fesstiwal słowa w piosence
--

Linda Cracknell: "Opowiadanie to dla mnie najlepsza forma wypowiedzi"

[28.07.14]

Linda Cracknell autorka kilku zbiorów opowiadań i wyboru esejów pt. "Doubling back" długo z nami rozmawiała, pomagając sobie mapą i slajdami opowiadając o swoich fascynacjach krajoznawczymi spacerami, w czasie, których odkrywa nieznane szczegóły z historii i życia północnej Szkocji. To one częściową inspirują ją do pracy.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Gabriel Leonard Kamiński: Nick Brooks parę dni wcześniej opowiadał nam, że w Szkocji i na Wyspach ciężko sprzedają się opowiadania i w związku z tym niełatwo jest znaleźć wydawcę. W pani biografii figuruje zdanie: "Że opowiadanie jest dla pani najlepszą formą literackiej wypowiedzi". Skąd wzięła się wśród angielskich czytelników niechęć do czytania i kupowania zbiorów opowiadań?


Linda Cracknell:
Rzeczywiście teraz ciężko jest znaleźć wydawcę, który będzie opublikować zbiór opowiadań. Kiedy ja zaczynałam swoją karierę pisarską, to rzeczywiście zaczynałam od opowiadań i udało mi się znaleźć dwóch wydawców: jednego w Szkocji, drugiego poza Szkocją, którzy moje zbiory opowiadań wydali, ale było to w roku 2001 i myślę, że teraz dużo się zmieniło i faktycznie wydawcy preferują raczej dłuższe formy literackie, zdecydowanie powieści, a ciężko jest się przebić z opowiadaniami no chyba, że jest się już bardzo uznanym twórcą, to wtedy wiadomo, cokolwiek by on napisał, to wydawca chętnie to opublikuje i będzie chciał to reklamować i sprzedawać. Powiedziałabym wręcz, że w Wielkiej Brytanii sytuacje autora, który pisze opowiadania można porównać z sytuacją poety. Żaden z nich nie zarabia nam tym zbyt dużo i rzeczywiście zainteresowanie short story jest coraz mniejsze, ale nie wynika to z tego, że pisarze nie tworzą już krótkich form literackich, i przypomina to błędne koło; wydawcy nie chcą już opowiadań i jeśli już  wydadzą jakiś zbiór opowiadań, to nie prowadzą żadnej kampanii reklamowej więc informacje o tej książce nie docierają do potencjalnych czytelników. Nie kontaktują się z bibliotekami, które mogłyby je zakupić i wypożyczać. To błędne koło się zamyka, a najbardziej cierpią na tym czytelnicy, którzy nie mają szansy
przekonać się, czy różni się czytanie opowiadania od czytania powieści. bo według mnie są to dwa, zupełnie odrębne doświadczenia. Tak samo jak dla pisarza, inaczej pisze się opowiadanie, a inaczej pisze się powieść, to tak samo dla czytelnika, inaczej czyta się tą każdą z tych form literackich. Uważam, że opowiadanie, mimo, iż jest krótsze, tak naprawdę jest bardziej intensywne, dlatego wymaga od czytelnika większego zaangażowania i czasami czytelnik wręcz powinien kilkakrotnie do tego opowiadania powracać, żeby oczywiście mógł powiedzieć, że je przeczytał i dokładnie poznał.

Linda Cracnell: A jak ma się sprawa popularności opowiadań w Polsce?

Gabriel Leonard Kamiński: Myślę, że jest o wiele lepiej. Nawet się zdziwiłem pani odpowiedzią, gdyż wydawało mi się, że opowiadanie, short story przeżywa renesans na całym świecie. Bertelsmann wydaje takie zbiory dłuższych opowiadań, we Francji królują packetbooki z opowiadaniami, które można sobie kupić na dworcach kolejowych czy na stacjach metra i w czasie podróży przeczytać, jak się komuś nie podoba, to może wrzucić taki pocket do specjalnego kosza, gdzie podróżni mogą sobie wybrać jakiś interesujący tytuł. Czy to wynika ze specyficznie sformatowanego  rynku książki w Wielkiej Brytanii?

