fesstiwal słowa w piosence
--

Recenzja: "Biedaczyna z Asyżu" Nikos Kazantzakis

Recenzje [07.11.12]

Biedaczyna z Asyżu zawsze mnie fascynował. Zawsze i wszystkim – pokorą, miłością, wytrwałością, a także prostotą, która w moich oczach czyni go geniuszem. Gdy nad książką o właśnie takim tytule – „Biedaczyna z Asyżu” zobaczyłam nazwisko Kazantzakis, nie mogłam jej nie przeczytać. W końcu to dość niebanalne połączenie.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Nikos Kazantzakis zapisał się w mojej pamięci z dwóch powodów. Po pierwsze, jest najczęściej tłumaczonym autorem nowożytnej Grecji. Po drugie, był pisarzem zakazanym. „Ostatnie kuszenie Chrystusa”, w którym przedstawił Jezusa walczącego z pokusami, pożądaniem, depresją i strachem, wywołało wiele kontrowersji. Książka do dziś jest trudno dostępna, a film zrealizowany na jej podstawie nigdy nie był wyświetlany na ekranach polskich kin. Stąd też moja ciekawość, co Kazantzakis ma do powiedzenia na temat św. Franciszka.

Bo to właśnie jego dotyczy treść powieści. Życie świętego jest opisane z perspektywy nieodłącznego towarzysza Franciszka – br. Leona. Akcja powieści rozpoczyna się w celi br. Leona, w której wspominając Biedaczynę, przelewa swoje myśli na papier. Z dużą dokładnością opisuje wydarzenia z życia św. Franciszka – począwszy od jego spotkania z Chrystusem w Asyżu, aż po wędrówki do Porcjunkuli, wizytę u papieża i drogę na górę Alverno. Kazantzakis z pewnością wpisuje się w konwencję biografii. Chociaż czasami trudno ocenić, jaki czas upłynął między jednym wydarzeniem a drugim, perypetie Franciszka i jego współbraci dotyczą różnych okresów jego życia, składając się w spójną całość.

Losy bohaterów ułożone są w porządku logicznym. Wszystkie sytuacje mają swoje uzasadnienie, każde wydarzenie ma swoje przyczyny i następujące po nim skutki. Poza tym język powieści jest bardzo przystępny, zrozumiały dla wszystkich. Narracja nie dominuje nad dialogiem, dlatego książka nie jest nużąca dla czytelnika. Choć nie znaczy to wcale, że czyta się ją z zapartym tchem. Tak naprawdę dynamika zostaje wprowadzona w akcję mniej więcej w połowie powieści i dopiero wtedy lektura staje się ciekawa.

Wydanie, jak i tłumaczenie nie pozostawia większych zastrzeżeń. Zdarzają się jednak drobne błędy literowe, co jest niewątpliwie minusem tego wydania.

Trudno porównywać „Biedaczynę z Asyżu” z „Kwiatkami św. Franciszka” czy też publikacjami będącymi komentarzami do nauk świętego. Ale już od pierwszych stron jednego mi brakowało – franciszkańskiego ducha, który obecny jest w „Kwiatkach” i przesłaniu Biedaczyny. Przynajmniej połowa książki jest pozbawiona głębi i tajemnicy, co jednoznacznie mi się z Franciszkiem kojarzy. Początkowo Franciszek wydaje się być infantylny, szalony, ale w negatywnym tego słowa znaczeniu. Jego postać nie jest autentyczna. Na szczęście tak jest tylko na początku. Później Franciszek staje się dojrzalszy, bardziej realny – zwłaszcza wtedy, gdy w powieści pojawia się motyw cierpienia. Dzięki temu czytelnik może obserwować jego duchowy wzrost, co jest pozytywnym aspektem początkowego przedstawiania świętego jako postaci mało interesującej i niezbyt poważnej.

Czymś, co bardzo mi się spodobało, jest sposób narracji, a mianowicie obsadzenie br. Leona w roli narratora. Dzięki temu możemy przyglądać się zarówno jemu, jak i Franciszkowi, jak normalnym ludziom, którymi też targają wątpliwości i którzy nie raz gubią się na swojej drodze. Urzekające i bardzo przejmujące są opisy stanów emocjonalnych, które towarzyszą bohaterom. Można je sobie doskonale wyobrazić, przeżywać wraz z nimi. Spojrzenie na św. Franciszka i w ogóle na całe zgromadzenie z perspektywy osoby uczestniczącej w życiu zakonnym, a jednocześnie nadal bardzo mocno przywiązanej do spraw życia codziennego, jest niewątpliwie bardzo pozytywnym aspektem powieści.

„Biedaczyna z Asyżu” nie należy do powieści, od których nie można się oderwać, ale warto po nią sięgnąć, jeśli chcemy dowiedzieć się więcej na temat życia i działalności św. Franciszka. Warto do niej zajrzeć także po to, by przekonać się, jak wygląda walka, którą dobro i zło toczą w każdym z nas, niezależnie od tego, kim jesteśmy. I warto też nie poprzestawać tylko na lekturze tej książki. Po biografii świętego z Asyżu, dobrym pomysłem będzie zaczerpnięcie z jego duchowości, która o wiele bardziej widoczna jest chociażby w „Kwiatkach św. Franciszka”. Dzięki temu nasz obraz świętego będzie pełniejszy.

Adrianna Nawrot

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.