fesstiwal słowa w piosence
--

Noir sur Blanc - rocznica wybuchu I wojny światowej

Nowości [06.06.14]

Dla Polaków zdecydowanie ważniejszą datą jest na pewno koniec tej wojny, jednak dla historii Europy Zachodniej, a szczególnie dla Niemców, Francuzów i Anglików ta wojna ma szczególne znaczenie.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

1. 1914, Jean Echenoz

Nota o książce:

Rok 1914. Rozpoczyna się wojna, która dopiero później zostanie nazwana pierwszą wojną światową. Bohaterami jest pięciu mężczyzn – z różnych środowisk i o różnym statusie społecznym – oraz jedna kobieta. Zostają zmobilizowani i wyruszają na front. Każdy jest zaledwie trybikiem w wielkiej machinie wojennej i zostanie w nią wciągnięty, nie mając właściwie poczucia celu ani sensu tego, co się dzieje. Nie wiadomo, który z nich zginie i w jaki sposób, który wróci do domu, kiedy i w jakim stanie.

Kilka słów o Autorze: 

Jean Echenoz (ur. w 1947 r.) jest jednym z najwybitniejszych współczesnych pisarzy francuskich. Ukończył socjologię i studia inżynierskie. Debiutował w roku 1979 powieścią Le Méridien de Greenwich. Zasłynął jako autor powieści ludycznych, które, posługując się tonacją pastiszu bądź parodii, odwołują się do formy powieści przygodowej, sensacyjnej, szpiegowskiej czy też czarnego kryminału.

W roku 1983 otrzymał Prix Médicis za powieść Cherokee, a w roku 1999 Prix Goncourt za Je m’en vais (Odchodzę, wyd. polskie 2008).

Po polsku ukazały się także powieści: Ravel (uhonorowany Prix François Mauriac), Długodystansowiec (opowiadający losy Emila Zatopka) oraz Błyskawice (fabularyzowane dzieje niezwykłego wynalazcy Nikoli Tesli) – tworzące cykl trzech różnych, lecz w równym stopniu pasjonujących życiorysów, a także Park (Lac) oraz Przy fortepianie (Au piano).

Fragment książki:

Gdy dojeżdżał do miasta, zobaczył ludzi, którzy wychodzili z domów, gromadzili się i szli w stronę placu Royale. Dzień był upalny. Ludzie wyglądali na zdenerwowanych i podnieconych, rozglądali się wokół, nawoływali, wykonywali jakieś gorączkowe gesty. Anthime zostawił rower w domu i dołączył do głównego nurtu płynącego zewsząd w stronę placu, na którym mrowił się już radosny tłum. Wszyscy wymachiwali flagami i butelkami alkoholu, cisnęli się i gestykulowali, ledwie zostawiając wolną drogę dla wozów konnych, które już transportowały grupy mężczyzn. Wyglądali na zadowolonych z mobilizacji. Słychać było gwałtowne dyskusje, głośne śmiechy, hymny i fanfary, patriotyczne okrzyki przerywane końskim rżeniem.

Z drugiej strony placu, obok sklepu z jedwabiami, na rogu ulicy Crébillon, z dala od rozognionego i spoconego tłumu, Anthime spostrzegł Charles'a i z daleka bezskutecznie próbował uchwycić jego spojrzenie. Potem zaczął się do niego przeciskać. Charles miał na sobie swój codzienny strój, w którym chodził do biura w fabryce: dopasowany garnitur i jasny, wąski krawat; trzymał się na uboczu i spoglądał obojętnie na tłoczących się ludzi. Na szyi jak zwykle wisiał mu aparat fotograficzny Rêve Idéal kupiony w sklepie Girard&Boitte. Kierując się w jego stronę, Anthime starał się rozluźnić i usztywnić jednocześnie, co było sprzeczne samo w sobie, lecz nieodzowne, by zwalczyć coś w rodzaju onieśmielenia w kontakcie z bra­tem, które, niezależnie od okoliczności, zawsze odczuwał. Tamten ledwie spojrzał mu w twarz, skupiając się na sygnecie, który Anthime nosił na małym palcu.

