fesstiwal słowa w piosence
--
Więcej o
Autorze/Tłumaczu
Wydawnictwie

Grażyna Plebanek, "Nielegalne związki"

Recenzje [30.07.10]

A teraz coś z zupełnie innej beczki: "Nielegalne związki" to raj dla eurosceptyków. Co takiego? Ha!, spokojnie, bo proszę sobie wyobrazić, że książka Grażyny Plebanek może przynieść wielką frajdę tym, którzy jeszcze parę lat temu straszyli obywateli V RP hedonizmem nadciągającym z Zachodu. Rozpasaniem. I chucią, która stamtąd szykuje swój nieczysty desant. Tak jest, z Unii Europejskiej. A dokładniej: z jej rozwiązłego (!) serca - z Brukseli.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

To tam właśnie autorka postanowiła ulokować akcję swojej powieści, a obsadzając część bohaterów w charakterze pracowników Komisji Europejskiej, odmalowała krajobraz usankcjonowanej obyczajowo i społecznie może nie cywilizacji śmierci, lecz znacznie gorzej, moi państwo - cywilizacji seksu. Wszyscy tam - o zgrozo! - ze wszystkimi, wiecie co, wiecie na jakie sposoby i w jakich pozycjach. Tak jest, a że zostało to odmalowane z pozoru gruntownie, tłumaczy pisarka w podziękowaniach, które zamykają jej książkę: "Bardzo dziękuję Wawrzyńcowi za pomoc w obsadzeniu powieściowych stanowisk i cierpliwym i cierpliwym wyjaśnianiu meandrów działania Komisji Europejskiej".

Nie wnikajmy, kim jest wspomniany Wawrzyniec, bo grunt, że eurosceptycy mogą już zacierać rączki. Przekaz powieściowy wydaje się bowiem jasny - ziściły się ich, sceptyków obawy dotyczące UE, gdzie tradycyjny model rodzinny przestał już obowiązywać, a jedynym spoiwem, stanowiącym o relacjach między ludźmi o odmiennych (ale od tego też są przecież liczne wyjątki) płciach, jest stosunek seksualny. Stosunek seksualny, wbrew intencjom Lacana, w powieści Plebanek istnieje. Stosunek seksualny ma się tutaj znakomicie, ale tylko jeżeli chodzi o ilość, nie sposób przetworzenia go w literaturę. No właśnie, ale tak naprawdę czym byłaby ta literatura bez zbliżeń? Bez scen? Wydaje się, że bez momentów ta książka straciłaby rację bytu.

Ale po kolei. Pogadajmy chwilę o fabule "Nielegalnych związków". Samo opowiedzenie jej - siłą rzeczy skrótowe i powierzchowne - w zasadzie kompromituje całą książkę, jednak spróbujmy przynajmniej pokrótce zahaczyć o najważniejsze epizody. 1) Megi i Jonathan są małżeństwem. Wykształceni, oczytani, znają języki. Emigrują z ziemi polskiej do belgijskiej. Ona dostaje pracę we wspomnianej Komisji Europejskiej, on zaś, oprócz faktu, że wychowuje dwoje ich dzieci (tacierzyństwo!), próbuje swoich sił jako wykładowca kreatywnego pisania. Poza tym zajmuje się bajkami dla dzieci, czyli działalnością raczej nie wywrotową. 2. Pomiędzy obowiązkami rodzinnymi, wykładami i bajkopisarstwem, Jonathan okazuje się kreatywnym zarówno pisarzem, jak i kochankiem. Obiektem, na którym wypróbowuje swoje sekssztuczki, jest Andrea, życiowa partnerka szefa Megi, która jak się okazuje, również posiada daleko zaawansowane umiejętności, jeżeli chodzi o kreatywność w łóżku. 3. Jonathan ukrywa przed Megi swoje skoki w bok, jak to pisz Grażyna Plebanek, pieprząc się z Andreą gdzie popadnie. Dodajmy: jak szympans Bonobo (ten wątek zostanie rozwinięty w końcowym akapicie). Żeby pikanterii zadość się stało, schadzki zaczynają się zazwyczaj z kościołach, do których przecież nikt i tak nie chodzi - czytelnik się rumieni, przecież to skandal. 4. Ukrywanie romansu Jonathana staje się coraz trudniejsze, podobnie jak prowadzenie tzw. życia rodzinnego. Sytuacja się komplikuje. 5. Sytuacja staje się dość beznadziejna.

No dobrze, wspomniałem, że każda próba streszczenia kompromituje "Nielegalne związki", powiedzieć bowiem, że fabuła tej powieści bazuje na kalkach literackich i wyeksploatowanych kliszach na temat miłosnego trójkąta, to nic nie powiedzieć. Książka Grażyny Plebanek, pomimo dobrej prasy i entuzjastycznych recenzji (zarówno krytyków, jak i krytyczek, choć częściej ze strony tych drugich), wywołuje czytelniczy protest, ale bynajmniej nie z powodu zgorszenia. Nie wynika on z oporu wobec skandalizujących treści, szokujących (p)opisów cielesności czy wprawiających w osłupienie wartości i motywacji bohaterów, jakie autorka usiłuje zaprezentować czy przemycić. Protest jest rezultatem czytelniczego przeświadczenia, że jest to po prostu literacki średniak, którego aspiracje nie odpowiadają rzeczywistemu efektowi pisarskiemu. Dlaczego?

