między zimnym jeziorem

wysypiskiem

a lasem piaskozakorzenionym

dwie kobiety na raz

nie wiadomo komu

sprzedają kwiaty –

widzisz –


nawet tutaj nie ukryjesz się

przed konkurencją


Grejpfrut


Wrona robi rozgrzewkę

na skraju

waflowego budynku –

przysiad – wyprost – przysiad.


Jestem – mówi –

dojrzała, jak mięso grejpfruta,

i chcę, żeby ktoś mnie zjadł!,

i znów robi przysiad.


Jesień pakuje ostatnie koperty,

stęskniłem się

za tobą, za tobą, za tobą,

jesień też

dojrzała:

czeka, kto by ją zjadł…

no cóż, jeśli trzeba,

mogę i ja.

 

 

Ołech Kocarew:  Jeszcze jedną cechą, może to zabrzmi subiektywnie z mojej strony, moim zdaniem poeci, którzy debiutowali około roku dwutysięcznego i parę lat później, szukali sobie takiego bardziej przytulnego miejsca, takiej własnej niszy i używali ironii nie tak jak ich poprzednicy w latach dziewięćdziesiątych, takiej gorzkiej i bolesnej, ale takiej bardziej wesołej, refleksyjnej. Szukali pozytywnych stron życia pisząc o nim w bardziej pozytywny sposób. Poeci, którzy debiutowali w połowie lat dziewięćdziesiątych, moim zdaniem oni poszukiwali jakieś nowej metafizyki, nowych wielkich motywów literackich.

Jadwiga Skowron
Dopowiem jeszcze, że Ołech tłumaczył również polskich poetów: Adama Wiedemanna, Czesława Miłosza. Czytając wcześniej twoją poezję Zauważyłam, że czerpiesz natchnienie z codzienności, z najbliższych elementów krajobrazu, twój podmiot liryczny nie jest wielkim intelektualistą wnikającym w bardzo istotne kwestie społeczne, polityczne czy metafizyczne. Jest to raczej postać o zmyśle obserwatora, który właśnie w tej otaczającej go codzienności szuka jakichś walorów estetycznych. Czy dobrze myślę?Ołech Kocarew:  Każdy czytelnik odbiera poezję na swój sposób. Jeśli chodzi o to czy jest dla mnie natchnieniem codzienność, to tak zgadzam się tym, ale zarazem staram się ją estetyzować więc mój ulubiony bohater liryczny, to nie jest intelektualista ale jest to esteta poszukujący mimom wszystko w świecie ładu.Jeśli chodzi o te elementy codzienności, które najbardziej mnie inspirują, to są to takie najbardziej zaskakujące, nietypowe i absurdalne połączenia różnych elementów rzeczywistości. Czasami czytelnicy podejrzewają, że ten surrealizm pojawiający się w moich wierszach, to jest wynik jaki szczególnych akrobacji umysłowych, które stosuje aby wymyślić takie sytuacje, a w rzeczywistości jest inaczej, bo naprawdę ja bardzo dokładnie obserwuję różne przedziwne zajścia. I takim, trochę może niegrzecznym zjawiskiem było, ale nie miałem na to wpływu, kiedy jechałem otwartym wagonem sypialnym pasażer naprzeciwko mnie, obudził się w środku nocyi nawiązał intymne relacje z materacem, na którym spał. Nikt nie chciał  mi uwierzyć, że byłem tego świadkiem. Trzeba być bardzo uważnym, że móc zaobserwować takie rzeczy dziejące się wokół nas.

Jadwiga Skowron: Wiem, że napisałeś też kilka wierszy poświęconych jak to krytycy określili sprawom społecznym, kryzysowi finansowemu na świecie, ale w szczególności na Ukrainie. Twoje wiersze znalazły się w antologii „Cząstki pomarańczy". Powiedz nam, na ile zjawiska społeczne są dla ciebie na tyle inspirujące, żeby reagować na nie wierszami?

