fesstiwal słowa w piosence
--
"Atlas chmur" David Mitchell, MAG
Więcej o
Autorze/Tłumaczu
Wydawnictwie

Recenzja: "Atlas chmur" David Mitchell

Recenzje [25.01.13]

Czasami genialne filmy powstają na podstawie co najwyżej niezłych lub zupełnie miałkich książek. Tak moim zdaniem było chociażby z Pachnidłem czy trylogią Władcy Pierścieni, których pisane pierwowzory nie zachwyciły mnie nawet w połowie tak bardzo jak ich kinowe adaptacje. Na szczęście Atlas Chmur do nich nie należy.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Trudno jest zadowolić się produkcją przyzwoitą po zapoznaniu się z czymś naprawdę dobrym i podejrzewam, że właśnie wcześniejsze przeczytanie książki zaważyło na moim odbiorze filmowej wersji Atlasu Chmur — niestety raczej negatywnie. W porównaniu z przystępną formą wydanego za granicą już w 2004 roku dzieła Davida Mitchella, na które składa się sześć splecionych ze sobą historii, adaptacja filmu tłumaczy motywacje działań bohaterów raczej nieudolnie i pozostawia wiele wątków bez wyjaśnienia. Nie był to zabieg celowy, a jedynie naturalna konsekwencja ponad pięciuset stron ściśle wypełnionych treścią, dopracowanych oraz przedstawiających kilka porywających opowieści, z których każda mogłaby służyć jako samodzielna podstawa kinowej odsłony. 

Kompozycję Atlasu Chmur otwiera Adama Ewinga Dziennik Pacyficzny, podróż morska notariusza przez Ocean Spokojny, którego osadzona pod koniec XIX wieku akcja przedstawia konsekwencje rodzącej się stopniowo zażyłości między głównym bohaterem i brytyjskim lekarzem Henrym Goose'em. W kolejnym rozdziale, Listach z Zedelghem, okazuje się, że zapiski Adama trafiają w ręce młodego, butnego i wydziedziczonego kompozytora dwudziestolecia międzywojennego, Roberta Frobishera, który jako bankrut postanawia w resztkach nadziei na sławę zatrudnić się jako pomocnik u rezydującego w Belgii starszego artysty. Stworzony przez niego Atlas Chmur na sekstet pojawia się następnie w opowieści o idealistycznej dziennikarce Luisie Rey, która odkrywa zakrojony na szeroką skalę spisek związany z elektrownią atomową mogący doprowadzić do śmierci dziesiątek osób. Historia reporterki jest z kolei książką, która ląduje na biurku wydawcy Timothy'ego Cavendisha, zanim ten na skutek ucieczki przed wierzycielami zostaje uwięziony w domu spokojnej starości. Są jeszcze dwa rozdziały. Najwięcej emocji wywołały we mnie zeznania żeńskiego androida zaprojektowanego do pracy w segmencie usługowym, stopniowo zaczynającego się różnić od pozostałych, a ostatecznie ma swój udział w ruchu politycznym. Ostatnia historia to wspomnienia Zachariasza dotyczące prostej osady na jednej z pacyficznych wysp, gdzie poznaje Meronym z tajemniczego plemienia Profetów i staje się świadkiem postępującego już od jakiegoś czasu schyłku ludzkości oraz nierozerwalnie związanych z człowiekiem demonów. To jednak wcale nie zwieńczenie całości, ale swego rodzaju oś dzieląca książkę na dwie części — później czytelnik znów wraca do opisywanych historii, by zakończyć swoją przygodę wraz z Adamem Ewingiem.

Poszczególne wątki łączą się raczej dyskretnie — oprócz przedstawionych elementów co jakiś czas pojawia się to samo nazwisko czy postać, znamię w kształcie komety, czasami któryś z bohaterów dzieli się swoim spojrzeniem na wydarzenia zawarte w poprzednim rozdziale, a poszczególne słowa występują w różnych kontekstach. We wszystkich jednak przypadkach tempo prowadzenia narracji jest bardzo nieśpieszne, w związku z czym czytelnik ma okazję poznać postać i związać się z nią emocjonalnie, a zwroty akcji tym bardziej zaskakują. Swobodna zabawa czasem i miejscami akcji ma prawdopodobnie na celu podkreślenie istoty tych sześciu świetnie napisanych opowieści — uniwersalnych pragnień kierujących ludzkością niezależnie od wieku czy przestrzeni geograficznej. Żądza władzy przejawia się w każdej z nich, choć przyjmuje różne formy. W Adama Ewinga Dzienniku pacyficznym przyjmuje postać zarówno rasistowskiej kontroli, jak i makabrycznej, podyktowanej materialnymi pobudkami chęci decydowania o czyimś życiu. Losy młodego kompozytora zależne są w dużym stopniu od kapryśnego, wykorzystującego własną pozycję pracodawcy. Luisie Rey grozi śmierć, bo w grze o tajemnicę elektrowni środki nie mają znaczenia, a Timothy Cavendish spotyka się wręcz z fizyczną i psychiczną przemocą. W świecie, w którym żyje fabrykantka Sonmi~451, nieczystokrwistych (tych, którzy nie są ludźmi) poniża się i wykorzystuje, sama bohaterka również staje się jedynie pionkiem w drodze do rewolucji. W historii Zachariasza ludzkość zaś sama doprowadza siebie w ten sposób do zagłady, co zresztą przewiduje jedna z postaci w Listach z Zedelghem, która w rozmowie z Frobisherem twierdzi, iż „nasza żądza władzy, nauka i wszystkie te zdolności, które wzniosły nas nad poziom małp poprzez ludzi dzikich do ludzi współczesnych, zdmuchną homo sapiens jeszcze przed końcem tego wieku” i porównuje naszą rasę do drapieżników. Żadna z rzeczywistości przedstawionych przez Mitchella nie jest utopijna — niemal wszędzie panuje jakaś nierówność społeczna, idee ustąpiły miejsca pragmatyzmowi, zasady moralne łamią się („gadanie, że gdzie miłość, tam wierność [...] to mit, który mężczyźni ukuli z własnego braku poczucia bezpieczeństwa”), podstawy wiary okazują liche i nawet Profeci, którzy wydawali się mieć już wszystko, drżą na myśl o zbliżającej się śmierci. 

