fesstiwal słowa w piosence
--

"Zostawić kroplę krwi w atramencie..." - wywiad ze Stefanem Manim

[11.12.10]

Prezentujemy zapis wywiadu, który ze Stefanem Manim, autorem mrocznej książki "Statek" przeprowadził Paweł Bernacki z Portalu Księgarskiego.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Witaj, na początku pozwolę sobie na pytanie niezwiązane z literaturą. Mianowicie chciałbym spytać o Twoje wrażenia z pobytu we Wrocławiu i w Polsce. Co sądzisz o kraju? Mieście?


Moje pierwsze odczucia na temat Polski są pozytywne. Byłem już na jednym spotkaniu w Warszawie, później przyjechałem do Wrocławia. Miasto jest piękne. Szczególnie urzekły mnie okolice Odry, stare mosty. Najciekawszy jest ten z mnóstwem zawieszonych kłódek. Urokliwe są także stare kościoły- ogromne wrażenie robi pełna malowideł katedra. Zauroczyły mnie rówinież  kolorowe kamieniczki na rynku.


Zaskakująca jest czystość, jaka tutaj panuje. Jest znacznie czyściej, niż w Rejkiawiku, gdzie wiele osób rzuca na chodniki śmieci, pety, popiół… Jestem naprawdę pod dużym wrażeniem miasta i z chęcią tu wrócę w przyszłości.

Dobrze, a teraz przejdźmy już do meritum – do Statku. Muszę przyznać, że książka mnie zaskoczyła. Gdy ją dostałem powiedziano mi, że to kryminał, ale to przecież nie jest kryminał. To swoista mieszanka wybuchowa: połącznie thrillera, powieści przygodowej, kryminału, horroru, książki psychologicznej…. Skąd pomysł na taki gatunkowy misz-masz?

Tak, myślę, że trudno zamknąć moją książkę w jakieś ramy.  Nie uważam się za autora kryminałów. Zgadzam się natomiast z tym, że Statek to thriller z obecnym pierwiastkiem horroru.  Chciałem, żeby moja powieść była ekscytująca, żeby nie była to zwykła kryminalna zagadka polegająca na rozwikłaniu tajemniczego morderstwa. Głównym założeniem było zgromadzenie całkowicie rożnych osób w jednym odosobnionym miejscu, odciętym od świata.Pokład statku był więc idealnym miejscem.  Wszyscy są zamknięci, ale są też uzbrojeni więc groźni...


Statek łączy w sobie nie tylko wiele gatunków. To także niezwykle interesująca mozaika postaci: lider kryminalnego półświatka, zadłużony pokerzysta, morderca własnej żony, alkoholik, wyznający Cthulu garbus i wiele, wiele innych… a oni wszyscy zamknięci na jednym statku… I tutaj muszę zapytać Cię o inspiracje, powód takiego zestawienia.


Zrobiłem to tak, jakbym gotował gęsta zupę. Wrzucasz do kotła różne składniki, dzięki którym stwarzasz nowe, niesamowite walory smakowe. Każdy z bohaterów na pokładzie zrobił coś złego, jeden zabił nawet własną żonę; kapitan boi się wyznać swojej wieloletniej partnerce miłość, przez co ich małżeństwo pogrąża się w kryzysie… Bohaterowie wchodzą na statek z całym bagażem swojego życia, swoimi grzechami, nieczystym sumieniem. Boją się, mają kłopoty, ale mają też plany i wolę… Są jak więźniowie.  Takie połączenie wydało mi się ciekawe.


I teraz rzecz, która nurtuje mnie chyba najbardziej – przypadek.  W twojej książce gra ogromną rolę, czasem dochodzi do wręcz nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności. Wierzysz, że takie sploty nieoczekiwanych okoliczności zdarzają i w prawdziwym życiu? I najważniejsze – to przypadek czy przeznaczenie?


