fesstiwal słowa w piosence
--
Nick Brooks

Nick Brooks: Moja planeta Glasgow

[16.07.14]

Nick Brooks pochodzi z Glasgow, tu dorastał, tu studiuje i kończy doktorat. Jego debiutancka powieść "Czyny nieprzyzwoite" spotkała się dobrym przyjęciem krytyki nie tylko na rynku szkockim ale również angielskim. W trakcie spotkania podczas Miesiąca Spotkań Autorskich we Wrocławiu zadałem mu na ten temat kilka pytań.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Gabriel Leonard Kamiński: Nick powiedz nam jak została przyjęta twoja debiutancka powieść na Wyspach, ile miała recenzji, jak długo ją promowałeś i czy można w tych czasach żyć z pisania?

Nick Brooks: Miałem takie szczęście, że recenzje mojej książki "Indecent Acts" były raczej pozytywne, problemem rzeczywiście było to, żeby przebić się z nią po za rynek szkocki, na rynek angielski. Poza tym wydaje mi się, że pewną rolę grały tu uprzedzenia właśnie w takich środowiskach angielskich wobec twórczości pochodzącej ze Szkocji, zwłaszcza ze względu na tą specyficznie szkocką zawartość i  specyficzne tematy poruszane przeze mnie, czyli skoncentrowanie się na przedstawieniu sytuacji i życia szkockiej klasy robotniczej - z tym rzeczywiście było trudno. Ale z kolei połowa lat dziewięćdziesiątych tak mniej więcej do roku dwutysięcznego to był duży boom literacki w Szkocji, kiedy rzeczywiście bardzo wielu nowych pisarzy się pojawiło, którzy bardzo dużo pisali i dobrze pisali publikując swoje książki w dużych znanych wydawnictwach. Na tej fali wielu twórcom udało się przebić na szersze wody, a z kolei dzisiaj jest trzeba przyznać ciężki kawałek chleba. No to też się wiąże z digitalizacją wszystkiego, powstawaniu rynków e-booków, w tym również debiutanckich tekstów literackich, bo tych tradycyjnych papierowych książek sprzedaje się zdecydowanie mniej, maleją też nakłady.

W Szkocji mamy teraz do czynienia z bardzo ciekawym dziejącym się na naszych oczach zjawiskiem, powstaje bardzo dużo małych niezależnych wydawców, którzy podbierają często młodych twórców wielkim uznanym wydawcom, którzy już mają swoją renomę, ale też mają bardzo sztywne wymagania wobec swoich pisarzy, i tak też było w moim przypadku, ja odszedłem od pewnego dużego renomowanego wydawcy i podjąłem współpracę z małą oficyną, i rzeczywiście uważam, że takie małe niezależne firmy wydawnicze dają więcej swobody twórczej swoich autorom, ponieważ nie narzucają im np. pewnych gatunków, które akurat są na topie, tak jak teraz kryminały są bardzo popularne w Szkocji i na całym świecie i w zasadzie właśnie duzi wydawcy w pewien sposób nakazują swoim autorom - chcemy teraz od ciebie jakiś kryminał, bo to się na ogół dobrze sprzedaje. A z kolei dzieła bardziej obyczajowe, literacko wysmakowane nie cieszą się zbyt dużą popularnością u takich dużych wydawców, bo oni od razu przeliczają to na zyski i wiedzą, iż na tym zbyt dużo nie zarobią. A te małe wydawnictwa są właśnie bardziej otwarte na taką niekomercyjną artystyczną twórczość i nie są tak skoncentrowane na zyskach, co na promowaniu ciekawej szkockiej twórczości.

Z jednej strony można powiedzieć, że ten rynek literacki w Szkocji nigdy nie był lepszy, że ta sytuacja nigdy nie była lepsza dla twórców, którzy  tak jak  mają to szczęście, iż są wydawani przez małego niezależnego edytora, bo rzeczywiście jest tu w tym swoboda, nie muszę pisać pod dyktando tego, co w danym momencie dobrze się sprzedaje. Jestem naprawdę niezależny w tym co robię i piszę to, co chcę pisać. Natomiast jest bardzo poważny minus takiej sytuacji czyli nie z tego za dużo pieniędzy, praktycznie czasem nie ma z tego w ogóle pieniędzy,. Nie ma takich rzeczy jak, w dużych wydawnictwach standardem jest np. zaliczka, a później od sprzedanych egzemplarzy odliczane są dla mnie pewne procenty i to rośnie na koncie. Nie, po prostu z samego pisania kolokwialnie mówiąc nie można wyżyć i jest jak już mówiłem wcześniej ciężki kawałek chleba.

