fesstiwal słowa w piosence
--

W wydawnictwie ANAGRAM nowy tomik Gabriela Leonarda Kamińskiego

Zapowiedzi [04.02.16]

W lutym w w warszawskim wydawnictwie ANAGRAM ukaże się najnowszy tomik Gabriela Leonarda Kamińskiego pt. „Ballada o domu innych rzeczach śmiertelnych":

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Nota o książce:

Wydawałoby się, że opisano dom i jego życie wewnętrzne  na wiele sposobów i poetyk, ale w książce Kamińskiego  związane z tym elementy i symbole brzmią inaczej, świeżo, przetworzone przez jego niepowtarzalną wyobraźnię i  poetycki język. Tytuł sugeruje nam, iż będziemy świadkami spektaklu, który jego twórca tytułuje "Balladą o domu i innych rzeczach śmiertelnych". Część krytyków i literatów uważa, że właściwy, dobry tytuł książki znamionuje o jej sukcesie. Myślę, że tytuł książki udał się Kamińskiemu, ale ocenę jego twórczości pozostawiam czytelnikom.

To już czternasta książka w dorobku autora mi.in projektu poetyckiego opisania Wrocławia pt. „Wratislavia cum figuris" (2002) i „Wratislavia cum figuris II" (2013). Kamiński czuje miasto i jego architekturę rozpisaną na wielogłosy. Pochyla się z empatią nad detalami. Ta swoista wiwisekcja miejsc, rzeczy i zdarzeń przemienia się w spektakl pamięci, bo wiem towarzyszy jej historia - ta rzeczywista i ta nadrealna wynikająca z łączenia tych dwóch sfer naszej życiowej aktywności przez wyobraźnię. Bo to ona, tak naprawdę ocala i wzbogaca naszą codzienną egzystencję przydając jej symbolikę nieprzeciętności i metafizycznej wieloznaczności.

Fragment recenzji:

Książka Gabriela Kamińskiego to miejsce Spotkania. Spotkania z matką, z ojcem, z bliskimi, ze wspomnieniami. Temu co zwyczajne poeta nadaje rangę poezji. Nieustannie przewijają się dwa motywy: pamięć światła i pamięć ciemności. Poeta mówi światami osobistych przeżyć i doświadczeń. Buduje swoistą poetycką konstrukcję poprzez narrację, opis, przedmiot. Jego pisanie bierze się z kosmicznej potrzeby odgadnięcia tajemnicy. Niepokój jaki towarzyszy tej potrzebie zostaje zamieniony w słowa. Nieoczywiste, odkrywcze, hipnotyzujące. Poeta proponuje nam okiełznany świat narodzin i śmierci. Świat, w którym takie wartości jak Dom i Rodzina są nieprzemijające. Jest to jedna z najważniejszych i niepowtarzalnych książek w dorobku tego poety. (Ewa Sonnenberg)

Kilka słów o autorze:

Gabriel Leonard Kamiński, ur. 1.IX.1957 r., w Gorzowie Wlkp. Od 1958 r. mieszka we Wrocławiu, w dzielnicy Fabryczna, al. gen. J. Hallera (dawna ul. Przodowników Pracy).Absolwent IV. LO, Instytutu Bibliotekoznawstwa Uniw. Wrocławskiego. Księgarz, wydawca, poeta, prozaik. Dziennikarz i recenzent w Portalu Księgarskim www.ksiazka.net.pl Od 1990 członek wrocławskiego SPP. Laureat ok. 40 konkursów poetyckich. Autor 12 książek poetyckich, m. in.: „Opis rzeczy szczególnie martwych”, „Nie ma między nami różnicy,„Ulica Przodowników Pracy” Déja vu”,„Wratislavia cum figuris, , Roth – Nowy Testament”,, ”Pejzaże”, „Wratislavia cum figuris I”- wydanie II (płyta DVD), w 2011 II uzupełnione wyd. „Roth.Nowy Testament" (przeł. na jęz. rosyjski przez Lwa Oborina, „Nowaja Polsza”). W 2012 roku szczecińskie wyd. Forma opublikowało zbiór opowiadań " Pan Swen albo wrocławska Abrakadabra”. Autor otrzymał stypendium marszałka woj. dolnośląskiego na dokończenie tomu: ”Wratislavia cum figuris II”, publikacja w 2013, również w 2013 wydał „Mój rok 1968”. Obecnie kończy powieść „Pani Czerwenkowa”(frag. druk w 2 nr kwartalnika „Wyspa”) i zbiór opowiadań ”Opowieści wieży Eiffla” i czeka na publikację tomu prozy poetyckiej „Jestem ocalałem”.

