fesstiwal słowa w piosence
--
Więcej o
Wydawnictwie

Laboratorium Literackie ESK 2016

Wydarzenia [18.04.14]

Na tydzień przed rozpoczęciem Europejskiego Portu Literackiego 2014 prezentujemy rozmowę z dyrektorem festiwalu, Arturem Bursztą o związkach z ESK 2016 i współpracy z miastem Wrocław.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Agnieszka Grzegorzewska: -Od trzech lat Port Literacki ma w nazwie Europejski, a jego współorganizatorem jest Biuro Festiwalowe Impart 2016. W jaki sposób festiwal wpisuje się w koncepcję Europejskiej Stolicy Kultury?

Artur Burszta: -Byliśmy jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą wrocławską instytucją, która zaangażowała się w tworzenie projektów dedykowanych ESK. Od połowy 2008 roku aż do początku 2011 roku, bez specjalnych tytułów i wynagrodzeń, intensywnie pracowaliśmy nad literackim programem, który stał się jednym z filarów zwycięskiej aplikacji zespołu profesora Chmielewskiego. W 2012 roku powołaliśmy instytucję, która ten program miała rozwijać i realizować. Z nowym dyrektorem ESK Krzysztofem Czyżewskim budowaliśmy Laboratorium Literackie, które objęło ponad trzydzieści projektów organizowanych w ramach pięciu głównych obszarów: działań edukacyjnych, internetowych, kolejnych edycji konkursów, corocznych programów oraz projektów bezpośrednio powiązanych z ESK. Całość uzupełniał plan wydawniczy sprofilowany pod Stolicę Kultury. W realizacji Laboratorium kluczową rolę przypisano funkcjonującemu od 1996 roku festiwalowi Biura Literackiego. Port zaczął więc obsługiwać ESK 2016, tracąc nieco swój autorski i unikalny charakter, znany choćby z legnickich edycji. Pojawiło się np. znacznie więcej prozy. Do Wrocławia zaczęli jednak zawijać twórcy pokroju Laurie Anderson czy Herty Müller. Zyskali więc na tych zmianach na pewno czytelnicy, ucierpieli nieco stali autorzy wydawnictwa. Zaangażowanie w ESK było naszą powinnością wobec miasta, które ugościło nas tak wspaniale w 2004 roku i dało możliwości rozwoju. Gdy skończy się obecna misja, Port wróci do bardziej autorskiej formuły.

-Nie wszystkie z projektów, które były przygotowywane przez pięć lat, ostatecznie zostały wdrożone. Powołana do ich realizacji Fundacja przestała działać po roku. Dlaczego?

-Miasto porzuciło nie tylko aplikację zespołu profesora Chmielewskiego, ale także częściowo programy Krzysztofa Czyżewskiego. Umowa z Biurem Festiwalowym Impart na realizację Laboratorium zawarta została ostatecznie z Biurem Literackim. Z ponad trzydziestu projektów ostało się jedynie osiemnaście. Zabrakło środków na zatrzymanie pracowników zatrudnionych w Fundacji. Oczekiwaliśmy zwiększenia dotacji o 100 tysięcy złotych, deklarując (i zdobywając) resztę kwot z innych źródeł, a zatem w tych decyzjach raczej nie chodziło o finanse. Z drugiej strony, władze mają prawo do budowy od nowa programu Europejskiej Stolicy Kultury i nie muszą w niej uwzględniać wszystkich projektów, nad którymi pracowano w pierwszych latach przygotowań.

-Filarem działań Laboratorium Literackiego była edukacja. Ubiegłoroczny Port udowodnił, jak wspaniałe efekty mogą takie inicjatywy przynosić. Szkoła z poezją to jeden z najciekawszych pomysłów na propagowanie czytelnictwa w Polsce. Czemu nie jest już realizowany?

