fesstiwal słowa w piosence
--

Rozmowa z Kevinem Hearne'm: „Szanujmy naszą matkę Ziemię i siebie nawzajem"

Wydawnictwa [05.05.15]

Przedstawiamy rozmowę z Kevinem Hearne'm autorem cyklu fantasy Kroniki Żelaznego Druida" publikowanych przez Dom Wydawniczy REBIS

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Gabriel L. Kamiński:  Dowiedziałem się z pańskiej biografii, że był Pan wcześniej nauczycielem. Skąd wzięła się potrzeba pisania? Czy była to wewnętrzna, duchowa potrzeba, czy po prostu odskocznia od może rutynowej niekiedy pracy nauczyciela?

 

Kevin Hearne: Udało mi się poznać niejednego pisarza, rozmawiałem z bardzo wieloma autorami, więc mogę powiedzieć nie tylko za siebie. Jest w tym środowisku sporo ludzi, którzy po prostu muszą pisać. Robią to z czysto terapeutycznych powodów. Ci ludzie mają jakieś problemy, czy to z codziennym życiem, z rodzinami, czy z przyjaciółmi, problemy, od których chcą uciec, bądź też stawić im czoła. Pisanie zaś jest dla nich świetną metodą, by tego dokonać. Więc tak, część z moich znajomych pisarzy miało różnego rodzaju rodzinne problemy i ja też i to na pewno jeden z powodów w moim przypadku. Chciałem też jednak czytać o rzeczach, których nie udało mi się znaleźć w dotychczas napisanych książkach. Nikt nie napisał tego, o czym chciałem czytać, więc musiałem zrobić to samemu. Co się tyczy nauczycielstwa, już od dawna nim nie jestem, ale tak, przez 17 lat byłem nauczycielem.

 

 

G.L.K: Jak narodził się pomysł na cykl „Kronik Żelaznego Druida”, z którego jest Pan w Polsce znany, gdyż wszystkie tomy zostały wydane przez Rebis?

Kevin Hearne: Zawsze podobał mi się pomysł na połączenie mitologii ze światem współczesnym. By jednak dokonać takiego zabiegu potrzebowałem bardzo wiekowego bohatera. Chciałem również, by ów bohater dysponował zdolnością komunikowania się ze zwierzętami. Do tej pory, o czym mówiłem we wcześniejszych wywiadach, w literaturze odnajdywałem tylko przykłady bohaterów, których relacja ze zwierzętami odbywała się jedynie na zasadzie pan-niewolnik. Relacja mojego bohatera z innymi stworzeniami miała być o wiele bardziej przyjacielska, więc druid jako postać wydał mi się najbardziej odpowiedni. Gdy zacząłem interesować się druidami, zaintrygowały mnie irlandzkie baśnie i mity i postanowiłem, że staną się one witalnym elementem fabuły. Chciałem wyjść z czymś takim do czytelników, jako, że mało kto do tej pory starał się zainteresować świat druidami i mitologią irlandzką. Wszyscy piszą o wampirach i wilkołakach, którzy u mnie akurat również są, jednakże bardziej jako postacie drugoplanowe. Starałem się wnieść coś nowego do literatury i być może stworzyć dla siebie jakąś niszę.


G.L. K.: A propos mitologii. W pańskich książkach występują różne niesamowite postaci. Atticus jest druidem liczącym sobie ponad dwa tysiące sto lat, potrafi rozmawiać ze zwierzętami, jego przyjaciółmi są wilkołak i wampir. Występują także bóstwa, takie jak słowiański bóg Perun. Czy ten mariaż mitologii wielu narodów ze współczesnym światem można nazwać Pańskim stylem? Czy to jest kierunek, w którym Pan podąża?

