fesstiwal słowa w piosence
--
Więcej o
Autorze/Tłumaczu

Recenzja: „Samotność” Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Recenzje [30.09.15]

Nudna, stworzona bez pomysłu, męcząca – takie określenia przychodzą mi do głowy, gdy myślę o tej książce. Najgorsze jest jednak to, że znając „Dom róży” tego autora spodziewałam się książki na dobrym poziomie. Pomijając już moje boleśnie zawiedzione oczekiwania, jest wciąż wiele tematów, które trzeba „Samotności” wytknąć nawet jeśli chciałoby się pozostać najbardziej wyrozumiałą recenzentką na świecie.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Pierwsza rzecz, która irytuje od samego początku i to wrażenie trwa aż do ostatniej kropki w tekście: nijaki bohater. Bogaty Austriak, który z powodzeniem nie robi w życiu niczego to postać, o której nie chciałabym czytać dłużej niż przez dwa zdania, które mogłyby doskonale wyczerpać jego historię. A jednak z niezrozumiałych dla mnie względów Klimko-Dobrzaniecki opisuje tę chodzącą miałkość z kronikarską dokładnością oddając posiłki, spacery, poglądy.

Poglądy. Właśnie. Tu na moment robi się nieco ciekawiej. Na uwagę zasługuje niechęć bohatera do wszelkiej inności: Żydów, mieszkańców byłej Jugosławii, a także wszelkich obcokrajowców, którzy zamieszkują jego piękną Austrię. To zamknięcie na obcych jest znamienne i w kontekście niedawnych wydarzeń stało się przerażająco aktualne. Pod tym jednym względem książka jest interesująca: jako spojrzenie na sytą, bogatą Europę, która nie może się pogodzić z inwazją obcych poszukujących lepszego życia. Tylko ta perspektywa sprawia, że bogactwo bohatera, jego bierność, wewnętrzną pustkę i nuda, jaką przesiąknięta jest ta postać nabiera pewnego sensu. Jeśli spojrzeć na niego z jakiejkolwiek innej strony, to trzeba wyciągnąć wniosek, że autor postanowił zagrać na nosie wszelkim prawidłom tworzenia opowieści i mimo wszystko napisać o kimś, kto nie ma żadnych problemów, aspiracji, nie dzieje się z nim nic. 

Oczywiście wspomnieć należy coś na kształt romansu, a raczej jego parodii, który mu się przydarza na wakacjach w Chorwacji. Inaczej niż parodią tego nie mogę nazwać, bo znowu trzeba będzie zacząć narzekać: że zupełnie bez umotywowania, bez sensu, bez emocji, bez żadnych właściwie wrażeń dla czytającego poza lekkim uczuciem zażenowania i oceanem nudy.

Nie wykluczam, że mój odbiór najnowszej książki Huberta Klimko-Dobrzanieckiego mógł wynikać z nastawienia się na zupełnie inne fale przekazu niż te, na których postanowił nadawać autor. Możliwe, że to tylko ja. Sprawdźcie sami i dajcie znać, jak było. Życzę lepszych wrażeń niż moje.

 

Agnieszka Grzegorzewska

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.