Racja, w książce wydarza się wyjątkowo wiele wypadków, zbiegów okoliczności, ale ja widzę to tak, jakby wszystko było zaplanowane. To jakby jakiś bóg oglądał grzechy ich wszystkich i przygotował dla nich plan,  stworzył ich przeznaczenie. Bohaterowie sądzą, że mają wolną wolę, że mogą decydować o własnym losie, ale tak naprawdę nie mogą ponieważ ten bóg ich wszystkich potępił, pchnął na statek do piekła.

Chciałbym Cię jeszcze zapytać o Twoje ogólnopisarskie inspiracje. Kogo lubisz czytać, kto miał wpływ na Twoją twórczość? Wyraźnie uwidacznia się Lovecraft, którego osobiście bardzo lubię… ale kto jeszcze?


Tak – Lovecraft, ale także Stephen King i filmy. Inspirowało mnie wiele filmów, głównie dziejących się w kosmosie ponieważ nie widzę różnicy pomiędzy zagubieniem na oceanie a w kosmosie. Kiedy jesteś zagubiony w przestrzeni kosmicznej albo na morzu, nie możesz nigdzie uciec - umrzesz jeśli opuścisz statek. Filmy takie jak "Obcy", "Solaris" Tarkowskiego, ale także książki – "Lśnienie" Kinga... Izolacja, hotel, śnieg zamiast oceanu albo kosmosu. Nie masz gdzie uciec, jesteś zamknięty w środku, ale musisz przeżyć.


Inspirowała mnie także muzyka, szczególnie rockowa. W książce wykorzystałem jeden z albumów Doorsów, ale inspiracją była także piosenka "The end" pochodząca z ich pierwszej płyty. Znajdowałem natchnienie również w licznych apokaliptycznych widokach, pejzażach.


Wyczytałem, że nim zająłeś się pisaniem książek parałeś się mnóstwem innych zajęć, także fizycznych. Czy to miało wpływ na Twoją twórczość? I czy osadzając książkę w realiach, które się zna, pisze się łatwiej?


Tak, sądzę, że to może pomagać. Rzuciłem szkołę bardzo wcześnie, gdzieś między szesnastym a siedemnastym rokiem życia. Piłem bardzo dużo, nie troszczyłem się o skończenie szkoły. Zacząłem pracę. Przez ponad dziesięć lat pracowałem przy patroszeniu ryb. To było moje życie. Kompletnie puste. Straciłem tamtą pracę, mieszkałem w bardzo małej wiosce. Wszyscy moi przyjaciele wyjechali, pożenili się,  rozjechali się po różnych szkołach. Zostałem w tyle, byłem bardzo samotny, miałem depresję. Na początku czułem się jakby moje życie nie miało żadnego sensu, jakby była w nim ciemność, tylko ciemność, bez żadnego błysku słońca. Myślałem o kradzieży, chciałem umrzeć, nie widziałem żadnego celu w życiu. I w tej ciemności zacząłem myśleć o słowach, zacząłem uprawiać jakiś rodzaj poezji, zacząłem pisać. Wziąłem pióro, papier i od tego momentu nie mogłem przestać. Zacząłem pisać, żeby ocalić swoje życie. I ciągle to robię. Po tym jak rozpocząłem moją pisarską karierę nadal parałem się tamtymi, dawnymi zawodami, żeby mieć pieniądze na chleb. Myślę, że te wszystkie pracownicze doświadczenia były dla mnie dobre ponieważ zacząłem szanować pracujących fizycznie ludzi. Żyłem twardym życiem. Szanuję teraz każdy grosz, jaki zarobiłem. Nauczyłem się życia.


Skandynawski kryminał święci ostatnio tryumfy na całym świecie. Można powiedzieć, że jesteście obecnie stolicą tego gatunku. Jak myślisz, gdzie kryje się  fenomen tego zjawiska? Dlaczego Skandynawowie tak dobrze radzą sobie z kryminałem?