Głos z sali: Przecież mamy we Wrocławiu Międzynarodowy Festiwal Opowiadania, gdzie przejeżdża mnóstwo pisarzy i czytelników zainteresowanych tą krótką formą literacką.

Gabriel Leonard Kamiński: Mamy też w Warszawie Międzynarodowy Festiwal Sztuki  Opowiadania, na który przyjeżdżają  opowiadacze z tak egzotycznych krajów jak Afganistan, Kurdystan, Gruzja, Turcja czy Mongolia.


Linda Cracknell: Kilka lat temu w Wielkiej Brytanii trwała taka kampania zatytułowana "Ratujmy opowiadania", bo rzeczywiście wyglądało to tak, jakby ta forma literacka miała zaraz wygasnąć, ponieważ nie była popierana przez wydawców, którzy generalnie preferowali powieści. Wówczas bardzo wiele dyskusji poświęcono właśnie tym automatom do sprzedaży packetbooków, gdzieś na stacjach kolejowych, czy na przystankach metra lub w licznie uczęszczanych punktach w mieście jak główne place, skrzyżowania, trakty handlowe, przez pewien czas pociąg nocny, który kursuje ze Szkocji do Londynu
stosował taką metodę na popularyzację opowiadań, iż przy każdym miejscu w pociągu położona była mała książeczka, która zawierała tylko jedno opowiadanie, można było je sobie przed snem przeczytać. No ale niestety po pewnym czasie tak akcja zupełnie ucichła. Teraz nie ma żadnych tego typu akcji propagacyjnych, nic się w tej kwestii za bardzo nie dzieje. Oczywiście pojawiają się antologie czy zbiory opowiadań ale najczęściej jest to kilku lub kilkunastu autorów zgromadzonych w takim zbiorze, rzadko kiedy natomiast zdarza się, żeby to był wybór opowiadań jednego tylko autora. Wydaje mi się, że powinniśmy się uczyć od Wrocławia, od Polski, jak tutaj traktowana jest i popularyzowana ta krótka forma literackiej wypowiedzi.

Pytanie z sali: Czy to wynika, że ta kacja nie cieszyła się populanością, bo pasażerowie mieli dość tych opowiadań? Chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej o tych książeczkach zostawianych w pociągach, ja bym na pewno jedną z nich zabrała ze sobą? Jak czytelnicy na to zareagowali?

Linda Cracknell: Podczas trwania tej kampanii przeprowadzano różne ankiety z czytelnikami, na temat tego co lubią w opowiadaniach lub czego nie lubią i bardzo wiele osób powiedziało, że w opowiadaniach lubią intensywność zdarzeń, mimo, że jest to krótsza forma, to musi charakteryzować bardziej zwartą akcją, bardziej intensywną no ale z kolei dużym argumentem przeciw opowiadaniom było ze względu właśnie na tą krótką formę, że czytelnicy nie mogli na wystarczająco długo zanurzyć się w świecie ich bohaterów, wobec powyższego kończyli opowiadanie z uczuciem czytelniczego niedosytu, że "takie było fajne, a już się skończyło, ledwo co przeczytałem tą historię, to mam czytać już następną". Ta opinia zdecydowała jednak, iż wszyscy jednak woleli powieści, gdzie w niektórych na bardzo długo można wejść w ten fikcyjny świat i żyć przez dłuższy czas z bohaterami, identyfikować się z nimi, czego nie dawały opowiadania.

Gabriel Leonard Kamiński: Czy jeśli chodzi o opublikowane właśnie pani eseje "Doubling back",  o spacerowaniu, podróżowaniu, czy miała pani jakiś plan, czy były to sytuacje aranżowane ad hoc. Widzę w nich dużo odniesień do miejscowych legend, mitologi, do różnych historyczny miejsc w Szkocji, czy był to taki pierwotny zamysł, czy powstawał stopniowo w ramach rozwoju bieżącej sytuacji?

