fesstiwal słowa w piosence
--

"Tygodnik Powszechny" 10/2014: Premiera - fragment nowej książki Olgi Tokarczuk w magazynie literackim "Książki w Tygodniku"

Nowości [08.03.14]

Szanowni Państwo, anonsujemy zapowiedzi najnowszego wydania "Tygodnika Powszechnego"10/2014, a w nim: - Michał Szymański pisze o wyborze poezji na 50. urodziny Jacka Podsiadły; - Pożegnanie Paco De Lucíi - Jan Błaszczak - Anita Piotrowska o tegorocznych Oskarach - Kajetan Prochyra opowiada o niezwykłym muzycznym przedsięwzięciu w Sejnach

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

 

W wydaniu także magazyn literacki "Książki w Tygodniku", który polecamy szczególnie.

„Tygodnik Powszechny”: Ukraina zaatakowana przez Rosję [Paweł Reszka z Symferopola]
„Rosyjski oficer zażąda złożenia broni, poddania jednostki. Czas na decyzję: 90 minut. Potem szturm. Ukraiński dowódca odpowiada: „Walczymy do ostatniego żołnierza”. – Paweł Reszka, specjalny wysłannik Tygodnika, relacjonuje z Symferopola.
Krym to najsłabszy punkt Ukrainy i tu uderzyła Rosja. Większość ludności stanowią Rosjanie, którzy chętnie zagłosowaliby w referendum o oderwaniu się od kraju. Krymscy Tatarzy, choć jest ich tylko 20%, czują się gospodarzami na swojej ziemi. Wysiedleni przez Stalina, zaczęli wracać dopiero pod koniec lat 80. „Krzywda, zabrana własność, tkwią w nich jak zadra. Zresztą i w jednych i w drugich: »Jaka krzywda? Przecież to byli faszyści!« – słychać z rosyjskiej strony. »Jacy faszyści? Kobiety, małe dzieci, starcy! Cały naród został skazany na banicję i okradziony« – mówią Tatarzy.  Dlatego Tatarzy za nic nie chcą dziś do Rosji, nie chcą oddzielać się od Ukrainy. Są absolutnie lojalni wobec Kijowa. Dla nich niepodzielona Ukraina to gwarancja ich bezpieczeństwa.” – podkreśla Reszka. Mieszkający na Krymie Rosjanie czują jednak coś wręcz przeciwnego. „Dla nich, mieszkających na Krymie Rosjan (których jest tu aż 60%), tak samo jak dla wielu mieszkańców innych wschodnich regionów Ukrainy, zgoda na język ukraiński, na inną historię, na oddalenie się od Rosji – jest postrzegana jako groźba, że zostaną obywatelami drugiej kategorii.”


Tygodnik Powszechny”: Putina wojna z Ukrainą [Wojciech Konończuk]

Kiedy wydawało się, że sytuacja na Ukrainie będzie się stabilizować, doszło do rosyjskiej agresji na Krymie. To najpoważniejszy kryzys na linii Zachód-Kreml od zimnej wojny.
 „Ucieczka Janukowycza i nieoczekiwane zwycięstwo Majdanu wywołało w Moskwie niedowierzanie i szok. Oto Ukraina, kluczowe dla Rosji państwo, pod rządami byłego już prezydenta coraz bardziej zależna od wielkiego sąsiada, coraz bardziej autorytarna i coraz bardziej izolowana na Zachodzie – dokonała nagłego zwrotu.” – analizuje sytuację Wojciech Konończuk  z Ośrodka Studiów Wschodnich. „Kreml – słusznie – przyjął to jako klęskę swojej polityki zagranicznej. Bolesne upokorzenie (…) zamieniło się w pragnienie szybkiego rewanżu.” Fakt, że do agresji doszło na Krymie, nie powinien dziwić bo to region najsłabiej zintegrowany z resztą Ukrainy, zdominowany przez Rosjan. Stacjonuje tam także rosyjska Flota Czarnomorska. „Rosja zaktywizowała 15 tys. wojskowych i przerzuciła na półwysep około 6 tys. dodatkowych żołnierzy – choć w chwili, gdy to się działo, władze rosyjskie oficjalnie udawały, że nic takiego nie ma miejsca. Krym znalazł się pod faktyczną okupacją Moskwy.” – pisze Konończuk. Kryzys może jednak rozszerzyć się poza Krym – 1 marca, w największych ośrodkach Ukrainy południowo-wschodniej zebrały się prorosyjskie manifestacje przeciwników nowych władz w Kijowie.


