fesstiwal słowa w piosence
--

David Wishart opowiada o powstaniu serii książek z detektywem Markiem Karwinusem

[04.08.14]

Przedstawiamy drugą część rozmowy, a właściwie opowieści Davida Wisharta o swojej serii książek, z rzymskim senatorem Marcusem Waleriuszem Messallą Korwinusem, bo tak brzmi jego pełne nazwisko, jako samozwańczym detektywem w roli głównej.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

 

 

 David Wishart opowiada ze swadą o swoich książkach: "Ja, Wergiliusz", "Owididiusz" i "Germanicus".

Wishart rozpoczął od opowiedzenia nam o swojej pierwszej książce "Owidiusz" z 1997 roku, która opowiada historię krewnej Owidiusza Rufii Perilli, która przychodzi do Korwinusa prosić go o wstawiennictwo, w sprawie sprowadzenia z powrotem do Rzymu prochów jej kuzyna.

Intryga obraca się wokół urzędniczej odmowy. Pamiętajmy, że  Owidiusza skazał na wygnanie August, a po jego śmierci utrzymał je w mocy jego następca  cesarz Tyberiusz. Patrycjusz Marek Korwinus próbuje dociec skąd bierze się ta odmowa sprowadzenia prochów znanego i cenionego poety.

David Wishart:  Jesteśmy w momencie, w którym do Marka Waleriusza Korwinusa przychodzi piękna kuzynka Rufia Perilla z rodziny Owidiusza prosić senatora o wstawiennictwo we właściwym urzędzie, o pozwolenie na sprowadzenie prochów zmarłego na obczyźnie Owidiusza.
Korwinus będą pod wyraźnym wpływem napojów wyskokowych, z ewidentnym współczesnym, a nie rzymskim kacem przyjmuje ją i po długiej rozmowie, obiecuje swoje wstawiennictwo.

Zgodnie z obietnicą spotyka się z właściwym urzędnikiem i wyłuszcza mu całą sprawę. Urzędnik jest bardzo wyrozumiały, oczywiście nie ma sprawy, proszę powiedzieć jak miał na imię zmarły. Kiedy urzędnik słyszy pełne imię, na dźwięk słowa Owidiusz zamiera. Mówi, że musi coś sprawdzić, znika gdzieś, po czym po dłuższej chwili wraca obwieszczając urzędniczą odmowę: "Nic nie możemy zrobić w tej sprawie" sprowadzenia prochów zmarłego na obczyźnie Owidiusza do Rzymu.

Wówczas Korwinus zaczyna się zastanawiać, co takiego okropnego ten człowiek zrobił, że nie można dostać nawet pozwolenia na sprowadzenie jego szczątków. ..

Julia Szołtysek: Ze względu na późną porę David ma dla nas propozycję. Pierwsza: kończy opowiadać i czyta fragment "Owidiusza", a potem "Porządnych obywateli", która jest przedostatnią książką opublikowaną o śledztwach Marka Waleriusza Korwinusa lub odpowiada na Państwa uwagi, i pytania?



Publiczność wybrała tą drugą opcję, czyli zakończenie opowieści o odmowie sprowadzenia szczątków Owidiusza do Rzymu i co się za tym kryło.

Głos z sali: Czy może pan jednak zdradzić powód odmowy cesarskiego urzędnika sprowadzenia prochów Owidiusza do Rzymu?

