fesstiwal słowa w piosence
--

Robin Hobb - Czarodziejski statek: Środek lata

Książki, Recenzje [16.02.07]

Megan Lindholm, zmianą swego pisarskiego ego na Robin Hobb zapragnęła podkreślić pewien przełom w swojej karierze, wejście na zupełnie inny poziom literackich dokonań. Będąc w pełni władz umysłowych i ze spokojnym sumieniem jestem skłonny podpisać się pod owym stwierdzeniem, biorąc dodatkowo pod uwagę fakt, iż Hobb zabrała się za najbardziej klasyczny, baśniowy odcień fantasy, na płaszczyźnie którego wcale nie jest łatwo stworzyć coś oryginalnego.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Mimo wielu trudności jednak za sprawą niezwykle intrygujących bohaterów i odmalowanego z pomocą bardzo bogatej palety barw świata pisarce udało się wykształcić własny, niepowtarzalny styl, doskonale widoczny w cyklach powieści o Bastardzie Rycerskim i Błaźnie. Środek lata jest pierwszą częścią tomu Czarodziejski statek, rozpoczynającego cały cykl zatytułowany Kupcy i ich żywostatki. Nietrudno pogubić się w plątaninie tomów i części, w każdym elemencie cyklu jednak uważny czytelnik odnajdzie fanatyczny wręcz porządek, podług którego rozwija się główny wątek i wyłaniają kolejne postacie.

Na pierwszych stronicach Czarodziejskiego statku towarzyszymy młodemu kapitanowi pirackiego statku, zwanego Bystrym, w samym środku jego błyskotliwej, rozbójniczej kariery i zarazem na progu zupełnie nowego, usianego zrabowanymi bogactwami życia. Bystremu, bowiem udaje się uzyskać wróżbę od tajemniczej istoty zamieszkującej zaczarowaną wyspę.

Według przepowiedni młody pirat osiągnie to, o czym zawsze marzył – stanie się królem Pirackich Wysp, niepodzielnym władcą mórz i oceanów. Jedyne, czego Bystry potrzebuje, by wprowadzić swe plany w życie jest tytułowy żywostatek - na poły okręt, na poły stworzenie, wykonane z czarodrzewu i nasycone magią przez swego stworzyciela. Dusza sporządzonego na specjalne zamówienie rodziny kupieckiej żywostatku pozostaje uśpiona aż do momentu, gdy na jego pokładzie swego żywota dokona trzecie pokolenie klanu. Wówczas statek ożywa i staje się przepełnioną mądrością istotą rozumną (czerpie wspomnienia z dzienników pokładowych), związaną ze swym kapitanem czymś w rodzaju więzów krwi.

Jednym z takich magicznych morskich wehikułów jest nieobudzona jeszcze „Vivacia”, na której wraz z ojcem rejsy dalekomorskie odbywa Althea. Mimo tego, iż Althea zafascynowana jest życiem pod żaglami, jej ojciec w swej ostatniej woli postanawia oddać „Vivacię” w ręce męża swej drugiej córki, człowieka okrutnego i zawistnego. Nie mogąc się pogodzić z niesprawiedliwością losu Althea postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i wraz z pomocą życzliwego jej Aroganta i innego żywostatku snuje plany, jak odzyskać „Vivacię”…

Już od samego początku autorka Czarodziejskiego statku zmienia swoje pióro w pędzel, rozpoczynając nakładanie wątków nie od centrum, lecz jakby od pobocza, wystawiając ciekawość czytającego na wymagającą próbę. Na samym początku poznajemy nie tylko Bystrego, Altheę, Prawego i innych bohaterów, ale także dziwne, rozumne węże morskie, karmiące się na ciałach martwych żeglarzy, ofiar bitew morskich. Powoli zawiązuje się intryga cierpliwie rozpisana w niezwykle rzetelny i staranny sposób. Idący naprzód z opowieścią trzecioosobowy narrator odsłania kolejne kurtyny dokładnie w tych miejscach, w których powinien, by doprowadzić spragnioną dalszego ciągu ciekawość do granic wytrzymałości.

Idąc dalej należy również zwrócić uwagę na wiarygodnie i skrupulatnie wykreowane postacie. Mimo imion oznaczających ich główne cechy (Bystry, Prawy, Arogant itd…) każdy posiada swoją indywidualną genezę, zestaw cech charakteru i cel, zarówno w swoim życiu, jak i w całej powieści. Nie ma tu żadnego z góry określonego losu, fatum, czy ścieżki, którą ślepo podążałaby dana postać, każda z nich, bowiem może w każdej chwili zdecydować się na krok w zupełnie nieoczekiwanym kierunku.

Co tyczy się świata przedstawionego, byłoby niezwykle trudno przełożyć jego słowny zapis na obraz (przy ekranizacji) bez narażania się na pewną śmieszność. Według mnie całość wyglądałaby, bowiem jak nieco „fajtłapowata” wersja baśni w stylu „Niekończąca się opowieść”, nie zaś jak absolutne mistrzostwo i ciężka praca Hobb przy tworzeniu na początku najdrobniejszych fundamentów, potem zaś monumentalnych budowli. W świecie przedstawionym Czarodziejskiego statku nie tylko nie odnajdziemy jakichkolwiek nieścisłości, ale także spotkamy się z kilkoma rozwiązaniami, na które (o dziwo) nikt do tej pory nie wpadł.

Przy rozpisywaniu zasług Czarodziejskiego statku należy także oddać solidny ukłon w kierunku Ewy Wojtczak za przekład, gdyż po lekturze sagi o „Skrytobójcy” w oryginalne jestem pewien, że tłumaczenie dzieł Robin Hobb może stanowić nie lada wyzwanie. Podczas lektury polskiego przekładu Czarodziejskiego statku autorstwa pani Wojtczak zaś ma się wrażenie obcowania z tekstem w oryginale.

Podsumowując, nie dodam ani pochwały więcej, miast tego zaś po prostu polecę i zachęcę do lektury nie tylko każdego wielbiciela ambitnej, poetyckiej wręcz fantasy, ale także wszystkich czytelników do tego sposobu na literaturę nieprzekonanych, by zobaczyli, jak daleko sięga ludzka wyobraźnia.

Robin Hobb, Czarodziejskie statek: Środek lata, przeł. Ewa Wojtczak, Wydawnictwo MAG, Warszawa 2007, ISBN: 978-83-7480-044-0, oprawa miękka, s. 374.

Gabriel W. Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.