„Tygodnik Powszechny”: W oparach propagandy [Timothy Snyder]

„Od Moskwy po Londyn i Nowy Jork, ukraińską rewolucję postrzega się przez opary propagandy.”
„Rosyjscy przywódcy i media twierdzą, że na Ukrainie protestowali prawicowi ekstremiści, a ich zwycięstwo było zamachem stanu. Sam Janukowycz mówi, że został usunięty przez »prawicowych zbirów«. Jego słowa jak echo powtarzali uzbrojeni mężczyźni, którzy przejmowali kontrolę nad lotniskami i budynkami rządowymi Autonomicznej Republiki Krymu” – pisze Snyder. Również na Zachodzie powtarzano półprawdy i tezy o zamachy stanu. Tymczasem, jak zwraca uwagę Snyder, „na Ukrainie doszło do powszechnej rewolucji wraz z całym bałaganem, zamieszaniem i sprzeciwem, jaki powoduje. Młodzi przywódcy Majdanu, wśród nich także kilku lewicowców, ryzykowali życiem, sprzeciwiając się reżimowi, który reprezentował system oparty na nierównościach, które sami krytykujemy na własnym podwórku”.  Propaganda miała jednak poważne konsekwencje. „Zgodziliśmy się na przedstawianie ukraińskiej rewolucji jako faszystowskiego zamachu, opóźniliśmy decyzje, które mogły wcześniej doprowadzić do zatrzymania rozlewu krwi. A także pomogliśmy utorować drogę wojnie.” – konstatuje Snyder.

 


„Tygodnik Powszechny”: Wyszli na ulicę [Anna Łabuszewska]

W sierpniu 1968 r., protestować przeciw wkroczeniu wojsk sowieckich do Czechosłowacji wyszło w Moskwie osiem osób. Teraz protestujących jest więcej.
„Na placu Czerwonym stali z ręcznie malowanym plakatem „O wolność waszą i naszą” zaledwie kilka minut. Zostali zatrzymani przez KGB, stanęli przed sądem, odsiedzieli wyroki. Do języka rosyjskiego na stałe weszło sformułowanie o tych, którzy »wyszli na plac«: przejawili odwagę cywilną w walce z agresywną, opresyjną władzą.” – przypomina Anna Łabuszewska. Teraz protestujących jest więcej. Na niedzielną demonstrację antywojenną w Moskwie przyszło ponad tysiąc osób, zatrzymano 360 uczestników; z kolei kilkadziesiąt osób – w Petersburgu. W internecie trwa zbieranie podpisów pod protestem przeciw mieszaniu się przez Rosję w wewnętrzne sprawy Ukrainy. Otwarty list napisał do Ukraińców pisarz Lew Rubinstein: „Drodzy ukraińscy przyjaciele! Postarajcie się nam wybaczyć. Nam, to znaczy tym nielicznym Rosjanom, którzy nie są otruci jadowitymi gazami imperium. Postarajcie się wybaczyć nam, że nie wystarczyło nam sił i woli, aby powstrzymać tych, którym odebrało rozum, którzy okrywają mój kraj hańbą”.


„Tygodnik Powszechny”: Polska rozumie nas najlepiej [Josyf Zisels, Iza Chruślińska]

„W ciągu całego 2013 r. na Ukrainie było 13 przypadków przejawów antysemityzmu, gdy np. w Niemczech 1300, we Francji i Anglii 600. Także na Majdanie nie było przejawów antysemityzmu…”
„Przeciwnie: przedstawiciele społeczności żydowskiej byli wśród powstańców, trzech z nich zginęło. W tej sytuacji władze podjęły kilkakrotne próby prowokacji antysemickich. Sam badałem te przypadki, więc wiem, że nie mają one żadnych związków ani z partią Swoboda, ani z Prawym Sektorem.” – mówi Josyf Zisels, lider społeczności żydowskiej na Ukrainie. Zisels podkreśla, że wobec Majdanu cały czas stosowano prowokację, ale on bardzo długo się im nie poddawał. „Na Majdanie nikt nie pił, nie było konfliktów międzyetnicznych ani religijnych, byli tu duchowni równych wyznań i obrządków, także rabini i mułła Tatarów Krymskich. Modlono się wspólnie o pokój. Ale choćby nie wiem jak pokojowo Majdan był nastawiony, gdy władza nie reagowała, lecz przeciwnie – prowokowała, musiał się radykalizować” – mówi. Jednocześnie podkreśla, że właśnie tam narodził się polityczny naród Ukrainy: „Spotkali się ludzie z różnych regionów kraju, rosyjsko- i ukraińskojęzyczni, obywatele Ukrainy różnych narodowości (…) Chodziło im o dobro wszystkich obywateli kraju. I na Majdanie okazało się, że społeczeństwo obywatelskie Ukrainy wydoroślało.”


