fesstiwal słowa w piosence
--

"Prymas w Stoczku"

Nowości [20.09.13]

Wydawnictwo Promic poleca książkę wydaną w 60. rocznicę uwięzienia Prymasa Stefana Wyszyńskiego w Stoczku Klasztornym.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

„Pomyślał o świętym Pawle. On też był więźniem i to doświadczenie potrafił wykorzystać zarówno do tego, by przybliżyć się do Pana, jak  i do gorliwej pracy apostolskiej. Z jego listów przebijała taka siła, iż trudno było podejrzewać, by dał się opanować niewoli strachu i podejrzliwości. Nawet tam więcej myślał o innych niż o sobie, podnosił na duchu, krzepił, pokazywał nadzieję. (…) cieszył się, że ma przy sobie dwoje ludzi, którzy będą potrzebować jego duchowej opieki i przewodnictwa. Wciąż jest biskupem, a skoro nie może służyć tam, gdzie postawił go Ojciec Święty, to będzie nim dla nich. A także dla tych wszystkich, którzy się tu znaleźli, aby go pilnować. Dziwna ta więzienna diecezja, widocznie jednak Bóg miał jakiś cel, skoro go tutaj doprowadził. Prymas uśmiechnął się”.

Stoczek Klasztorny – miejsce uwięzienia Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Właśnie tu, w zimnych murach starego klasztoru, 8 grudnia 1953 roku, złożył On akt oddania się w niewolę Maryi, akt, który po wielu latach doprowadził Polskę do wolności.

Książka Pawła Zuchniewicza napisana specjalnie w związku z przypadającą w tym roku 60. rocznicą uwięzienia kardynała Stefana Wyszyńskiego. Przejmująca powieść o odwadze, godności i sile wiary, przeplatana osobistymi zapiskami Prymasa i raportami ks. Skorodeckiego, towarzysza niedoli, i zarazem, jak wskazują okoliczności,  TW o pseudonimie „Krystyna”.

Tytuł: "Prymas w Stoczku"
Autor: Paweł Zuchniewicz

Cena detaliczna: 26.90
Numer ISBN: 978-83-7502-435-7
Format: 140 x 225 mm
Stron: 272
Wydanie: I
Oprawa: miękka
Data premiery: 28.08.2013

Fragment:

 

Usłyszał kroki i głosy na korytarzu. Czyżby przywieźli Prymasa? Bał się tego spotkania i przez cały dzień myślał, co ma powiedzieć.

W czasie pobytu w Rawiczu dotarła do niego wiadomość, że bezpieka wzywała na rozmowę księdza Czesława Wojciechowskiego na „rozrabianie Wyszyńskiego”, lecz ten odmówił. Być może dlatego z nim postąpili inaczej. Najpierw dali mu posmakować nowego miejsca, lepszych warunków, aby mógł lepiej docenić, co straci, jeśli odmówi współpracy. „Na wasze miejsce znajdzie się wielu”. Dużo myślał o tych słowach, gdy rozstał się z ubekiem. A poza tym przecież nie wiadomo, kogo wybiorą, czy jego ewentualny zastępca nie okaże się pozbawionym skrupułów donosicielem, który zaszkodzi Prymasowi? Pisząc meldunki, będzie miał wpływ na dobór treści, może więc gra jest warta świeczki? Tylko co z siostrą? Był teraz praktycznie pewien, że ona też ma takie zlecenie. Ubecy będą porównywać ich zapiski.

Znowu pukanie. Za drzwiami stał poznany poprzedniego dnia mężczyzna.

– Prymas przyjechał. Idźcie, przedstawcie się, że jesteście kapelanem.

Wyszli na korytarz i zbliżyli się do białych drzwi. Mężczyzna oddalił się. Skorodecki przez chwilę zbierał się na odwagę. Wreszcie zapukał.

– Proszę! – głos brzmiał dostojnie, żeby nie powiedzieć władczo. Pod księdzem ugięły się nogi. Opanował się jednak, nacisnął klamkę i wszedł.

