fesstiwal słowa w piosence
--

Jak opisać współczesność: Wojciech Nowicki i Hal Duncan w Mediatece

[08.07.14]

W poniedziałek, 7 lipca w ramach Miesiąca Spotkań Autorskich gościliśmy we wrocławskiej Mediatece przy ul. Teatralnej dwóch bardzo różnych autorów: Wojciecha Nowickiego, tegorocznego laureata Nagrody Literackiej Gdynia za książkę "Salki" i szkockiego autora science fiction i fantasy Hala Duncana, znanego z takich książek jak "Welin" czy jego kontynuacja "Atrament". Autor nominowany do World Fantasy Award i Locus Award. Jego książki w Polsce opublikowało wydawnictwo MAG.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Czy można pogodzić ze sobą taką właśnie konfigurację dwóch różnych filozofii pisania i tak różne osobowości? Jak się okazuje inspiracją mogą być dla pisarza tak różnorodne rzeczy jak stare papiery i wypisy ze szpitala psychiatrycznego czy jak to było w przypadku Duncana wiszący w pubie obraz. Synchroniczne rzeczywistości przenikają i nakładają się na siebie, nasączają wrażliwość Nowickiego i Duncana zupełnie nową wartością niosąc w sobie zarys przyszłej fabuły czy narracji. Tym samym potwierdziła się formuła tych spotkań: po południu polski lub czeski autor, wieczorem szkocki. Okazuje się, że nasza własna wrażliwość, wiedza językowa, współodczuwanie zdarzeń jako kontynuacji czyichś losów, choćby były wyimaginowane jak w prozie fantasy Duncana stanowi wartość uniwersalną. Wszystko to razem tworzy rodzaj kongenialności, co nie znaczy, iż każdy z tych autorów nie posiada własnego osobistego światopoglądu, własnej filozofii patrzenia na literaturę czy przyszłego czytelnika.



Na pierwszym planie Leszek Budrewicz, w głębi Wojciech Nowicki


Pierwsze spotkanie prowadził redaktor Leszek Budrewicz wprowadzając do atmosfery autorskiej autoprezentacji Nowickiego rys towarzyskiej lekkości charakteryzującej spotkanie dobrych znajomych. Zaczął od prostego pytania o kulinarne preferencje autora "Salki" - "Gdzie można w Krakowie dobrze zjeść?", ponieważ Wojciech Nowicki jest znanym recenzentem kulinarnym i popełnił ich już przeszło 500. Okazało się, że odpowiedź na to pytanie wcale nie było łatwa. Zależy to bowiem od wielu czynników: stopnia zaangażowania restauratorów, odrobiny szaleństwa, atmosfery lokalu, zaproszonych gości, pogody ducha, dobrej wewnętrznej energii. Tak naprawdę wszędzie jest smacznie, chociaż p. Wojciech stwierdził, że może z pośród wszystkich lokali wymienić jedynie tą najlepszą piątkę. Konkretne nazwy nie padły z wiadomych przyczyn, gdyż następne pytanie dotyczyło fotografii, drugiej profesji Nowickiego, a konkretnie, o to czy we współczesnej fotografice mamy jeszcze do czynienia z klasycznym zawodem fotoreportera?

 



Na pierwszym planie Leszek Budrewicz, w głębi Wojciech Nowicki

Przy tej skali nasycenia sprzętu nowymi technikami okazuje się, że dalej liczy się tu wrodzony refleks, pewna światłoczuła wrażliwość, wrodzona ciekawość ludzi i świata. Przy nadmiarze materiału zdjęciowego potrzebna jest czujna selekcja, z której po wielu różnych próbach powinna narodzić się nam kolejna ciekawa fotograficzna narracja. Nowicki ma na swoim koncie organizację wielu wystaw fotograficznych i redakcję dwóch albumów fotograficznych, między innymi "Jerzy Lewczyński. Pamięć obrazu (2012).
               Jego książka "Dno oka. Eseje o fotografii" (Wydawnictwo Czarne, 2010) znalazła się w finale Nagrody Literackiej Nike 2011. Jak stwierdził na końcu Budrewicz, czego nie dotknie się Nowicki, to zaraz przemienia się w "artystyczne złoto", nominowane i nagradzane przez jurorów.

