fesstiwal słowa w piosence
--

Ziemowita Szczerka podróże w stylu gonzo i świat historycznych kryminałów Davida Wisharta

[03.08.14]

Wczorajszy sobotni wieczór spędziliśmy z dwie bardzo różnymi osobowościami literackimi. Ziemowit Szczerek reprezentował świat awanturniczych podróży w stylu gonzo, który to termin później wyjaśnię. David Wishart zaś jest twórcą świata historycznych kryminałów dziejących się przeważnie w scenerii starożytnego Rzymu.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Ziemowit Szczerek, pisarz, dziennikarz i tłumacz. Absolwent prawa i podyplomowych nauk politycznych. Jest autorem wielu wywiadów, reportaży literackich i opowiadań publikowanych m.in. w Tygodniku Powszechnym, Nowej Europie Wschodniej, New Eastern Europe, Lampie, Ha!Arcie. Jest także stałym felietonistą portalu Ha!Art. Współpracownik tygodnika Polityka i publicysta Nowej Europy Wschodniej dał się nam poznać jako człowiek penetrujący zakamarki Europy Wschodniej i Środkowej Aktualnie mieszka w Krakowie.
    Jest autorem m.in. pierwszego w Polsce tłumaczenia "Upadku i demoralizacji na Derby Kentucky" Huntera S. Thompsona, wielu publikacji naukowych z dziedziny politologii (poruszających kwestie separatyzmów i regionalizmów w Europie), a także współautorem książki „Paczka Radomskich” (wyd. Paczka Radomskich).
  Wdarł się przebojem na literackie salony książką "Przyjdzie Mordor i nas zje,, czyli tajna historia Słowian" nagrodzoną Paszportem Polityki za 2013 rok, która jest fabularyzowanym reportażem na temat Ukrainy (Korporacja Ha!Art, 2013 r.)



Agnieszka Wolny-Hamkało i Ziemowit Szczerek otwiera "Staropolankę"
czyli kawałek "Słowiańszczyzny w płynie"

Spotkanie prowadziła Agnieszka Wolny-Hamkało próbując szczegółowymi pytaniami zmusić Szczerka do "rozbioru" własnej książki. Ziemowit dzielnie stawiał opór popijając zadawane pytania "Staropolanką".

Na pytanie skąd czerpie swój literacki rodowód czy z polskiej szkoły reportażu, np. Kapuścińskiego, czy z Nowego Dziennikarstwa, któremu patronował Hunter S.Thompson? Odpowiedział, iż na pewno wywodzi się ze szkoły opowiadania Jaroslava Haška. Zwiedził on całe Austro-Węgry, nawet najodleglejsze prowincje cesarstwa, pisząc fabularyzowane reportaże, będące wariacjami, na temat zobaczonej przez niego rzeczywistości.

- Owszem usadowiono mnie w styku gonzo, który skończył się w  Stanach Zjednoczonych i Europie, gdzieś po koniec lat siedemdziesiątych, nie odżegnuje się od niego, ale też nie upierałbym się, że jestem jego zażartym naśladowcą. Owszem fabularyzuję mój reportaż i w końcu staje się ona dziwną, na poły awanturniczą podróżą w głąb Ukrainy. Lubię jak ktoś przejaskrawia, przeinacza fakty, tak,iż zaczynają tworzyć jakąś nową osobną historię, stąd podążałem tym tropem pisząc swój " Mordor czyli tajną historię Słowian"-

Później zaczęły się bardziej szczegółowe pytania dotyczące konkretnych rzeczy i postaci występujących w tekście książki. Żeby je zilustrować Szczerek zgodnie z tradycją Miesiąc Spotkań Autorskich" przeczytał fragment "Przyjdzie Mordor...", lecz na tyle krótki, iż tym, którzy książki nie znają w niczym nie pomógł. To nie była nawet literacka przystawka lecz przysłowiowa wisienka z wielkiego podróżniczego tortu.



