fesstiwal słowa w piosence
--
Tengu, Graham Masterton
Więcej o

Recenzja: „Tengu” Graham Masterton

Recenzje [16.09.15]

Tengu został napisany pięć lat przed moimi narodzinami, w roku, w którym na rynku pojawiła się Christine Stephena Kinga. Ktoś mi wyjaśni, dlaczego książkę Króla łyknęłam jakiś czas temu w dwa wieczory, a do klasyków Mastertona sprzed ponad dwóch dekad muszę się zmuszać?

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Jest w nich coś takiego, co sprawia, że podczas lektury od czasu do czasu muszę zacisnąć zęby, by móc przebrnąć przez kilka następnych stron. Reszta kartek też nie jest jazdą po autostradzie, to raczej podróż w błocie po kostki w mokrych butach, a w najlepszym przypadku spacer po gorącym, topniejącym asfalcie. Ani razu, przez grubo ponad 300 stron Tengu, nie poczułam jakiegokolwiek napięcia. Ani razu serce nie zabiło mi mocniej. Ani razu nie poświęciłam mu całego wieczoru, zamiast tego odliczając kolejne rozdziały do końca tej ciągnącej się jak flaki z olejem powieści o zemście za Hiroszimę.

Nie wiem, czy chodzi o powierzchowną japońskość konwencji, przegadane, wymuszone dialogi, czy może zwyczajnie mało ciekawą, nieangażującą fabułę, która odkrywa karty już na samym początku i przerzuca detektywów od jednej błędnej poszlaki do drugiej. Tak, Tengu bez dwóch zdań nie jest horrorem, nie nazwałabym go też kryminałem, a jeśli już, to odmianą sensacyjno-awanturniczą. Bohaterowie – zamieszani w dziwne morderstwa po obu stronach barykady – dają się czytelnikowi poznać od różnych stron, ale osobiście dość szybko miałam dość niewiele wnoszących do fabuły opisów tego, co jedzą, gdzie dzwonią, z kim uprawiają seks (przeważnie są to kobiety o olbrzymich piersiach i w niewiarygodnie obcisłych wdziankach), dość ich mało znaczących, często sztucznych dialogów.

Mimo to niektóre postacie są nawet ciekawe – podobał mi się pomysł na Kappę, czyli głównego złego, a także relacje Gerarda z kobietami – podobnie jak osadzenie tytułu w japońskiej demonologii. Z ciekawością przebrnęłam przez tych kilka akapitów tłumaczących, czym jest kami czy makabryczne opętania przez tytułowego Tengu (szkoda, że po krótkim researchu przekonałam się, że nie miało to za dużo wspólnego z tradycyjnym folklorem, zgodnie z którym Tengu przedstawiany był jako ptak). To jednak wszystko. Największą radością, jaką sprawiła mi ta antywojenna zresztą książka, było zamknięcie jej po przeczytaniu ostatniej strony. Nie dlatego, że jest zła – naprawdę źle napisane książki często są tak komiczne, że czyta się je fantastycznie – ale dlatego, że jest tak przeciętna. Technicznie nie mam jej nic za dużo do zarzucenia, ale to za mało, by wzbudzić we mnie jakiekolwiek emocje.

tłumaczenie: Barbara Cendrowska
tytuł oryginału: Tengu
data wydania (2): 2015
ISBN: 9788378187226
liczba stron: 360
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Izabela Pogiernicka

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.