 

Kevin Hearne: Tak więc, gdy pisałem ów cykl, wprowadziłem do niego wszystkich bohaterów i tworzyłem wątki, zacząłem się zastanawiać: Jeśli w mojej opowieści irlandzki panteon istnieje naprawdę, to dlaczego nie istnieją pozostałe? Odpowiedź na to pytanie brzmi: Właściwie to wszystkie one istnieją. Chciałem, by bóstwa pojawiające się w opowieściach powstały na podobieństwo ludzi, którzy w nie wierzą. Uważam bowiem, że nawet jeśli w nic nie wierzymy, zawsze coś trzyma nas przy życiu, sprawia, że jesteśmy tym, czym jesteśmy. Myślę też, że mogą istnieć na tym świecie rzeczy, o których myślimy, że ich nie ma, ale one tam są, to po prostu my mamy ograniczoną percepcję.

Wprowadziłem więc te wszystkie elementy i postanowiłem zobaczyć co się z nimi stanie.

 

G.L. K.: W jaki sposób powstają pańskie opowieści? Czy jest to taki naturalny ciąg wypadków, w którym po napisaniu jednego wątku po drodze pojawia się drugi, który wymaga rozwinięcia, czy też ma Pan od razu w głowie jakiś plan dla całości? Jak wygląda Pana proces twórczy?


Kevin Hearne: No więc mam ogólnie jakiś zarys całego cyklu, wiem w jakie rejony chciałbym się zapędzić, ale pracuję osobno nad każdą kolejną książką. Rozdziały w moich książkach traktuję jak zwyczajne opowiadania, które albo konkluduję i stanowią zamknięty element, albo pozostawiam je otwarte, ale w taki sposób, by zachęcić do przewrócenia kolejne strony, do dalszej lektury. Jeśli chodzi o sam proces to zawsze mam jakiś zarys, ale nigdy nie staram się na siłę trzymać w jego ramach. Jeżeli podążając za szkicem wpadnę na jakiś ciekawy pomysł, który mi się spodoba, to modyfikuję wszystko podług niego. Myślę wtedy „do diabła ze szkicem”. Pisanie ma dla mnie zawsze jakiś element żywiołu. Niemniej jednak potrzebuję zarysu, żeby mnie inspirował, żeby mówił mi, że mam ogólny kierunek, w którym zmierzam. Nie potrzebuję jednak planu, jeśli mam się w jego ramach zmuszać do czegoś i robić coś na siłę.

 

 

G.L. K.: Było w historii literatury science-fiction i fantasy wielu twórców, którzy swoją literaturą starali się przekazać ludzkości jakiś komunikat. Tolkien przestrzegał przed II Wojną Światową, Paul McAuley, z którym niedawno rozmawiałem stara się pokazać negatywne skutki globalizacji. Jaki jest Pana przekaz?


Kevin Hearne: Nie wiem, czy można to nazwać ostrzeżeniem, ale staram się pokazać kilka rzeczy. Moim czytelnikom w tym, co piszę podoba się głównie satyra i humor, na to zwracają największą uwagę. Część z nich nie zauważa jednak tego, co widzi mój bohater, druid. Dla niego bardzo ważną sprawą jest natura - matka Ziemia i w jaki sposób ją traktujemy. Atticus widzi to, w jak prymitywny sposób staramy się oszukać naturę i jak to się na nas mści, lub może zemścić. Jednakże jest on ostatnim druidem, nie ma więcej takich ludzi, więc nie może z tym nic zrobić.

Druga kwestia, która jest dla mnie ważna to nie tyle religijna tolerancja, ile religijna akceptacja. Atticus jest jedynym adeptem swojego wyznania, więc z mojej perspektywy nie może sobie pozwolić na bycie religijnym faszystą. Uważa więc on wszystkie wyznania za właściwe, bóstwa zaś za prawdziwe. Rozmawia z bogami i tym samym akceptuje ich istnienie, bo wie, że każdy człowiek zasługuje na posiadanie swojej własnej drogi do zbawienia i każda z tych dróg jest właściwa. Wiele jest sposobów na napisanie powieści, czy namalowanie obrazu, jednakże wzystkie te sposoby nazywamy sztuką, prawda? To jest mój najważniejszy przekaz – każdy ma swoją drogę, którą podąża i każda z tych dróg jest właściwa.