Ziemowit Szczerek czyta fragmenty "Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian"

Mięcho 1

– Gdyby za komunizm wzięli się Niemcy czy, jeszcze lepiej, Szwedzi – ciągnął Deyna – to cały świat wyglądałby inaczej. Wszyscy by pojęli, że to najlepszy system, jaki może być. Bo tak – Deyna zaczął odginać palce – pracę masz, dom masz, spokojną głowę masz, urlop masz, wszystko masz. Tyle że – przestał odginać i strzepnął popiół z podjętego z popielniczki papierosa – wzięły się za to Kacapy. I spierdoliły, jak wszystko inne. Spierdolić taką piękną ideę! – westchnął z prawdziwym żalem, łącząc w ten sposób swoją galicyjską prozachodniość ze świadomością, od której odciąć się po prostu nie mógł: że za Sojuza było lepiej.

Mięcho 2

Ta okolica nie przypominała niczego, co do tej pory widziałem. To była dzielnica, która udowadniała, że ludzkie osiedla mogą się rozrastać i rozpleniać same, jak lasy, jak chaszcze. Wystarczy nie przycinać. Że to, co wytwarza człowiek, niczym się nie różni od natury i – tak samo jak las obrasta krzaczorami, mchem, jemiołą – tak tutaj wszystko, wszystkie domy, obrosły jakimiś budami, jakimiś płytami pilśniowymi, kawałkami billboardów nawet, które montowano zamiast ścian i dachów szop. Ta rzeczywistość tworzyła się sama, bez planu, kierowana jedynie wewnętrzną potrzebą i możliwością jej spełnienia. Forma i estetyka zostały odrzucone jako sprawy absolutnie drugorzędne. Jako fanaberie.

Mięcho 3

Wreszcie, gdzieś w okolicach ulicy Łesi Ukrainki, usłyszeliśmy znajome dźwięki. Bardzo znajome. To był „Bal u weteranów”. Lokal mieścił się na parterze i przez okno widać było muzyków: wyglądali jak porządne baciary – kaszkiety kraciate, marynareczki, fulary – wszystko było. Weszliśmy. Usiedliśmy przy stoliku, a wokalista – zasuszony dziod o wyglądzie takim, że Himilsbach by się zaniepokoił, gdyby go zobaczył – zachrypiał:

– Opiwnoczi si z’jawili jakis dwa ciwili. Mordy odrapani, kosmy, jak badyli.
– Ty – powiedział skonsternowany Hawran.
– No właśnie – odpowiedziałem, wsłuchany.
– Nicz nikomu ne wpowili, tylki mordy bili... – śpiewał dziadek.
– O kurwa – powiedział Hawran, zamyślony.
– No – odpowiedziałem.
– Piwo czy wódka? – spytał kelner.
– Wódka – powiedzieliśmy obaj naraz.
– A szo – powiedział kelner patrząc na nas uważnie i uśmiechając się pod bardzo kelnerskim wąsem – wy dumali szo sered baciariw Ukrainciw ne buło, czy szo?
– Sam żeś jest nebuło czyszo – mruknął pod nosem Hawran, gdy kelner odchodził z zamówieniem.


Mięcho 4

Podszedłem do taksówki. To była skoda. Facet chciał trzydzieści. Było mi naprawdę wszystko jedno. Ruszyliśmy.

– Wie pan – powiedziałem mu – nie musi mnie pan wieźć naokoło, żeby mi się nie wydawało, że przepłacam. Mniej benzyny pan spali, a ja i tak wiem.
– Dziękuję – powiedział kierowca, szczupły i wysuszony, przypominający wędzoną rybę ze straganu. – A wierzy pan – zagaił, zerkając na mnie w lusterko wsteczne – że żyjemy w czasach ostatecznych? Że planeta Nibiru jest już niedaleko?
– Wierzę – odpowiedziałem, zamykając oczy.
– Naprawdę? – był mimo wszystko trochę zaskoczony.
– Tak – kiwnąłem głową.
– To dobrze – bąknął i już byliśmy na miejscu.
– To już tu? – zdziwiłem się. Tym bardziej, że coś mi się kojarzyło, że mijałem ten budynek, tyle że jakoś od drugiej strony. Wiedziałem, że to blisko, ale nie, kurwa, że aż tak blisko.
– Tu – odpowiedział taksówkarz – ryba.
– To jest, kurwa, złodziejstwo – powiedziałem. Taksówkarz powoli wyjął gaz ze schowka, ale oczy miał przepraszające.
– Przecież sam pan obiecał – powiedział głosem prawie płaczliwym. – Tak to bym pojechał naokoło…

