fesstiwal słowa w piosence
--

Recenzja: David Mitchell "Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta"

Recenzje [13.01.14]

Kiedy swego czasu dostałem do swoich rąk „Sen numer 9” Davida Mitchella po długiej i obfitej w szczegóły lekturze byłem pewien, że trafiłem na coś niezwykłego.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

To, jak narrator opowiada historię, w jaki niezwykle prosty, acz naoczny sposób oddaje rzeczywistość sprawia, że można odczuć brak powietrza w chwili, gdy fala tsunami zalewa kawiarnię, za oknem której widać zdezorientowanego rekina. Coś pięknego. Kiedy potem zabierałem się za „Atlas chmur” wiedziałem, że się nie zawiodę. Nie jest to kwestia sequelu, prequelu, pierwszej, drugiej, czy trzeciej, jak się okazało pozycji danego autora. Po lekturze „Snu numer 9” oczywistym było, że nie będzie innej opcji, niż tylko absolutna implozja umysłu. Gdy okazało się, że „Atlas chmur” doczekał się ekranizacji, po projekcji w kinie pomyślałem, że to straszna szkoda dla tych wszystkich widzów, którzy nie mieli przyjemności lektury książki w taki sposób zaznajamiać się z fabułą. „Atlas Chmur” jest potężną książką, liczącą sobie ponad 600 stron, pełnej wątków, płaszczyzn, molochem opowieści. Absolutnie nie takim przytłaczającym wielkością, raczej takim, który gdy się już kończy, wręcz prosi się o kontynuację, o dalszy ciąg. Po lekturze „Atlasu chmur” przeczytałbym bajkę dla dzieci do lat 3 z czterema zdaniami na jednej stronie, byle tylko autor był ten sam. Film oddał z tego jedną trzecią, w porywach, całości, mimo tego, że ludzie, którzy ten film nakręcili zrobili kawał dobrej roboty.

Wydawnictwo MAG czekało pewnie do ekranizacji „Atlasu Chmur” zanim zdecydowali się zainwestować w najnowszą pozycję spod pióra jąkającego się Anglika, który dobre osiem lat życia spędził na Hiroszimie, co widać w jego prozie. Obiecuję, że będzie w tej recenzji kilka słów na temat najnowszej powieści, a mianowicie „Tysiąc jesieni Jacoba de Zoet” (osobiście nie zgadzam się z tą pisownią – de Zoet nie powinno się odmieniać jako nazwa własna, zapraszam do polemiki xtatic83@gmail.com), jednakże David Mitchell jest szamanem intertekstualności. Oznacza to ni mniej ni więcej, że lektura jednej z jego powieści jest niesamowitym doznaniem, gdyż umiejętność budowania narracji, przechodzenia z jednego narratora do drugiego, sposoby stylizacji tekstu, by pasowały do właściwej im epoki sięgają zenitu. To jednak nie wszystko. Intertekstualność oznacza, że jeśli sięgnęliśmy, dajmy na to, po „Atlas Chmur”, niektóre z wątków tej powieści znajdą swoje rozwinięcie w „Tysiącu jesieni Jacoba de Zoet” i odwrotnie. Orito Abigawa, wielka miłość Jacoba de Zoet, jest ni mniej ni więcej odpowiednikiem Sonmi-451 z „Atlasu Chmur”, uwikłana w pajęczynie intryg, okłamywana i wykorzystywana. Ale to wszystko swoją drogą, zacznijmy zaś od początku.

Tytułowy Jacob de Zoet pochodzący z Domburga, portu na Morzu Północnym, przybywa na Dejimę, placówkę Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, będącą czymś w rodzaju wykrojonej z mapy Japonii kolonii, zamkniętej z każdej strony i ogrodzonej murem od całej reszty szogunatu, tylko z zasady niezależnej handlowej jednostki, znajdującej się pod zwierzchnictwem kamery, której centrala znajduje się w Enkhuizen. Podstawowym zadaniem komórki na Dejimie, w Nagasaki było wydobywanie miedzi i płynne tego surowca transporty do Europy, w zamian za inne dobra. Problemy pojawiają się w momencie, gdy wszyscy nadzorcy na wysokich stanowiskach, pod których bacznym spojrzeniem przebiega wymiana tak ogromnych bogactw zaczynają widzieć w tym okazję do prywaty. Najwięksi intryganci lawirują pomiędzy nie do końca sprecyzowaną dyplomacją ze stroną japońską i pomiędzy zaleceniami płynącymi bezpośrednio z Europy. Jacob de Zoet jest zaś sekretarzem, który jako poboczny obserwator czerpie jednak informację bezpośrednio z ich źródła. Jego zadaniem w dodatku jest zrobić porządek w księgach rachunkowych z okresu ostatnich pięciu lat, ku niezadowoleniu wspomnianych wcześniej lawirantów, zarówno tych ze strony japońskiej, jak i holenderskiej. Era Edo w Japonii, zaś, będąca osią historyczną dla wydarzeń w książce była czasem, w którym Japonia poczęła ostatecznie odcinać się od jakichkolwiek kontaktów z Europą. W warstwie inter-historyczno-fikcyjno-kulturowej to już brzmi fajnie. Okaże się jednak, że sam Jacob de Zoet przybył na Dejimę, by zdobyć pozycje i pieniądze potrzebne do tego, by wrócić w swe rodzinne strony i poślubić narzeczoną Annę, będącą jego wielką miłością. Jego wierność zostanie jednak wystawiona na próbę, gdy pozna Orito Abigawę, asystentkę dr Marinusa, również Europejczyka, doktora medycyny, w wolnych chwilach badającego i katalogującego faunę i florę Nagasaki. To co tu opisałem to tylko jedna dziesiąta wątków, opowieści i opisów bohaterów i zależności między innymi. David Mitchell do tej pory doczekał się dwóch nominacji do Bookera, a powinien dostać Nobla.

Jeśli kochasz literaturę, zakochasz się w tej książce, jeśli kupujesz książki, bo ładnie wyglądają na półce, na litość, kup trzy egzemplarze „Tysiąca jesieni Jacoba de Zoet”, bo na półce prezentują się pięknie, a dzięki Twojej inwestycji przetrwa prawdziwa literatura.

Gabriel Wiktor Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.