O, powiedział Charles, to coś nowego. I w dodatku nosisz go na prawej ręce. Zwykle nosi się na lewej. Wiem, przyznał Anthime, ale to nie dla ozdoby, tylko dlatego, że boli mnie nadgarstek. Ach tak, zgodził się łaskawie Charles, i to ci nie przeszkadza, kiedy podajesz ludziom rękę. Rzadko podaję ludziom rękę, odpowiedział Anthime, ale mówię ci, że to na ból nadgarstka. Jest trochę toporny, ale skuteczny. To coś magnetycznego. Magnetycznego, powtórzył Charles z nieznacznym uśmieszkiem i jednocześnie dmuchnął lekko przez nos, potrząsnął głową, wzruszył ramionami, odwrócił wzrok — wszystko to w ciągu sekundy, i Anthime znów poczuł się upokorzony.

A tak w ogóle, próbował kontynuować, wskazując kciukiem ludzi z transparentami, co o tym myślisz? To było nieuniknione, odpowiedział Charles, mrużąc jedno ze swoich zimnych oczu, drugie przykładając do wizjera aparatu, ale góra dwa tygodnie i będzie po wszystkim. Nie jestem tego taki pewien, Anthime po­zwolił sobie na sprzeciw. Jutro się okaże, powiedział Charles.


Tytuł: 1914
Autor: Jean Echenoz
Przekład: Anna Michalska
Projekt okładki: Tomasz Lec
Opracowanie graficzne: Tomasz Lec
Kategoria: literatura piękna
Wydawca: Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Miejsce i rok wydania: Warszawa, premiera: maj 2014
Wydanie: I
Objętość:
Format: 145 x 235 mm
Oprawa:
ISBN: 978-83-7392-475-8
Cena katalogowa: 19, 00 zł

Podoba mi się, kupuję:

 

 

2. Odcięta ręka i inne wojenne opowieści, Blaise Cendrars

Nota o książce:

 

Odcięta ręka to druga część czterotomowego cyklu autobiograficznego. Tytuł nawiązuje do tragicznej okoliczności, gdy podczas pierwszej wojny światowej, walcząc jako ochotnik w Legii Cudzoziemskiej, Cendrars został ciężko ranny i stracił rękę. Miało to dla jego osobowości twórczej olbrzymie znaczenie; ukazuje to moment, kiedy patrząc w niebo, widzi gwiazdozbiór swej utraconej dłoni. Książka powstała między 1944 a 1946 rokiem. Trzeba było trzydziestu lat, by pisarz znalazł sposób na opisanie bezlitosnej i anonimowej maszynerii konfliktu światowego; uczynił to w formie opowieści o żołnierzach z jego oddziału, o każdym z osobna, bardzo szczegółowo i z męską czułością. To wielka proza pacyfistyczna: opis bezsensownego cierpienia, okrutnych, poniżających śmierci, wreszcie bezgranicznej głupoty tych, którzy kierują wojną zza biurek.

Odcięta ręka po raz pierwszy została wydana w Polsce w 1965 r. Nasza oficyna wznowiła ją w roku 1999, sukcesywnie wydając także inne książki Cendrarsa, wcześniej u nas niepublikowane. To pisarz trochę obecnie zapomniany, choć bardzo dobrze znany tym nieco bardziej wtajemniczonym w literackie labirynty. W jego twórczości życie bez przerwy przeplatało się z fikcją, Cendrars bardzo konsekwentnie tworzył własną legendę, ale bez względu na to, czy chcemy owe sploty rozplątywać, czy wolimy poddać się po prostu urokowi jego prozy, warto sięgnąć po jego utwory.