W Atlasie Chmur uderza fabularny rozmach, który pozwolił autorowi wpleść pomiędzy główne wątki dziesiątki motywów pobocznych, anegdot, dodatkowych informacji — te nie tylko ubarwiają świat, ale czynią go bardzo rzeczywistym, plastycznym. Sprzyja temu również charakterystyczna forma poszczególnych fragmentów — każdy z nich jest pisany inaczej. Adama Ewinga Dziennik Pacyficzny to silnie stylizowana, upstrzona łaciną i cytatami proza niepozbawiona elementów humoru („Organista żaden Magnificat nie grał, prócz wiatru pod stropem, chór żaden Nunc Dimittis nie śpiewał, prócz mew krzyczących, jednako tuszę, że Stwórca był kontent”), moim zdaniem najbardziej nieprzystępna dla współczesnego odbiorcy. Z radością powitałam więc rozdział o aroganckim, próżnym i niestroniącym od uciech cielesnych Frobisherze — poszczególne części to listy do przyjaciela (kochanka?) Sixmitha w sposób poetycki opisujące pobyt w domu podstarzałego artysty Vyvyana Ayrsa i nacechowane gawędziarskim, egocentrycznym sposobem pisania żyjącego muzyką Roberta. Najbliższy współczesnej literaturze jest tak naprawdę opis niebezpiecznych przygód Luisy Rey, które składają się na powieść sensacyjną zbudowaną na zwrotach akcji i niemal hollywoodzkich intrygach — co nie dziwi, wziąwszy pod uwagę, że jest opowiadaniem czytanym przez wydawcę. Upiorna udręka Timothy'ego Cavendisha jest z kolei mocno sarkastyczną, zabawną historią starego tetryka, którego styl wyrażania myśli potęguje jedynie absurd jego położenia („znalazł mnie Dermot; ci, których się unika, nieodmiennie do ciebie trafiają. Powtarzam raz jeszcze, mniej bym się zdziwił, gdybym wpadł na Piusa XII”). Najciekawsza — zarówno fabularnie, jak i formalnie — była dla mnie rozmowa fabrykantki z archiwistą. Nie tylko została przedstawiona w formie nagrywanego wywiadu, nadano charakterystyczny rys również poszczególnym wyrazom — wykreowana w ten sposób rzeczywistość powoli degenerującego się świata przyszłości prezentuje się bardzo interesująco, zwłaszcza jeśli dodamy do tego dość oschłe, niemal bezemocjonalne przedstawienie własnej wersji wydarzeń androida. Zachariasz mówi z kolei bardzo prostym językiem („cały dzień mię sranie cisło, bo zżarłem w Hanokaa jaką psią łapę kulawą i goniło mnie kucać w zaroślach grabów w parowie, aż tu nagle poczułem, jak jakieś gały na mnie łypią”) i wierzy w zabobony, co silnie kontrastuje z postacią Profetki Meronym. Sugeruje także niejaki powrót do początków cywilizacji, podobnie zresztą jak kompozycja poszczególnych rozdziałów.

Film, choć przyzwoity, nie zdołał oddać klimatu książki Mitchella nawet w kilku procentach, czyniąc z niej raczej płytką powieść akcji. Oryginalny Atlas Chmur — nawet jeśli Dzienniki Pacyficzne Adama Ewinga miejscami nieco się dłużyły — jest natomiast niesamowicie dopracowanym dziełem bez dwóch zdań zasługującym na znalezienie się w zestawieniu Stu Książek Dekady według The Times czy otrzymaną nominację do Nagrody Bookera. To proza napisana pięknym językiem, z którym przyjemnie obcuje się przez wszystkie godziny spędzone z powieścią.

Izabela Pogiernicka

09.02.13 08:29
/
karol119
"Atlas chmur" (film) jest kiczem, dowodem na to, iż film jest "tworem" kultury masowej, w 99,99% "mamieniem, aż do ogłupienia" - z całego dorobku kina pozostają jedynie: "Obywatel Ken", "Młyn i krzyż" (Majewskiego) i "Miłość" - film nagrodzony w Cannes w 2011 r.
05.10.13 11:33
/
verse movie blog.pl
Film nietypowy, wielowątkowy, ale tworzący piękną całość. Zapraszam do mnie na bloga. Wiersz do tego filmu i nie tylko, a także wiersze inspirowane muzyką i życiem codziennym - zapraszam, David Mitchell Atlas chmur
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.