Naprawdę? Są najlepsze? Nie mam pojęcia dlaczego. Nie czytuję wielu kryminałów. Wolę te starsze, na przykład Raymonda Chandlera.  Do końca nie rozumiem fenomen popularności tych powieści. Nigdy nie uważałem siebie za ich autora. Ja jestem Stefan Mani, piszę książki dla siebie, nie uważam się za część jakiegoś nurtu. Przeczytałem ledwie parę skandynawskich kryminałów. Naprawdę nie mam żadnego pomysłu, dlaczego są tak popularne.  Osobiście ich nie lubię. Uważam, że są pełne socjalizmu, a ja nie jestem politykiem, jestem pisarzem, artystą. Nie obchodzi mnie to: socjalizm, problemy społeczeństwa, polityczna poprawność. Polityczna poprawność jest dla mnie przeciwieństwem artyzmu. Jest śmiercią, śmiercią duszy. Nie mam więc pojęcia dlaczego są popularne, ale cieszy mnie to ponieważ pochodzę stamtąd. To, że mi się nie podobają, nie znaczy, że są złe.


I na koniec… Czy jako uznany już autor kryminałów masz jakieś rady dla początkujących pisarzy? Coś mogłoby im pomóc w napisaniu naprawdę klimatycznej i mrożącej krew w żyłach powieści?


Bądźcie szczerzy. Nie próbujcie być kimś innym. Nie możecie siebie nienawidzić ani popadać w samouwielbienie.  Bądźcie sobą i nie kłamcie. Osobiście zostawiam część siebie w każdej z moich książek. Zawsze piszę to, co myślę.

Więc uważasz, że pisaniu najważniejsza prawda?


Jeśli zostawiasz kroplę siebie, swojej krwi w atramencie czytelnicy będą to czuli, będą czuli, że jesteś im bliższy, że twoja historia jest prawdziwsza. Wiem jakie książki lubię czytać i staram się by moje powieści z nich czerpały. Chcę żeby ożywały w moich rękach. Kiedy piszesz myśl tylko książce, nie o tym czy się sprzeda, w jakiej ilości, czy będzie na szczytach czytelniczych list… Myśl tylko o książce, o niczym więcej.


To nie jest popularna dziś teoria. Wielu młodych pisarzy chce pisać właśnie dla sławy, pieniędzy…


Tak, ale jeśli myślisz w ten sposób nigdy nie osiągniesz sukcesu. Kiedy zaczynałem pisać moją książkę jakieś pięć, sześć lat temu siedziałem w domu, przed komputerem i tworzyłem opowieść o grupie mężczyzn na statku i miałem nadzieję, że komuś się to spodoba, historia tych kilku osób na pokładzie. Myślałem jednak przede wszystkim o książce. Nadal tak pracuję, kocham książki, kocham to co robię, kocham pisanie. Sądzę, że każdy może tak robić. Nie tylko pisarze, także malarze i inni.


Zastanawiasz się nad swoimi czytelnikami? Nad tym dla kogo piszesz książkę, kto ją czyta?  Czy raczej kobiety czy mężczyźni? Młodsi czy starsi?


Byłem bardzo zaskoczony kiedy dowiedziałem się, że Statek czytają kobiety. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że tak wiele kobiet czyta moje książki. Myślałem, że płeć piękna jest na to zbyt wrażliwa. A okazało się, że kobiety są twarde i nic nie jest zbyt okrutne dla żeńskiej populacji. Nigdy jednak nie myślałem tak naprawdę o tym, kto czyta moje powieści. Jestem zachwycony, że robi to wiele osób. To dla mnie ważne.  Jestem szczęśliwy zawsze, gdy moja książka sprawia komuś radość. Kiedy myślisz o tym, kto będzie czytał Twoją książkę, to ma wpływ na Twoje pisanie, a masz myśleć tylko o książce.

Dziękuję bardzo za rozmowę

Dziękuję

 

Ze Stefanem Manim rozmawiał Paweł Bernacki

P.B.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.