fesstiwal słowa w piosence
--
Katarzyna Grochola, Zagubione niebo, Wydawnictwo Literackie
Więcej o
Autorze/Tłumaczu

Katarzyna Grochola o „Zagubionym niebie”

Wydarzenia [07.05.14]

To największa gwiazda polskiej literatury obyczajowej uwielbiana przez wiernych czytelników. Żadna współczesna polska pisarka nie może pochwalić się takim rekordem - sprzedało się już 4 miliony jej książek!

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Już 7 maja premiera pani najnowszej książki Zagubione niebo. Proszę nam rozszyfrować znaczenie tytułu.

Zagubione niebo, to takie niebo o którym najczęściej sobie przypominamy, kiedy jesteśmy w samolocie, wysoko nad ziemią i z tej brzydkiej, dżdżystej pogody wznosimy się powyżej poziomu chmur. I tam już zawsze jest słońce, albo gwiazdy, albo czyste niebo. Właśnie o takie idealne niebo chodzi. Zagubione, czyli takie, które można odnaleźć.

Mam wrażenie, że bohaterki opowiadań które znalazły się w pani najnowszej książce, są zagubione i chcą się oderwać od tej przysłowiowej ziemi, czyli od samotności lub niespełnionej czy utraconej miłości.

Niebo, jak sama nazwa wskazuje nie jest miejscem dla smutnych rzeczy. Niebo jest takim synonimem szczęścia, pozwala nam wierzyć, że może być lepiej. To zależy tylko od nas, co zmienimy w życiu. Czy pokonamy swój lęk przed bliskością i złe wspomnienia, rozczarowania, rozżalenia, czy będziemy w nich tkwić.

Bardzo dużo w tej książce jest samotności i tęsknoty za miłością. Co by pani poradziła takim kobietom, jak można się otworzyć na uczucie?

Mam wrażenie, że my mimo wszystko jesteśmy otwarte na miłość. Wprawdzie oświadczamy , że już nigdy więcej, ale…Wie pani jak to jest. Nigdy nie mów nigdy. . Ja wprawdzie nie umiem udzielać rad, ale wiem na pewno, że miłość to naprawdę jedyna rzecz do której ludzie tęsknią. Władza, pieniądze, kariera są tylko jej substytutami, zaprzeczają temu podstawowemu pragnieniu. I temu, że tak naprawdę zostaliśmy stworzeni do dobrego życia we dwoje.

W ostatnim opowiadaniu zbioru pt. Rzymskie wakacje pojawia się dylemat „przyjaźń czy kochanie”…

To opowiadanie jest raczej o lęku przed erotycznym i seksualnym odkrywaniem się. O tym, że czasami stoi ono w sprzeczności z naszymi przekonaniami i o tym, że boimy się rzucić w wir miłości, pokazać zmysłowość i odkryć własne pragnienia przed drugim człowiekiem. Boimy się, że nas odtrąci, przestanie kochać, jeśli zobaczy jacy jesteśmy naprawdę. Jest też o tym, że czasami godzimy się na letnią i nie do końca otwartą relację, w obawie, przed bólem, rozstaniem, porzuceniem. Ale myślę, że bohaterowie sobie poradzili z tymi dylematami…

Główny bohater zauważył, że nago było im o wiele łatwiej pokonać ten lęk przed bliskością i otwartością…

Na ogół tak właśnie jest - myślimy, że jesteśmy bliżej siebie, kiedy jesteśmy bez ubrania. Łatwiej się obnażyć fizycznie niż emocjonalnie. Czasami wyzwaniem jest, by być blisko siebie bez względu na ilość warstw ubrań, które mamy na sobie.

Chciałabym jeszcze wrócić do strachu i lęku który towarzyszy miłości. W jednym z piękniejszych opowiadań w tym tomie, noszącym przewrotny tytuł Niebo pode mną, pojawia się strach przed prawdziwym uczuciem. Napisała pani, że tam gdzie jest strach, nie może być miłości. Czy jednak strach nie jest nieodłącznym jej składnikiem?

To jest nieodłączny składnik miłości, jej częsty atrybut. Ten lęk przed jej utratą paraliżuje nas bardzo często, ale myślę, że jeśli prawdziwie i głęboko kochamy to wtedy jesteśmy pozbawieni strachu. Pojawia się w nas za to akceptacja tej drugiej osoby i miłość przestaje być ciągłym egzaminem z tego jak wypadnę i czy ta druga osoba mnie akceptuje. Przestajemy się bać tego, że zacznie być widoczne coś więcej, poza naszą cudowną fasadą kapitalnego człowieka. Przecież zdarza nam się rozdrażnienie, czasem jesteśmy chorzy, czasami nieskłonni do nawiązywania bliższych kontaktów, ale to mija. W końcu jesteśmy tylko ludźmi…

Muszę pani wierzyć na słowo, że mija, pani jest mistrzynią zmian…

(Śmiech) Nie, ja nie jestem mistrzynią zmian, ja jestem po prostu tak samo zmienna jak wszystko w kosmosie, gdzie jedyną stałą jest właśnie zmienność.

W tym opowiadaniu opisana jest miłość silniejsza niż wszystko inne, niż strach niż śmierć. Taka, do której tęsknimy. Czy w ogóle taka miłość zdarza się w prawdziwym życiu?

Myślę, że tak. Nawet św. Paweł opisuje taką miłość w swoim liście do Koryntian. Ona się zdarza, ale wymaga naprawdę długiej pracy. O taką miłość można pytać osoby, które są ze sobą w długoletnim związku, które naprawdę dużo przeżyły, również rozczarowań, noszą blizny po tej miłości, kiedyś zostali dotknięci czy zdradzeni. Ale ich uczucie przetrwało i umieją się porozumieć i cały czas budują swój związek.