 



Wojciech Nowicki

         Nagrodzone literacką nagrodą Gdyni "Salki", są publikacją wielowątkową, w której czytelnik spotyka się z ludzką pamięcią, historyczną retrospekcją, fenomenem podróży, jako pewnego rodzaju własną ścieżką duchowego rozwoju przypominającą "Bieguni" Tokarczuk, gdzie będący w ciągłym ruchu człowiek doskonali swoją duchowość  wchodząc na coraz wyższy poziom percepcji otaczającego go świata.
           Autor "Salki" nie uważa, iż samo pisanie jest rodzajem szczególnego misterium dostępnego nielicznym lecz ciężką pracą, kiedy ma się już całą gotową koncepcję nowej książki, gdzie bóle głowy, kręgosłupa, drętwienie palców rąk, wyznacza zakres jej fizyczności.
            W spotkaniu uczestniczyło ponad dwadzieścia osób, autor podpisał kilka książek, był też czas na kuluarowe rozmowy.

Rozmowa z Wojciechem Nowickim:

Gabriel Leonard Kamiński: -Z tego co wysłuchaliśmy, wywnioskowałem, że jest Pan długodystansowcem, inaczej mówiąc długo ładuje Pan twórcze akumulatory, te książki nie przychodzą ot tak sobie jak wielu innym, dzieli je konkretny czas? Czy ma pan swoją nową książkę w głowie, czy to się rodzi w bólach?

Wojciech Nowicki:
-Akurat z tą książkę było tak, iż wymyśliłem ją sobie w jednej chwili Podczas bezsennej nocy zrozumiałem o czym chcę pisać. No a potem, były to długie chwile spisywania tego o czym chciałem napisać. Ale to nie jest tak, że jak się bardzo oszczędzam. W ubiegłym roku wydałem dwie książki, fakt, że jedną z nich był album. W Polce zwykło się w ogóle nie zauważać albumów. Ale to jest koszmarna robota. W Gliwicach wydaliśmy album "Wilhelma von Blandovskiego", bardzo ciekawego człowieka, dziewiętnastowiecznego podróżnika, współodkrywcy przyrody australijskiej, który wrócił potem do Gliwic i założył znany zakład fotograficzny. Żeby napisać o nim kilkunastostronicowy esej musiałem spędził sporo czasu w archiwach, bibliotece, żeby odkryć wszystko co zostało o nim napisane. Nieszczęśliwe nie było tego dużo, ale to też była wielka frajda, bo Gliwice są jednym miejscem gdzie można obejrzeć jego zdjęcia. I to są te rzeczy, które umykają trochę, ale na które ja się nie obrażam, bo taka jest moja robota. Lubię spędzać ten czas na siedzeniu w archiwach, dla mnie to też jest rodzaj ładowania akumulatorów.

Gabriel Leonard Kamiński: -Po tej  gdyńskiej nagrodzie literackiej myśli Pan, że łatwiej będzie Panu znaleźć wydawcę na swoje książkowe pomysły. Pisarze narzekają na to, iż coraz ciężej jest wydać swoją publikację, która nie jest kryminałem, reportażem czyli musi być "na fali", musi spełniać kryteria rynkowej sprzedawalności.

Wojciech Nowicki: -To nie jest jakby mój problem. Ja nigdy nie miałem najmniejszych problemów z publikacją moich prac. Wydawca zgłosił się do mnie sam i zamierzamy ciągnąć tak dalej. A jeśli chodzi o te rzeczy fotograficzne, to też mam tu wydawców i tu też nie z tym problemów. Ja rozumiem, że ta sytuacja może być denerwująca. Mam wielu młodych znajomych, którzy coś tam piszą i chcieli by publikować. Wydawcy odmawiają między innymi, dlatego, że uważają, że jest jeszcze internet i jeśli chcą wydawać mogą uczynić to w przestrzeni, a niekoniecznie od razu na papierze.

Gabriel Leonard Kamiński: Jeśli miałby Pan zachęcić  czytelników Portalu Księgarskiego do sięgnięcia po swoją nagrodzoną książkę, to co by im Pan powiedział:

Wojciech Nowicki: -To jest książka, która w dziwaczny dla mnie sposób okazała się bliska bardzo wielu ludziom, których nigdy bym o to nie podejrzewał. Ze względu na historie rodzinną, bo każdy ma jakąś rodziną historię, ze względu na podróże, o których tam jest dużo, no i ze względu na tą jej część eseistyczną. Właśnie w Gdyni podkreślono, to znaczy, ze względu na grzebanie się w papierzyskach, w starej literaturze i w starej sztuce, wszystkiego jest tam po trochu. A jednym słowem najlepiej określa to tytuł, który jest niezrozumiały, ale to specjalny zabieg. Jest to rodzaj schronienia dla wszystkich rzeczy, nieco już niepotrzebnych...