„Tygodnik Powszechny”: Ukraina – 200 lat Tarasa Szewczenki [Tadeusz A. Olszański]

 „W hallu kaniowskiego muzeum Tarasa Szewczenki leży potężny głaz; na nim zmięte czerwone płótno: kitajka, jaką niegdyś przykrywano ciała poległych Kozaków. Chyba dla każdego chrześcijanina skojarzenie jest oczywiste – zmartwychwstał.”
„Tym bardziej, że na stropie – ekran: ukraińskie niebo, po którym przesuwają się rękopisy Kobzarza, Wieszcza Ukrainy. Człowieka, o którym także dziś mówi się na Ukrainie bez najmniejszego przymrużenia oka: »Nasze Wszystko«.”  - pisze w dwusetną rocznicę urodzin poety Tadeusz A. Olszański. Wiersze i poematy Szewczenki zbudowały Ukraińców jako naród. „Dziś nie ma chyba ukraińskiej dyskusji kulturalnej czy metapolitycznej, wolnej od nawiązań do Szewczenki, a często też – manipulacji jego słowami.” – zwraca uwagę Olszański. W czasie, gdy wciąż trwają pogrzeby poległych powstańców z Samoobrony Majdanu, już zwanych Niebiańską Sotnią, Szewczenko znów jest przede wszystkim Prorokiem biblijnych złorzeczeń, obwieszczającym gnębicielom Ukraińców, że „w radosnym dniu nad wami / roztoczy się kara / i powieje ogień nowy / od Chłodnego Jaru”.


„Tygodnik Powszechny”: Nowe Indie – efekt Kedżriwala [Patryk Kugiel z Delhi]

Arwind Kedżriwal został premierem rządu stanowego w Delhi w grudniu 2013 r.  – i choć rządził tylko 48 dni, do połowy lutego, to wywrócił indyjską politykę do góry nogami.
Założona przez niego Partia Zwykłego Człowieka (AAP) ku zaskoczeniu wszystkich zdobyła w grudniowych wyborach 28 z 70 mandatów, i była jedyną partią zdolną utworzyć mniejszościowy rząd. „Nową pozytywną energię czuć w całych Indiach: w rozmowach ze  sklepikarzami, studentami czy ekspertami. Największy dziennik anglojęzyczny "The Times of India" przyznał Kedżriwalowi tytuł »Człowieka Roku 2013«. Od dwóch miesięcy człowiek w charakterystycznej czapce Gandhiego nie znika z pierwszych stron gazet, a programy publicystyczne koncentrują się na wyjaśnianiu fenomenu nowej partii.” – pisze Patryk Kugiel. Indyjska polityka przeżywa kryzys zaufania ze strony obywateli – jednym z powodów jest korupcja. Aż 86% ankietowanych uważa, że partie są przeżarte korupcją, a 65%  myśli tak o całym parlamencie. Postępowania karne są prowadzone przeciwko aż 1/3 obecnych parlamentarzystów. Kedżriwal obiecał to zmienić. Zrezygnował z osobistej ochrony, używania czerwonych kogutów na służbowych autach i nie przeniósł się do okazałej willi w centrum miasta, przynależnej jego poprzednikom.”
– pisze Kugiel.

„Tygodnik Powszechny”: Debaty na stulecie I wojny światowej [Joachim Trenkner]

Na kilka miesięcy przed oficjalnymi obchodami upamiętniającymi setną rocznicę wybuchu I wojny światowej, dyskusja o wydarzeniach sprzed lata staje się coraz bardziej gorąca i ogarnęła całą Europę. Jedną z podnoszonych kwestii jest sprawa odpowiedzialności Niemiec.
Istotnym głosem jest książka Australijczyka Christophera Clarka „Lunatycy – jak Europa ruszyła na wojnę”. „Clark dowodzi, że wszystkie mocarstwa europejskie – Niemcy i Austro-Węgry, Brytyjczycy i Francuzi, i oczywiście carska Rosja – »stoczyły się« w tę wojnę »niczym lunatycy«, niezdolne do oceny ryzyka światowej pożogi. Clark twierdzi, że wina Niemców nie była większą niż wina Francuzów czy Rosjan, a koniec końców także Brytyjczyków.” – pisze z Berlina Joachim Trenkner. Natomiast historyk Niall Ferguson stwierdził, że przystąpienie Wielkiej Brytanii do I wojny światowej było „największym błędem w [jej] nowoczesnej historii”
– relacjonuje Trenkner. Inaczej niż Brytyjczycy do wielkiej rocznicy podchodzą Francuzi: ich spojrzenie na „Grand Guerre” jest niezmienne i proste. Dyskusji o współwinie Paryża nie ma.

