fesstiwal słowa w piosence
--
Więcej o
Autorze/Tłumaczu

O ukraińskiej władzy i emigracji

[22.07.15]

Rozmowy o wynaturzeniach ukraińskiej władzy oraz szansach na przyszłość zdominowały pierwsze spotkanie 21 lipca z Michałem Potockim i Zbigniewem Parafianowiczem, autorami książki „Wilki żyją poza prawem. Jak Janukowycz przegrał Ukrainę”. Natałka Śniadanko przyniosła bardziej liryczne spojrzenia na naszego sąsiada, choć i tu nie obyło się bez nawiązań do sytuacji gospodarczej, bo najnowsza książka pisarki jest poświęcona emigrującym Ukrainkom.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Złote sedesy

Michał Potocki i Zbigniew Parafianowicz obszernie i wnikliwie opowiadali o postaci Wiktora Janukowycza, jego słynnych posiadłościach i zgromadzonych tam meblach i przedmiotach, o których krążyły legendy i które wzbudzały wiele emocji, jak choćby słynne złote sedesy.

Złożoność Ukrainy przejawia się w tej postaci bardzo wyraźnie: z jednej strony był przywódca, z którym Zachód mógł znaleźć wspólny język, a z drugiej zwykłym złodziejem. Cechowała go także specyficzna religijność, miał swoje cerkwie, w chwilach, kiedy sytuacja stawała się trudna zwracał się w kierunku wiary.

-Staraliśmy unikać czarno-białego schematu pisząc o tej postaci – mówią autorzy „Wilków..”. Z drugiej strony były prezydent Ukrainy jest łatwym obiektem kpin, zwłaszcza, kiedy wspomina się podarunki, które licznie zgromadził w swoich rezydencjach czy finansowanie kochance wyjazdów na wystawy psów (jej wielka pasja) z rządową ochroną.

Ciekawy jest w kontekście sytuacji władzy wątek kobiet: ich nieobecność poza Julią Tymoszenko w rządzie, a z drugiej strony wizerunek silnych, spajających rodziny z konieczności wobec rozpicia się mężczyzn na masową skalę po II wojnie światowej, a potem po upadku komunizmu.

Nowa władza po Majdanie też już obrasta w gabinety, ale nie ma tu porównania z wynaturzeniami, które miały miejsce w przypadku Janukowycza.

-Ukraińcy są bardziej dojrzali politycznie niż ich władza i uważam, że zasługują na lepszych rządzących – mówił Michał Potocki. Wśród zjawisk rozbijających społeczeństwo wymienia korupcję, która bezpośrednio dotyka obywateli (np. wymuszana przez policjantów).

Laboratorium przemian

Według Potockiego i Parafianowicza Ukraina jest w gruncie rzeczy złożona z bardzo wielu osobnych rejonów, zróżnicowanych pod względem poglądów politycznych, językowo, co wynika z historii tego rejonu. Ten kraj może był laboratorium przemian, które będą wzorcem dla innych krajów byłego ZSRR, dlatego sytuacja na Ukrainie wzbudza lęk na Kremlu. Dużą rolę w przemianach mają pisarze, jest to możliwe ze względu na szacunek, którym zarówno tam, jak i na Białorusi cieszą się ludzie pióra.


Kobieca emigracja

Jeszcze inną twarz Ukrainy poznaliśmy dzięki Natałce Śniadanko, ukraińskiej pisarce, poetce, tłumaczce (m.in. Kafka, Herbert, Miłosz, Brzechwa). Jej najnowsza książka jeszcze nie została wydana w Polsce, fragment przetłumaczono specjalnie na potrzeby wrocławskiego spotkania. Opowiada historię dwóch kobiet, które tracą pracę jako nauczycielki muzyki we Lwowie i muszą wyjechać do pracy zagranicę. Temat emigracji zarobkowej powracał do autorki od długiego czasu. Bardzo chciała napisać o niej bez patosu, który zwykle się pojawia, kiedy na Ukrainie mowa o takich wyjazdach. Ostatecznie udało się Natace Śniadanko podsłuchać kilka historii, dzięki którym mogła napisać książkę, której roboczy tytuł to „Frau Müller nie zamierza dopłacać”.

Chciała opowiedzieć o marginesie marginesu: kobietach, które są odsunięte od głównego nurtu ze względu na swoje specyficzne wykształcenia, a także orientację seksualną. Zostały w niej zebrane różne języki mówione, przez co jest prawdziwym wyzwaniem dla tłumacza.

-Są różne emigracje: inaczej postrzegają ją młodzi ludzie, którzy wyjeżdżają na studia, inaczej starsze kobiety, które pracują i przesyłają pieniądze na utrzymanie rodziny w kraju – opowiadała pisarka.


Spotkanie poprowadził Marcin Gaczkowski.


Fragment powieści Natałki Śniadanko „Frau Müller nie zamierza dopłacać”


Dzienny pociąg relacji Kijów–Wrocław kursuje raz na kilka dni, przejeżdżając przez Lwów i Kraków, i zabierając po drodze wiele kolejno doczepianych wagonów: od odeskich i kijowskich po lwowskie, przemyskie i krakowskie. Polskie wagony mają tylko miejsca siedzące, a ukraińskie – tylko do leżenia. Przeważnie wagony sypialne, które doczepiają we Lwowie, jadą puste, bo cena biletu jest tu znacznie wyższa niż za miejsce siedzące w polskim wagonie, gdy się wsiada w Przemyślu. Ale nieprzewidywalność rozkładu jazdy autobusów pomiędzy Lwowem a Przemyślem, niepewność, ile czasu zajmie przekroczenie granicy, a także regularnie anulowane kursy w wypadku zbyt małej liczby pasażerów zrobiły z wagonów sypialnych tego pociągu najpewniejszy i najbardziej punktualny środek transportu. Nie mówiąc o frajdzie z podróżowania samej w całym wagonie sypialnym, zamawiając od czasu do czasu kawę u konduktora.