Gabriel Leonard Kamiński: To z czego pan się utrzymuje?

Nick Brooks: Jestem nauczycielem, skończyłem studia doktoranckie, wkrótce będzie moja obrona i w związku z tym pracuję na uniwersytecie w Glasgow jako wykładowca oraz prowadzę zajęcia z kreatywnego pisania z literatury. I w zasadzie wszyscy moi znajomi, którzy też parają się pisarstwem mają oprócz tego ustabilizowaną pracę albo na uniwersytecie czy w szkole i w ten sposób zarabiają na życie, a to pisarstwo jest cały czas bardziej pasją, czymś co chcą robić ale muszą mieć na to środki, które cały czas pochodzą z innych źródeł.
A z kolei, to jest też, o tyle trudne, że każda praca bardziej ustabilizowana godzinowo pochłania czas, który najbardziej chciałbym przeznaczyć na pisanie, więc to się też na tym odbija, ale nie widzę na razie żadnego innego rozwiązania tej sytuacji, przynajmniej na razie. I wydaje mi się, że więcej pieniędzy się zarabia nie na samych książkach, tylko na samym byciu pisarzem, czyli właśnie branie udziału w spotkaniach autorskich, spotkaniach z czytelnikami, czy udział w różnego rodzaju festiwalach czyli właściwie taka działalność ściśle wiążąca się z pisaniem, ale nie z sam pisanie i nie same książki.

Pytanie z sali: Jaki wpływ na konstrukcję głównej bohaterki, analfabetki Grace wywarła pana praca na specjalnych warsztatach pisania i czytania, z grupą byłych bezrobotnych robotników pochodzących z biednych przedmieść Glasgow  opłacanych przez państwo, i czy oni w trakcie tych warsztatów naprawdę zmienili coś w swoim życiu, i czy w związku z tym, to pana obcowanie jako pisarza z tym niepiśmiennym środowiskiem, było dla pana jakimś szczególnym nowy doświadczeniem?

Nick Brooks: Pracowałem w takim charakterze przez dwa lata i początkowo właśnie myślałem o tym, jako o naprawdę fantastycznym zajęciu, ponieważ był w tym wielki potencjał i też nie pracowaliśmy według specjalnego klucza, nie było takiego sztywno ustawionego sylabusa: co robimy, w jaki sposób, jaką formę mają mieć te zajęcia, więc były one w pewien sposób dopasowane do danego odbiorcy, czyli na przykład pracowaliśmy z dzieciakami w wieku szkolnym, to prowadziliśmy też z nimi zajęcia w terenie, które wyglądały tak, iż uczyliśmy ich posługiwania się mapą, czy wyjeżdżając gdzieś za miasto pracując jakby w terenie z mapą i z nimi, było to jakby bardziej praktyczne podejście do wiedzy. I tak z kolei, kiedy mieliśmy grupę składającą się z młodych kobiet czy samotnych matek, to prowadziliśmy te właśnie grupy czytelnicze na podstawie poradników kulinarnych czyli staraliśmy się nawiązać do aspektów życia danych grup, które po prostu będą im bliskie, i z którymi będą się oni mogli też zidentyfikować.