„Tygodnik Powszechny”: Przed wyborem przewodniczącego Episkopatu [Marek Zając]

Opinie polskich biskupów po wizycie u Franciszka wykazały, że nad Wisłą ścierają się dwa biegunowo odmienne spojrzenia i pomysły na Kościół. Które z nich zwycięży?
Wiele razy usiłowano opisać Kościół w Polsce, kreśląc różnorakie linie podziałów wśród biskupów. Z reguły rozróżnia się konserwatystów i liberałów, „Kościół toruński” przeciwstawia się „łagiewnickiemu”. Jednak zdaniem Marka Zająca, eksperta od spraw kościelnych, takie stawianie sprawy to droga donikąd. „Wśród rodzimych hierarchów nie ma ani jednego o poglądach, które w ramach Kościoła powszechnego można by uznać za liberalne. Nasi pasterze w kwestiach takich jak Eucharystia dla rozwiedzionych czy antykoncepcja nie widzą nawet potrzeby debaty, o ewentualnym miękczeniu nauczania już nie wspominając” – uważa publicysta. Dodaje też, że z perspektywy Watykanu, Nowego Jorku czy Monachium wszyscy polscy biskupi to konserwatyści. „Powoli do obiegu wchodzi nowe pokolenie biskupów, którzy rozumieją, że tylko szczere i nieustanne nawrócenie czyni Kościół żywym. A tym samym zdolnym do nawracania innych. Oczywiście nie chcą oni dokonywać rewolucji, ale podskórnie czują, że kurs trzeba skorygować na bliższy Ewangelii”
– pisze Marek Zając.

„Tygodnik Powszechny”: Spór o klauzulę sumienia [s. Barbara Chyrowicz]

Jakich działań lekarzowi wolno odmówić? Spór o klauzulę sumienia między naukowcami z PAN a ekspertami Episkopatu komentuje s. Barbara Chyrowicz.
Czy lekarz może nie wydać recepty na środki antykoncepcyjne i skierowania na badania prenatalne? Czy pracodawca może go zmusić do udziału w aborcji i procedurze in vitro? „Klauzula sumienia chroni tożsamość moralną lekarza. Daje mu prawo odstąpienia od wykonywania tych świadczeń, które uważa za sprzeczne ze swoim sumieniem”
– przypomina s. Barbara Chyrowicz. Pacjent ma prawo poznać rację odmowy lekarza. Na jaką jednak normę moralną ma się powołać lekarz, odmawiający recepty na środki antykoncepcyjne? „Argumentacja, że stosunek seksualny powinien zachować wymiar płodności jest argumentacją głębszą niż ta, która odwołuje się do ochrony życia. Jeśli lekarz ma prawo powołując się na klauzulę sumienia odmówić wypisania recepty na środki antykoncepcyjne, ale ma równocześnie uzasadnić swoją odmowę, jak ma to uczynić, by nie zostać oskarżonym o moralizowanie?”  – pyta Chyrowicz. „Czasem kobieta broni się przy pomocy antykoncepcji przed skutkami gwałtu małżeńskiego. (…) Czy lekarz w ogóle ma prawo w to wnikać, pytać o sytuację życiową pacjentki i ją moralnie oceniać?”

„Tygodnik Powszechny”: Kościół i naukowcy o sumieniu [Artur Sporniak]

Na czym polega polemika „na oświadczenia” między naukowcami z PAN a ekspertami Episkopatu przybliża Artur Sporniak.
„Współczesne społeczeństwa demokratyczne uznają, że (...) nie ma jednego, »właściwego« systemu przekonań moralnych czy religijnych” – napisał Komitet Bioetyki PAN w stanowisku w sprawie klauzuli sumienia opracowanym 12 listopada 2013 r. Lekarz, pielęgniarka czy położna mają prawo odmówić świadczeń zdrowotnych niezgodnych z ich sumieniem. Prawo to jednak podlega ograniczeniom. Mają oni ustawowy obowiązek uzasadnić swoją odmowę, wskazać pacjentowi „realną możliwość” uzyskania tego świadczenia oraz uprzedzić na piśmie swojego przełożonego. Lekarz nie może odmówić legalnego świadczenia, gdy „zwłoka w udzieleniu pomocy mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia, oraz w innych przypadkach nie cierpiących zwłoki”. Autorzy stanowiska uznali, że pod klauzulę sumienia podlega aborcja i zabiegi in vitro. Nie podlegają natomiast wypisywanie recept i kierowanie na badania prenatalne. Do stanowiska Komitetu Bioetyki PAN odniósł się Zespół Ekspertów ds. Bioetyki Konferencji Episkopatu Polski, ogłaszając 20 lutego swoje polemiczne uwagi.


„Tygodnik Powszechny”: Wielki Post. Jak poruszać się po pustynnych szlakach? [ks. Alfons Józef Skowronek]