Wydanie, które obecnie prezentujemy naszym czytelnikom różni się znacznie od tego, które znamy z roku 1999. Książka, poprzedzona przedmową Miriam Cendrars, córki pisarza, to zbiór wszystkich tekstów prozatorskich Blaise’a Cendrarsa poświęconych I wojnie światowej. Otwiera ją podpisany przez autora w roku 1914 Apel do cudzoziemców mieszkających we Francji. Oprócz tytułowej Odciętej ręki (1946), znalazły się tu opowiadania Kanalarz z Londynu (1937) i W ciszy nocnej (otwierające powieść Rażony gromem z 1945 roku), a także mało znany i niepublikowany w Polsce pierwszy tekst Cendrarsa o wojnie, ekspresyjna nowela Zabiłem, opublikowana już w roku 1918, oraz opowiadanie Krwawiłem (1938), jedyny tekst pisarza, w którym mówi on o amputacji swojej prawej ręki. Obszerne przypisy znawców przedmiotu, Claude’a Leroy, wydawcy „Dzieł zebranych” Cendrarsa, oraz Michèle Touret, rzucają nowe światło na biografię i twórczość pisarza.

Kilka słów o Autorze:

Blaise Cendrars (1887-1961), francuski pisarz pochodzenia szwajcarskiego, uchodzący za jednego z najwybitniejszych twórców naszego wieku, to człowiek o biografii tak barwnej, że aż nieprawdopodobnej. Urodzony jako Frédéric-Louis Sauser-Hall, już jako piętnastolatek uciekł z domu i wyruszył na pierwszą włóczęgę po świecie. Z poznanym przypadkowo w Monachium kupcem Rogowinem podróżuje po Rosji, Chinach, Indiach i Persji. Po krótkim pobycie w Paryżu ponownie wyrusza do Rosji, a następnie do Ameryki Północnej. W trakcie kolejnego pobytu w Paryżu publikuje swój pierwszy wielki poemat Wielkanoc w Nowym Jorku, który wprawił w zdumienie i zachwyt paryskie środowiska literackie, a niedługo potem Prozę transsyberyjskiej kolei, poemat ujawniający w pełni jego poetycki talent i nowatorstwo. W 1914 roku wstępuje do Legii Cudzoziemskiej, a rok później, ranny w bitwie pod Roye w Szampanii, traci prawą rękę. Kalectwo w niczym nie ogranicza jednak jego pasji do podróżowania, której pozostał wierny przez całe życie. Podróżuje po najdalszych zakątkach globu, w tym do krajów Ameryki Południowej - Argentyny, Brazylii i Paragwaju. W trakcie tych burzliwych lat próbuje najrozmaitszych zajęć i zawodów - jest żonglerem w cyrku, traktorzystą, konwojentem na statkach, biznesmenem, filmowcem, a do tego brawurowym kierowcą.

Dopiero w 1940 roku, osiadłszy w Aix-en-Provance, zabiera się do pisania "Kronik", czterech tomów fascynującej prozy (Rażony gromem, Odcięta ręka, Od portu do portu i Gwiezdna Wieża Eiffla), składających się na autobiograficzny cykl, w którym zbudował własną legendę poety-obieżyświata, a zarazem stworzył porywający mit przygody, podróży jako sposobu istnienia, z czym wiązał się także wybór określonych wartości: odrzucenia mieszczańskiej kultury, jej sztywnych form i pozorów oraz kultu pieniądza. Ten zafascynowany światem poszukiwacz przygód, obdarzony wyjątkowym darem obserwacji, jako pisarz ukazuje wielką erudycję i przenikliwość umysłu. Na polu literatury był programowym kontestatorem, ostentacyjnie odcinającym się od literackich trendów i salonów, mimo niekwestionowanego udziału w artystycznej rewolcie początku wieku. Był twórcą nie naginającym się do żadnych rygorów, który potrafił - być może dzięki temu - połączyć w zadziwiającą jedność świat autentycznych przeżyć i literacką fikcję.