Szczerek odpowiada na pytania Agnieszki Wolny-Hamkało

Po tej porcji literackiej rzeczywistości według Ziemowita Szczerka, Agnieszka powróciła z kolejną transzą pytań jak w byłych telewizyjnych teleturniejach "Wielka gra" lub "Miliard w rozumie". Z tym jak wyczuwałem publiczność chciała przyłączyć się do tego festiwalu pytań.

Pytanie Agnieszki Hamkało: "Czym jest dla ciebie "podróż"? Przygodą, awanturą, wyrzeczeniem, pragnieniem przeżycia niebezpiecznego życia?

Ziemowit Szczerek: Jest dla mnie celem samym w sobie, prawie zawsze towarzyszy jej rozczarowanie, czy na pewno zobaczyłem to, co chciałem zobaczyć. Sztuką jest powrócić z podróży i nie być rozczarowanym.

Czy dla ciebie jest Słowiańszczyzna, o której tak dużo mówią bohaterowie twojej książki?

Ziemowit Szczerek: Tak naprawdę to do końca nie wiem? Może tylko językiem. Może z braku organizacji przestrzeni własnego życia. Co wcale według mnie nie wynika z biedy, tylko z braku pewnej potrzeby społecznej, braku estetycznego ładu, porządku. Kiedy po wojnie w Armenii przygotowano dla uchodźców nowe domy, okazało się, że nie potrafią z nich korzystać, źle się tam czuli. Nie mogli sobie znaleźć miejsca. Myślę, że to samo dotyczy Ukrainy, gdzie widziałem prawdziwe slumsy, zbudowane z byle czego: z resztek billboardu, furtkę zastąpiły drzwi wyrwane z Kamaza. To jest ten świat mojej podróży gonzo, przez kraj dziki, często niebezpieczny, zupełnie inny niż na przykład Polska, nawet ta biedniejsza wschodnia ściana.

W końcu Agnieszka oddała Szczerka jak wcześniej obiecywała do dyspozycji publiczności...





Pytanie z sali: Skąd taki tytuł dla pana książki?

Ziemowit Szczerek: Tolkien pisząc swoją trylogię "Władca pierścienia", podzielił swój świat na Zachodni i Wschodni, W tym pierwszym pomieścił duże królestwa ze starą cywilizacją, a w tym drugim Wschodni powołał do życia Mordor, skąd bierze się zniszczenie, chaos i zło. Myślę, że to analogia  do tych ziem wschodniej Ukrainy, którą odwiedziły moje bohaterki Marzena i Bożena.

 



Pytanie z sali: Pisze pan teraz w "Polityce" "Przewodnik po Ziemiach Zachodnich", czy będzie tam artykuł o Wrocławiu?

Ziemowit Szczerek: Nie o Wrocławiu nie będzie ponieważ bardziej interesuje mnie tak zwana prowincja!

Gabriel Leonard Kamiński: W czasie spotkania kilkakrotnie jakby odżegnywał się pan, bu nie szufladkować pana w stylistyce pisania reportażu gozo, chociaż powiem szczerze, że bardzo mi przypadła ona do gustu, mam tu na myśli antologię reportażu wydaną przez Ha-art i stwierdziłem, że jest to coś nowego...

Ziemowit Szczerek: W Polce generalnie tak, ale na świecie, to naprawdę nie jest to nic  nowego. Funkcjonował ten styl "nowego dziennikarstwa" już od wczesnych lat siedemdziesiątych...