Linda Cracknell: Dziękuję za to pytanie. Pracę nad tą książkę zaczęłam w 23007 roku, oczywiście trochę to trwało. Przede wszystkim muszę powiedzieć, że ja uwielbiam spacerować, wędrować i w zasadzie te wędrówki piesze, były też częścią mojej pracy twórczej. Ponieważ kiedy spacerowałam mogłam oderwać się od zgiełku codzienności i mogłam się skupić nad tym projektem, na którym właśnie pracowałam. Myślę, że takim momentem przełomowym, była chwila kiedy uświadomiłam sobie, że te wędrówki piesze mogą być czymś więcej niż tylko moją metodą pracy twórczej, że mogą wręcz stać się tematem mojej pracy. To był rok 2004, kiedy wraz z przyjaciółką byłam w Norwegii, jej ojciec był Norwegiem. Jego historia wyglądała tak, iż jako członek norweskiego ruchu oporu musiał uciekać, przeszedł na piechotę całą Norwegię i wtedy przyszedł nam go głowy taki pomysł, że mogłybyśmy odbyć taką wędrówkę jego śladami. Pomyślałam sobie wtedy, że mogłabym rzeczywiście pisać o spacerowaniu i wędrówkach i odświeżać sobie własne wyobrażenia jak mogłyby wyglądać te moje piesze eskapady. I właśnie też w okolicy roku 2004, że interesują mnie takie wędrówki, które opowiadają jakaś historię, wędrówki w jakimś celu, z pogranicza wędrówek duchowych czy np. wędrówki biznesowe, jakie odbywali handlarze bydła, w związku z wykonywaną przez nich pracą, przeprowadzali
je przez 200 milowy pas, aż do brzegów morza Północnego. Druga rzecz, ponieważ gdy zmarł mój ojciec byłam małym dzieckiem, w ogóle go nie pamiętam, ale wiedziałam że, był on alpinistą, bardzo lubi wędrować w górach, wspinać się na najwyższe szczyty i właśnie pierwszym esejem, który napisałam, był esej o mojej osobistej wędrówce śladami ojca, chociaż właściwie była to wspinaczka, bo wspięłam się śladem ojca na jeden z wysokich szwajcarskich szczytów. I właśnie te dwie rzeczy, chęć odświeżenia pamięci po moim ojcu alpiniście, który bardzo dokładnie notował swoje wszystkie wędrówki czy wejścia na alpejskie szczyty i te moje własne projekty wędrówek złożyły się  razem na filozofię tych esejów, na ich rytm, rodzaj historycznej narracji. Ale są w nim też eseje, w których jestem zdecydowanie mniej emocjonalnie zaangażowana, na przykład podążam w nich śladami dwóch pisarzy, odwiedzam miejsca, które były dla nich ważne, a także pokonuję szlak dawnej pielgrzymki, wracając do tych miejsca, w jakich pielgrzymi się zatrzymywali. Jest tu też esej, o moich kenijskich wędrówkach z moją koleżanką, kiedy chciałyśmy wtopić w otoczenie i postępować tak jak miejscowi mieszkańcy; chodziłyśmy boso ścieżkami wokół wioski, gdzie ona mieszkała. Myślę, że jest to ciekawy zbiór, każdy esej różni się od siebie mając bardzo różny charakter. Ale jeśli chodzi o te odniesienia historyczne, muszę się przyznać, że sama wiem bardzo niewiele o tutejszej historii, ale rekompensuję to bacznym obserwowaniem krajobrazu, więc kiedy gdzieś wędruję i mogę zobaczyć jakiś ciekawy kamień czy kapliczkę, ruiny zamku, zapamiętuję to i później staram się dowiedzieć, co to za miejsce, co tam się działo, jacy ludzie tu mieszkali i jaka była jego historia. A też tworząc ten zbiór, prowadziłam rzeczywiście bardzo dokładne badania, starałam się sprawdzać w źródłach historycznych, w starych źródłach mitologicznych i w ten sposób wyglądała moja praca.

