fesstiwal słowa w piosence
--

Druga czerwcowa nowość z Noir sur Blanc

Nowości [24.06.13]

Mili Państwo, Wakacje za pasem, pogoda piękna, choć nie można jej dowierzać, a my w trosce o miłe spędzenie Waszego wakacyjnego (niekoniecznie urlopowego) czasu ślemy Wam kolejną letnią książkę – wszak jedna, nawet gruba, na całe lato nie wystarczy!

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Nota o książce:

Przedstawiamy bohaterkę nowej serii kryminałów z Francji:

Viviane Lancier, 37-letnia singielka, nie znosi nie tylko poezji. Nie znosi przede wszystkim własnego odbicia w lustrze, zwłaszcza gdy nie może się wcisnąć w dopiero co kupiony elegancki kostium. Wszystkie diety przegrywają bowiem ze stresem, jaki nieustannie towarzyszy komisarzowi III Wydziału Kryminalnego Policji w Paryżu. W odróżnieniu od innych bohaterów serii kryminalnych, komisarza Brunettiego czy Montalbana, musi odmawiać sobie uroków dobrej kuchni, a kiedy już je, to bardzo niewyszukanie i w pewien sposób rozpaczliwie. Smakowity kąsek dla miłośników dobrego kryminału – ten jest napisany lekko, z inteligentnym humorem.

Nie dość, że trwa pościg za przebiegłym bandytą poszukiwanym przez Europol, to jeszcze zaczyna się kolejna sprawa. Podczas próby rabunku ginie pewien kloszard, do złudzenia przypominający Wiktora Hugo. W śledztwie jednak częściej będzie się powtarzać nazwisko innego koryfeusza literatury francuskiej – Charles’a Baudelaire’a. Wszystko bowiem wskazuje na to, że w posiadaniu ofiary był niezwykle cenny dokument, spisany ręką wielkiego poety. Można by sądzić, że sprawa zdoła zainteresować co najwyżej członków szacownej Akademii Francuskiej. Tymczasem afera zyskuje nieoczekiwany medialny rozgłos. Mało tego – giną następne powiązane z nią osoby, a pozostałym ktoś grozi śmiercią. Przed nieco przysadzistą panią komisarz i jej młodym partnerem o aparycji amanta przetacza się korowód podejrzanych: pazerna była żona zabitego kloszarda, jej niefrasobliwy syn marzący o karierze celebryty, zadufany w sobie kryptolog o nieświeżym oddechu, kolekcjoner i ceniony znawca rękopisów, jego brzydka córka, chyba zakochana w pięknej czarnej służącej, medium nawiązująca kontakt ze zmarłymi pisarzami i jej tajemniczy asystent (w najpełniejszym tego słowa znaczeniu), a także odległy kuzyn poety, producent odżywek witaminowo-mineralnych dla krów. Pilnie śledzone przez media dochodzenie raz po raz zbacza na niewłaściwy tor, obfitując w zarówno humorystyczne, jak i groźne sytuacje.

Kilka słów o autorze:

Georges Flipo, urodzony w Marcq-en-Baroeul w północnej Francji, mieszka w tej miejscowości do dwudziestego roku życia. Następnie przenosi się do Paryża, gdzie kończy studia menedżerskie w Essec, Wyższej Szkole Handlowej, i podejmuje pracę w reklamie. Nadal utrzymuje więzi z rodzinnymi stronami i często tam bywa.

W 2002 roku zaczyna próbować swoich sił w pisarstwie i tworzyć nowele. Bierze udział w licznych konkursach literackich i jest laureatem wielu nagród. Kontynuuje działalność pisarską w radiu (Radio France, Radio Bleu). W audycji „Les petits polars” („Kryminałki”) zostanie w ten sposób nadanych około siedemdziesięciu jego tekstów.

W 2007 roku ukazuje się jego pierwsza powieść, za którą otrzymuje Grand Prix de l’Humour Noir. Każda z jego książek (wydał do tej pory trzy zbiory nowel i pięć powieści) cieszy się przychylną opinią krytyków, którzy podkreślają różnorodność jego inspiracji, płynność stylu, przenikliwość spojrzenia, a także kąśliwe poczucie humoru.

Słowo od Autora:

Nie jest to typowy kryminał, ale ocenę zostawiam Wam. W każdym razie to historia z zimowego Paryża – raz możemy mieć satysfakcję, że to oni marzną!

Fragment książki:

Dwadzieścia minut później stali już oboje przy zwłokach Pascala Mesneux. Golusieńki kloszard, opatrzony jedynie etykietką z nazwiskiem przyczepioną do palucha u nogi, był niezbyt apetyczny. Ale Viviane lubiła oglądać nagie zwłoki mężczyzn, zwłaszcza w obecności innego osobnika tej płci. W grę wchodziły tu niejasne odczucia, którymi z pewnością zainteresowałby się jakiś psychiatra — dobrze o tym wiedziała. Chyba nic poważnego.

Żebra wystawały, na nogach było pełno żylaków, a całe ciało pstrzyły nieładne sińce. Na głowie, koło ucha, ogromny fioletowawy krwiak cętkowany na zielono — śmierć już przystąpiła do dzieła — siwawe włosy opadające na czoło i gęsta broda w nieco jaśniejszym odcieniu, która częściowo zakrywała purpurową gębę.