Gabriel Leonard Kamiński: -Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

 Futurystyczne wnętrze Mediateki 

             Po krótkiej przerwie na salę wkroczył następny literacki bohater Miesiąca Spotkań Autorskich w Mediatece Hal Duncan. Charakterystyczna postura od razu podpowiedziała obecnym, iż może to być albo autor mrocznych thrillerów albo zakręconego fantasy, a dokładnie jego podgatunku New Weird chociaż jak się później okazało autor nie bardzo się z nim identyfikuje.

Hal Duncan, w głębi widać jego tłumaczkę Julię Szołtysek

Spotkanie ze szkockim pisarzem fantasy rozpoczęła Julia Szołtysek od przedstawienia sylwetki Duncana. Mam kat 412, urodzony jest w małej miejscowości Kilwinning, w historycznym hrabstwie w południowo-zachodniej Szkocji położone nad zatoką Firth of Clyde, a dziś mieszka w Glasgow, w dzielnicy West End. Skończył filologię angielską na uniwersytecie Glasgow. Oprócz pisania powieści i opowiadań, skomponował jak sam mówi pierwszą punk operę wystawioną w Wlk. Brytanii i USA. Należy do Stowarzyszenia Pisarzy SF w Glasgow i pracuje na niepełny etat jako programista. Prowadzi indywidualne warsztaty literackie, uczestniczy w różnych turniejach literackich. Jednym z nich był "Literacki mecz śmierci" w Edynburgu, który wygrał wysłuchawszy wcześniej regulaminowej lawiny krytycznych uwag.
Jest też autorem dwóch tomików poezji.
            W Polsce opublikował dwie książki: debiutancki "Welin. Księga wszystkich godzin, tom 1", (2006) i "Atrament. Księga wszystkich godzin. tom 2" oraz w numerze specjalnym "Nowej Fantastyki" "Ucieczkę z piekła".



Tłumaczka i prowadząca spotkanie z Duncanem Julia Szołtysek

Duncan przeczytał dwa teksty, których fragmenty wcześniej sam wybrał i zaproponował do przetłumaczenia. Jednym z nich był fragment opowiadania pochodzący z wydanej w 2014 książki pt. "Scruffians! Stories of Better Sodomite", z której usłyszeliśmy w iście aktorskim wykonaniu Duncana fragment "Sierocej pieczęci", a drugim zdanie "Ptasi móżdżek po rozchodnym", które zadano ponad 70 pisarzom. Wszystkie ich propozycje literackie zostały opublikowane w antologii, a dochód z niej zasilił szkocką fundację szerzenia wiedzy na temat czytania i pisania.           



               Duncan stwierdził, iż uwielbia właśnie takie prowadzenie spotkań z publicznością. Teatralizacja własnych tekstów kiedy nie umiem śpiewać, grać na gitarze i nie skończyłem szkoły aktorskiej dodaje im zupełnie nowej interpretacji podsumował.

          Duncan powtarzając refren swojej prozy: "Sieroty, znajdy, dzieciary z kluczami na szyi. Ulicznicy, podrzutki, młodociani przestępcy. Łobuzy, łotry, hajdamaki, huncwoty. Psubraty, łachudry, SMOTRUCHY KOCMOŁUCHY!" wybijał stopą rytm i postukiwał ręką o blat stołu. To musiała być naprawdę wyczerpująca czynność, gdyż Hal kilkakrotnie gasił pragnienie wodą mineralną. A potem opowiadał na pytania z sali. W spotkaniu uczestniczyło kilkoro miłośników jego prozy, gdyż w kilku miejscach nie omieszkali okazać swojego entuzjazmu.

           Moimi mistrzami są Joyce, Blake, Borges, Kafka, a z pisarzy fantasy George Harrison - powiedział Duncan pytany skąd czerpie źródła dla swojej bujnej wyobraźni i specyficznej literackiej frazy. Natchnieniem dla mnie może być wszystko, to co mnie otacza; obraz wiszący na ścianie, zdarzenie wysłuchane w pubie, sen, jakiś wątek mojej wyobraźni podsuwający mi jakieś szalone fantasmagorie. Wówczas daję się ponieść falom mojej wyobraźni i czekam jak daleko mnie ona zaprowadzi. Żeby nie dać się zwieść na literackie manowce staram się czujnie poprzez dobór języka, obrazowania kontrolować tą pisarską eskapadę.

