fesstiwal słowa w piosence
--

Zgotował piekło - relacja z MFK

Wydarzenia [18.10.12]

Robert Makłowicz jest jak gaz: niezależnie od tego, czy znajduje się wśród garstki osób, czy w sali liczącej kilkadziesiąt bądź kilkaset osób, wydaje się wypełniać całą dostępną przestrzeń. Tak też było we wtorek wieczorem — na spotkaniu podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

„Zacznijmy od historii alkoholu” — na dzień dobry rzucił w kierunku Makłowicza prowadzący — „podobno pijesz w pracy”. Wypowiedź ta skłoniła kulinarnego showmana do niespiesznego rozpoczęcia snucia ponad półtoragodzinnej sieci dygresji. Próbował wtrącać się prowadzący, mający w założeniu ratować Makłowicza z opresji braku weny, próbował wtrącać się Świetlicki (spóźniony!), ale nic nie było w stanie zatrzymać potoku słów wylewających się z jamy ustnej pana Roberta, który niczym lawa parł naprzód, karmiąc się wszystkimi bodajże skojarzeniami, jakie przyszły mu do głowy. Tak, spodziewałam się więcej literatury Marthy Grimes, a mniej Makłowicza, jednak gdy już przeskoczyłam fakt, że niewiele o niej usłyszę, czas upłynął mi sielankowo na słuchaniu gawędy kulinarnego showmana. Zwłaszcza że konstruował potrawę inspirowaną książką autorki kryminałów.

(fot. Max Bruno Pflegel)

Tak, ten facet wie, jak zjednać sobie publiczność. To zacznie kucharzyć w sali pełnej ludzi, by aromat mógł powędrować pomiędzy uczestników, to poprosi jakieś dziewczę „z niską tolerancją na ostrość” o spróbowanie dania i sugestię co do przypraw, a innym razem rzuci w przestrzeń pytanie o tytuł filmu, czekając na podpowiedź zebranych. Później zażartuje, że sprzężenia mikrofonu to skutek zbyt małej odległości od rozrusznika, w tak zwanym międzyczasie rzuci, że fasolę kupił w Almie, a kolendrę rano w Krakowie — i jesteś ugotowany. A raczej: ugotowane jest chili con carne w jego wykonaniu, a ty zastanawiasz się, kiedy ten czas zleciał, a co gorsza, dlaczego wciąż nie wiesz nic o literaturze kryminalnej Grimes.

Co natomiast zostaje ci w głowie? Fakt, że prezydentem USA może stać się mormon, a atom będzie w rękach człowieka, który nigdy w życiu nie pił herbaty; żeby mu nie przerywać i nie uprzedzać faktów, bo „wszystko tutaj, tak jak w greckim dramacie, ma swoje miejsce i kolej”; że kurczaki przyszły ze Stanów, a w stanie wojennym „w ogóle jak był serek, to był pyszny”, nie tylko pomarańczowy cheddar; że chili con carne to „potrawa tak samo meksykańska jak rosyjskie są pierogi ruskie, a japoński śledź po japońsku”; że mrożonego befsztyka można rozpoznać po tym, że po przekrojeniu jest w środku całkowicie różowy i bez krwi”. To moment, w którym Makłowicz do rozgrzanego oleju, cebuli i chili dorzuca mięso wołowe, żeby się trochę poddusiło. I wciąż strzela w publiczność losowymi, zdawałoby się, informacjami: że w Stanach wszyscy wiedzą, iż przed przydzieleniem ludzi do nieba bądź piekła Bóg zapyta ich o poziom cholesterolu; że w krajach katolickich trzeba wydać pieniądze na „jedzonko i chlanko”; że jeśli go zapytamy o jego długi, to nam nie odpowie. Wraca jeszcze wodzirej Makłowicz myślami do USA, skąd przyszedł renesans warzenia piwa po latach posuchy w kwestii niepasteryzowanego, i wyraża zaniepokojenie browarem Obamy — co to będzie, co to będzie?

(fot. Max Bruno Pflegel)

Skłamię, jeśli powiem, że było to pozbawione rozmowy o literaturze. Makłowicz opowiadał przecież o skandynawskim filmie (Świetlicki wiedziałby, w jakim), gdzie bohater miał „zupełnie pornograficzne rzeczy do jedzenia” (były tam parówki, może dlatego), a w książce Barańczaka morderca Mazurkiewicz „w czasie okupacji poszedł do kiosku i kupił bułkę z szynką”, którą następnie podtruł i przekazał ofierze do zjedzenia. Po tej lawinie słów, które wraz z coraz silniejszym aromatem pieściły zmysły zebranych, i przypaleniu dwóch tortilli poczęstował mistrz kuchni większą część sali lekko (choć dla niektórych aż nadto) pikantną potrawą, a wytrzeszczone w zachwycie oczy słuchających zaczęły trzeszczeć z powodu ostrości tak-naprawdę-amerykańskiego dania, choć i tak nie bardziej niż mikrofon.

Ciężko w to uwierzyć, lecz wśród tych literackich rozważań pojawiła się nawet na chwilę Martha Grimes. Nagle okazuje się, że więcej rzeczy utkwiło mi w głowie, niż mi się wydawało. Jej książki zawierają wątki autobiograficzne, w związku z czym można założyć, że opisuje smaki z dzieciństwa. Bohaterka jednej z jej książek chili con carne dostaje w jakimś przydrożnym barze, a ulubionym deserem postaci jest, w ustach Makłowicza, „utylizacja resztek”, czyli grzanka będąca połączeniem czerstwej chałki, jajek, mleka, szczypty cynamonu, cukru pudru, podawana z morelami i syropem klonowym. Makłowicz wydawał się gardzić tymi maczankami, zrobił jednak kilka „z najlepszym morelowym dżemem”, choć bez ostatniego składnika, który był chyba poza jego tolerancją kulinarną. Nie mogło się to oczywiście skończyć niczym innym, niż rozmową ze Świetlickim o „maestrii pióra”, która to pozwala nawet rzeczy obrzydliwe przedstawić w sposób zachęcający — jak to bywa, według pana Roberta, nie tylko z ulubionym deserem bohaterki, ale i z seksem.

Chłonęłam kulinarną wiedzę, niemalże niezwiązaną z MFK, i absolutnie nie przeszkadzało mi, że o autorce nadal wiem tyle, ile przed przyjściem na spotkanie. Chłonęłam też chili con carne, które w sposób podstępny zdobyłam bez kolejki. Olej, cebula, czosnek, chili, fasola pinto, mięso wołowe, kolendra, przyprawy... To najwyraźniej składniki perfekcyjnego wystąpienia — na szczęście nie odwołano go z powodu braku dachu.

Izabela Pogiernicka

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.