fesstiwal słowa w piosence
--
"Czego nie słyszał Arne Hilmen" Iwo Zaniewski, W.A.B.
Więcej o
Autorze/Tłumaczu
Wydawnictwie

Recenzja: "Czego nie słyszał Arne Hilmen" Iwo Zaniewski

Recenzje [09.01.13]

Choć konstrukcja "Czego nie słyszał Arne Hilmen" odrobinę modyfikuje utarte struktury thrillera i powieści detektywistycznej, brak pomysłu na zwieńczenie akcji, niedopracowanie oraz nie dość dobrze poprowadzona narracja sprawiają, że książka Zaniewskiego zginie wśród polskich debiutów.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

To przykre, kiedy poziom dobrze zapowiadającej się fabuły stopniowo obniża się, a zakończenie pozostawia w czytelniku negatywne wrażenie. Ten problem pojawiał się w literaturze Grahama Mastertona czy w Ręce Mistrza Stephena Kinga, a także w wielu książkach sensacyjnych, gdy okazywało się, że dobrze zarysowana akcja spotykała się ostatecznie z banalnym wyjaśnieniem. Podobne odczucia zaserwował mi Iwo Zaniewski w Czego nie słyszał Arne Hilmen.

Fabuła powieści obraca się wokół policjanta, który wplątuje się w coś, co może, ale niekoniecznie musi być przestępstwem. Całość ma swój początek w tajemniczej śmierci wdowy oraz niewytłumaczalnym szoku jej pokojówki, a także dziwnych zjawiskach mających miejsce w ich domu. Z czasem dochodzą do tego niepokojące zachowania alarmów antywłamaniowych w określonych miejscach miasta i inne elementy, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. I choć wszyscy traktują wydarzenia jako przypadek czy też wadliwe działanie sprzętu, w nudnym, depresyjnym życiu funkcjonariusza uważającego swoją egzystencję za pasmo porażek odzywa się nagle potrzeba prowadzenia własnego śledztwa. Zaangażowanie przesłania wszystko inne, staje się wręcz obsesyjne – do tego stopnia, że czytelnik zastanawia się czasem, czy nieustanne brnięcie w beznadziejną, wydawałoby się, sprawę wciąż opiera się na jakichkolwiek racjonalnych pobudkach. Czy rzeczywiście dąży on do prawdy, czy może desperacko chwyta się każdej możliwej hipotezy innej niż przypadek po to, by nadać sens swojemu życiu?

O ile sam pomysł fabularny jest całkiem niezły – nie wiadomo nawet, czy zostało popełnione przestępstwo – o tyle wykonanie wymagałoby dopracowania. Przede wszystkim postaci są płytkie, a sposób ich zarysowania pozostawia wiele do życzenia – cechy uwypuklono dość nieudolnie, poza tym brakuje im czegoś charakterystycznego, co odróżniłoby od siebie poszczególnych funkcjonariuszy czy występujące w fabule kobiety. Trudno się zżyć również z przestrzenią, w jakiej dzieje się akcja – fragment Norwegii jest bliżej nieokreślony, a całość równie dobrze mogłaby być osadzona gdziekolwiek indziej – a niektóre wątki wydają się dodane na siłę i po prostu niepotrzebne. Z drugiej strony całkiem plastycznie udało się Zaniewskiemu odmalować (celowo używam tego słowa – w końcu Iwo Zaniewski jest malarzem) konkretne miejsca. Sugestywne opisy jego okolicy i pomieszczeń domu, w którym nastąpił zgon wdowy, pozwalają łatwo wyobrazić sobie pokój dzienny, nieszczelnie zakryte zasłoną okno z widokiem na ogród, regał z książkami, zakurzoną podłogę, przewidywany przebieg jej śmierci. Również inne lokacje przedstawiono zgrabnie i odpowiednio obrazowo.

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że powieść czytałam bez przyjemności – po przymknięciu oka na pewne elementy i konieczność „przedarcia się” przez bardzo powoli rozwijającą się akcję niesamowicie mnie ona zaintrygowała i poniosła bardzo szybko przez kolejne strony. Zaniewski z pewnością potrafi wywołać w czytelniku śledzącym działania Hilmena niepokój, a nawet strach, jednak mniej więcej w połowie nagromadzone napięcie zaczyna opadać. Możliwe, że powodem są zarówno zbyt długie opisy odwiedzanych przez bohatera miejsc, jak i nieumiejętne przeniesienie fabuły w klimat technical fiction. Niemniej byłam rozczarowana i zdziwiona – jak to możliwe, że ta sama osoba, która pobudziła we mnie tak pierwotne emocje, zaczęła nagle tak nieudolnie prowadzić narrację?

Dość słaby wstęp, bardzo dobre rozwinięcie i nudnawa druga połowa – taki skrót chyba najlepiej opisuje moje wrażenia związane z Czego nie słyszał Arne Hilmen. Całości nie pomaga również niedopracowanie techniczne. Warto przeczytać, jeśli komuś zależy na innym spojrzeniu na gatunek, jednak niewykorzystany potencjał opowieści i co najwyżej średnie zakończenie psują odbiór, więc sugeruję przeczytać książkę do połowy albo być bardzo wyrozumiałym wobec debiutującego przecież na płaszczyźnie literackiej malarza.

Izabela Pogiernicka

22.07.15 17:53
/
Czytelnik2015
Cóż, każdy ma swoje zdanie. Szkoda tylko, że wszystko co najważniejsze w książce, Pani napisała już w swojej recenzji. Na szczęście książkę przeczytałem już wcześniej. Trochę mnie dziwi Pani zdanie na jej temat. Książka jest ciekawa do samego końca, a jej celem nie jest opisywanie historii całego życia i śmierci poszczególnych bohaterów tylko konkretna fabuła. Autor skupia się przede wszystkim na podjętym tropie. Dalej mnie dziwi, że pisze Pani iż całość mogłaby być osadzona gdziekolwiek indziej. Jest śnieg, są zimne i deszczowe dni, jest mgła. Czy takie dni są np. w Afryce? Są wzgórza i świerki tak charakterystyczne dla tego klimatu. W końcu jest ciągle ciemno, co ma też wpływ na akcję książki. Książka bardzo ciekawa. Napięcie narasta i często jest naprawdę groźnie. Gratulacje debiutu dla Pana Zaniewskiego.
Autorowi książki życzę kolejnych sukcesów!
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.