         Na stwierdzenie z sali, że podobny jest  do współczesnego filozofa i futurologa, potwierdził: "Yes", zgadzam się z tym. Literatura zawsze lubiła przepowiadać, wieszczyć nasze losy używając do tego całego aparatu ludzkiej wyobraźni, którą zaludniały dziwne stwory, okrutne krwawe historie, mściwi bogowie i podstępni magowie.

Gabriel Leonard Kamiński: Czy zawsze w czasie swoich spotkań autorskich teatralizujesz czytanie swoich tekstów?

Hal Duncan: Rzeczywiście lubię się popisywać. Nie jestem aktorem, nigdy nie pobierałem żadnych nauk w tym kierunku, ale gdy byłem dzieckiem, to zawsze marzyłem o tym, żeby aktorem zostać. Z kolei kiedy byłem nastolatkiem, to  chciałem zostać gwiazdą rocka. ale nie miałem niestety żadnego talentu muzycznego. Nie umiem śpiewać, nie umiem grać na gitarze,więc właśnie jedynie czytając mogę się tak wyżyć artystycznie. Ale trzeba przy tym uważać, bo nie wszystkie teksty równie dobrze działają czytane w ten sposób na czytelnika. Niektóre świetnie się w tym odnajdują, inne na tym tracą.
I właśnie, kiedy ukazał się moja pierwsza książka "Welin", okazało się, że niestety okazało się wybierałem nie te fragmenty do autorskiego czytania i okazały się one być nudne. Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że mam dość duże doświadczenie w aktorskiej prezentacji moich tekstów, wiem, co ma potencjał, co w takich warunkach się sprawdzi, wiem także co mam wybrać. Zwłaszcza takie teksty, w których postać narratora jest taka silna, wyrazista, co stanowi gwarancję sukcesu takiego właśnie czytania. Lubię pisać w pierwszej osobie i stosować takie kolokwialne głosy, kolokwialny język, przedstawiony przez silnych narratorów. Wtedy, kiedy czytam tego rodzaju tekst, to trochę tak jakby wczuwał się i odgrywał tą postać. Mam nadzieję, że jest to przez to bardziej zrozumiałe dla czytelników. Nie lubię takich sytuacji, kiedy pisarz otwiera książkę i takim monotonnym głosem zaczyta czytać swoją książkę.

Gabriel Leonard Kamiński: Czy masz już dla swojego nowego zbioru polskiego wydawcę?

Hal Duncan: To jest pierwszy zbiór moich opowiadań połączonych wspólnym motywem "Scruffians", są także często pojawiają się jako osobne publikacje, dostępne są również w postaci elektronicznej. Wyboru opowiadań dokonał redaktor wydawnictwa Lethe Press. Zmniejszył liczbę opowiadań, które znalazły się w tym tomie, ja  osobiście chciałbym aby znalazły się w nim wszystkie napisane przeze mnie opowiadania ze wspomnianym wcześniej motywem. Ale jest takie ta historia, z zupełnie innym motywem, która stanowi początek nieskończonego jeszcze projektu. Cały czas powstają i będą powstawały nowe opowiadania z tego cyklu. I docelowo chciałbym na tej podstawie stworzyć takie duże kompendium tych opowiadań.
               Jeszcze żadnych takich dokładnych na temat przekładu mojego zbioru opowiadań na język polski nie było. Myślę, że skontaktuję się z moim polskim wydawcą - wydawnictwem MAG. Problem może być też w tym, że w Wielkiej Brytanii zbiory opowiadań niezbyt dobrze się sprzedają i wydawnictwa oraz agenci niechętnie zgłaszają je do tłumaczenia. Dużo zależy tu od redaktora danego wydawnictwa, taki, który dba o twoją twórczość, który ją zna, wniknął w nią i będzie ją z czystym sumieniem reklamował.

Gabriel Leonard Kamiński: Dziękuję za rozmowę.


Wywiady z autorami przeprowadził Gabriel Leonard Kamiński 

 

Gabriel Leonard Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.