"Oswajając się z tą zawiłą prozą - pisze w przedmowie do "Rażonego gromem" Julian Rogoziński, zapalony wielbiciel twórczości Cendrarsa i znakomity tłumacz jego dzieł - rozczytując się w niej, zapuszczając się w ten labirynt wspomnień i nieoczekiwanych skojarzeń, w te składniowe meandry, przy których fraza Proustowska mogłaby się niekiedy wydawać szczytem klarowności i prostoty, stwierdzamy, iż chaos to tylko rzekomy, pozorny: maska żelaznych rygorów. Obserwujemy tu wszędzie zadziwiającą jednolitość stylu i materii słownej. (...) Styl Cendrarsa odbija, rzec można, działanie pamięci, funkcjonuje jak ona, rządząc się własnymi kategoriami czasu i przestrzeni. Nie jest to jednak chaos monologu czysto subiektywnego, wypowiadanego przez podmiot dla potrzeb katharsis psychicznej (...). Chodzi przede wszystkim o kompletne wypowiedzenie siebie w swoich związkach ze światem, o możliwie ścisły obraz mikrokosmosu ujętego w makrokosmos".

Fragment książki:

Do drabów z dawnej Legii zaliczał się między innymi facet szczególnie wredny, którego przydzielono oczywiście do mojego oddziału. Mruk wyniosły i kłótliwy. Nazywał się Griffith, Arthur Griffith, i był Anglikiem, ale z gatunku Anglików histerycznych — kłębek nerwów — migrenowatych, melancholijnych, tłumiących w sobie wszystko z wyjątkiem przypływów lodowatego humoru, tyleż nagłych, co wściekłych. W wieczór swojego przybycia Griffith chwiał się na nogach. Był chory. Stary legionista złamał się, wyczerpany do cna. A że właśnie tkwiliśmy w okopach Żabiarni (La Grenouillère), siedząc w wodzie po brzuchy, zaniepokoiłem się o faceta i zaprosiłem w gościnę do swojej ziemianki wykopanej w zboczu pagórka, gdzie płonął suty ogień.

— Nie wtrącaj się, kapralu — mazgnął i poszedł zaszyć się w dziurze indywidualnej, porzuconej od dawna, z niedobrą bowiem wystawą i pełną błota, skąd usłyszałem najpierw, jak rzuca tornister, prowiant i karabin, a potem jak, przeklinając, sypie licznymi Goddam! i Blade!

Żabiarnia była paskudnym zakątkiem. W dzień częstowano nas drobnymi pociskami okrętowymi, nocą groziła nam wciąż napaść patroli nieprzyjacielskich, które usiłowały nas zaskoczyć, podkradając się na łodziach. Bo ten mały posterunek, leżący gdzieś u diabła na zapiecku, był możliwie jak najdalej wysunięty wśród bagien i stanowił jedyny sektor okopów na prawym brzegu kanału Sommy, z wylotem na wprost głównych niemieckich okopów lewobrzeżnych, toteż celny ogień naszych czatowników przeszkadzał wrogowi w dostawach prowiantu i zmianach oddziałów. A ponadto, że nasz pluton ochotniczy dysponował tylko jedną mitraliezą, kazałem zainstalować, bez wiedzy oficerów, dobrze zamaskowaną w rowie strzeleckim i wśród sitowia, baterię złożoną z dubeltówki i siedemnastu lebelów osadzonych w ramie, tak że jeden człowiek mógł wypalić z wszystkich równocześnie albo prażyć z przerwami, operując dźwignią lub żelaznym prętem, o najbardziej nieprzewidzianych godzinach dnia czy nocy. Całość była nakierowana na wiszącą kładkę, której koniec, wrzepiony w prawy brzeg kanału, obserwowaliśmy przez lunetę, daleko poza liniami, od strony Péronne. Ale strzelaliśmy na chybił trafił i dlatego nie wiem, czy nasza zamaskowana bateria wyrządzała Niemcom wiele szkód, niemniej kule, które dyżurujący w rowie żołnierz wysyłał tuż nad powierzchnią wody, a robił to, kiedy chciał, często trawiony chandrą, a jeszcze częściej po prostu dla zabicia czasu, podnosiły straszliwy hałas i budziły noc echami wśród brzegów tak ostrymi, że czatownicy z innych odcinków, nieuświadomieni o naszej zasadzce, głowili się, co to może być za tajemnicza, nieznana broń, która odzywa się ni stąd, ni zowąd w sektorze, i dostawali gęsiej skórki, ale też owe szatańskie detonacje, nadlatujące od nas, dodawały im otuchy.