G.L K.: Co po zakończeniu cyklu Żelaznego Druida? Czy ma Pan już jakiś pomysł, czy też plan na kolejną książkę, serię?


Kevin Hearne: Ależ owszem. Następny projekt, nad którym zaczynam pracować to seria, która nazywać się będzie „The Seven Cunnings” (Siedem rzemiosł-tłum.). Cunning to stare angielskie słowo oznaczające wiedzę o czymś, znajomość czegoś. „The Seven Cunnings” będzie trylogią z gatunku epickiej fantasy. Pierwszy tom będzie nosił tytuł „Plague of giants” (Plaga olbrzymów-tłum.). Jestem mniej więcej w połowie pisania pierwszego tomu, do drugiej połowy zaś zabieram się zaraz, jak skończę ósmą część sagi o Żelaznym druidzie. Wszystko po kolei (śmiech).


G.L.K.: Mnóstwo ludzi w Polsce próbuje pisać, szczególnie fantastykę. Często przesyłają nam próbki swojego talentu w formie opowiadań, albo obszerniejszych form, nie zawsze jednak jest to materiał wartościowy. Jakie miałby Pan rady dla młodych adeptów sztuki pisarskiej? Od czego należy zacząć? Na co zwracać uwagę?

Kevin Hearne: Pierwszą i w mojej opinii radę, jaką bym miał to, by podczas tworzenia opowieści skupić się na postaciach, nie zaś na fabule. To bohater wyznacza ścieżkę, jaką podąża fabuła. To bohater dokonuje wyborów, chce czegoś i wtedy coś na swojej drodze napotyka. Tak powstają interakcje i konflikty, w jakie wdaje się bohater i to tworzy fabułę. Nigdy nie należy tworzyć fabuły i w jej zamknięte ramy wkładać bohatera – to spowoduje, że całość będzie miała fatalny rezultat. Świetnym przykładem jest tutaj film „Prometeusz”, prequel do sagi o Obcym. Okropny film, wiecie dlaczego? Bo jego twórcy mieli gotowy zamysł fabuły i za wszelką cenę starali się dopasować do niej bohaterów. To jest świetny przykład na to, jak się tego NIE robi. Byli tam naukowcy, którzy zachowywali się zupełnie nie jak naukowcy, postępowali całkowicie wbrew temu, co zrobiłby ścisły, analityczny umysł i owszem, z tego powodu zginęli, ale żadne z wydarzeń, w jakich brali udział nie miało sensu. Ten film, ta opowieść nie przekonuje, bo najpierw potrzebni są bohaterowie, którzy określają i wyznaczają fabułę.

Kiedy pisałem Żelaznego Druida miałem Atticusa i Oberona. Zacząłem myśleć: No więc jakim cudem Atticus nadal tu jest we współczesnych nam czasach? Odpowiedź na to pytanie tworzy fabułę. Cóż to mógłby być za konflikt, który go wciągnie? No więc Atticus ma dość uciekania i zamierza stawić czoła swemu największemu wrogowi – to tworzy fabułę. Co jest źródłem owej fabuły? Atticus, to jego decyzje dyktują całość. Czytelnik z reguły jest ciekawy co będzie dalej, a ja lubię gdy podążą za mną, tak ja tego oczekuję...

G.L.K. : Dziękuję za rozmowę

Z Kevinem Hearnem, autorem literatury fantasy, rodem z Arizony, który gościł na ostatnim PYRKONIE w Poznaniu rozmawiał Gabriel Leonard Kamiński z redakcji Portalu Księgarskiego www.ksiazka.net.pl

 

oPR. GLK

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.