fesstiwal słowa w piosence
--

Nowość w serii BSL: Maria Dernałowicz - Słowacki

Nowości [28.08.09]

Gdy składano jego prochy w krypcie na Wawelu, Józef Piłsudski podobno powiedział: W imieniu Rządu Rzeczypospolitej polecam panom odnieść trumnę Juliusza Słowackiego do krypty królewskiej, bo królom był równy.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Maria Dernałowicz opisuje w swojej biografii drogę, jaką poeta przeszedł z Krzemieńca, gdzie się urodził, do Paryża, w którym zmarł w 1849 roku w wieku niespełna czterdziestu lat.

Mimo krótkiego życia pozostawił obfity dorobek literacki, który jednak nie od razu zdobył uznanie. Wiele podróżował, utrzymując się z pomnażania posiadanego kapitału na paryskiej giełdzie, nieustannie tworzył, także w dziedzinie filozofii.

Biografia Słowackiego opowiada o jego bogatym w wydarzenia życiu osobistym, o drodze twórczej i nieudanych staraniach o znalezienie zrozumienia u współczesnych. Wydanie książki zostało uaktualnione i poprawione przez autorkę.

Fragment:

ROZDZIAŁ 2
TERMINOWANIE W POETYCKIM RZEMIOŚLE

Słowacki nie zobaczy nigdy żadnego ze swoich dramatów na scenie, nie będzie zresztą dążył do ich wystawienia, ale, świadomie czy bezwiednie, będzie je pisał dla teatru, znając możliwości inscenizacyjne wypracowane w jego epoce.

W czasie tego pobytu w Paryżu musiał jednak snuć zuchwałe zamiary podboju teatralnego Paryża. Dowodem tego są fragmenty francuskiego dramatu Beatrix Cenci, jedyne próby dramatyczne, jakie wtedy powstały. Być może dlatego tak pilnie "uczył się teatru". Nienadaremnie.

 

Charakterystyczna dla procesu twórczego Słowackiego była potrzeba dystansu wobec podniet, które odbierał. Po swej londyńskiej podróży pisał do matki:

Wojaż bardzo wiele daje wyobrażeń, szkoda tylko, iż wszystko ukazuje mniej pięknym, niż było w imaginacji - i potem zostaje w pamięci dwa obrazy - jeden taki, jaki być powinien, oczami wymalowany, drugi piękniejszy, dawniej utworzony przez imaginację. Kiedyś utworzy się trzeci, najpiękniejszy, z imaginacji i sennego przypomnienia - i połączy w sobie wszystko najpiękniejsze z tych trzech obrazów.
- Nie pojmuję, jak Bajron mógł pisać na miejscu.


Oczywiście od tej reguły bywają w twórczości Słowackiego wyjątki: dowodem choćby omawiane już wiersze powstańcze.

Ten rasowy intelektualista szuka wrażeń w teatrze, w galeriach obrazów, zawsze w lekturze. W literaturze polskiej interesował go najbardziej ten, z kim chciał się w przyszłości zrównać w słowie: Mickiewicz. Kreślone na marginesach Konrada Wallenroda uwagi świadczą, jak bardzo zwracał uwagę na tajniki poetyckiego warsztatu, jak je podpatrywał, jak trafnie osądzał celność poszczególnych zwrotów. Orientował się znakomicie i z dnia na dzień lepiej w literaturze europejskiej.

Śledził z uwagą ruch umysłowy we Francji, a miał co śledzić w owych pierwszych latach po lipcowej rewolucji. Musiała go zainteresować "sekta przyszłości", saintsimoniści, prekursorzy socjalizmu. Formułowali oni słynne hasło: każdemu według jego zdolności, każdej zdolności według jej osiągnięć; rehabilitowali uczucia religijne, walcząc jednocześnie z Kościołem - "przeszkodą cywilizacji".

Słowacki znał też dobrze ideologię słynnego księdza Lamennais, który jeszcze wtedy wierzył, że zdoła rozbić sojusz "tronów i ołtarza", że Kościół stanie po stronie walczących o wolność ludów. Słowacki, którego wyniesiony jeszcze z Wilna antyklerykalizm zaostrzył się po ogłoszeniu przez Grzegorza XVI słynnego breve Cum primum, osądzającego polskie powstanie jako wyłamanie się "spod prawej władzy monarszej", nie podzielał nigdy, w przeciwieństwie do Mickiewicza, złudzeń księdza Lamennais i skupionych wokół niego Przyjaciół Boga i Wolności.

Przeżyć i podniet myślowych dostarczał mu także - los emigranta. Przez Niemcy szła do Francji fala Wielkiej Emigracji, szli żołnierze pobitej armii, witani entuzjastycznie przez ludność, pełni wiary, iż bliski jest dzień ponownej wojny, powszechnej europejskiej wojny o wolność ludów.

(...)

ROZDZIAŁ 5
DUSZA ANIELSKA I CZERP RUBASZNY

(...)

Beniowski w dużej mierze spełnił oczekiwania Słowackiego wobec współczesnych. Przerwał lekceważącą obojętność, wywołał najżywsze zainteresowanie, podziw, wściekłość. Jego sukcesowi wtórował głos Krasińskiego, który w obszernym artykule analizującym twórczość Juliusza aż po Lilię Wenedę, opublikowanym w poznańskim "Tygodniku Literackim", nie zawahał się pisać:

Słowacki nie mógł być tym, czym nie jest, tym, co się przed nim odbyło. W logicznym rozwijaniu się sztuki polskiej on jest drugim momentem, a zatem różnym od pierwszego; idea tylko żywa i mająca dalej się rozwijać zawiera w wnętrzu swoim rozmaitość i tę objawia zewnętrznie form różnicą.