Ołech Kocarew: Uważam, że takie tematy jak polityka, sytuacja finansowa czy gospodarcza, top jest te,at jak każdy inny i poeta powinien je w swojej twórczości poruszać, jednak jeśli chodzi o mnie, to wiersze poświęcone takim właśnie tematom  były raczej zjawiskiem epizodycznym i z pewnością nie jestem poetą zaangażowanym społecznie czy politycznie. W ostatnich latach wielu poetów ukraińskich reagowało w swoich wierszach na rewolucję społeczną i na wojnę i ja też poświęciłem tej tematyce kilka swoich wierszy. W pierwszym dniu ukraińskiej rewolucji byłem właśnie we Wrocławiu.


Nie twój


na cmentarzu

nigdy nie znajdziesz

właściwego grobu

błądzić błądzić

wśród

cyprysów topoli kalin

i krzewów

z rzadka spoglądając

na atonalny zegar kozy

na sąsiednim wzgórzu

nadzwyczajnie zielonym

jak na tę porę roku

mylić się znowu

wśród jednakowych nagrobków

w czterech czy pięciu

rodzajach

tylko czasem uśmiechać się

na widok naiwnego epitafium

lub czyjegoś imienia odojcowskiego „Wawiloniwna”

lub budynku

z pagórkiem rzeczką

i słoneczkiem

wygrawerowanego

z tyłu pomnika

i uśmiechnąć się raz jeszcze:

nie

to ciągle jeszcze

nie twój


Jadwiga Skowron: Może zmienimy teraz temat. Chciałabym żebyś powiedział nam coś szerzej o tej antologii. Większość polskich czytelników nie wie, że w latach dwudziestych XX wieku, miała miejsce niesamowicie interesująca awangarda. Rozwijała się bardzo bujnie kultura, literatura, kinematografia, sztuki wizualne. Ta antologia jest tylko skrawkiem tego, co się wówczas w sferze kultury na Ukrainie działo. Opowiedz nam krótko o tym.

Ołech Kocarew:
Uporządkowałem tą antologię razem z poetką Julią Stachivską. Weszli do niej autorzy publikujący od roku tysiąc dziewięćset dziesiątego, do lat trzydziestych XX wieku. Skupiliśmy się głównie na futurystach, konstruktywistach, ekspresjonistach. Antologia mieści prawie czterdziestu autorów. Zrealizowaliśmy ten projekt dlatego i już nie chodzi o to, że ta poezja nie jest znana za granicą, bo nie była tłumaczona, ale ona również na Ukrainie jest mało znana. Przynajmniej tak było do tej pory. Była też słabo dostępna, chodziło o to, żeby czytelnikom umożliwi do niej dostęp. Szukaliśmy materiałów w archiwach, w bibliotekach, w starych czasopismach, w których publikowano wiersze. Nawiązaliśmy także kontakt z dziećmi i wnukami tych poetów. Udało nam się stworzyć taki zestaw, który pokazuje jak wyjątkowym zjawiskiem była ukraińska awangarda. Jaj była artystycznie samowystarczalna i różnorodna. Wbrew stereotypowi, że cała literatura ukraińska z okresu lat dwudziestych i trzydziestych była radziecka, okazało się, że ta poezja, jeśli spojrzeć na pełen obraz taka nie była. Do antologii weszli nie tylko poeci ukraińscy pochodzący z jednej z republik radzieckich, ale także ukraińscy poeci zamieszkujący na terenie ówczesnej Polski jak Eugeniusz Bunda, który był też między innymi scenarzystą filmowym. Wasyl Chmeliuk kształcił się w Krakowie, w Akademii Sztuk Pięknych. Ta antologia jest w języku ukraińskim ale Adam Pomorski prezes polskiego PEN-clubu szykuje do druku i ona ma się ukazać całkiem niedługo, antologię ukraińskiej poezji modernistycznej. Niektórzy z autorów tłumaczonych przez Adama Pomorskiego również znaleźli się w tej antologii, i kiedy ukaże się przekład tych wierszy w języku polskim wszyscy zainteresowani będą mogli zapoznać się z ukraińską poezją modernistyczną i częściowo z awangardą.
 