 

Ballada o domu

Buduję rusztowania pośrodku domu, jestem
jego osobistym demiurgiem, architektem,
murarzem i cieślą. Podciągam zapadnięty parapet
aż pod powałę. Kiedy zasypia z otwartymi oczami,
mimo to śledzi swój życiorys spisany
na chybotliwym fundamencie. Tracę go
wówczas z oczu i odczytuję na nowo. Grzęźnie
aż po kostki w ciągłym trwaniu
pomiędzy światem żywych i umarłych.
Jest na ty ze śmiercią, uchylając rolety,
rozmawia z nią na migi, dach wówczas
usuwa mu się spod stóp, aż po pachy,
schody zapierają się w sobie do północy,
strych milczy, wysysając z nich wiarę
w możliwości życia wiecznego, wyprowadza
z więźby nieśmiertelność, ze stropów
wiarę w zmartwychwstanie,
aby za wszelką cenę przetrwać
w półuśpieniu do następnej nocy,
osypuje się w sobie jak klepsydra, liczy
drobiny kurzu, to jego lekarstwo na bezsenność.
Potem uderza klamką o klamkę, chcąc
otworzyć się na światło, sam usuwa się w cień.
Jego podręczna eschatologia ma kształt linii prostej.
Pod moją nieobecność sprasza nieznajomych ludzi,
do białego rana moim losem gra o swój los, później
mozolnie wspina się po schodach, na szczyt dachu,
omawia moje odejście z kominem, raz za razem
puszczając w niebo czarny dym, przekręca klucz
w zamku, zwija okiennice, nieruchomieje,
bezdomny, zapada się w sobie...

Budowałem rusztowania pośrodku domu


Ojciec po śmierci panoszył się w domu

Od kiedy umarł ojciec, to wszędzie go było pełno,
wprost panoszył się w domu, wbiegał do przedpokoju
z otwartym parasolem, mówiąc, że idzie zamknąć
deszcz w łazience, nie widziałem go przez całe lata,
podobno latał od jednego miasta do drugiego, wszędzie
było go pełno, tak mówiła mama, kiedy otwierała okno,
a później walczyła z wiatrem, aby je zamknąć, była pewna,
że to on szarpie za framugę albo wkłada nogę między drzwi,
kiedy się nie domykały, obwiniała go o wszystko, co tylko
stało nam na drodze, myślę, że on robił to samo za oknem
albo kiedy stał zmoknięty przed drzwiami, w święta narodowe
owijał się fl agą, najbardziej bał się bieli, z czerwienią był
za pan brat, jeszcze w czasie pierwszej wojny, nie wychodziła
prawie z okopu, przyniósł ją ze sobą, położył na stole
i milcząc, opowiadał o swoich nieżyjących kolegach,
o czym marzyli za życia, co by zrobili, gdyby byli
jeszcze wśród nas żywi.
Od kiedy umarł ojciec, przestaliśmy się kłócić o drobiazgi,
wszystkie kąty stały do nas twarzą, tak jak my kiedyś
przed nimi, stół był za długi, krzesła zbyt proste, żarówki
psuły się teraz częściej, drabina pod jego nieobecność
stała się niezbędna jak woda w kranie, wyprostowana
niczym struna, mierzyła nasz wzrost kredą na ścianie,
kazała nam się trzymać prosto i nie załamywać z lada powodu,
pilnowała schodów, żeby nie podstawiały nam nóg
na strychu otwierała przed nami wszelkie zakamarki,
tak jak my przechodziła na palcach obok jego pokoju.
Ojciec po śmierci panoszył się w domu,
jakby chciał nam zwrócić wszystkie swoje nieobecności,
jakby gonił w piętkę albo próbował zatrzymać czas