Ks. Alfons Józef Skowronek: Niejednemu kapłanowi w środę popielcową ciężko przechodzi przez gardło hardy zwrot – „Pamiętaj człowieku, że jesteś prochem i w proch się obrócisz”. Sam wolałbym wtedy dodać: „Przepraszam, że mówię tak dosadnie, lecz taka jest prawda”.
Duchowny podkreśla, że nie powinniśmy tracić z oczu biblijnego tła postu. Wielki Post przywodzi nam na myśl owe 40 dni, w których Jezus wycofał się ze swej publicznej aktywności i udał się na pustynię. W poszczególnych epokach chrześcijaństwa postne zwyczaje były bardzo zróżnicowane. Jednak ważniejsze od metod poszczenia jest poruszanie się po pustynnych szlakach w sensie przenośnym. Czas między środą popielcową a Wielkanocą powinien być przede wszystkim okresem intensywnego ukierunkowania na siebie samego i refleksji nad własnym stylem życia. Ważne pozostaje wycofanie ze zgiełku życia, zamyślenie się nad własną egzystencją. Bez pewnej miary wyciszenia zadanie to się nie uda. Jezus powrócił z 40-dniowego postu na pustyni z jasnymi kryteriami co do tego, co w życiu liczy się przed Bogiem – przeciwstawił się też zakusom zorientowania swego życia wedle wartości, które przemijają z czasem. Prośmy Pana, aby w dniach Wielkiego Postu obdarował i nas podobną jasnością spojrzenia.

„Tygodnik Powszechny”: Ks. Stanisław Musiał – ksiądz, który patrzył pod nogi [Małgorzata Skowrońska]

Jeśli był buntownikiem, to takim, któremu walka nie sprawiała satysfakcji. Jeśli radykałem – to dlatego, że „walczył o miłość do drugiego człowieka”. Ks. Stanisław Musiał.
5 marca mija dekada od śmierci ks. Stanisława Musiała – niezwykłego duszpasterza, jezuity, żarliwego rzecznika dialogu chrześcijańsko-żydowskiego”– a jego wypowiedzi o grzechu antysemityzmu wewnątrz Kościoła wciąż są pamiętane. Upominał się o szacunek dla Żydów. Próbował tłumaczyć katolikom, czym był Holokaust. Jego opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” tekst „Czarne jest czarne” (16 listopada 1997 r., otrzymał za niego nagrodę Grand Press), w którym żądał od biskupów zajęcia jednoznacznego stanowiska w sprawie antysemickich wypowiedzi duchownych, wpłynął na kierunek dialogu z judaizmem. Kim był ksiądz, który budził sumienia, zmienił i nadał ton myśleniu o Żydach? Urodził się koło Limanowej, w niedzielę 1 maja 1938 r. Twierdził, że narodziny w święto pracy, tuż przed sumą, zobowiązują do podwójnej wrażliwości: społecznej i religijnej. Jak był postrzegany? Przylgnęła do niego łatka niepokornego księdza i naczelnego krytyka kościelnej hierarchii, choć to, co robił, pisał i mówił, wynikało z wielkiej pokory i żarliwości wiary – pisze Skowrońska.


Tygodnik Powszechny”: Kobieta, blogerka, feministka – nie świętuję Dnia Kobiet! [Małgorzata Łukowiak]

W świecie bez kobiet dzień ten fetowany jako okazja do wręczenia kwiatka jest żałosną manifestacją. W świecie skrojonym na miarę potrzeb obu płci z ochotą obchodziłabym matronalia, święto kobiecej narracji.
Mężczyźni w męskim gronie konferują o polityce prorodzinnej i tradycyjnym podziale ról. Tradycja jako oręż wymierzony w kobiety definiuje kobiece miejsce w świecie jako przestrzeń między pokojem dziecinnym a zlewozmywakiem. Ta przestrzeń to swoisty „świat bez kobiet”. W tym świecie, uważa Małgorzata Łukowiak, prawniczka, autorka bloga „Zimno”, dzień kobiet fetowany jako okazja do wręczenia kwiatka jest żałosną i godną ubolewania manifestacją. Według blogerki męski wzorzec percepcji realiów nie może być wyłącznym w publicznym dyskursie. Nie od biedy bowiem Kongres Kobiet żąda całej pensji i połowy władzy. Statystyki donoszą, że Polki są lepiej wykształcone od Polaków. Przykre, że nie widać tego ani w zarządach firm, ani w parlamencie, gdzie się tworzy prawo, ani w organach władzy. Łukowiak nie przyjmuje argumentacji, że nie można mieć wszystkiego (skoro się rodzi dzieci...), a tym bardziej – że to „tradycyjny” podział, który utrwala dobrostan i pewien społeczny kompromis, korzystny dla obu płci. „W moim gospodarstwie domowym znacznie lepiej sprząta osobnik obdarzony tylko jednym chromosomem X.
” – pisze Łukowiak.