Tej nocy dyżur w rowie strzeleckim objął z kolei Griffith, ja zaś, niepokojąc się mocno o nowo przybyłego — chorował przecież, a ponadto był cherlakiem (ogryzek nie mężczyzna) — jak sobie poradzi na posterunku tak paskudnym, wstąpiłem tam, żeby zobaczyć, co porabia nasz Anglik. Drań, rozebrany do naga, to pakował bagnet w błocko, to znów go wyciągał, i zawołał na mój widok:

— Goddam, kapralu! Klawo tu, no nie? Założę się, że na dnie pełno węgorzy!

Rossi, herkules jarmarczny, włochaty jak niedźwiedź, kolos, który nigdy nie mógł znaleźć okopów dość na jego wzrost głębokich, toteż ładował się w pierwszą napotkaną dziurę i nie chciał z niej wyłazić, dopóki pozostawaliśmy na pierwszej linii; Meyrowitz, poeta żydowski z ulicy des Rosiers, który utrzymywał, że cierpi na kurzą ślepotę, i wycyganił od pułkowego konowała świadectwo zwalniające go od wszelkiej służby nocnej; Coquoz, windziarz z hotelu Meurice, delikacik, ale też nasz kozioł ofiarny, ilekroć bowiem nadciągało niebezpieczeństwo, robił dosłownie w portki; Goy, majster u Gaveau, najpiękniejszy mężczyzna w kompanii, wesoły, obrotny, przedsiębiorczy, nucił wciąż i pogwizdywał po całych dniach, jak gdyby nie przejmował się niczym, ale był lunatykiem, w noce pełni księżyca wybiegał na no man's land, tańczył przed drutami kolczastymi, ciskając granaty ręczne w każdą kałużę, gdzie tylko odbijał się nasz satelita, i kropiąc z karabinu do gwiazd; i wielu jeszcze innych nieboraków, u których obserwowałem przeróżne dziwactwa, ewakuowanych, zwolnionych ze służby, poległych lub zaginionych bez wieści, ludzi z mojej ekipy, dzięki którym zgromadziłem znakomitą kolekcję fenomenów, tak — ale podobnego ptaszka jak ten numer, co przytryndał się do mnie z Afryki, takiego postrzeleńca, którego mógłbym porównać z tym opętanym Griffithem, nie, jeszcze nigdy, o nie!

W cywilu, nim ugrzązł w Legii, Griffith był kanalarzem, drobnym poczciwym funkcjonariuszem londyńskiego magistratu, punktualnym i sumiennym, jak mi to później uparcie dawał do zrozumienia. Ale tego dnia, kiedy opowiedział mi swoją przygodę w Banku Angielskim, której był bohaterem, pojąłem, że miał powód, aby dostać bzika.

Każdy inny też by dostał — przynajmniej.

 

Tytuł: Odcięta ręka i inne wojenne opowieści
Tytuł oryginału: La main coupée et autres récits de guerre
Autor: Blaise Cendrars
Przekład: Julian Rogoziński, Jacek Giszczak
Przedmowa: Miriam Cendrars
Projekt okładki: Witold Siemaszkiewicz
Opracowanie graficzne: Tomasz Lec
Kategoria: literatura piękna, autobiografia
Wydawca: Oficyna Literacka Noir sur Blanc
Miejsce i rok wydania: Warszawa, premiera: czerwiec 2014
Wydanie: II
Objętość: 432 strony
Format:  145 x 235 mm
Oprawa: miękka
ISBN:  978-83-7392-477-2
Cena katalogowa: 39, 00 zł

Podoba mi się, kupuję:

 

 

GLK. Informacja nadesłana

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.