Pytanie z sali:
Czy schodziła już pani całą Szkocję, czy dopiero zamierza pani to zrobić? A drugie pytanie, czy zdarzyło się pani, gdy miała jakiś dylemat do rozwiązania wyjść z pracy na spacer i wrócić z niego z gotowym rozwiązaniem?

Linda Cracknell: Jeśli chodzi o Szkocję, to bardzo dużo wędrowałam w górach, naprawdę mogę powiedzieć z czystym  sumieniem, że szkockie góry znam bardzo dobrze. Szkocja jest dużym krajem i niestety są też rejony w których n nigdy nie byłam, ale mam taki plan, żeby stworzyć taką swoją własną mapę, na której będą zaznaczone wszystkie ścieżki, które do tej pory pokonałam i chciałabym oczywiście, żeby oplotły całą Szkocję i w końcu się spotkały. Na razie jeszcze tak nie jest, ale myślę, że dzięki pani uwadze, będę miała motywację, żeby rzeczywiście taki cel osiągnąć.
       W odpowiedzi na pani drugie pytanie, odczytam właśnie fragment z mojej książki, brzmi on tak: "Gdziekolwiek jestem, mam ze sobą mój dziennik  I mój umysł nigdy nie przestaje pracować na wysokich obrotach. Wydaje mi się, że
dużo lepiej mi się myśli, kiedy jestem w ruchu, myślę bardziej kreatywnie, łatwiej mi to przychodzi lub też jakby powiedziałby to Jean Jacques Rousseau "Mój mózg pracuje lepiej, kiedy pracują również moje nogi". Myślę, że to odpowiada na pani pytanie. Myślę, że takie coś mogło się przytrafić wielu z państwa, bo rzeczywiście wydaje mi się, że podczas pieszej wędrówki jest to trochę tak jakbyśmy w połowie skupieni byli właśnie na tym, co na zewnątrz, czyli oglądamy krajobrazy, przeżywamy to wszystko, co obserwujemy, a z drugiej strony koncentrujemy się też na swoich własnych myślach, na swoich emocjach, ponieważ jeśli jesteśmy sami, to nikt nam nie przeszkadza, więc wydaje mi się, że ta kombinacja jest szczególnie pomocna, kiedy z czymś się borykamy i szukamy rozwiązania jakiegoś problemu. Oczywiście podczas spacerowania można to osiągnąć i ja jestem tego najlepszym przykładem.

Pytanie z sali:
Czy jest pani pierwszy raz w Polsce i jakie są pani pierwsze wrażenia?

Linda Cracknell:
Ciężko mi jest w tej chwili, coś więcej na ten temat powiedzieć, gdyż przyjechałam dzisiaj po południu, więc w zasadzie udało mi się tylko zobaczyć Rynek i muszę powiedzieć, że zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie wiedziałam czego się spodziewać, a to co zobaczyłam, rzeczywiście zwaliło mnie z nóg, bo wasz Rynek jest naprawdę piękny. Jeszcze bardzo chciałabym mieć więcej czasu, żeby poeksplorować, tak po swojemu, a jeśli chodzi o tereny podmiejskie, to widziałam tylko tyle, co można zobaczyć z okien pociągu, z Ostrawy do Wrocławia, ale świetne jest lato w Polsce, fantastyczna pogoda, więc bardzo chciałabym tu wrócić i bardzo interesują mnie góry więc chciałabym bliżej poznać polskie góry, bo wiem, że są naprawdę świetnym miejscem , do tego typu wędrówek jakie ja uprawiam.

Z Lindą Cracknell, rozmawiali: Gabriel Leonard Kamiński, Julia Szołtysek i publiczność z sali.

Gabriel Leonard Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.