Gabriel Leonard Kamiński: Do nas jak coś przychodzi, to zwykle jest spóźnione, albo jak się okazuje modny u nas postmodernizm, swoje apogeum przeżywał w Europie już w latach siedemdziesiątych...

Ziemowit Szczerek: Tylko ja nie wiem co go zastąpiło...

Gabriel Leonard Kamiński:
Ale moje pytanie brzmi, czy następna pana nowa książka jest zupełnie czymś innym w swojej stylistyce niż "Przyjdzie Mordor..."? To jest powieść, coś dłuższego?

Ziemowit Szczerek: Być może dłuższego. Ja nie jestem pewien czy to będzie od razu coś innego. To można nazwać gonzo, bo ja nie zamierzam uciekać od tej etykietki jakoś specjalnie histerycznie, natomiast, to jest taka moja własna wrażliwość, sposób w który patrzę na rzeczywistość czy na historię. Oczywiście, że będą tam zmiany, oczywiście, że będę znowu szukać czegoś nowego, ale nie jestem pewien...chcę się jeszcze tym pobawić...
Myślę, że będzie to trochę podróżnicze, trochę awanturnicze, trochę łobuzerskie..

Gabriel Leonard Kamiński:
  Przychodzi do Portalu Księgarskiego sporo zapytań, o ocenę nadsyłanych próbek pisarskich, w tym różnych relacji z podróży, wędrówek. Co by pan radził takim początkującym twórcom, którzy odbyli jakąś podróż, coś zwróciło ich uwagę, coś zaiskrzyło i chcą o tym napisać ale nie wiedzą jak ? Od czego mają zacząć? Od wymyślenia tytułu, stworzenia konspektu swojej książki czy mają iść po prostu na żywioł?

Ziemowit Szczerek: Ja myślę, że ważne jest, żeby jakoś nie podchodzić gorączkowo i histerycznie do tego wszystkiego co chce się zrobić, tylko jakoś to to uładzić sobie, dość spokojnie to robić. Zastanowić się, co tak naprawdę chce się zrobić i jaką formę temu nadać, no i przede wszystkim bawić się tym...bo jeśli coś będzie w tym wymuszone, to nic z tego nie wyjdzie, ale z drugiej strony, trzeba pamiętać, że to nie jest wywalanie bebechów, że nie pisze się dla siebie, że istnieje coś takiego jak czytelnik, i że to on tak naprawdę weryfikuje naszą pracę..


Gabriel Leonard Kamiński: Tradycyjne pytanie zadawane przeze mnie pisarzom. Jakby pan miał w trzech zdaniach zachęcić  czytelnikom Portalu Księgarskiego do sięgnięcia po pana książki, to jakby pan to ujął

Ziemowit Szczerek: Ja nie lubię siebie, ja nie lubię zachęcać do czytania moich książek. Ja wolę polecać książki innych pisarzy niż swoje, bo to wydaje mi się strasznie wulgarne...

Gabriel Leonard Kamiński: Dziękuję za rozmowę.


W godzinach wieczornych spotkaliśmy się z nietłumaczonym w Polsce, autorem kryminałów historycznych Davidem Wishartem, który napisał ich już dziewiętnaście, z czego szesnaście z nich dotyczy osoby rzymskiego senatora Marka Korwinusa, który zrezygnował z żołnierskiej kariery i para się rozwiązywaniem różnych zagadek, w tym zagadek kryminalnych. Jego postać jak mówił sam David najbardziej zbliżona jest psychologicznie do Philipa Marlowe detektywa stworzonego przez Raymonda Chandlera.



Dawid Wishart urodził się w Arbroath w Szkocji. Studiował klasyków greckich i łacińskich na Uniwersytecie w Edynburgu, a po ukończeniu studiów przez cztery lata uczył w szkole średniej. Następnie przeszkoleni jako nauczyciel języka angielskiego jako języka obcego i pracował za granicą przez jedenaście lat, w Kuwejcie , Grecji i Arabii Saudyjskiej . Wrócił do Szkocji w 1990 roku, a obecnie mieszka z rodziną w Carnoustie.