Jadwiga Skowron: Jesteś z Charkowa. W Charkowie miało miejsce  odrodzenie kulturalne w latach dwudziestych. Słyszałam od ciebie niesamowite historie o poetach i tym co z nimi robiła władza radziecka. Nęcono ich na różne sposoby, na przykład dając im mieszkania. Te mieszkania potem zmieniały się w więzienie.
Wybudowano dla nich taką specjalną kamienicę, gdzie mieli swoje służbowe mieszkania.Ale to, że mieszkali w jednym budynku ułatwiło władzom aresztowanie wszystkich naraz dlatego po tych dramatycznych wydarzeniach zostało to nazwane „Rozstrzelanym Odrodzeniem". Całe ówczesne pokolenie było represjonowane. Chciałam zapytać, na ile dla poety dorastającego w Charkowie było istotne to, co się wydarzyło kilkadziesiąt lat wcześniej?

Ołech Kocarew: 
„Legenda Rozstrzelanego Odrodzenia" jest jednym z najważniejszych mitów Charkowa. Dla mnie jako ukraińskiego poety oczywiście musiało to mieć szczególne znaczenie. Miało to miejsce dlatego, że władza radziecka zajmując Ukrainę przeniosła tymczasowo stolicę Ukrainy do Charkowa, bo Kijów ciężko było im sowietyzować. I kiedy stolica została przeniesiona do Charkowa stał się on centrum kulturalnym. Wielu artystów i działaczy kultury z całej Ukrainy zjechało się do miasta i ta kultura wówczas bardzo dynamicznie się rozwijała dzięki temu miał miejsce ten fenomen, jak to „Odrodzenie". Ten okres lat dwudziestych odrodzenia kulturalnego, był szczególnym momentem życia literackiego tego miasta, ale oczywiście życie literackie rozwijało się w Charkowie również wcześniej, w tej chwili również rozwija się bardzo dobrze i jest pozytywnym w tego słowa znaczeniu fermentem. Jako ciekawostkę wymienię fakt, że pierwszy moment, kiedy pojawiła się wzmianka o Charkowie w wierszu, nastąpił w wieku siedemnastym i był to wiersz w języku polskim.

Jadwiga Skowron: Może zakończyły te spotkanie kilkoma twoimi wierszami:

Droga do stacji

Nocą

wszystko było romantyczne,

jak na obrazach romantyków,

wszystko było realistyczne,

jak na obrazach realistów,

wzniesienia i zwoje

 

nocnej drogi do stacji

zdawały się nie mieć końca.


Niebo było wysokie jak niebo

i szedłem sam, i szedłem coraz szybciej,

bojąc się piękna i wysokości

olśniewających gwiazd,

bojąc się

ulicy Cmentarnej

i ulicy Cygańskiej,

bojąc się cieni

pod płotami,

bojąc się psów i kotów,

bojąc się obudzić kaczki i krowy,

bojąc się i pragnąc

dotknąć

fosforycznych białych ciał

malowanych chat.


Szedłem już z prędkością

roweru,

pocałował mnie zapach dymów spawalniczych,

między dalekimi i wielkimi

jak gwiazdy

gwiazdami

a ciemno błyszczącymi chatami

kołysały się

niewidzialne nitki,

stare drzewa miały czarne fryzury,

jak mój cioteczny dziadek

na fotografii,

jedna z furtek trzasnęła,

wyskoczyłem na zakręt,

przebiegłem skwer,

wszedłem na stację i odetchnąłem:

wszystko pozostało

za ścianą kadzidła

nocnych podkładów zapachu,

i tylko owady w latarniach

i żaba obok ogłoszeń celnych

mnie

szpiegowały.


Jeszcze chwila

(godzina w tym miejscu to chwila)

i zostawię to wszystko:

chwasty i dymy spawalnicze,

płoty i furtki,

motocykle,

zabójcze gwiazdy,

łódź,

dachówki

i wyspę, na której

i tak nigdy nie byłem nocą.


Jeszcze chwila

i będzie spokój,

ale nie będzie tego wszystkiego,

została tylko wonna kolej –

dwukąt

między stacjami Worożba i Wołfyne,

jeszcze chwila –

nie będzie też jego,

ale rzep na torbie

i rzep na skarpetce –

zostaną.