„Tygodnik Powszechny”: Partyjne samookaleczenia, czy jak politycy sobie szkodzą [Jarosław Flis]

Polscy politycy potrafią działać na własną szkodę znacznie skuteczniej, niż czynią to ich przeciwnicy.
Wydawało się, że dramatyczne wydarzenia na Ukrainie odciągnęły na chwilę uwagę od rozpoczynającej się kampanii do Parlamentu Europejskiego, a wymiana uprzejmości pomiędzy Donaldem Tuskiem a Jarosławem Kaczyńskim sugeruje, że w obliczu poważnych zewnętrznych problemów główne siły polityczne są w stanie przełamać wzajemne niechęci. Nie potrwało to jednak zbyt długo. Z jednej strony PiS zaatakowało ministra Sikorskiego za jego ostrzeżenia adresowane do przywódców Majdanu, interpretując je jako groźby wynikające z podporządkowania rosyjskim interesom. Obserwatorzy patrzący na to chłodno musieli przecierać oczy ze zdumienia: jak można próbować w ten sposób reinterpretować względnie oczywiste fakty? PO nie mogła się długo cieszyć podarunkiem ze strony rywalki, ponieważ został on przyćmiony przez aspirującego do partyjnej pierwszej ligi Jacka Protasiewicza. „Ostateczna pozycja polityczna jest zawsze pochodną liczby różnych słabych punktów – błędów, zaniechań, nadgorliwości, zapalczywości, a wreszcie oszustw czy podłości”
– uważa Flis. „Wygra ten, kto popełni ich mniej. (…) Od samych błędów gorsze jest przekonanie, że są nieuniknione i nie ma potrzeby, by z nimi walczyć.”

„Tygodnik Powszechny”: Ustalenia dziennikarzy „TP” – jak nie chronimy zwierząt [Jerzy Dziekoński, Michał Olszewski]

Kto chciałby być hyclem? Zainteresowanych nie widać? Błąd. Niektórzy zarabiają dużo więcej niż prezydent RP
Upublicznione na początku 2014 r. wyniki ubiegłorocznej kontroli NIK nie  zostawiają złudzeń: mimo interwencji organizacji zajmujących się prawami zwierząt, rosnącej popularności adopcji, ścisłych przepisów prawnych i niemałych funduszy, opieka nad bezdomnymi zwierzętami w Polsce nie istnieje. Lub inaczej: istnieje, ale polega na sprawnym usuwaniu problemu z  oczu obywateli. Wiele psów i  kotów po odłowieniu przez hycli po prostu znika – nie wiadomo, gdzie się podziały, bo systemu identyfikacji zwierząt nie ma. Po prawdzie: oprócz garści wariatów nikt po nich nie płacze. Urzędnicy gminni mają obowiązek likwidowania zagrożenia i sprawnie ten obowiązek wykonują, nie wnikając zbyt szczegółowo w uprawnienia firm oferujących tego typu usługi. A że w schroniskach umiera 25% zwierząt? Że w 86% skontrolowanych przez NIK miejsc dochodziło do makabrycznych zaniedbań? Jest jeszcze jeden aspekt: w szarej strefie, wypełnionej odorem odchodów i jazgotem psów ściśniętych w zbyt małych boksach, najbardziej obrotni zarabiają krocie. Jednym z poważniejszych problemów jest funkcjonowanie w Polskim systemie instytucji hycla…


„Tygodnik Powszechny”: Rok po Broad Peaku – nieznana historia himalaisty [Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński]

Po pierwszym ataku szczytowym, w ostatnim mailu do rodziny napisał, że dla niego najważniejszy jest powrót do domu: „Krzysiek zamówił tragarzy na szóstego, więc niezależnie, czy wejdziemy, czy nie, siódmego ruszamy na dół. Cieszy mnie ta wizja”.
Mówią, że miał pasję dokumentalisty. Dużo pisał, fotografował, filmował. Jakby wiedział, że musi się spieszyć z zostawianiem śladów po czymś, co będzie trwało krótko. Na szczytach nagrywał krótkie filmy. Wszystkie podobne: ruchomy obraz, odgłos przyśpieszonego oddechu, sąsiednie szczyty. Często słowa: „Jestem na szczycie i kocham życie!”. Czy na zdobytym po raz pierwszy zimą Broad Peaku, chciał nagrać oświadczyny? A może to zrobił? Może w ciągu tych kilku minut zdołał uwiecznić radość i poprosić o rękę Agnieszkę? 5 marca 2013 roku Adam Bielecki, Artur Małek, Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski stanęli na szczycie niezdobytego dotychczas zimą szczytu w Karakorum. Los Macieja Berbeki pozostał nieznany, ciało Kowalskiego odnalazła kilka miesięcy później na grani szczytowej  wyprawa poszukiwawcza Jacka Berbeki, brata Macieja. W rocznicę tragedii portret Kowalskiego, najmłodszego i najmniej znanego spośród uczestników, kreślą Dobroch i Wilczyński.


