fesstiwal słowa w piosence
--

Wszystko się skończyło...

Recenzje [21.05.12]

Smutny to zbiór, ten Pan Swen Gabriela Leonarda Kamińskiego. Powiedziałbym nawet, że przygnębiający potrójnie, bo i opowiada o trzech końcach trzech różnych światów: dwóch realnych i jednego metafizycznego. Pierwszy z nich to niemieckie Breslau, w którym wychowywał się tytułowy bohater książki, a które swój kres znalazło w 1945 roku wraz z przyjściem Armii Czerwonej. Drugi to już Wrocław gdzieś z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, będący z kolei krajem dziecięctwa najmłodszych postaci w zbiorze, przekreślony przez Stan Wojenny, a później przemiany kapitalistyczne. Trzeci w końcu – metafizyczny – to po prostu świat dzieciństwa, jaki skończył się dla wszystkich z Panem Swenem – wiecznym dzieckiem – włącznie nagle i niespodziewanie. Nic więc dziwnego, że całość tej niewielkiej książki zamyka się opowiadaniem o depresji…

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Wróćmy jednak na początek, bo ten jest inny – magiczny i radosny. Kamiński zaczyna opowieść o swojej dzielnicy od dwóch opowiadań wskazujących na jej niezwykłość: Głowy Pana Lenki i Breloczka. Obserwujemy w nich świat przez pryzmat żyjących tam dzieci, a więc istot zdolnych przemienić przytłaczającą szarość PRLu w pełną barw opowieść. To właśnie one opiekują się pozbawioną tułowia, ale żywą głową Pana Lenki, to one widzą człowieka wiszącego przez całe miesiące na opadającej z nieba linie, to na ich uwadze szczególnie zależy Panu Swenowi, który pojawia się w trzecim opowiadaniu. Dzięki niemu dzielnica Fabryczna, gdzie dzieje się akcja, rozpala się szczególnym blaskiem. Tytułowy bohater tańczy na zapałkach, wchodzi do butelek, zwinięty w koło toczy się po wrocławskich ulicach i wyczynia całe mnóstwo innych sztuczek. Dzieci są zachwycone, świat barwny, wszystko błyszczy i nabiera cech niemal arkadyjskich.

I kiedy wydaje się, że sielanka będzie kwitła, dochodzi do zgrzytu – Pan Swen znika po raz pierwszy. Podczas okolicznego festynu odlatuje w zrobionej przed siebie bańce. Unosi się nad Wrocław i jednocześnie w świat swojego dzieciństwa. I tutaj wchodzimy w zdecydowanie najmocniejszą część książki. Opowiadania poświęcone Breslau z lat czterdziestych, w których dorastał Pan Swen jak poprzednie mitologizują rzeczywistość, ale w zupełnie inny sposób. Znacznie więcej w nich melancholii, refleksji, także smutku. Po raz pierwszy także bardzo wyraźnie pojawia się zło: tłem jest niszczone podczas oblężenia miasto, umierają pierwsi ludzie, będący dla młodego Swena Larsa bohaterami dzieciństwa, pod bombami giną kolejne budynki. Arkadia jest gwałcona przez radzieckie naloty i ostrzał. Świat się zmienia. Jeden się wali, żeby położyć podwaliny pod drugi – ten znany z pierwszych opowiadań. Rzecz w tym, że w zamykających książkę tekstach i on gwałtownie przemija. Niezwykle wymowną sceną jest tu moment, w którym Pan Swen i Anna – lokalna znachorka – wyprowadzają z dzielnicy wszystkie drzewa. Wraz z nimi odchodzi magia. W Fabrycznej zostaje tylko szarość, smutek i przygnębienie. PRL.

Skończyły się już dwa światy, a jednak zapaliła się mała iskierka nadziei. Po latach Pan Swen wraca do Fabrycznej. Jest już stary, brak mu dawnej energii, mimo to próbuje dalej swoich sztuczek. Tym razem przed współczesnymi – ludźmi z początku XXI wieku. Te czary, które działały kiedyś, dziś nie robią na nikim wrażenia, nikogo nie fascynują ani nie poruszają, nikomu nie ubarwiają rzeczywistości. Pan Swen zostaje sam – odrzucony i zignorowany. Pozostaje mu tylko usiąść i płakać. Leje więc łzy i kamienieje, zanika. Dobiegło końca i jego dzieciństwo, które – zdawało się – będzie wieczne. Świat zmienił się na dobre i pozostaje tylko westchnąć wraz z Gerwazym „Wszystko się skończyło”.

Dlatego właśnie mimo całej baśniowości i magii Pan Swen pozostanie dla mnie opowieścią o smutku i przemijaniu. Owszem, opowiedzianą językiem dziecięcym, nieco łagodzącym jej wydźwięk, ale przez to jeszcze bardziej przejmującą. Uświadamia nam bowiem jedną prostą prawdę – każdy świat, choćby nie wiem jak piękny i magiczny był, i choćbyśmy nie wiem jak mocno go kochali, musi przeminąć. Zawsze znajdzie się jakaś Armia Czerwona czy po prostu bezduszni ludzie, którzy zmienią naszą baśń w szarą rzeczywistość, jednym gestem przekreślą dzieciństwo.

Paweł Bernacki

22.05.12 17:57
/
Zubulla
Ładne to i zachęcające - gdzie można dostać p. Swena??
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.