Prymas zatrzymał się. Stanisław zobaczył w jego dłoni różaniec – widocznie chodził po pokoju i modlił się. Jego szczupłą postać okrywała prosta czarna sutanna, nie miał na sobie żadnych insygniów biskupich oprócz krzyża i pierścienia na palcu, a jednak nawet bez tego wyglądał jak książę. Na jego wychudłej twarzy znać było zmęczenie późną porą i podróżą, jednak to dodawało mu jeszcze więcej szlachetności. Przyglądał się księdzu badawczo, ale bez podejrzliwości ani strachu, który tak często gościł w oczach współwięźniów księdza, a pewnie i w jego własnych.

– Pochwalony Jezus Chrystus – powiedział cicho Stanisław.

– Na wieki wieków. Amen.

Ksiądz zrobił kilka kroków i padł na kolana, aby ucałować pierścień. Z jego oczu pociekły łzy.

Prymas chwycił go pod ramiona i podniósł.

– Po co płakać? Lepiej się przedstawić.

– Nazywam się Stanisław Skorodecki, z Ropczyc w diecezji tarnowskiej – powiedział rwącym się głosem. – Siedziałem w Rawiczu, przywieźli mnie tu wczoraj wieczorem. Księże Prymasie! – wybuchnął znowu szlochem – co Eminencja sobie o mnie pomyśli! A oni mi powiedzieli, że mam być kapelanem Prymasa.

– Tak, dla księdza to jest drastyczna sytuacja. Ale o tym później.  Na razie proszę, aby ksiądz nie uważał się za kapelana. Taką nominację mogę dać tylko ja sam, a nie władze bezpieczeństwa. Chcę widzieć w księdzu tylko współbrata – więźnia, jak i ja sam jestem więźniem. A resztę wyjaśni przyszłość. Niech ksiądz teraz idzie spać, zaczniemy jutrzejszy dzień od Mszy świętej, a później sobie pomówimy.

Skorodecki sięgnął po chusteczkę i otarł oczy.

– Siedzę już prawie trzy lata. U nas w celi był taki zwyczaj, że jak dawali nowego, to mówiło się przy nim, ale tak, by nie dawać powodu do donosu. Nie odtrąca się go, ale i nie dopuszcza do pełnej konfidencji.

– Dobrze już, dobrze. Za co księdza posadzili?

– Oficjalnie byłem oskarżony o założenie organizacji mającej na celu zbrojne obalenie ustroju. Ale naprawdę chodziło o pracę z młodzieżą. Nie podobało im się, że tak lgną do Kościoła.

– Obaj mamy szansę dzielić to ogólnonarodowe cierpienie. Możemy być wdzięczni Opatrzności.

Zdziwił się. W ciągu tylu lat więzienia nie przyszło mu do głowy, aby za nie dziękować. Owszem, był wdzięczny Bogu, gdy dostawał paczkę z domu albo gdy na widzenie przyjeżdżali rodzice, odczuwał także wdzięczność za to, że znalazł się tutaj – w warunkach nieporównanie lepszych niż w Rawiczu: przestronny dom, ogród, brak więziennego rygoru. Ale żeby dziękować za uwięzienie? Nie skomentował jednak słów Prymasa. Był zbyt onieśmielony, żeby nie powiedzieć przygnieciony autorytetem urzędu współwięźnia, a przede wszystkim jego postawą – naturalną, ciepłą  a jednak zarazem pełną jakiejś wewnętrznej godności.

-Niech ksiądz idzie teraz spać. Będziemy mieli jeszcze dużo czasu na rozmowy.

-Skorodecki opuścił pokój. Po chwili znowu rozległo się pukanie.

– Proszę!

W drzwiach ukazała się zakonnica w znanym Prymasowi, noszonym przez wiele polskich sióstr, habicie. Otworzył szeroko ramiona:

– Rodzina Maryi – powiedział. – Widzę, że nie zginiemy.

Na to głośno wypowiedziane powitanie kobieta skuliła się w sobie.

– Jestem Maria Leonia Graczyk – powiedziała półgłosem, jakby bała się, że ktoś może usłyszeć to jej proste przedstawienie się.

Prymas zbliżył się. Upadła na kolana i ucałowała go w rękę.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.