„Tygodnik Powszechny”: Jacek Podsiadło – młodość po pięćdziesiątce [Michał Szymański]

Wrogiem Jacka Podsiadły jest wszystko, co nie zostało sprawdzone na własnej skórze, każda odczłowieczona abstrakcja, każdy język niesłużący komunikacji między konkretnymi żywymi istotami.
Podsiadło z młodością żegnał się stosunkowo wcześnie, a chłodny oddech zbliżającej się śmierci czuł na karku jeszcze przed trzydziestką. W wieku dwudziestu czterech lat pisał: „Żyję. Tyle już lat / nie ma tu miejsca dla mnie”. Cztery lata później i dwa razy mocniej: „Jesteśmy rymozaurami. Rosną nam papierowe ogony. / (…) Jesteśmy futurohomami. Skóra stwardniała nam jak blacha”. W wierszu „Sobie na 33 urodziny” sytuacja przedstawiała się już całkiem dramatycznie: oto najlepszy moment, by „oblać się benzyną / i ostatni raz stanąć w ogniu samego siebie, w imię idei, zanim przestanie być ważna”. Czytelnikom Jacka Podsiadły pewnie trudno będzie uwierzyć, że poeta przeciwstawiający się kulturze tworzonej przez wyrachowanych starców, tęskniący za dzieciństwem i zżyty z młodością, skończył niedawno 50 lat. Niełatwo też będzie wyobrazić sobie, jak mógł na ten problematyczny jubileusz zareagować. Wrocławskie wydawnictwo „Biuro Literackie” uczciło ten jubileusz w jedyny sensowny sposób
– wydając obszerny zbiór wierszy „Być może należało mówić. 1984-2012” w wyborze Piotra Śliwińskiego.

„Tygodnik Powszechny”: Sejny – muzyczny ocean Wacława Zimpla [Kajetan Prochyra]

Przed wojną była w tym miejscu jesziwa – szkoła talmudyczna. Dziś znów przestrzeń ta wypełnia się słuchaczami i uczniami: na scenie Sejneńskiej Spółdzielni Jazzowej zasiedli muzycy, którzy na Suwalszczyznę przyjechali z południa Indii – mistrzowie być może najstarszej muzycznej tradycji na świecie: muzyki karnatyckiej.
Do Polski zaprosił ich Wacław Zimpel, klarnecista i twórca sceny improwizowanej. Razem założyli zespół Saagara, który w Sejnach rozpoczął swoją trasę koncertową po Polsce. Muzyka karnatycka liczy sobie około 4 000 lat i wciąż jest w południowych Indiach żywą tradycją. Korzenie muzyki europejskiej wywodzi się najczęściej ze średniowiecznego chorału gregoriańskiego, sprzed 800 lat. Muzyka zachodnia ma najczęściej dość prosty rytm. Adept muzyki karnatyckiej od początku obcuje z zupełnie innym poczuciem rytmu, którym dyryguje się, klaszcząc w dłonie. Tak jak dzieci uczą się śpiewać dźwięki – indyjscy perkusjoniści śpiewają rytm. Sztuka ta nazywa się konnakol. Prawdziwi mistrzowie podczas koncertów muzyki karnatyckiej z nadzwyczajną szybkością wyśpiewują rytmy, pojedynkując się z instrumentami. Przypomina to nieco jazzowe śpiewanie scatem, tyle że konnakol jest nieporównywalnie bardziej uporządkowany.


Tygodnik Powszechny”: Oscary 2014: Czarnych koni żal [Anita Piotrowska]

Tegoroczne Oscary przebiegały w atmosferze prawie niezmąconej doniesieniami z dalekiej Ukrainy. Publika bawiła się świetnie, tańczyła na widowni, wrzucała fotki na Twittera i zajadała się pizzą, a tymczasem w Rosji anulowano transmisję z Teatru Dolby w obawie przed odwołaniami do krymskiej inwazji.
Od początku było wiadomo, że „Zniewolony”, czyli ekranizacja autobiografii Solomona Northupa, Afroamerykanina sprzedanego w 1841 roku do niewoli, jest skazany na sukces. Że to film niejako uszyty na miarę – w zgodzie z polityczną poprawnością i obecną amerykańską prezydenturą, z myślą o wieloletnich filmowych zaniedbaniach w swoim temacie. Steve McQueen nakręcił film z wyraźną misją i (…) przeszedł właśnie do historii kina jako pierwszy czarnoskóry reżyser, którego film nagrodzono najważniejszym Oscarem. Drugim zwycięzcą, choć poniekąd i wielkim przegranym, okazała się nagrodzona aż siedmioma statuetkami „Grawitacja” Alfonso Cuaróna – cudowna filmowa hybryda, łącząca widowisko, wykorzystujące twórczo najnowsze technologie, z minimalistyczną poezją science-fiction. Kosmiczna odyseja Cuaróna ma swoje mielizny(…). Szkoda jednak, że to nie „Grawitacja” zgarnęła statuetkę dla najlepszego filmu roku. Jeśliby szukać w minionym sezonie tytułu pozwalającego z optymizmem popatrzeć w przyszłość kina, to był nim właśnie film Cuaróna, nagrodzony m.in. za reżyserię, zdjęcia, montaż i muzykę.


