fesstiwal słowa w piosence
--
Stephen King, Doktor sen, Prószyński i S-ka
Więcej o
Autorze/Tłumaczu
Wydawnictwie

Recenzja: "Doktor sen" Stephena Kinga

Recenzje [08.11.13]

Tworzenie kontynuacji Lśnienia – jak i każdej innej poważnej marki – zwłaszcza po wielu latach, to stąpanie po cienkim lodzie. Jeden z najlepiej napisanych i trzymających w napięciu horrorów sprawił, że w ciągu 36 lat, jakie minęły od publikacji opowieści o hotelu Panorama i rodzinie alkoholika Jacka Torrance'a, oczekiwania czytelników urosły do niewyobrażalnych rozmiarów.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Nie wiem, czy King miał w ogóle szansę im sprostać. Nie chodzi jednak tylko o pisarskie wypalenie albo o to, że najpewniej ma za sobą najlepszy okres twórczy. Czuć, że autor przez lata dojrzał, a środek ciężkości gatunku znacząco przesunął się z horroru na thriller psychologiczny z jednym czy dwoma wątkami paranormalnymi. Widać to w Dallas '63, gdzie bohater cofa się wprawdzie do przeszłości, lecz oś fabuły stanowią zabójstwo Kennedy'ego oraz związek z Sadie. Widać to w Joyland, w którym lunapark nawiedzany jest przez ducha, a chłopiec posiada nadnaturalne zdolności, ale to w gruncie rzeczy zwyczajny kryminał. Widać to w Ręce mistrza, gdzie wątek paranormalny zdaje się wprowadzony na siłę (przez co Kingowi wzorem Grahama Mastertona udało się zresztą zepsuć zakończenie), a rozwijająca się powoli, niemniej trzymająca w napięciu fabuła dotyczy radzenia sobie z niemocą twórczą oraz skutkami poważnego wypadku i rozpadu związku. Choć większość książek wychodzących spod pióra autora z Portland to jeśli nie dobra, to przynajmniej stojąca na naprawdę przyzwoitym poziomie literatura, próba odgrzebania Lśnienia przypomina nieco kota z Cmętaża zwieżąt – całość jest „trochę martwa”.

Innymi słowy choć Doktora Sen czyta się nieźle i miłośnicy pisarza natychmiastowo odnajdą się w jego stylu, fani horrorów nie mają w nim czego szukać – King nie straszy. Życzyłabym sobie, aby powieść powstała nie jako kontynuacja Lśnienia, tylko odrębna historia, gdyż nietrudno wyobrazić mi sobie rzesze zawiedzionych poszukiwaczy silnych emocji, których najnowszy tom im nie zapewni. Losów dorosłego i niemogącego poradzić sobie z własnym życiem Dana nie śledzi się bowiem z wypiekami na twarzy, a co gorsza, powrót do Panoramy jest taki... nijaki. Ponowne zetknięcie się z koszmarnym, przerażającym hotelem, który ostatecznie spowodował śmierć ojca i niemal zabił resztę rodziny, powinno być przeżyciem niesamowicie silnym, wyciągającym na wierzch traumy 6-letniego dziecka, ale autor pozbawił to straszliwe miejsce duszy. Być może wynika to z faktu, że oprócz dorosłego już Dana, który próbuje poradzić sobie z alkoholizmem, czytelnik obserwuje również morderczy Prawdziwy Węzeł, przez co całość niemal od początku pozbawiona jest tajemnicy. Niektóre sekrety pozostają zresztą nierozwiązane – nie wiadomo na przykład, jak działały mentalne szkatułki, w których główny bohater zamykał podążające za nim zjawy, ani dlaczego Delbert Grady popadł niegdyś w obłęd. Fabuła przedstawiona w Doktorze Sen to dalsza historia Dana, a nie opowieści przedstawionej w Lśnieniu.

Jednocześnie zdaję sobie sprawę z faktu, że książka sprzed prawie czterech dekad stanowiła dobry, stabilny fundament pod nową publikację. Niełatwo stworzyć bohaterów z wiarygodną przeszłością i spójną osobowością od zera, a Lśnienie dało Kingowi możliwość zbudowania na nim późniejszego życia chłopca, który przeżył Panoramę. Szkoda tylko, że przeskok czasowy wydaje się nienaturalny – rozumiem, że autor chciał najpierw osadzić czytelnika w rzeczywistości znanej z dawnej powieści, lecz przejście pomiędzy poszczególnymi okresami życia Dana dało się zrealizować lepiej: ostrzej, gdyby autor chciał podkreślić kontrast między byciem dzieckiem a dorosłym, lub bardziej stopniowo i płynniej. Odnoszę również wrażenie, że z uwagi na sentyment do Lśnienia King za bardzo dba o pozytywnych bohaterów – podczas gdy niegdyś opisywał, jak Jack Torrance złamał rękę trzyletniemu synkowi, teraz niemal do samego końca chucha i dmucha na Dana oraz towarzyszącą mu, jaśniejącą dziewczynkę.

Warsztatowo to jednak wciąż równie wysoka półka. King po raz kolejny radzi sobie dobrze z obszerną ekspozycją bohaterów, wplata w powieść ciekawe historie, znów pojawiają się charakterystyczne natrętne myśli w postaci wtrąceń w nawiasach. Również wszelakie fabularne i stylistyczne nawiązania do Lśnienia mogą cieszyć (bądź smucić, jeśli ktoś jest zdania, że autor jedynie odcina kupony od popularności), jeżeli tylko czytelnik nie postawi poprzeczki zbyt wysoko. Stare kości pisarza – przynajmniej przy obecnej kondycji – nie są w stanie jej przeskoczyć.

Izabela Pogiernicka

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.