fesstiwal słowa w piosence
--
Okularnik, Katarzyna Bonda
Więcej o
Autorze/Tłumaczu
Wydawnictwie

Recenzja: „Okularnik” Katarzyna Bonda

Recenzje [17.06.15]

Zachwycona poprzednią książką nowej polskiej królowej kryminału oczekiwałam po drugim tomie serii o Saszy Załuskiej co najmniej powtórki z tamtej doskonałej rozrywki. Czy te wyobrażenia zostały zaspokojone? Tylko do pewnego stopnia. Dlaczego tak się stało? To skomplikowane.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Zacznijmy od tego, że ta książka różni się pod wieloma względami od „Pochłaniacza”, którego intensywna akcja toczyła się w środowisku polskich mafiozów. Wysoki poziom adrenaliny był gwarantowany na każdym etapie czytania stworzonej przez Bondę cegłówki. To była świetna historia, jak z filmu akcji, do tego tak opowiedziana. Tym razem autorka zajęła się powracającą przeszłością głównej bohaterki i połączyła ją z tematem mrocznej historii polsko-białoruskiego pogranicza. Umówmy się, nie jest to temat pasjonujący dla każdego. Dodatkowo jest to opowieść związana z jej rodzinnymi stronami, a więc opisanie jej musiało kosztować wiele czasu i pracy, aby po pierwsze odnaleźć informacje, a po drugie zdobyć się na dystans i opisać po prostu dobrą historię, a nie swój do niej stosunek i emocje. Doceniam ogrom wysiłku, który Katarzyna Bonda włożyła w powstanie „Okularnika”, milion szczegółów, które sprawdziła, żeby napisać tę książkę jak najlepiej. To się rzuca w oczy, że mamy do czynienia z profesjonalistką. Problem jednak w tym, że byłoby nieuczciwe stawiać na równi poprzednią książkę z najnowszą, bo jednak jest różnica w odbiorze. Zupełnie inaczej czytało się „Pochłaniacza”. Dokładnie jak w tytule, wchłaniałam tomiszcze ekspresowo. Z „Okularnikiem było inaczej: czasami akcja nie płynęła aż tak gładko, parę razy musiałam się zastanowić, w którą stronę tym razem popłynęła intryga, bo była naprawdę skomplikowana i nie zawsze wszystko było jasne. Swoje robiła liczba bohaterów, bo akcję obserwujemy jednocześnie w czasach współczesnych, wojennych i PRL-u.

Wszystko to nie zmienia faktu, że czyta się zachłannie, te ponad 800 stron jest przyjemnością, choć trochę inną niż ta, której akurat ja się spodziewałam. „Okularnik” ma w sobie więcej motywów historycznych, „Pochłaniacz” był bardziej sensacyjny. Z motywów drążących polską przeszłość można wyciągnąć wiele, zwłaszcza, że autorka pokazuje, jak łączą się z wydarzeniami z okresu PRL-u, a także ze współczesnością. Ta panorama ujawnia skomplikowane procesy zachodzące w polskiej mentalności, wskazuje ciekawe zależności i daje do myślenia.

Dzięki tym obserwacjom widać też, jak bardzo zmieniły się książki, które nazywamy „kryminałami”. Na przykładzie Bondy można zauważyć, jak także w Polsce ten gatunek przechodzi kolejne fazy przeobrażenia i w ciekawy sposób ewoluuje. Moda na kryminały wciąż trwa, jego twórcy doskonale o tym wiedzą i czerpią z tego pełnymi garściami powołując na świat liczne tytuły i zaskakując swoich czytelników nowymi rozwiązaniami. Przed fanami autorki „Okularnika” jeszcze dwa tomy z Saszą Załuską w roli głównej. Jak to bywa z seriami, działa siła przyzwyczajenia i ja też z chęcią przekonam się, w jakie kłopoty tym razem wpakowała się profilerka.

Agnieszka Grzegorzewska

01.07.15 16:21
/
Klotylda
Bonda często wypowiada się na temat konwencji pisania kryminałów. Naśladowanie stylu Skandynawów nie oznacza, że odkryła Amerykę. Jej kryminalnym intrygom daleko do tych autorstwa znakomitych skandynawskich autorów . Nie wiem po co uparcie deprecjonuje kryminał klasyczny, pisząc na jego temat piramidalne bzdury. To nie konwencja decyduje o wartości kryminału. Dobrze przedstawione tło nie wymaga długich i nudnych opisów.
Sukces Bonda zawdzięcza gigantycznej i profesjonalnej reklamie. Zapewniono ją głównie "Pochłaniaczowi", dlatego "Okularnik" na listach bestsellerów radzi sobie o wiele gorzej niż pierwsza część teatrologii. W "Okularniku" jest naprawdę beznadziejna intryga a autorka skręca wyraźnie w kierunku celebryckiej ścianki.
W wielu miejscach czytałam coś takiego: "muszę przeczytać książkę tej autorki, bo jest o niej głośno". Głośno zrobiło się po "Pochłaniaczu". Poprzednie książki przeszły bez echa, dopiero teraz odcinają kupony od PR "Pochłaniacza".
W natłoku recenzji najwięcej jest klonów z blurbu Miłoszewskiego, najmniej indywidualnych opinii. Smutne zjawisko.
Do ludzi zaczyna docierać, że Bonda próbuje być wyrocznią a plecie duby smalone. To straszne, co robi z nami reklama, tyle osób uwierzyło w jej geniusz. Na szczęście moda na nią powoli przemija. Czas służy dobrym pisarzom nie celebrytom, lansującym się na każdy możliwy sposób.
01.07.15 23:28
/
pawel
Ta pani ma rację. I ten pan nizej podpisany też, bo dobre kryminały to nie żadna Bonda-sronda, ale taki Chmielarz albo Maciej Maciejewski - kompletnie zignorowany przez rynek swego czasu...
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.