fesstiwal słowa w piosence
--

Recenzja: "Twarze" Wojciech Karpiński

Recenzje [09.09.13]

Witold Gombrowicz w „Kronosie”, swoim dzienniku intymnym, wspominając jego odwiedziny, określił go jako „zadziwiającego”. Gość z Polski, wtedy zaledwie 24 letni, musiał więc zrobić wrażenie na zdystansowanym, mocno już schorowanym pisarzu, choć sam Wojciech Karpiński tego spotkania nie uważał za udane.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

W późniejszych już latach, po śmierci Gombrowicza, miał stać się przyjacielem jego żony Rity i jednym z nielicznych, którzy poznali treść legendarnych zapisków „Kronosa” przed ich wydaniem. Ale czy tamtego wrześniowego dnia 1967 roku mógł się spodziewać, że los jeszcze nieraz zetknie go z największymi postaciami światowej kultury? Bo z nazwisk tych których znał, z którymi współpracował, a i często miał szczęście nazywać swoimi przyjaciółmi, można ułożyć leksykon biograficzny. Znaleźliby się w nim wśród wielu innych m.in.: Gustaw Herling-Grudziński, Konstanty Jeleński, Josif Brodski, Zbigniew Herbert, Czesław Miłosz, Jerzy Giedroyc czy Józef Czapski, którego twórczości Karpiński jest niestudzonym promotorem już od trzech dekad. Jego zaangażowanie miało też duże znaczenie dla sukcesu kwartalnika „Zeszytów Literackich”, zwłaszcza w pierwszych, „paryskich” latach. Można rzec, że Karpiński jest szarą eminencją polskiej literatury. Szarą, bo Wojciecha Karpińskiego zdarza się nie zauważać, jakby zawsze pojawiał się w chwili kiedy mamy osłabioną uwagę. Spotykamy go w licznych wypowiedziach, wspomnieniach, uwagach np. Miłosza, Czapskiego, Zagajewskiego. Znamy jego posłowie do dzienników Gombrowicza czy dyskusję z Leszkiem Kołakowskim. Umyka nam jednak jego dzieło i rozległość wizji intelektualnej. Karpiński, choć pisze głównie szkice o literaturze i jej twórcach, nie jest tuzinkowym krytykiem literackim. W swych erudycyjnych esejach porusza się z ogromną łatwością pomiędzy intelektualnymi nurtami i kierunkami sztuki - tak malarstwa, jak muzyki i - oczywiście - literatury, ale także historii, biografistyki. Tworzy bibliotekę portretów intelektualnych. Emblematyczne dla jego dzieła są ”Książki zbójeckie” (wyd.4, Zeszyty Literackie, 2008). Tom już legendarny, w którym całe pokolenia odnalazły swoje doświadczenia kontaktów czytelniczych z autorami w PRL-u zakazanymi. Spotkań które były haustem wolności, szkołą intelektualnej niezależności. Odnoszę zresztą wrażenie, że prowadzenie kolejnych pokoleń drogą niezależnej myśli, odczuwania i głębokiego przeżywania słowa i idei, to misja Wojciecha Karpińskiego, na ile uświadomiona trudno mi odgadnąć. Jego twórczość jest darem przyjaźni i szacunku dla autorów podziwianych, podziękowaniem za strawę intelektu i przygody ducha jakie były jego udziałem. Przekazem głęboko osobistym. W którym łączy się wnikliwość spojrzenia i, tak już rzadkiej, rozległej wiedzy, z przykładną precyzją słowa. Wolnego słowa: tak od mody, jak zaleceń szkół krytyki. Słowa wypowiadanego z pasji i potrzeby. Zrodzonego „z jasności, wysokości”, by odwołać się do słów jednego z najważniejszych „autorów zbójeckich”: Czesława Miłosza.

Przez dwie intensywnie twórcze dekady Karpiński ogłosił liczne tomy szkiców, a także monograficzną książkę o Józefie Czapskim i biograficzną o Van Goghu. Ostatnie lata jednak nieomal milczał, pojawiały się nieliczne szkice (rozproszone w prasie), a książki jedynie we wznowieniach. Dopiero w zeszłym roku ukazał się tom nowy: „Twarze”, w wydawnictwie Zeszytów Literackich. Książka złożona z pism wprawdzie już kiedyś ogłoszonych, ale dotąd rozproszonych. Zebrane w tom mają wymiar całości. Wykreślają intelektualną drogę. Od pierwszych lektur młodości - wspomnienia lektury Tołstoja czy „Innego świata” Herlinga-Grudzińskiego - te pierwsze lekcje intelektualnej swobody, rozjaśniające widzenie: „Ta lektura była dla mnie szokiem. [..] W Innym świecie przedstawiono utratę wolności i jej odzyskanie, walkę o duchową suwerenność”. „Twarze” to nie tylko te pierwszy raz ujrzane, czy widziane na nowo jak Wyspiańskiego i „Wesela”. Ale i te oglądane po raz ostatni, na zawsze żegnane osoby bliskie. Sławne, jak Czesław Miłosz i te mniej pamiętane. Karpiński upomina się o pamięć postaci bez których Polska kultura byłaby o wiele uboższa, a o nich samych pamięć przygasa. Obszerne eseje, poświęca przyjacielowi - poecie, wydawcy i wybitnemu tłumaczowi (w tym Prousta, Tołstoja i Muratowa) Pawłowi Hertzowi i przedwcześnie zmarłemu malarzowi Krzysztofowi Jungowi, o którym nie pisze inaczej jak - z czułością - Krzyś.

„Twarze” to zapis pamięci spotkań fizycznych i duchowych naznaczających życie. Słowa „suwerenność” i „duchowość” są splotem nie tylko tych esejów ale całej twórczości Wojciecha Karpińskiego. Ich barwą: osobiste wspomnienia, wrażliwość - przeżycie. Karpiński ucieka od filologicznych i technicznych zgłębień historii literatury, równocześnie dając nam lekcję literatury najważniejszą. Lekcje o naszej roli: roli czytelnika. Dzieło literackie: poezja, proza, ale także listy czy pamiętniki, mają nie tyle wzbogacać warsztat naszego słowa, co nasze życie. Odnajduję u Karpińskiego niewypowiedziane upomnienie, by do pisarzy, zwłaszcza tych bliskich: „swoich”, regularnie powracać, „odzyskiwać” i „poszerzać” w nich siebie. „Twarze” to nie tylko hołd, złożony mistrzom i przyjaciołom, to cenna lekcja!


Podoba mi się, kupuję:

 

Tadeusz Wrzosek

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.