David Wishart:  Niestety nie, mogę wyjawić, co  zrobił Owidiusz, a rzeczywiście pozwolę sobie skomentować towarzyszące temu okoliczności.
Po pierwsze,  chciałbym zaznaczyć, że nie jestem profesorem historii, bardziej interesują mnie teorie spiskowe i w tym się specjalizuję. Ale wielu moich czytelników, to są właśnie historycy, którzy o tym temacie wiedzą więcej niż ja wiem. Przeczytałem kiedyś książkę, która reklamowana była jako właśnie książka historyczno-kryminalna i dotyczyła rzeczywistego morderstwa, które zostało popełnione. No rzeczywiście była cała intryga, byli głównie bohaterowie, było to zabójstwo i na końcu zabójcą okazał się dokładnie ten człowiek, który rzeczywiście to zabójstwo popełnił, więc moim zdaniem było, no ale gdzie tutaj jest historia kryminalna, skoro od początku wiadomo, kto kogo zabił i za co?
Przede wszystkim w tej sadze o Korwinusie chodzi oto, że cała ta zabawa
polega na tym, że fakty są dostępne i trzeba je tylko tak ułożyć, aby pasowały do tej historii czy teorii, którą sobie wymyśliłem i ułożyłem w głowie.
Mam tutaj pewną przewagę nad historykami ponieważ ja mogę pozwolić sobie na większą swobodę w operowaniu fabułą; mogę sugerować rozwiązania nie do końca poparte faktami. I moim celem jest to, żeby właśnie czytelnicy, którzy często wiedzą więcej niż ja, pod koniec książki, tak sobie pomyśleli, hmm, to jest całkiem niezłe, rzeczywiście mogłoby tak być. Ja jako pisarz mogę pozwolić sobie na tego rodzaju sugestie, mogę dołożyć coś od siebie, a oni jako historycy
nie mają takiego rodzaju swobody. Przede wszystkim jeśli chodzi o tą moją sagę, nie jest mi potrzebna wiedza historyczna, żeby móc je z przyjemnością czytać.

Podam Państwu przykład z mojej kolejnej książki o Korwinusie zatytułowanej "Germanicus", który był pasierbem Tyberiusza. Jeśli nie wiecie o tym, to przypomnę, iż był wielkim bohaterem, ale zmarł w bardzo tajemniczych okolicznościach. Współcześnie uważano, że winnym jego śmierci był właśnie Tyberiusz i Liwia, a wykonawcami był gubernator Syrii i jego żona. Liwia pojawia się również w Owidiuszu i już wówczas Korwinus i Liwia poznają się. I na początku tej powieści "Germanicus", Korwinus otrzymuje wiadomość od Liwii, że ta chciałaby się spotkać z nim nas osobności i prosi go o to aby rozwiązał tajemnicę śmierci jej pasierba, czy było to morderstwo, czy też nie. Korwinus wówczas mocno się denerwuje ponieważ wie, że osoba winna temu zabójstwu siedzi przed nim. I co istotne ten taki czytelnik-ekspert również wie, kto jest temu morderstwu winien. Wówczas Liwia mówi do Korwiniusa przestań się tak denerwować, pozwól, i tu kładzie rękę na małym ołtarzu, który znajdował się w pokoju ich spotkania i mówi: "Przysięgam na wszystkie bóstwa i bogów, że nie miałam nic wspólnego ze śmiercią mojego pasierba". I wówczas myślę sobie dalej, o tym czytelniku z dużą wiedzą historyczną, który w tym momencie może sobie tak pomyśleć, czy się zaciekawić, jeśli rzeczywiście to nie była Liwia, to kto to zrobił i dlaczego, i właśnie w tym zawiera się sedno mojej pracy jako pisarza, aby pod koniec książki czytelnik mógł pomyśleć sobie: "No, rzeczywiście, dobrze napisane, mogłoby tak być". Głos z sali: Podobno Tyberiusz kazał podać Liwii truciznę Germanikowi, zatrute wino, tak?

David Wishart: Bardzo mi przykro, ale nie mogę nic zdradzić. to są bardzo skomplikowane intrygi i nie mogę wszystkiego powiedzieć.

Pytanie z sali: Czy Wergiliusz przynajmniej w jakiś sposób pisał "Eneidę" na zlecenie cesarza Augusta, kub osób z jego kręgu?

