fesstiwal słowa w piosence
--

Recenzja: "Brzechwa nie dla dzieci" Mariusz Urbanek

Recenzje [25.09.13]

Swoją córkę zobaczył po raz pierwszy, kiedy miała 9 lat. Jego znajomi wspominają, że bał się dzieci. Ale to właśnie dla nich napisał najlepsze utwory w swojej karierze. Chociaż nigdy nie chciał przejść do historii literatury jako genialny bajkopisarz. Wolałby, żeby pisano o nim: Jan Brzechwa - poważny poeta liryczny.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Do powszechnie znanego obrazu Brzechwy jako bajkopisarza i twórcy poezji dla dzieci Mariusz Urbanek dopisuje jeszcze trzy portrety: autora tekstów satyrycznych, świetnego prawnika, specjalizującego się w prawie autorskim (które w latach 30. XX w. dopiero w Polsce raczkowało) oraz poety - oportunisty, piszącego na zamówienie władzy.

Poetą dla dzieci stał się trochę przez przypadek. Jego twórczość dla dorosłych nie została dobrze przyjęta przez krytyków. Szukał swojego o miejsca w poezji i u Skamandrytów, i u futurystów, ale bez powodzenia. Anegdota głosi, że wiersze, które złożyły się później na pierwszy tom utworów dla najmłodszych, napisał chcąc zaimponować pewnej przedszkolance, która wpadła mu w oko podczas pobytu w Otwocku. Zaniósł później te żartobliwe utwory do jednego z wydawnictw, które, ku zdziwieniu poety, chciało je wydać jako książeczkę dla dzieci. I tak, tuż przed gwiazdką 1937 r. , kiedy do księgarń trafił tomik „Tańcowała igła z nitką”, narodził się Brzechwa – bajkopisarz. „Bardziej zdolny” kuzyn poety Bolesław Leśmian był tomikiem zachwycony, recenzenci też bardzo go chwalili, ale pedagodzy i nauczyciele, zarzucali Brzechwie, że te wiersze nie nadają się dla najmłodszych, ponieważ są zbyt skomplikowane i abstrakcyjne.

Dyskusja o tym, czy Brzechwa jest odpowiednim poetą dla najmłodszego pokolenia powróciła na początku lat 90. XX w. Ale zmieniła się argumentacja krytyków poety. Tym razem nie liczyła się wartość literacka i pedagogiczna jego wierszy, a pochodzenie oraz postawa Brzechwy wobec partii komunistycznej. Bo czy poeta o żydowskich korzeniach, który pisał wiersze sławiące komunizm, jest godnym tego, by jego imieniem nazywać szkoły podstawowe? Dzieci, rodzice i nauczyciele nie mieli wątpliwości - dla nich liczyła się wartość literacka twórczości Brzechwy, sprzeciw zawsze wyrażali nadgorliwi lokalni politycy. Tej części recepcji twórczości poety Mariusz Urbanek poświęca kilka ostatnich rozdziałów biografii. Cytuje także swój znakomity felieton na ten temat (wydrukowany wcześniej w miesięczniku „Odra”), który miał bardzo ciekawe i zabawne reperkusje.

Z fragmentów biografii ukazujących Brzechwę jako satyryka wyłania się bardzo kolorowy i urokliwy obraz życia literacko-kabaretowego w międzywojniu. Pisarz współpracował wówczas z wieloma teatrzykami rewiowymi i kabaretami. Całkiem nieźle mu się powodziło. Doskonale ubrany i elegancki brylował na literacko-kabaretowych salonach. W tym czasie zaczął odnosić także sukcesy jako prawnik specjalizujący się w prawie autorskim. Ta część działalności Brzechwy była jak dotąd najmniej znana. Mało kto pamięta, że to właśnie on był jednym z założycieli ZAiKS-u i jego wieloletnim prezesem.

O Brzechwie oportuniście czytało się najmniej przyjemnie. Potoczysta dotąd narracja w tych rozdziałach zwalnia i musimy przebrnąć przez cytowane przez Mariusza Urbanka bardzo słabe utwory poety z tego okresu. Poza tym trudno się pogodzić z tym, że autor „Akademii Pana Kleksa” i „Kaczki Dziwaczki” stworzył tak wiele okropnych, socrealistycznych gniotów, ponieważ takich propagandowych utworów oczekiwała od niego władza.

Najciekawsze są ostatnie rozdziały biografii, bo to z nich dowiadujemy się, jakim człowiekiem był Brzechwa prywatnie. W tych końcowych fragmentach książki wspominają poetę znajomi i przyjaciele, m. in. Stefania Grodzieńska, która przed każdym ważnym przyjęciem dzwoniła do Brzechwy i radziła się w sprawach elegancji i savoire-vivre'u. W tych wspomnieniach poeta to niezwykle życzliwy, uczynny, ciepły i pełen empatii człowiek.

Książkę kończy rozmowa z córką poety - Krystyną Brzechwą. Ogromna szkoda ten wywiad jest tak krótki i w gruncie rzeczy powtarzają się w nim tezy i fakty, o których przeczytaliśmy już kilka rozdziałów wcześniej. Niestety, wnosi on niewiele do naszej wiedzy o poecie.

Książka Mariusza Urbanka pozostawia czytelnika z niedosytem. Pod względem merytorycznym nie można jej niczego zarzucić, a jednak ta opowieść nie porywa. Nie dlatego, że życie Brzechwy nie było interesujące. Miejscami czyta się tę książkę jak rozbudowane hasło encyklopedyczne, podające tylko suche fakty. A przecież od biografii oczekujemy czegoś więcej. Najbardziej żałuję, że nie odnalazłam w tej książce odpowiedzi na pytanie: Jak to możliwe, że człowiek, który nie przepadał za dziećmi, który przez wiele lat nie szukał kontaktu z własną córką, tak doskonale wiedział jak trafić do najmłodszego czytelnika?

Agnieszka Błaszczyk

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.