Jedynie Ropelewski, urażony śmiertelnie ośmieszającymi docinkami, których mu nie szczędził w Beniowskim Słowacki, wyzwał Juliusza na pojedynek, przekonany, być może, że wątły poeta stchórzy przed walką. Ale poeta nie tylko wyzwanie przyjął, ale postawił ostre warunki pojedynku - i ostatecznie Ropelewski niezbyt chlubnie wycofał się z tej sprawy. Historia stała się głośna wśród emigracji i przysporzyła Juliuszowi nieco osobistego uznania.

W owym okresie w jego życiu pojawiła się znowu kobieta, ostatnia, której urokom uległ: piękna pani Joanna Bobrowa, dawna kochanka Krasińskiego. Porzuciła męża dla Zygmunta, mistrza w nawiązywaniu, prowadzeniu, zrywaniu romantycznie upozowanych związków ze spragnionymi niezwykłych przeżyć damami; stało to się powodem niemałego towarzyskiego skandalu opromienionego bardzo romantyczną aurą. Krasiński umiał wybierać sobie interesujące kobiety; Joanna w 1841 roku, kiedy ją poznał Słowacki, była jeszcze wciąż piękna, a przeżyty dramat miłosny dodawał jej w oczach nowego wielbiciela uroku i czynił jeszcze bardziej interesującą.

Serce moje - pisał do matki - długo zimne i ostygłe, doznało teraz, że jeszcze może wiośnianym oddychać powietrzem - charakter mój, zimny tak długo, zaczął mi znów figle płatać. Szalałem - kochałem się - latałem za marą szczęścia w różne strony - płakałem - śmiałem się jak człowiek szczęśliwy - żyłem.

Pojechał za Bobrową do Frankfurtu. Ale, jak się zdaje, pani Joanna nie była skłonna widzieć w nim następcy Zygmunta, a może i Słowacki do tak bliskich związków w gruncie rzeczy nie dążył. Wkrótce zaczął krytycznie patrzeć na swój nowy ideał, drażnił go kosmopolityzm wielkiej damy:

Co do mnie - wiem ja, jak to praca pusta!
Serce kobiece na czas przeanielić!
Daleko odtąd - wiecznie zamknę usta,
I wolę nie być z Panią - niż zgon dzielić.
Bo to okropnie! rany pozamykać,
Zagoić wszystkie dawne serca blizny!
- Iść - i Aniołów już nie napotykać!
Już nie mieć ani serca! - ni ojczyzny!

(Do Joanny Bobrowej)

Miłość do Joanny Bobrowej zmieniła się w przyjazną znajomość, która będzie trwała właściwie do końca, do śmierci poety. Z osobą pani Joanny i z osobą Zygmunta Krasińskiego utarta w historii literatury plotka będzie wiązała pomysł najświetniejszej może sztuki teatralnej Słowackiego, niewydanej nigdy za jego życia tragikomedii, którą wydawcy obdarzali różnymi mianami: Niepoprawni, Nowa Dejanira, a która od dziesiątków lat nosi tytuł Fantazy.

Owa plotka zawiera chyba część prawdy. Ale traktowanie jej dosłowne prowadzi do spłaszczenia problematyki Fantazego. Bo równie dobrze można go uznać za utwór pisany z myślą o własnym sposobie modelowania przeżyć, który w okresie, kiedy Fantazy powstawał, wydawał się już jego twórcy formą krępującą wewnętrzną prawdę człowieka. Równie dobrze też - za utwór pisany o pokoleniu wychowanym przez romantyzm, naśladującym w życiu literackie wzory i nierozumiejącym jeszcze, albo dopiero zaczynającym rozumieć, że wzory te nie są już wskazówką, ale więzami.

Nie jest znany czas pisania Fantazego; wiele przemawia za tym, że Słowacki stworzył go już po przełomie mistycznym, jaki dokonał się w życiu poety w lipcu 1842 roku. Mimo to, łamiąc może chronologiczny tok wykładu, omówimy go w tym rozdziale; różnice dzielące go od pism, które zwykliśmy określać nazwą mistycznej twórczości Słowackiego, są dostatecznie duże.

Niezwykłość tej sztuki i wyjątkowa pozycja, jaką zajmuje w polskiej literaturze, zobowiązują też, by poświęcić jej osobne miejsce - a utwory mistyczne omówione zostaną w tej pracy sumarycznie, jako literackie realizacje zwartej konstrukcji filozoficzno-mistycznej, którą stworzył i którą wyznawał w ostatnich latach Słowacki.

Tytuł: Słowacki
Autor: Maria Dernałowicz
Seria: Biografie sławnych ludzi
Wydawnictwo: PIW
Miejsce i rok wydania: 2009
Wydanie: I w tej edycji
Oprawa: twarda
Format: 14.5 x 20.5 cm
Ilustracje: czarno-białe
Objętość: 176 stron
Cena katalogowa: 44,90 zł
ISBN: 978-83-06-03231-4

Informacja nadesłana

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.