Viviane zaimprowizowała krótką modlitwę żałobną:

— Pijus nad pijusami, biedny starzec, życie spieprzone na długo przed zgonem.

Z niejaką przyjemnością obmacała wątrobę zmarłego, jego bicepsy, obróciła go na bok, powąchała, chcąc zaimponować Monotowi, który odwracał wzrok. Wciągnęła rękawiczki, żeby przepatrzyć sakwę: bielizna osobista była zadziwiająco świeża. Wyjęła książkę — Chłosta Wiktora Hugo.

  • Co pan o tym myśli, panie Monot?

  • To nie jest mój ulubiony zbiór z jego twórczości poetyckiej. Światła i cienie albo Głosy wewnętrzne bardziej przemawiają do mojej wyobraźni. Pod koniec studiów na filologii, na seminarium magisterskim, miałem...

  • Ja mam w nosie pańskie studia. Mam w nosie literaturę. Pytam, czy pana nie dziwi, że jakiś lump czyta poezje Wiktora Hugo.

  • Och, Hugo czytają wszyscy, pani komisarz. Emeryci, studenci, gliny. Więc dlaczego by nie kloszardzi?

Przełknęła afront: nie czytała Wiktora Hugo. Jako książki do poduszki bardziej ceniła kryminały. Albo kodeks karny.

— A dużo pan zna kloszardów, którzy starają się upodobnić do Wiktora Hugo?

Odsunęła ręką włosy z czoła nieboszczyka, po czym obok twarzy umieściła fotografię leciwego poety, widniejącą na okładce książki: podobieństwo było uderzające.

— Widzi pan, dlaczego nie należy wierzyć w morfopsychologię. Z taką samą facjatą jeden trafia do Panteonu, a drugi do kostnicy. Proszę mu zrobić zdjęcie, może się jeszcze przydać.

Podczas gdy spełniał polecenie, ona wciąż grzebała w sakwie.

— Och, to ciekawe. Czegoś brakuje. Placek znikł.

Porucznik skulił ramiona, jakby Viviane zamierzała go spoliczkować.

  • To przeze mnie, pani komisarz. Zjadłem go.

Komisarz skrzywiła się z obrzydzeniem.

  • Zjadł go pan?! Czy pan oszalał?

  • Byłem bez śniadania. Straciłem mnóstwo czasu w Pitié-Salpetrière i nie miałem już okazji nic przegryźć. Placek był ładnie zapakowany w papier, więc pomyślałem, że nic mi nie grozi pod względem higienicznym.

  • Higiena to pańska sprawa, a pod względem dowodów rzeczowych? No tak, porucznik Monot pałaszuje materiały śledztwa. To jakaś nowa procedura? Jaki był ten placek?

— Dość smaczny: właściwie coś w rodzaju pancake’a, dość tłusty, gruby, z kawałkami bekonu w środku. I o smaku serowym. Mocno pachniał, czuć nim jeszcze sakwę.

Westchnęła przeciągle. Tym razem w westchnieniu nie wyczuwało się rozdrażnienia, jedynie wolę, żeby zachować spokój umysłu. Komisarz wezwała stróża, poleciła mu zakryć z powrotem nieboszczyka, i wyszła, zabierając ze sobą sakwę. Monot dreptał za nią krok w krok jak wierne psisko.

Już na trotuarze rzucił:

— Ta heca z plackiem... nie wiem, czy mógłbym jakoś naprawić gafę...

Rzecz jasna, ten pancake nie miał żadnego znaczenia, Viviane chciała jednak okazać swoje niezadowolenie, zrobić Monotowi pedagogiczne świństewko, aby nigdy więcej nie pozbywał się żadnego materiału dowodowego.

— A ja wiem. Jutro postara się pan dociec, gdzie Mesneux kupił pancake’a. Co robił tego dnia? Rozumie pan, co mam na myśli? Szukaj, szukaj, milusiu!

Zostawiła go samego w lodowatej styczniowej mżawce i wskoczyła do swojego clio, nie proponując mu, żeby wsiadł. Należało się sprężać, bo most d’Austerlitz pewnie znów się zakorkuje. Zanim uda jej się dotrzeć do dwupokojowego mieszkania przy ulicy Simenon, sklep spożywczy może już być zamknięty.

Ledwo zdążyła przejechać na żółtym świetle, zagwizdał na nią młody posterunkowy. Jak się wytłumaczy? Że nawet komisarz z Wydziału Kryminalnego musi czasem robić zakupy?

* Europol jest urzędem policji kryminalnej ułatwiającym wymianę informacji między policjami krajów Unii Europejskiej, zwłaszcza w dziedzinie zwalczania międzynarodowej przestępczości.

Tytuł: Pani komisarz nie znosi poezji
Tytuł oryginału: La commisaire n’aime point les vers
Autor: Georges Flipo
Przekład: Krystyna Arustowicz
Projekt graficzny: Tomasz Lec. Grafika na okładce: ©  Dazibaocom.com
Kategoria: kryminał
Wydawca: Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Miejsce i rok wydania: Warszawa, premiera: czerwiec 2013
Wydanie: I
Objętość: 344 strony
Format: 110 x 180 mm
Oprawa: miękka
978-83-7392-419-2
Cena katalogowa: 29, 00 zł

Podoba mi się, kupuję;

 

GLK. Informacja nadesłana

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.