-W założeniach programu, który miał być realizowany między 2012 a 2015 rokiem napisaliśmy: „Głównymi zadaniami Laboratorium Literackiego powinno być wychowanie literackich odbiorców działań ESK oraz zintegrowanie i zaangażowanie w tworzenie programu 2016 roku najważniejszych krajowych środowisk związanych z książką”. Poprzez Szkołę z poezją chcieliśmy przygotować do odbioru całorocznych literackich działań licealistów z wszystkich wrocławskich szkół ponadgimnazjalnych. Podobny efekt miały wywołać Europejskie Porty Kultury ulokowane w najważniejszych miastach Dolnego Śląska. Uczelnia z krytyką miała wciągnąć w działania najbardziej ambitnych humanistów z całej Polski. Były też przygotowania do uruchomienia programu telewizyjnego „Generacja 2016” (przy współpracy z TVP i Narodowym Instytutem Audiowizualnym), który miał propagować ESK, ale też edukować poprzez działania interdyscyplinarne. Wydarzenia literackie w 2016 roku miały być współtworzone przez całe krajowe środowisko: wydawców, bibliotekarzy i media specjalizujące się w książkach, których zintegrować chcieliśmy wokół idei ESK, m.in. poprzez cykl całorocznych wydarzeń i Kongres Literacki. Niestety wszystkie te pomysły ostatecznie nie znalazły się w umowie z Biurem Festiwalowym 2016. Co do Szkoły z poezją, to środków starczyło na objęcie projektem jedynie dziesięciu wrocławskich liceów. Wypadły też programy nastawione na bezpośrednią pracę z młodymi twórcami, które przynosiły świetne efekty. Najlepszym dowodem są tegoroczne nominacje do Silesiusa w kategorii debiut. Wszyscy młodzi autorzy korzystali z tych działań.   

-Jakimi środkami dysponuje zatem Laboratorium Literackie Europejskiej Stolicy Kultury?

-Ostatecznie w każdym roku na realizację osiemnastu programów dysponujemy kwotą 725 tysięcy złotych. Jeśli odliczymy od tego blisko 150 tysięcy, jakie pochłaniają wciąż wzrastające koszty funkcjonowania i utrzymania naszej siedziby na wrocławskim Rynku, to na festiwal Port Literacki, sześć konkursów z finansowymi nagrodami (średnio po 10 tysięcy każda), towarzyszące im gale oraz jedenaście dużych programów i projektów, do realizacji których w ubiegłym roku zatrudniliśmy blisko 180 osób, pozostaje nam 575 tysięcy złotych. Czy to dużo? Może warto dla porównania tę kwotę zestawić z jednorazowymi wydarzeniami z wręczeniem nagród Angelusa i Silesiusa, na które w budżecie miasta zapisano 500 tysięcy. Wraz z fundowanymi nagrodami ta kwota wzrasta do 820 tysięcy złotych. Do tego dochodzi jeszcze obsługa tych inicjatyw. Nie chcę negować zasadności istnienia tych wyróżnień. Będę się jednak upierał, że bez skutecznego wychowywania czytelników, za chwilę nie będzie miał kto tych nagradzanych książek czytać.                

-Projekty takie jak Szkoła z poezją, konkursy Nakręć wiersz i Komiks wierszem wykraczają daleko poza to, co proponują zwykle festiwale literackie. Jak widzi Pan rolę Portu jako wydarzenia o aspiracjach edukacyjnych i integrujących środowisko artystyczne?

-Unikalność Nakręć wiersz czy też Komiksu wierszem dostrzegają nasi zagraniczni partnerzy, których w styczniu zaprosiliśmy do udziału w pierwszej edycji Spotkań Europejskich Festiwali i Instytucji Literackich. Dla nich to innowacyjne i pionierskie pomysły. Podobnie jak Port Literacki, który należy do najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych europejskich festiwali, czego dowodem będą planowane na nasze dwudziestolecie Europejskie Porty Literackie m.in. w Armenii, Czechach, Chinach, Indiach, Izraelu, na Łotwie, Litwie, w Niemczech, Norwegii, Słowacji, Walii i na Węgrzech z inauguracją we wrześniu w Rydze w ramach literackich działań tegorocznej Europejskiej Stolicy Kultury. Poprzez Nakręć wiersz czy też Komiks wierszem czytanie i interpretowanie współczesnej literatury staje się w każdym roku udziałem blisko tysiąca osób, które na co dzień zazwyczaj nie mają styczności ze współczesną literaturą piękną. W ostatnim roku obowiązywania umowy chcemy uzupełnić ten pakiet działań o projekt Zagraj literaturą, angażujący osoby zajmujące się adaptacjami filmowymi, teatralnymi i radiowymi. Poezja do śpiewania ma być konkursem dla muzyków, a Literatura w mieście – dla osób realizujących projekty w przestrzeni miejskiej.

-Działalność wydawnicza Biura Literackiego była jak dotąd wspierana przez Miasto Wrocław, doceniano jej unikalność. Dlaczego to wsparcie się zakończyło?

