fesstiwal słowa w piosence
--

Duch Sokala w podręcznikach

Wydarzenia [11.09.13]

Dla ogromnej większości społeczeństwa jedyną logiczną odpowiedzią na pytanie: „czy przeczytałeś tę książkę” jest „tak”, lub „nie”. Studenci do tej większości się nie zaliczają. Dla nich to pytanie ma co najmniej kilka alternatywnych wariantów odpowiedzi: „jeszcze nie przeczytałem, ale mam ją u siebie”, albo „jeszcze nie przeczytałem, ale niedawno widziałem ją na ksero”. Niestety przychodzi czas, gdy trzeba zwlec się z łóżka i podpisać jakiś pakt o nieagresji z książkami. Nie napisałem jednak tekstu o biednych studentach, których jak co roku sesja zupełnie zaskoczyła, a o podręcznikach akademickich i stylu językowym w jakim zostały napisane. Mówiąc wprost: jest to tekst o pseudonaukowym bełkocie.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Podręczniki akademickie z definicji nie są nastawione na sukces komercyjny, dlatego społeczeństwo godzi się na sponsorowanie książek naukowych, jako nośników wiedzy. Problem w tym, że wiele z tych pozycji nie reprezentuje sobą żadnej wartości edukacyjnej, a wręcz przeciwnie, są nic niewarte, przez nikogo nieczytane, a publikowane tylko po to, aby pracownicy uniwersyteccy mogli wyrobić normę, potrzebną do osiągnięcia kolejnego szczebla kariery. Wiele z tych publikacji jest naukowych tylko z nazwy, gdyż ich autorzy przedstawiają wybrany problem, analizują go, używając przy tym jak najbardziej skomplikowanego języka, sztucznie rozbudowanych zdań, aby zwiększyć objętość pracy. I właśnie problemem jest stosowany w nich język. Autorzy wyspecjalizowali się w niekończących się żonglerkach słownych, ewolucjach językowych tylko po to, by najbanalniejszy problem rozdmuchać do rangi wyzwania cywilizacyjnego. Przodują w tym niestety nauki humanistyczne, choć nie jest to ścisłe pojęcie, gdyż „humanista” w czasach renesansu był człowiekiem wszechstronnie uzdolniony. W tym rozumieniu humanistami byli architekci stawiający wymyślne katedry, lub malarze szkicujący maszyny latające na kilkaset lat przed braćmi Wright. Ale wracając do nikomu niepotrzebnych publikacji za publiczne pieniądze. Wpadła mi kiedyś w ręce kserówka o takim tytule: „Wzory nauk przyrodniczych w empirycznej socjologii”. Normalnie nie sięgnąłbym po coś takiego, jednak przypomniała mi się sprawa, która bardzo wstrząsnęła zachodnią humanistyką, a zaczęła się właśnie od podobnej pracy. Chodzi tu o słynną sprawę Alana Sokala.

Alan Sokal jest amerykańskim matematykiem i fizykiem. W 1996 roku opublikował w czasopiśmie „Social Text” pracę pod tytułem „Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji”. W swoim tekście cytował prace kilku autorów z dziedziny m.in. kulturoznawstwa, aby udowodnić, że odkrył więzi łączące nauki humanistyczne i przyrodnicze, W środowisku zawrzało i wkrótce zaczęły powstawać nowe publikacje: „Czy E = mc2 to równanie seksistowskie? Zapewne tak. Przyjmijmy hipotezę, że tak jest istotnie, w takiej mierze, w jakiej przyznaje się uprzywilejowany status prędkości światła, kosztem innych prędkości, które są nam konieczne do życia. Moim zdaniem, na seksistowski charakter tego równania wskazuje nie tyle jego znaczenie dla budowy broni jądrowej, ale raczej uprzywilejowanie tego, co najszybsze...”.

Później Sokal przyznał, że wszystko co napisał to całkowite bzdury. Jego zamiarem było pokazanie, jak bardzo uboga stała się humanistyka, skoro renomowane pismo socjologiczne opublikowało artykuł, który z założenia miał być całkowicie pozbawiony sensu, a który był poważnie i długo omawiany przez naukowców, którzy uznali „odkrycie” Sokala za rewolucyjne. Najciekawsza jest jednak reakcja ludzi, gdy autor przyznał, że wszystko, co napisał nie ma absolutnie żadnego sensu, że w swoim artykule cytował zupełnie przypadkowe wypowiedzi uznanych naukowców. Wszyscy ci ludzie oskarżyli Sokala, że jest oszustem, nikt nie zastanowił się, czy przypadkiem to humanistyka nie ma już nic do zaoferowania. Sam autor przyznał później: „Wszyscy uważają, że pokazałem, że redakcja "Social Text" nie rozumie artykułów, które publikuje. To nie wszystko. Mój artykuł stanowił tylko klej, którym zlepiłem mnóstwo bezsensownych fragmentów prac rozmaitych - uchodzących za wybitnych - filozofów i innych myślicieli, po to, aby ukazać ich absurdalność. Problem nie leży w tym, że mój artykuł został przyjęty do druku - w istocie rzeczy nie wiadomo, dlaczego miałby on nie zostać opublikowany, albowiem nie różni się on niczym od setek innych, produkowanych bez przerwy przez rozmaitych speców od sociology of science czy innych podobnych dziedzin. I to jest prawdziwy problem".

Sprawa Sokala już dawno minęła, natomiast problem pozostał. Mamy bowiem w Polsce „darmową” edukację, na którą składamy się wszyscy i mamy mnóstwo naukowych prac, badań i raportów, których nikt nie czyta. Nikomu się one nie przydadzą, zostaną zapomniane, a pieniądze zmarnowane.

Adam Stohnij

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.