Most Karola


na ścianie w korytarzu

skór

żył

poradni

wisi obraz

w duchu impresjonizmu

namalowano na nim

Most Karola w Pradze


na obrazie jest

wczesny

bardzo wczesny

ranek

i Praga zasypia

zaspacerowana zmęczona

jak kot

dzwonią nad rzeką

rzeźby

z nadszczerbionymi nosami i skórą


a w przychodni

zbliża się południe

jest cicho

i nie ma kolejki

sprzątaczka jedzie na mopie

jak na hulajnodze


zatrzymała się koło obrazu

coś się tu złuszczyło

a tu przykleił się kurz

i rama taka jakby zmęczona


może

czas już by artysta

znów odwiedził poradnię

podleczył

swoje płótno

popracował nieco pod chłodnym spojrzeniem

srogiej muzy –

lekarki Iryny

lekarki erynii

ze śmiesznym cewnikiem w rękach.


Najlepsze prezenty


zawsze wiedziałem

że najlepsze prezenty

to spojrzenia

rozdajesz je a one się nie kończą

o popatrz

mała w księgarni

mała w dżipie

z rysami twarzy

równymi

jak bywają

tylko w tym mieście

pierwsza

ma cały magazyn w sklepie

zawalony spojrzeniami

a drugiej

prawie wysypują się

z bagażnika

gotowe wylecieć

jak balony

a ty stoisz pośrodku placu

w kurtce

i gapisz się

na zegarek

gdzie są twoje

prezenty dla mnie

gdzie twoje spojrzenia

mała


Miód powraca


kiedy słońce w końcu pozwoli

otworzyć oczy

i przestać się uśmiechać

kiedy ogarnie cię wieczorne zmartwienie

wtedy będzie widać

jak miód powoli spływa

do czarki z zieloną herbatą

zbliża się do powierzchni

dotyka

i szybko wraca z powrotem

do góry

prawie nie zwracając uwagi

na lądującą na dnie

swoją własną cząstkę –

pozostawioną herbacie

łapówkę


Sen w cudownej ciepłej wodzie


Wydra płynie i marszczy wodę

Nawiasem ostrokątnym,

Całuje całą rzekę, a ta łaskocze jej wargi.


Wąż płynie i marszczy wodę,

Zdaje się, że nawiasem klamrowym.

Jego trzecie i czwarte oko

Świecą dla wszystkich dookoła, każdy może w nie

zajrzeć niby do żółtej, słonecznej studni.


Wyspa zastygła, zawisła, pogrążyła się w równowadze

Zimnych i ciepłych plam wody,

Dźwięków milionów wirtuozerskich

Młoteczków komarzej miłości.


A w cudownej wodzie

Wpław

Śpią dwa światy:

Świat przenikania – komarów i wydry –

oraz świat nieprzenikania – wyspy i węża.


Nie ma takich kobiet


on płynął pierwszy

znał drogę

ja nie miałem potrzeby się ścigać

ciesząc się

że my

dwie kuny z oczami błyszczącymi czarnymi

suniemy w przybrzeżnej trawie


po tamtej stronie

minęliśmy charona

(charon Aron – zażartowałem w myślach)

i po piasku podatnym

mokrym

wyszliśmy na plażę nudystów


on był przewodnikiem

pokazywał

starych dziadków

i młode dziewczęta

nudystów z piwem i nawet

nudystów

w majtkach


latający talerz

już dolatywał

do zachodniego brzegu

nie było tu takich mężczyzn

których bym nie polecił

nie było takich kobiet

które by się nie spodobały

a potem

kiedy kupowałem arbuza

sprzedawczyni około pięćdziesiątki

kiedy próbowałem

zważyć arbuza

ważyła piersi

na moim łokciu

śmiała się

dotykała palcami

oddając tę soczystą jagodę


nie ma wątpliwości

nie ma takich kobiet

wszystkie były cudowne

w te dni

pełne spiekoty

zmęczenia i strachu

w te dni

w wyjątkowym rozkwicie

kobiety i mężczyźni

ich jagody

i latający talerz w te dni

latał wyjątkowo

nisko

że gdyby nie zmęczenie

chciałoby się podskoczyć i schwytać

go

ale wtedy to już by

w głowie się zakręciło

od tych wszystkich sukcesów


 

 

 

Opr. GLK.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.