David Wishart: Tak, rzeczywiście, Wergiliusz pisał "Eneidę" na zamówienie.Któregoś dnia przyszedł do niego ówczesny minister kultury Massinus i przekazał mu wiadomość, że cesarz chciałby zamówić u niego wiersz, poemat nas swój temat. Wegiliusz postąpił tak, jakby postępowało wówczas wielu poetów, a mianowicie chciał stworzyć, coś co stanowiłoby taką kwintesencję rzymskości, ale opierało się na greckim prototypie. Bardzo ważne jest żeby zrozumieć jak ogromne znaczenie odgrywała "Eneida", dlatego wrócę jeszcze tutaj do Homera, którego dzieła używane były wręcz jako pewnego rodzaju kodeks prawny. Kiedy rozstrzygano jakieś sprawy, kłótnie między różnymi osobami, jeżeli ktoś był w stanie zacytować coś z Homera, coś, co odnosiło się do jego sytuacji, to miał wówczas wygraną sprawę. Cesarz August chciał po prostu, aby Wergiliusz napisał taką rzymską wersję dzieł Homera. I naprawdę nie mogę przestać podkreślać jak ogromne znaczenie odegrała "Eneida" w historii Rzymian.

Pytanie z sali: Ja mam pytanie, bo są pewne typy detektywów: Sherlock Holmes, Hercules Poirot czy Philip Marlowe. Do którego typu bliżej jest Markowi Korwinusowi?

David Wishart:
Po pierwsze chciałbym powrócić do tego, co już mówiłem na temat moich bohaterów. Mój bohater jest po prostu sobą i naprawdę, kiedy ja piszę, to dzieje się to tak, że ten bohater nad którym właśnie pracuję sam do mnie przemawia. Kiedy ludzie pytają się mnie, czy rzeczywiście tworzę moich bohaterów na podstawie prawdziwych ludzi, to nie jestem w stanie powiedzieć, ani tak, ani nie, bo każdy żyjący człowiek jest dla mnie zamkniętą historią, a ten mój bohater literacki również taką osobą się staje poprzez właśnie to, że ja naprawdę słyszę, co on chce mi przekazać. Najbliżej byłby podobny do Philipa Marlowe'a. I właśnie przez to irytuje się na mnie bardzo wiele amerykanek, dostaję od nich maile i na przykład piszą do mnie, że, co to za język, że Rzymianie tak nie rozmawiali, nie używali takich słów, takiego slangu, jak to tak można. I tutaj zawsze odpowiadam, w taki sposób, że po pierwsze, nikt wtedy w historii nie zdawał sobie sprawy, że mówi archaicznie. Po drugie, łacińskie słowo na kumpla, to "amicule", co z zdrobnieniu oznacza "małego przyjaciela", a więc jak najbardziej pasuje tutaj, w tym kontekście. I dalej na temat tego przeklinania, mówię, proszę sobie poczytać grafiki w Pompejach i zobaczyć jaki tam jest język, jakie tam się pojawiają wyrażenia. A następnie mówię, przyjrzyjmy się takie łacińskiemu przekleństwu furtie fer dokładnie oznacza zakapturzoną postać, niewolnika, chodzi o kogoś kto popadł w tarapaty i teraz odbywa za to karę. I jest takie średniej mocy przekleństwo, i po prostu kiedy piszę, jeśli używam jakiś przekleństw, to wiadomo, że nie korzystam z tych łacińskich słów, tylko staram się wykorzystać i dostosować do tego współczesne słownictwo, które będzie oddawało moc danego przekleństwa, po prostu będzie ekwiwalentem a nie dosłownym tłumaczeniem. I to chyba bardzo wkurza te amerykanki ponieważ nigdy mi już nie odpisują.

Pytanie z sali: Jest taki amerykański pisarz Steven Saylor i on też osadza swoje książki w starożytnym Rzymie, ma nawet taką całą serię. Czy zetknął się pan z nim, czy może przypadkiem czytał jego książki?