Jak w ogóle żyć z taką miłością?

W dzisiejszym świecie wszystko dzieje się bardzo szybko - po krótkiej znajomości, najważniejsze jest to, żeby on się oświadczył. Romantyczne narzeczeństwo jest ważniejsze niż wspólne codzienne życie, a rozwód możemy wziąć w każdej chwili… Ponieważ miłość podlega ciągłym próbom i ciągłym przekształceniom, ciągłym ubytkom i zadrapaniom, to co jest w środku i to co najprawdziwsze, musi być tak silne żeby się oparło wszystkim burzom. A o prawdziwą miłość zawsze warto zabiegać i trzeba chronić ją przed wszystkimi złymi rzeczami, które się nagle w kosmosie zdarzają. Dobra para budzi zawiść, często taką nieuświadomioną. „Mnie się nie udało, to dlaczego im się udaje… Przecież ona była dla niego taka niedobra, przecież on miał romans, ona mu wybaczyła, dlaczego ona mu wybaczyła… To wstrętne, jest bez ambicji…”. A tymczasem ludzie przechodzą bardzo trudne rzeczy i kryzysy, ich siła tkwi w pokonywaniu tych przeciwności, a nie w tym, że pokazują świetny obraz związku na zewnątrz.

Szkodliwy ten popularny dzisiaj model związku – najważniejszy jest ślub, a później przecież jakoś to będzie, mamy takie mgliste poczucie „i żyli długo i szczęśliwie…”

Myślę, że teraz preferujemy raczej taki model: piszemy w sieci „nienawidzę go” i uderzamy tym komunikatem w błękitną pustkę i wtedy się odzywa 16 naszych przyjaciółek „zawsze ci mówiłam że to świnia”. Albo piszemy „ta idiotka jest taka wredna” i wtedy się odzywa 28 naszych kolegów i stawiana nam „lajki”. Ja na szczęście nie żyje w takim świecie, wolę tą wymyśloną rzeczywistość ze swoich książek.

Czy mimo zguby w tytule pani nowa książka jest optymistyczna?

Coś, co jest zagubione można przede wszystkim odnaleźć ponownie, zagubiło się na chwilę, a potem się odnalazło…

Wystarczy po porostu szukać, czy coś jeszcze powinniśmy robić?

Szukać, wierzyć, mieć tyle siły żeby ruszyć z miejsca…

Kobietom wprawdzie lat się nie liczy, ale pani od prawie dwóch dekad jest największą gwiazdą literatury, a każda pani nowa książka zajmuje pierwsze miejsca bestsellerów. Jak osiągnąć taki sukces?

Trzeba zacząć robić to, co się chce robić: np. jeśli chcę być tancerką, to muszę tańczyć, jeśli chce być kucharzem to muszę gotować, jeśli chcę być pisarką to muszę pisać. To nie działa w ten sposób, że jak zostanę pisarką to napiszę książkę, tylko JEŚLI napiszę książkę to zostanę pisarką.

Jeśli zacznę gotować to może zostanę świetnym kucharzem, jeśli nauczę się tańczyć to zostanę tancerką. Być może tancerzem tylko na użytek domowy, a kucharzem gotującym tylko dla przyjaciół, pisarzem czytanym tylko przez jedną osobę. Jednak bez tego pierwszego, najważniejszego kroku, tych pierwszych prób, nie uda się zrealizować marzeń. To jest najważniejsze, a nie myślenie co zrobić, żeby zostać kucharką która zarabia miliony, czy tancerką która tańczy w Tańcu z gwiazdami...

Zmienia się wtedy punkt ciężkości nacisk i taki Anioł patrzy na nas z góry i pyta: „kobieto, czy ty chcesz pieniędzy, czy ty chcesz zostać tancerką, czy ty chcesz zarabiać czy ty chcesz być pisarką…”

Odrobina szczęścia też się chyba przydaje…

Czyli to pierwsze opowiadanie, które pani kiedyś wysłała do czasopisma, to był właśnie ten początek tych 4 milionów sprzedanych egzemplarzy?

Tak, myślę że właśnie to pierwsze opowiadanie, o którym nawet się źle nie wypowiedziała wtedy redakcja, to był początek tego sukcesu, tych czterech milionów…

Czyli szczęściu też trzeba czasem pomóc..

Tak szczęściu trzeba pomagać, ale najpierw trzeba zacząć robić swoje…

Zmieniła pani polski rynek książki…

Raczej to sukces „Nigdy w życiu!” otworzył drzwi dla polskich maszynopisów i polskich pisarek. Te maszynopisy są teraz przynajmniej czytane, a duża ich część jest wydawana. Również dużo nowych pisarek, reklamowanych zresztą jako „nowe Grochole”, odnosi sukcesy. Ale to samo się stało z polskim filmem - przed ekranizacją „Nigdy w życiu!” powstawały w ciągu roku dwie polskie produkcje, a później zaczęło ich powstawać znacznie więcej. Na fali sukcesu polskich komedii romantycznych, znalazły się również pieniądze i na inne bardzo wartościowe polskie filmy.. Ale to już zasługa czytelników i filmowców.

Teraz każda nowa pisarka jest nazywana „nową Grocholą”, stała się pani swoistym wzorcem.. czuje pani presję?

Nie, nie czuję… mnie na początku kariery porównano do Bridget Jones, która nawet nie była pisarką, tylko bohaterką literacką. Bardziej współczuję debiutantkom, że będą się musiały wydostawać z tej szuflady, tak jak ja musiałam poradzić sobie z porównaniem do tej nieszczęsnej Bridget… Zresztą życzę wszystkim, żeby im się działo tak dobrze, jak ja bym chciała, żeby mi się działo… O to są niezłe życzenia!

Dziękuję za rozmowę

WL

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.