Założenia pisarskie Grażyny Plebanek można by określić w ten sposób: "Nielegalne związki" miały być książką o: 1. fiasku nowego modelu rodziny, gdzie tatuś zajmuje się dziećmi, mamusia zaś pracuje w pocie czoła na utrzymanie domu; 2. życiu polskiej emigracji w warunkach zachodnioeuropejskiego dobrobytu i jednocześnie 3. o funkcjonowaniu polskiej upper middle class, która nie czuje kompleksów pochodzenia, niewykształcenia, statusu majątkowego; 4. interpersonalnych relacjach łączących dwoje kochanków, które podporządkowane są kompulsywnemu seksowi; 5. to także książka o konformizmie mężczyzny dążącego do utrzymania status quo: mieć stabilną sytuację w rodzinie, a jednocześnie satysfakcję seksualną i uczuciową z kochanką; 6. na siłę również moglibyśmy wspomnieć o społecznym i obyczajowym portrecie ludzi z Zachodu, których egzystencja podporządkowana jest branżowym mityngom, na których króluje śmiertelna nuda; 7. na koniec trzeba wspomnieć o tym, że miały być to przecież współczesne "Niebezpieczne związki". Jak te założenia mają się do wykonania?

Okazuje się, że plan fabularny i konstrukcyjny "Nielegalnych związków" błyskawicznie traci impet, z jakim wprowadza go autorka. Kontekst obyczajowy związany z emigracją z Polski i próbą odmalowania życia na tzw. Zachodzie wyczerpuje się bowiem już po kilkunastu stronach i - zaniedbany - traci rację bytu, podobnie jak próba ustanowienia literackiego portretu rodziny, gdzie role społeczne żony i małżonka ulegają odwróceniu, zostaje ledwie, po łebkach maźnięta, w wyniku czego odczuwalne jest wyraźne pęknięcie. No dobrze, to może przynajmniej seks? Kłopot w tym, że Plebanek najwyraźniej nie mogła się zdecydować, jaką rolę ma mieć cały ten seks w powieści. Z jednej strony w książce odnajdujemy więc dziesiątki zbliżeń opisanych jako penetracja, kopulacja, spółkowanie (czyli czynności, by tak rzec pozbawione zaangażowania uczuciowego), z drugiej zaś autorka jednocześnie nie może się powstrzymać przed (w zamyśle głębokimi, ale tak naprawdę zupełnie groteskowymi) opisami pokroju: „Jonathan wyprężył swą maczugę” albo „wystrzelił swój srebrny pocisk w sam środek jej tarczy”. I to mają być nowoczesne "Niebezpieczne związki" - spyta ktoś. A i owszem. Nie inaczej.

No bo jak poważnie odnieść się do takiej scenki: Rozpięła mu rozporek i pomogła zsunąć spodnie, ale tylko do połowy ud, bo członkiem już wbijał się w aksamitną cipkę, otoczoną starannie przystrzyżonymi włosami, już się w nią wsuwał i wychodził do połowu, aż zaczęła krzyczeć, aż on pchnął ją jeszcze od środka kilka razy i wyrzucił z siebie nabój szczęścia, odrzucenia i rozanielenia. A to jedynie wierzchołek góry lodowej, moi państwo, o której naprawdę nie sposób pisać na poważnie, a przynajmniej bez wysokoprocentowego rozweselacza. W rezultacie "Nielegalne związki" stają się pensjonarskim erotykiem, doprowadzającym do rumianości raczej twarze czytelniczek Nory Roberts niż Michela Houellebecqa.

***

Dlatego idę o zakład, że bardziej wymownym, kreatywnym, zaskakującym i dającym do myślenia niż - firmowane jako powieść skandalizująca - "Nielegalne związki - może być taki cytat z Wikipedii, dotyczący wspomnianych wcześniej szympansów Bonobo.

Seks odgrywa istotną rolę w społeczności bonobo. Stosunki seksualne są używane do powitań, rozwiązywania konfliktów i pokonfliktowego "godzenia się", a także jako przywilej udzielany przez samice człowiekiem naczelnych, u których zaobserwowano pocałunki językowe, spółkowanie pochwowe w pozycji twarzą w twarz, ocieractwo genitalne pomiędzy dwoma samcami (ang. "penis-fencing"). Wszystkie te zachowania zachodzą zarówno pomiędzy członkami rodziny (blisko spokrewnionymi osobnikami) jak i innymi bonobo w stadzie. Bonobo nie utrzymują stałych związków rodzinnych. 

To właśnie jest hedonizm, rozpasanie i wyzwolenie obyczajowe, mniejsza o to, że mowa o innych naczelnych niż ludzie. Problem jednak tkwi w tym, że powyższy fragment nie aspiruje do miana skandalizującej literatury, w przeciwieństwie do powieści Grażyny Plebanek. I na tym polega prawdziwy dramat tej książki.

Podoba mi się, kupuję:

Grzegorz Czekański

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.