David Wishart:
Słyszałem o tym pisarzu, ale nie znam go osobiście. Zemną jest taki problem, że bardzo rzadko pojawiam się na różnego rodzaju spotkaniach, nie jeżdżę na konferencje, nawet kiedy mam przeprowadzić egzaminy w Cambridge, to potrzebna jest tutaj, bardzo dobrze przemyślana logistyka. Musimy z zoną wszystko dokładnie zaplanować, ustalić, chodzi tu na przykład o nasze psy. Z powodu tych domowych obowiązków nie lubię wyjeżdżać z domu i dlatego, o wielu osobach słyszałem ale ich osobiście nie poznałem. Ja bardzo mocno staram się nie przeczytać żadnej z jego książek ponieważ zajmuję się podobną tematyką, to wolę nie zapoznawać się z jego twórczością, żeby przypadkiem nie zacząć się porównywać. Bardzo wiele powieści z Korwinusem ukazało się jako audiobooki u muszę się przyznać, że żadnego z nich nigdy nie słuchałem, i to nie dlatego, iż zakładam, że są złe czy źle nagrane, tylko po prostu, z góry wiem, że Korwinus nie brzmiałby tak jakby powinien brzmieć, dlatego trzymam się z dala o nich. Wszystkie leżą na półce.

Gabriel Leonard Kamiński:  Dlaczego według pana tylu pisarzy interesuje się Starożytnością, czerpie z niej inspirację, bo nie tylko Saylora można tu przywołać, ale również Dom Wydawniczy REBIS publikuje całą serię książek np. Harry Sidebottoma pt. "Wojownik Rzymu", która liczy już sobie siedem części? I cieszą się one dużą poczytnością? Co się kryje za Starożytnością, że tylu pisarzy się nią inspiruje?


David Wishart:
Wydaje mi się, że jedną z przyczyn jest to, że ten okres w historii jest lepiej lub gorzej znamy wszystkim, czyli, kiedy mówimy, że coś się dzieje w Starożytnym Rzymie, to każdy jest w stanie sobie to jakoś umiejscowić
we właściwym punkcie. To też przyciąga wydawców, ponieważ wiedzą, że książka, którą będą chcieli reklamować dzieje się w starożytnym Rzymie, dużo więcej powie czytelnikom niż, gdyby się miała dziać w jakimś innym miejscu znanym również ze starożytności, które będzie czytelnikom mniej znane, więc może będzie ich mniej interesować. Drugim aspektem tego jest, to, że dobrze się czuję w tym klimacie starożytnego Rzymu, bo go bardzo dobrze znam, w przeciwieństwie do innych okresów, o których wiem bardzo niewiele, albo wręcz nic o nich nie wiem. A tutaj czuję się rzeczywiście bezpiecznie, wiem na co mogę sobie pozwolić i dlatego lubię po prostu pisać rzeczy dziejące się w tamtych czasach.

Głos z sali: Dlatego większość kryminałów osadzonych w starożytnej Grecji czy Rzymie piszą archeologowie czy historycy?


David Wishart: Tak, jak pani słusznie zauważyła, znowuż mamy tutaj do czynienia z ludźmi, którzy znają się na tym, którzy dużo o tym wiedzą, więc łatwo jest im z tego czerpać inspirację i tworzyć. Podobnie jest właśnie ze mną; znam się na tym, w tym się wykształciłem, lubię o tym pisać. Nie jestem hydraulikiem, nic na ten temat nie wiem, więc można założyć, że nie mógłbym napisać powieści detektywistycznej w której detektyw byłby hydraulikiem.

Pytanie:
Czy mam pan jakąś ulubioną starożytną sentencję?

David Wishart: O boże, może "Carpe diem", może łacińskie: "Et in omnibus profecto exploratum est"- Niech nam się wszystkim dobrze wiedzie.

Z Davidem Wishartem rozmawiali: publiczność, Julita Szołtysek oraz
Gabriel Leonard Kamiński z Portalu Księgarskiego www.ksiazka.net.pl

 


Gabriel Leonard Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.