Byliśmy chorzy i nieobecni

Byliśmy chorzy na niespełnienie, niezabliźnieni
do końca, wchodziliśmy do naszych mieszkań na palcach,
by w czterech ścianach odegrać hamletyczną rolę
z odrobiną makbetyzmu; nasze pokojowe wojny
toczyliśmy najczęściej przed zamkniętymi drzwiami,
sznur od żelazka, ukrzyżowany, wisiał nad Matką Boską,
w kuchni rozanielona do rosołu makatka, rodzinny szkaplerzyk
poplamiony zasmażką, zbieraliśmy krzyki starannie ze ścian,
tak jak się zbiera rozlane mleko, odłamki minionego dnia
zamknięte za karę w domowej spiżarni, palce wystawiane
do bicia po ciemku przez drzwi, podobne do miśnieńskich
porcelanowych fi gurek wyglądały krucho, wtedy, gdy Niemcy
opuszczali Breslau, podświadomie czuliśmy wyrzuty sumienia
za ciężkie życie, za zepsuty zamek, za brudną wodę z trudem
wyciekającą szparami w podłodze, za uciekający czas, za stracone
złudzenia i łuszczącą się farbę, nie byliśmy nawet w stanie
przewrócić się na bok ani iść do drewutni przez pusty korytarz
na kolanach, z zaciśniętymi zębami, aby raz na zawsze
odciąć tę rękę podniesioną nad naszą nieświętą rodziną,
baliśmy się łez jak łazarz, grając na kołyszących się nogach,
nieugiętych i twardych,wtedy czuliśmy się jak sternicy bez steru,
kapitanowie bez portu, cała nasza armada utonęła na działkach
w blaszanych wannach, gdy nikt nie widział, spluwaliśmy
wieczorami w ręce, starając się wyciągnąć z ziemi
wkopane głęboko łopaty, to były nasze „miecze światła”
w udomowionych ciemnościach, nie gwiazdy,
tylko one rozświetlały nam drogę do domu.

Nasze przeprowadzki, nasze emigracje

Mieszkaliśmy pośrodku pokoju, zakotwiczeni w kręgu
strachu matki i uporu ojca; po obu ścianach,
w zależności od pory roku, spływał deszcz albo śnieg,
suprema przepuszczała przez swoje sito świat, czuliśmy się
jak zbieracze fasoli, łuskając dalekie echo ich kroków,
które stawiali między walizkami, kuframi i tobołami.
Przygotowani do podróży jak do wieczoru autorskiego,
siadali w kręgu, dzieląc się niepokojem, najbliższymi planami
na przyszłość i milczeniem. Musieliśmy na siłę wydobywać z nich
słowa, zdania i  krzyk ukryty między nim. Mówiono ciągle
o emigracji, również tej wewnętrznej, ukrywano dowody
na istnienie, pod podłogą lub na strychu, wymieniano adresy,
kreślono pod powiekami trasy przyszłych wędrówek,
stąd paląca się nieustannie lampka nad obrazem Matki Boskiej
i spakowane plecaki w przedpokoju, ojciec przeprowadzał
ciągle rozmowy z własnym sumieniem, obiecywał bywać
częściej niż raz w tygodniu, ale na wszelki wypadek
uczył się nas na pamięć, od imion po numery butów;
miara z papieru zwinięta w harmonijkę była naszym azymutem,
znaliśmy Wrocław jak własną kieszeń, szliśmy pieszo
albo kluczyliśmy opłotkami, gubiąc po drodze
swoje ślady i wszystkie zdradliwe ulice. Nasze dziecinne węzełki
przywiązywały nas do siebie, a pośrodku pokoju
palił się wieczny ogień podsycany przez kaszlącą babcię.
Kiedy ona kurczyła się, my rośliśmy, podobno po to,
by ją zastąpić, zabrać jej laskę, wózek i odcinek renty.
Tak mówiła we śnie Matka Boska, patrząc na nas ze ściany,
na której wyświetlaliśmy słoneczne lustrzane zajączki.
Jestem pewny, iż wystawiliśmy ich wszystkich do wiatru.

 

Tytuł: „Ballada o domu innych rzeczach śmiertelnych"Autor: Gabriel Leonard Kamiński Opracowanie graficzno-techniczne: Wanda MierzejewskaKorekta: Katarzyna Kusojć, Agnieszka GrzegorzewskaWydawca: wydawnictwo ANAGRAMMiejsce i rok wydania: Warszawa, premiera: 24 luty 2016Wydanie: IObjętość: 90 stronFormat: 150 mm x 210 mm mmOprawa: miękka ze skrzydełkami|ISBN: 978-83-9391-059-5Cena katalogowa: 25, 00 zł

Podoba mi się, kupuję: 

Opr. AG

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.