Z kolei też nie podchodziłem do tego w taki sposób, że z pewnością tutaj poznam w tych kręgach czy zaprzyjaźnię się z kimś, ale nie chodziło tu broń boże o żadne kwestie klasowe, bo zupełnie w ten sposób do tego nie podchodziłem. Mam bardzo wielu przyjaciół właśnie i znajomych, którzy pochodzą z klasy robotniczej, w ogóle to nie miało znaczenia dla mnie. Starałem, się podchodzić do osób, z którymi miałem do czynienia jak do klientów, no bo gdyby nie oni,  to praktycznie nie miałbym tej pracy, więc chciałem po prostu zapełnić im jak najlepszą jakość usług jakie im świadczyłem. Starałem się na to spojrzeć od takiej właśnie strony. Ale niestety w pewnym też momencie zmienił się charakter tej pracy, co oczywiście łączyło się z funduszami, które zostały bardzo drastycznie obcięte i mieliśmy dużo mniej, i pieniędzy. Tak jak na początku było nas dziewiętnaście osób, przydzielonych do terenu zachodniego Glasgow, to w pewnym momencie zostałem sam i miałem zajmować się całym tym jednak ogromnym skupiskiem ludzi i było też bardzo mało pieniędzy na to wszystko, to też podyktowało takie zmiany, jak właśnie wprowadzenie pewnego sztywnego curriculum, którego mieliśmy się trzymać, i nie było już miejsca, pieniędzy ani czasu na takie bardziej eksperymentalne działania, które do tej pory robiliśmy; wycieczki w teren czy bardziej dopasowane pod odbiorcę Teraz miały to być zajęcia z nauki czytania, z doskonalenia czytania i pisania i nic po za tym, bo na nic nie wystarczało pieniędzy. W pewnym momencie to straciło jakby swój sens, bo nie było dobrej strategii marketingowej, w tym sensie, że ponieważ tu najczęściej ma się do czynienia z ludźmi, którzy albo nie czytają, albo bardzo słabo czytają, więc w jaki sposób można to zareklamować jeżeli jedyną opcją byłoby rzeczywiście takie przekazywanie sobie metodą "z ucha do ucha", jedna osoba powiedziała drugiej osobie, to gdzieś tam poszło dalej, później dalej ktoś komuś powiedział, a ponieważ zostałem ja sam, nie miałem z kim dzielić się tymi informacjami, a reklamy pisemne nie miałyby sensu, ponieważ nie dotarłyby do tych odbiorców. Czułem się bardzo rozczarowany i coraz mniej osób zaczęło przychodzić na te spotkania, bo albo o nich nie wiedzieli, no albo ta forma stała się zbyt taka sztywna i przestała być dla nich atrakcyjna i wtedy stwierdziłem, że po prostu już też nie jestem w stanie dalej po tych dwóch latach w takim charakterze pracować.

Oczywiście było kilka takich historii, kiedy uczestnikom rzeczywiście udało się w taki gruntowny sposób odmienić swoje życie, co mnie zawsze cieszyło, ale były też osoby, które traktowały te zajęcia bardziej jako spotkania towarzyskie.   Ponieważ przychodzili tam już od wielu lat, więc mieli już tam swoich znajomych, wiedzieli jak to będzie wyglądać, co się będzie działo, jakiego rodzaju zajęcia i ćwiczenia będą się odbywały, i że zawsze  towarzyszyć temu będzie poczęstunek, jakie ciekawe wydarzenia, więc traktowali to bardziej jak jakieś spotkania klubowe niż zajęcia, których celem jest umożliwienie im tego wspięcia się na drabinie społecznej. W tym sensie to było trudne, że niektórych ludzi trzeba było odrzucać, trzeba było im podziękować za uczestnictwo, ponieważ
nie wykorzystywali tego tak jaki był pierwotny zamysł. Wiadomo, że zawsze przyjemniej jest się uczyć w przyjaznej atmosferze, ale nie można też tego tak całkiem zamienić w takie towarzyskie luźne spotkania. Czasami więc trzeba było być okrutnym wobec uczestników. Rzeczywiście, to doświadczenie wpłynęło na mnie jak zacząłem, postrzegać tą warstwę społeczną, już nie klasę robotniczą, bo de facto takiej już nie ma, ponieważ brakuje już właśnie tych wyspecjalizowanych robotników, którzy znają się na obsłudze maszyn lub przez lata pracowali w fabrykach na konkretnym stanowisku, bo już nie ma takiego przemysłu w Szkocji. który potrzebowałby tak wyszkolonych pracowników, w związku z tym bardzo smutne jest to, że stali się oni taką podklasą społeczną, która nie ma naprawdę żadnych perspektyw ani szans na otrzymanie takiego stałego zatrudnienia, co też wiąże się z coraz niższym standardem życia. Właśnie Grace jest uosobieniem tego problemu, który w Szkocji cały czas rośnie
i poszerza się, mimo pewnych działań, które są podejmowane przez rząd, aby temu przeciwdziałać. Po prostu brak zapotrzebowania na wyspecjalizowaną siłę roboczą, która została w pewien sposób zabita właśnie przez to, że wszyscy w pewnym momencie przekwalifikowali się na usługi, na pracę umysłową, finanse, a właśnie te zawody fizyczne odeszły w zapomnienie. No oczywiście też owocem tego doświadczenia w moim wypadku jest ta powieść, którą napisałem po ty jak przez dwa lata pracowałem w tym charakterze i rzeczywiście uświadomiło mi to skalę problemu, z którym do tej pory Szkocja się boryka.

 

 

 

 

Opr. GLK

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.