David Wishart bardzo żywiołowo opowiadał o swoich książkach, tak, iż
raz za razem wchodziliśmy razem z nim przez otwarte drzwi percepcji do
wnętrza jego antycznego literackiego świata
.

Bohater Wisharta jak piszą we wstępie do biografii literackiej Wisharta organizatorzy Miesiąca Spotkań Autorskich, wykazuje zainteresowanie badaniem zbrodni o wyjątkowo delikatnej naturze, co pozwala autorowi na wprowadzenie do utworów wielu postaci historycznych oraz opisu intryg w Cesarstwie Rzymskim.

David Wishart debiutował i to bardzo udanie w 1995 roku książką poświęconą postaci Wergiliusza zatytułowaną po prostu: "Ja Wergiliusz". Niech sam opowie o kulisach jej powstania:

Wishart opowiada o książce "Ja Wergilusz":

 



David Wishart oraz prowadząca spotkanie a zarazem tłumaczka "Ja, Wergiliusz" Julia Szołtysek


David Wishart: Chciałem zacząć nasze spotkanie osd tego, by opiwiedzieć Państwu dlaczego zacząłem pisać  historyczne powieści kryminalne? Pierwsza moja książka "Ja Wergiliusz" została wydana w 1995 roku, przy czym zaznaczam, że nie jest to czysto kryminalna książka, bardziej podobna jest do powieści historycznej. Genezą tej powieści był esej, który miałem napisać będąc na drugim roku studiów na uniwersytecie i miał to być esej o "czarnym charakterze" z "Eneidy". Warto na początku zrozumieć czym jest "Eneida", gdyż nie jest to tylko wierszowane dzieło literackie lecz jest to przede wszystkim bardzo ważne dzieło polityczne. Bohater Eneasz jest tu takim typowym bohaterem homeryckim, hołduje takim wartościom, które właśnie tysiące ludzi popchnęły do udziału w wojnach domowych, które dopiero co się skończyły.
W tym dziele Eneasz się rozwija, przechodzi taki rozwój; od  homeryckiego bohatera do bohatera w typie Augusta, który staje się idealnym Rzymianinem wzorem Rzymianina.

Ostatnie sto wersów utworu są sceną walki pomiędzy Eneaszem a Turnusem, wodzem Rutulów który leży pokonany na ziemi i błaga Eneasza, żeby go nie zabijał, jednak Eneasz musi go zabić, ale co jest bardzo istotne, to w jaki  sposób on tego dokonuje. Co jest istotne, to, że Eneasz zabija swojego przeciwnika nie jak jakiegoś idealnego Rzymianina, ale zadaje mu taką śmierć jaką ginęli najczęściej bohaterowie homeryccy, i w ogóle ostatnie dwadzieścia wersów, to prawie dosłowne tłumaczenie z Homera, więc dochodzi do
czegoś, co bardzo mnie zaniepokoiło, a mianowicie, że Wergiliusz jakby wymazuje całą tą edukację, cały ten rozwój, który przeszedł jego bohater czyli cała końcówka Eneidy, to jest powrót, do tego, co charakteryzuje bohatera homeryckiego. Uważam, że musiało to być celowym zabiegiem, ponieważ Wergiliusz był już wtedy świetnym poetą i musiał przyświecać mu w tym jakiś cel? I pytanie, które mnie nurtowało, to właśnie, co to było, co za tym stało?
Do tego stopnia mnie to zaintrygowało, że poszedłem do swojego wykładowcy i
wyłożyłem mu całą sprawę i zaznaczyłem, że to musiał być celowy zabieg, to nie mogło się stać tak przypadkowo, że Wergiliusz przekreśla cały swój rozwój,  że tak powiem duchowy, który wraca do swojego pierwotnego stanu, więc musiał mieć w tym jakąś intencję? Męczyło mnie ciągle pytanie: dlaczego, dlaczego tak zrobił?
A mój wykładowca, cóż poklepał mnie po ramieniu i powiedział: "No, no, bez przesady, to taki tam bajanie, i powiedział mi, żebym moją hipotezę odłożył miedzy bajki. No i rzeczywiście tak zrobiłem i to aż na dwadzieścia lat.
Po tych dwudziestu latach wróciłem do tego momentu i zacząłem się zastanawiać uznając to świetny pomysł na powieść, w której można by ten temat dogłębnie zbadać i rozwinąć w historyczną powieść.



