fesstiwal słowa w piosence
--

"Zapisanym" odsłoniła się najbardziej - Julia Hartwig w lutowym numerze "Zwierciadła"

Wydarzenia [14.02.14]

"Wiersze zaczęły się składać w jeden duży poemat o ludzkim losie, o wartości życia, tworząc książkę bardzo osobistą, a jednak daleką od obnażania siebie. Właściwie o żadnej książce tak nie myślę jak o tej, że jest naprawdę moja"

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Rozmowa Remigiusza Grzeli z Julią Hartwig w najnowszym numerze "Zwierciadła"

O jej poezji napisano, że ma moc ocalania. Julia Hartwig sama obserwuje ją z ciekawością, cieszy się nieustającą zmianą. W najnowszym tomie wierszy „Zapisane” odsłoniła się być może najbardziej – patrzy na życie, w którym dni są liczone do końca i na to, co zostaje. To wielki hymn życia.- pisze we wstępie do rozmowy z Julią Hartwig  Remigiusz Grzela.

Remigiusz Grzela: Dzisiaj chętniej mówi pani o sobie?
Julia Hartwig: Jestem tak ukształtowana, że trudno mi mówić o bardzo osobistych sprawach. Pisanie najczęściej nie pochodziło u mnie z emocji, chociaż emocje grają rolę w każdym pisaniu. Kiedy powstał pierwszy wiersz z tomu „Zapisane", zrozumiałam, że jest zupełnie inny od tego, co dotąd pisałam, i że następne będą kontynuacją tej formy. Wiersze zaczęły się składać w jeden duży poemat o ludzkim losie, o wartości życia, tworząc książkę bardzo osobistą, a jednak daleką od obnażania siebie. Właściwie o żadnej książce tak nie myślę jak o tej, że jest naprawdę moja.
RG: Czytelnicy znajdują w tych wierszach coś, co powoduje, że pytają panią jak filozofa albo kogoś, kto zapewne wszystko o życiu wie. Słyszałem, jak ktoś panią zapytał: „Po co jest życie?". "Jak pani się z tym czuje?
JH: To dla mnie kłopotliwe, bo nie poczuwam się do wiedzy o dobrym życiu. Oczywiście, człowiek, który zajmuje się sztuką, wie o życiu więcej. Sztuka daje możliwość odpowiedzi, bo jej dzieło przeszło przez naszą wewnętrzną próbę. To, co napisane, to wynik tej próby. Czytelnicy pytają, bo mają do mnie zaufanie. Starają się do mnie dotrzeć poprzez to, co piszę. Tak to jest pomyślane.
(...)

RG: Pracowitość to cecha, która w pani była zawsze?
JH: Nie pamiętam, żebym w młodości była taka pracowita jak teraz. Oczywiście, miałam ambicje, ale pracowitość zaczęła się tak naprawdę wtedy, kiedy przestałam się bawić życiem. Praca jest nagrodą, kiedy pojawia się samotność, kiedy istnienie jest już pojedyncze. Oczywiście, jeśli robimy to, co kochamy. A pisanie jest dla mnie bardzo ważne. Jeżeli długo nie piszę wierszy, to się tym martwię, chociaż nie mam na to wpływu. Pracuję teraz nad esejem o Witoldzie Lutosławskim. Ogromnie go lubiłam, dobrze się znaliśmy, nieraz obcowaliśmy ze sobą - również poprzez Wajdów, którzy się z nim przyjaźnili. Spędzaliśmy u nich kolejne sylwestry. Lutosławski pisze z absolutną pewnością, że dobrego utworu muzycznego nie można napisać bez natchnienia. Znam ten stan domagający się wypowiedzi. Czasem wiem dokładnie jakiej, a czasem nie, aż w końcu siadam i piszę. Samotność temu sprzyja. Kiedy człowiek jest sam, zmuszony jest do wewnętrznej powagi.
RG: A bawienie się życiem, z którego pani zrezygnowała, było ważne?
JH: Wtedy było ważne. Bardzo lubię życie. Prawie zawsze byłam osobą pogodną, chociaż niewiele mogło wywoływać u mnie optymizm. Życie w Polsce było takie, że czasem woleliśmy nie wiedzieć o tym, co się dzieje - tak nas to bolało. Ten smak na życie był też w zachłanności czytelniczej, w ciekawości. Kiedy jeździłam za granicę, pisałam dzienniki, widywałam ciekawych ludzi. Mam w sobie pamiętnik świetnych spotkań.
RG: W tej zabawie bywał taniec czy tylko przyjemność spotkania?
JH: Kiedy byłam młoda, chodziłam na tańce, ale nie przepadałam za tym. To zawsze było przypadkowe. Natomiast zależało mi, żeby być z kimś, kto mi się podoba, kto jest ciekawy. Może to powód odsunięcia się w samotność. Tak straszną ilość banałów słyszałam w ciągu dnia, że w końcu pomyślałam: „Właściwie po co mi to?". Mogę od czasu do czasu porozmawiać z wybranymi przyjaciółmi. A potem przyjaciele poodchodzili.
(...)
RG:Za czym będzie pani tęsknic?
JH: Mnie się zdaje, że za radością życia, bo ciągle we mnie jest. To musi odejść, nic ma rady. A gdybym chciała wracać, to nigdy nie na smutki i na bóle. Ale do czegoś dobrego, co porzucam.
RG: Więcej było dobrego?
JH: W moim odczuciu więcej. Nie myślę, że moje życie było nieudane czy szczególnie bolesne. Było bardzo dużo nieszczęść, ale przyjmuję to w sposób naturalny. Mam pozytywny stosunek do życia i jakbym odchodziła, to z poczuciem wdzięczności za istnienie, za możność skorzystania ze świata, bo wiele pięknego mnie spotkało. Spotkałam ludzi, którzy byli mi bliscy i życzliwi. To wielki skarb. Uważam, że to, co mam, mnie się należy. Bo się o to staram, szanuję to, chcę wykonywać to, co mi zapisane. Jestem osobą pełną dobrej woli. Gdyby mnie skrzywdzono, czułabym się bardzo źle. Liczę się z taką możliwością. Ale może nie będzie? No, dobrze, skończmy. Aleśmy się wdali...

Zapraszamy do lektury całej rozmowy w najnowszym numerze miesięcznika!

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.