-Ta decyzja wciąż budzi wiele niejasności. Radni Wrocławia głosując przyjęcie budżetu, posiłkowali się dokumentem przedłożonym im przez Prezydenta, w którym figurował wpis i kwota dotacji celowej dla Biura. Na oficjalnej stronie Miasta z zatwierdzonym budżetem wciąż jest ten opis. Dlaczego te środki ostatecznie do nas nie trafiły? Na razie wydajemy wybrane książki dedykowane ESK bez zwyczajowego wsparcia Miasta Wrocław. Dzięki zaangażowaniu samorządu Wrocławia zajmujemy się m.in. twórczością Tadeusza Różewicza, realizujemy dzieła zebrane Tymoteusza Karpowicza, wydajemy cykl publikacji Krystyny Miłobędzkiej oraz Andrzeja Falkiewicza. Udało się nam zainteresować Wrocław sprowadzeniem do Ossolineum archiwum autorów. W zamian Pani Krystyna wskazała Biuro jako realizatora cyklu publikacji, co potwierdzone zostało specjalnym porozumieniem z Miastem. Liczymy, że sprawa dotacji wkrótce się wyjaśni i będziemy mogli dokończyć prowadzone zadania. 

-Ile prawdy jest w tym, że Wydział Kultury proponował komunalizację Biura Literackiego i potem wspólne wydawanie książek z Miejską Bibliotekę Publiczną, a obecna sytuacja jest efektem Pana odmowy dla takich pomysłów?  

-Naprawdę sporo zawdzięczamy tutejszemu samorządowi. Nie komentowaliśmy różnych wypowiedzi, które w ostatnich latach ukazywały się w mediach, także tych z udziałem przedstawicieli magistratu. Nie odnieśliśmy się też do medialnych spekulacji o rezygnacji z dotowania książek i faktu powołania przez Miasto swojego wydawnictwa. Sam byłem przez wiele lat samorządowcem, więc rozumiem różne ograniczenia na styku współpracy Miast z podmiotami gospodarczymi. O ile na Zachodzie kultura opiera się w dużym stopniu na prywatnych inicjatywach, to w Polsce mamy renesans instytucji zarządzanych przez administrację rządową i samorządową. Trudno zatem w takim modelu o idealną współpracę. Wrocław przez kilka lat był dla innych samorządów wzorem innowacyjnych i odważnych decyzji w zakresie polityki kulturalnej. Zaproszenie skierowane do nas przez Prezydenta Dutkiewicza zaowocowało nie tylko rozwojem festiwalu, który dzisiaj jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych kulturalnych marek Wrocławia, ale także ponad sześćdziesięcioma nominacjami i piętnastoma najważniejszymi nagrodami (Gdynia, Nike, Silesius), z blasku których korzystał także nasz główny Mecenas. Czy ktoś liczy na więcej? Ciężko jest, także w kulturze, zbudować coś od zera. Znacznie łatwiej zniweczyć ten wysiłek nieprzemyślanymi decyzjami.     

-Póki co zamiast wspierać lokalne wydawnictwa, Miasto powołuje swoją oficynę. Czy wydawnictwo miejskie jest we Wrocławiu potrzebne?

-O fakcie powołania miejskiej oficyny dowiedziałem się od jednego z kuratorów ESK, który argumentował, że w ramach przygotowań i obchodów 2016 roku Wrocław planuje setki publikacji, które prościej wydawać będzie samemu, aniżeli zlecać je innym podmiotom. Taki cel dla tej oficyny wydaje się całkiem zasadny. Trudno byłoby sobie natomiast wyobrazić realizowanie przez miejską oficynę programu nastawionego na publikowanie literatury pięknej. Rację mają ci, którzy mówią, że proponowanie współpracy np. twórcom obecnie związanym z innymi wrocławskimi wydawnictwami, byłoby w sytuacji wycofania się z dotowania książek nieetyczne. Poza tym jak takie wydatki można by uzasadnić przed podatnikami? Co innego dotować książki na poziomie 30-60%, wspierając literaturę i przy okazji lokalny przemysł wydawniczy, odzyskując część tych środków poprzez podatki i korzystając wizerunkowo na nominacjach i nagrodach, oraz na fakcie wspierania najważniejszych oficyn w kraju, a co innego wydawać 100% środków na książki, przy okazji budując od podstaw całe zaplecze dystrybucyjne i promocyjne oraz organizujące prace przy książkach, a zatem wydając na początku wielokrotnie więcej. Do literatury ambitnej, niezależnie czy to poezja czy proza, z założenia się dokłada. Jak uzasadnić, że teraz takie dokładanie ma być dwu albo nawet trzykrotnie większe?

-Jak ocenia Pan program literacki ESK i starania o tytuł Miasta Literatury UNESCO?