David Wishart chodząc opowiadał nam historię powstania jego debiutanckiej książki "Ja, Wergiliusz"

Postanowiłem wówczas napisać całkowicie fikcyjną historię wychodząc z takiego założenia, że w takim razie Wergiliusz musiał być nie całkiem przekonany, co do
postaci Augusta, jego dobrej woli i w ogóle jego osoby,  i chciał to wyrazić w swoim dziele ale wiadomo było, ze nie mógł tego zrobić otwarcie, dlatego też stworzył taką jakby ukrytą fabułę, którą umieścił jakby pod tymi głównymi wydarzeniami,  i tam dał upust temu, co tak naprawdę uważał. Ale niestety August odkrył to i zlecił zabójstwo Wergiliusza. Przy czym, to był tylko taki mój zamysł,  zupełnie fikcyjny, ale zacząłem prowadzić badania, zacząłem poszukiwać odpowiedzi na tą moją hipotezę i badać całą tą historię
i odkryłem rzeczywiście w jaki sposób Wergiliusz zginął.

 



David Wishart Ja, Wergiliusz"

Wergiliusz postanowił na trzy lata wyjechać do Grecji, żeby tam w spokoju redagować swoje dzieło i rzeczywiście tam było Wyruszył więc do Aten, a kiedy
już tam przybył okazało się, że August już tam na niego czekał; dowiedział się o jego planie i przybył tam jeszcze przed nim, czekając na niego w porcie.
Namówił Wergiliusza, aby ten natychmiast wrócił z nim do Rzymu, statek już czekał, więc rzeczywiście ledwo co wyszedł z jednego statku, a już załadowany został na drugi, w drogę powrotną do Rzymu. Musieli jednak jeszcze pięć dni czekać, aż będzie sprzyjający wiatr, żeby wypłynąć. W ciągu tych pięciu dni Wergiliusz postanowił pozwiedzać miasto i udał się do Megary.

To był bardzo, bardzo gorący dzień. Wergiliusz w którymś momencie napił się wody prosto ze studni, woda ta była bardzo zimna. Poczuł od razu w żołądku
skurcz wywołany przez zimno i rozwinęło się to później w gorączkę, osłabienie.
Kiedy już leżał schorowany poprosił swoich przyjaciół, żeby przynieśli mu jego manuskrypt ponieważ chciał go spalić. No ale jednak jego przyjaciele mu odmówili, a kiedy powrócili już do Rzymu, to Wergiliusz już nie żył.
I w mojej historii trzymałem się tego jednego wątku, tego wątku związanego z podróżą do Aten i natychmiastowym powrotem do Rzymu, gorączką, chorobą i śmiercią. Oczywiście odnajdywałem bardzo wiele innych rzeczy prowadzą te swoje badania i nie chcę tutaj nic sugerować. Jeśli naprawdę jesteście Państwo zainteresowani, to proszę zwrócić uwagę na to, iż ja osobiście uważam, że było to zabójstwo.

Przeczytam teraz początek powieści "Ja,Wergiliusz". Przemawia tutaj Wergiliusz i zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Jest już na statku i wie, że umiera, wie, że został otruty, i właśnie rozpoczyna przedstawiać swoje życie i na końcu powieści de facto już umiera...

Jutro dalszy ciąg bardzo interesującej opowieści Davida Wisharta o swojej twórczości.




 

Gabriel Leonard Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.