„Tygodnik Powszechny”: Pożegnanie – Paco de Lucía (1947–2014)

„Sprzedano półtora miliona egzemplarzy płyty z jego udziałem. Była mniej ważna od wielu innych, które nagrał. Ale kipiała tą samą czystą i żywą, niepodrabialną muzyczną energią” – Jan Błaszczak wspomina Paco de Lucię.
Urodził się pod Kadyksem, na południe od Wybrzeża Słońca, i mogło się zdawać, że to właśnie rozpalona kula wzniecała żar w jego muzyce. Towarzyszyła mu także w chwili, gdy niespodziewanie zmarł. Bawił się właśnie z wnukami na piaszczystej plaży meksykańskiego kurortu. Miał 66 lat, był legendą flamenco i bohaterem Hiszpanii. Nie był klasycznym showmanem. Nie był gwiazdą, która błyszczy odbitym światłem jupiterów. Kochał Hiszpanię, ale od czasu do czasu opuszczał ją, by odpocząć od sławy. Wówczas wybierał się do Meksyku, gdyż odpowiadał mu tamtejszy klimat i kojąca barwa Morza Karaibskiego. Dla polskich fanów grał w lipcu 2013 r., w ramach Warsaw Summer Jazz Days. Nikt nie przypuszczał, że będzie to ich ostatnie spotkanie. Marcin Olak – gitarzysta, który gra zarówno jazz, jak i muzykę kameralną czy współczesną, mówił: „Widać było, że to jest pan, który zagrał już bardzo dużo koncertów i ten występ na festiwalu stanowi dla niego pewien wysiłek. Widać było, że ma już swoje lata(…). Niesamowita była metamorfoza, którą przeszedł na scenie. Usiadł (…), sięgnął po gitarę i zagrał niesamowicie. To była po prostu czysta, żywa energia.”

„Tygodnik Powszechny”: Biebrzańskie łąki zagrożone. Koszenie z unijnych dopłat może szkodzić [Wojciech Mikołuszko]

Zapobiegające zarastaniu łąk przez krzewy i drzewa koszenie miały zagwarantować cennym ekologicznie łąkom unijne dopłaty. Biebrzański Park Narodowy oddał dzierżawcom łącznie 1,3 tys. hektarów, a ci podjęli się koszenia, korzystając z unijnych dopłat. Jednak koszenie okazuje się w wielu przypadkach... szkodliwe.
Dzierżawcy stanęli przed dylematem: jak skosić tysiące hektarów? I wpadli na pomysł wykorzystania... ratraków, czyli maszyn ubijających śnieg na narciarskich stokach. Dzierżawcy zaopatrzyli je w system tnący i w kolce na gąsienicach. Ratraki zgniatały cenne kępy turzyc i wyrównywały strukturę łąki – pisze Wojciech Mikołuszko. „Kępy turzyc to idealne miejsce do gnieżdżenia się rzadkich ptaków: wodniczki, rycyka, dubelta. Chętnie je wykorzystują także drobne gryzonie, które z kolei są pożywieniem ptaków drapieżnych. Taka zróżnicowana struktura sprzyja też rzadkim roślinom. Na kępach rosną storczyki, a w dolinkach mechowiska” – mówi dr Cezary Werpachowski, botanik z BPN. Tymczasem w miejscach, gdzie zawracały ratraki, nie ma już kępek, dolinek, ani mechowisk. Dr Werpachowski twierdzi, że z dwudziestu kilku gatunków roślin pozostało ledwie trzy. Całość to rozjeżdżona błotnista breja.


„Tygodnik Powszechny”: Dodatek – Magazyn literacki „Książki w Tygodniku”

Przewodnim tematem tego literackiego dodatku jest „miłość niemożliwa” – bolesność uczuć, jakiej coraz częściej doświadczamy.
Literatura potrafi pochwycić ducha czasu lepiej niż dzieła socjo- czy psychologów. Skoro tak, to czy książki Patrycji Pustkowiak lub Marty Syrwid, dla których bohaterek „odkochanie zwiększa stężenie endorfin silniej niż zakochanie”, książki, o których pisze Magdalena Nowicka, nie powinny nas głęboko zaniepokoić? Podobnie jak erotyczna utopia Ignacego Karpowicza – którą opisuje Dariusz Nowacki? I czy drugą stroną tego samego medalu nie jest olbrzymia popularność – tak zdawałoby się niedzisiejszych – powieści Jane Austen? (pisze o tym Agnieszka Sabor.) W „KwT” także premiera! Można tu bowiem znaleźć fragment niedrukowanej jeszcze powieści Olgi Tokarczuk „Xięgi Jakubowe”, która do księgarń trafi dopiero jesienią. Pisarka kreśli obraz żydowskiego świata, w którym pojawia się tajemniczy prorok. Obok zaś prozy Magazyn przynosi poezję – nowe wiersze Tadeusza Dąbrowskiego. Poza tym zaś m.in. książki, które wybrał Ziemowit Szczerek, esej Jerzego Franczaka o Slavoju Žižku, szkice o „książkach pobożnych” (ks. Adama Bonieckiego) i książkach

GLK. Informacja nadesłana

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.