-Zadeklarowałem już literackiemu kuratorowi ESK swoje poparcie oraz zaangażowanie dla tego projektu, wyrażając oczywiście odrobinę obaw. Wrocław to jednak nie Kraków, który od dekad kojarzy się nam z literaturą. Ma wspaniałe wydawnictwa, świetne festiwale, najważniejszą w Polsce imprezę targową, siedzibę głównej polskiej instytucji literackiej, działającą prasę kulturalną, zaplecze uniwersyteckie oraz przede wszystkim wielu uznanych twórców. Strategia promocyjna Krakowa wykorzystuje wszystkie te atuty. Władze Wrocławia mocno inwestują w literaturę, ale kulturalne filary wciąż są tutaj inne. Czy może się to zmienić? Czy inne środowiska artystyczne pozwolą na taką zmianę akcentów? W pomyśle widzę przede wszystkim szanse na zmianę obecnej pozycji literatury i jej uporządkowanie we Wrocławiu, ale także w naszym regionie.

-Jakie działania ma Pan konkretnie na myśli?

-Wzmocnienie programów edukacyjnych oraz większą profesjonalizację naszych literackich inicjatyw. Np. ogromnym problemem literackich nagród fundowanych przez Wrocław, o których wspomniałem już wcześniej, jest ich znikome przełożenie na rozpoznawalność i sprzedaż nagradzanych książek. Potrzebna jest zatem zmiana akcentów z jednorazowych kosztownych wydarzeń na rzecz konsekwentnych i systemowych działań, autentycznie oddziaływujących na czytelnictwo oraz aktywne uczestnictwo w życiu literackim miasta. Zmiany potrzebne są także w zakresie uruchomienia programów stypendialnych czy rezydencji. Nade wszystko potrzebne jest jednak większe współdziałanie z mieszkańcami, nie tylko we Wrocławiu, ale w całym regionie. Co nam po tytule, jeśli profity z jego przyznania spadną wyłącznie na władze, animatorów życia literackiego i speców od promocji, a nie zwykłych mieszkańców.

-Czy w 2016 roku jest przewidziana specjalna edycja Portu?

-Nasza obecna umowa kończy się na 20. edycji i przyszłym roku. Liczymy, że Pan Prezydent podtrzyma wielokrotnie składane deklaracje i nie tylko będziemy mogli przygotować specjalny Port w 2016 roku, ale też nadal służyć miastu i regionowi w kolejnych latach, także jako oficyna wydawnicza. Zwyczajowo takie rozmowy odbywały się zawsze po kolejnych edycjach festiwalu. Mamy nadzieję, że podobnie będzie i tym razem. 

-Wróćmy zatem do zaczynającego się za kilka dni festiwalu. Jak wygląda europejskość tegorocznego Portu?

Po pierwsze mamy projekt Portret kobiety z opowiadaniami dziesięciu autorek z Hiszpanii, który powstał chwilę po tym, jak okazało się, że partnerem Wrocławia w 2016 roku będzie San Sebastian. Książka inauguruje inicjatywę wydawniczą Nowa literatura z Europy. Drugim ważnym projektem jest Głos Ukrainy z udziałem czwórki uznanych prozaików naszych wschodnich sąsiadów. O znaczeniu tego projektu nie trzeba chyba zbyt wiele mówić w obliczu obecnych wydarzeń. Zdecydowaliśmy się na publikację książek Ołeksandra Irwancia, Andrija Lubki, Dzwinki Matijasz i Natalki Śniadanko także dlatego, że literatura ukraińska przestała być nagle w ostatnich latach tak ochoczo wydawana przez innych polskich wydawców. Uznałem już dwa lata temu, że program Laboratorium Literackiego i Europejskiej Stolicy Kultury musi więc uwzględnić Ukrainę. Spośród innych inicjatyw wymieniłbym jeszcze obchody 150. rocznicy śmierci Imre Madácha. Jego „Tragedia człowieka” jest na Węgrzech tak istotną książką, jak w Polsce „Pan Tadeusz”. Będzie to jej nowy przekład. W ramach programu 2016 od kilku lat wypełniamy też białe translatorskie plamy.

-Nie pozostaje nam nic innego, jak na koniec zaprosić na tegoroczny 19. Port Literacki. Bardzo dziękuję za rozmowę.

Artur Burszta

Właściciel i redaktor naczelny wydawnictwa Biuro Literackie oraz fundator Fundacji Europejskie Spotkania Pisarzy. Od 1996 roku dyrektor festiwalu literackiego "Port Wrocław". Autor programu telewizyjnego "Poezjem" oraz filmu Dorzecze Różewicza. Wyróżniony m.in. nagrodą Sezonu Wydawniczo-Księgarskiego IKAR za "za odwagę wydawania najnowszej poezji i umiejętności docierania z nią różnymi drogami do czytelnika" oraz nagrodę Biblioteki Raczyńskich "za działalność wydawniczą i żarliwą promocję poezji". Mieszka we Wrocławiu.

 

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.