Tym razem Krystyna wsiadła do pociągu kwadrans przed odjazdem i z zadowoleniem odnotowała, że ma miejsce na dole, a oprócz niej w przedziale nikogo nie ma. Co prawda niedługo mogła cieszyć się samotnością, bo po paru minutach dosiadła się do niej wysoka dziewczyna z kilkumiesięcznym dzieckiem na rękach.

– Pani ma chyba miejsce na górze – od razu powiedziała Krystyna. – Zamieńmy się, tam będzie pani niewygodnie z dzieckiem.

– Naprawdę? Zamieni się pani ze mną? – ucieszyła się dziewczyna.

– Jasne, no bo jak inaczej. Jeszcze by tego brakowało, żeby dziecko spadło z górnego łóżka.

– To bardzo miło z pani strony, dziękujemy – uśmiechnęła się dziewczyna. – Skąd pani jedzie?

– Ze Lwowa.

– A my z Łucka.

– A jak ma mały na imię? – zaciekawiła się Krystyna.

– Roland – odparła dziewczyna.

– Jak ten rycerz?

– Jak rycerz. W szkole czytaliśmy taką lekturę – powiedziała dziewczyna.

Krystyna spojrzała na górne łóżko, które dość niepewnie wisiało na owiniętych materiałem łańcuchach. Potrzeba było sporo wysiłku, żeby opuścić je niżej i pewniej oprzeć na specjalnych metalowych podstawkach. Ale teraz już wszystko było gotowe, więc położyli się spać. Nie zdążyli jednak zasnąć, kiedy przybiegł konduktor i niezadowolony zaczął krzyczeć po polsku na Krystynę:

– A czemu pani tu jedzie pierwszą klasą?

– Wydawało mi się, że jestem w przedziale klasy drugiej, czy się mylę? – zażartowała Krystyna.

– Ma pani bilet na dolne miejsce, a jedzie pani pierwszą klasą – obstawał przy swoim konduktor.

– Odstąpiłam dolne łóżko dziewczynie z dzieckiem, w czym problem?

Twarz konduktora jeszcze silniej wykrzywił grymas złości.

– Problem nie polega na tym, że się pani zamieniła miejscami, lecz na tym, że jedzie pani pierwszą klasą – zaciekle powtarzał konduktor. Krystyna zauważyła, że ma mocnego zeza.

– Czy może pan po ludzku wyjaśnić, o co chodzi? – zapytała, ze wszystkich sił próbując zachować spokój.

– Chodzi o to, że za pierwszą klasę musi pani dopłacić pięćdziesiąt procent ceny biletu – powiedział konduktor, choć niczego to nie wyjaśniło.

Krystyna postanowiła zmienić taktykę i zapytała:

– A co trzeba zrobić, żeby nie dopłacać?

– Podnieść łóżko z powrotem do góry, tak jak było – odparł konduktor.

– Dobrze – odetchnęła z ulgą Krystyna. – Jak pan chce, tylko proszę już nam dać spokój.

Ale uczucie ulgi okazało się przedwczesne. Nie udałoby jej się podnieść tego łóżka, nawet gdyby groziła jej dużo wyższa kara niż krzyki konduktora i groźba dopłaty. Po kilku marnych próbach i nabitych siniakach razem z sąsiadką zrozumiały, że próbować dalej nie ma sensu, bo łóżko najwyraźniej nie zostało stworzone do tego, żeby każdy mógł je sobie po opuszczeniu ot tak podnieść.

– Przepraszam, ale jeśli zależy panu na tym, żebyśmy podnieśli to łóżko, to musi nam pan pomóc – rzekła Krystyna, wchodząc do przedziału konduktora.

– Ja tu nie jestem od tego, żeby dźwigać ciężary – usłyszała w odpowiedzi.

– Ja tak w ogóle to też nie po to kupowałam bilet na miejsce do spania – postanowiła przejść na ten sam ton. – Ale jeśli nam pan nie pomoże, łóżko zostanie tak, jak jest. Innej możliwości nie ma.

– To będzie pani musiała dopłacić dwanaście euro za pierwszą klasę – surowym okiem spojrzał na nią konduktor.

– Zgadzam się – odpowiedziała i zobaczyła, że oczy na jego okrągłej twarzy radośnie się zaświeciły. – Ale pod jednym warunkiem.

– Jakim znowu warunkiem? – zdenerwował się konduktor.

– Da mi pan potwierdzenie zapłaty tych 12 euro, na którym pan napisze, że żądał pan od kobiety 12 euro za podniesienie ciężkiego łóżka. Dopisze pan dzisiejszą datę, numer kursu, swoje dane i podpisze się. A ja potem prześlę to do pańskich przełożonych – powiedziała Krystyna. – A bez potwierdzenia nie będę za nic płacić.

Za wyraz bezsilnej złości, która w tym momencie pojawiła się na twarzy konduktora, nie szkoda by było zapłacić nawet więcej.

– Nie – stanowczo odrzekł konduktor. – Żadnego potwierdzenia pani nie dam.

– Wspaniale – spokojnie ciągnęła Krystyna. – W takim razie ja nie podniosę żadnego łóżka.

I ruszyła z powrotem do swojego przedziału, ale konduktor wybiegł za nią i kontynuował aferę.

– Pani z dzieckiem, proszę wyjść – krzyknął do dziewczyny. – Pani w ogóle nie miała jechać w tym przedziale, po prostu przesadziłem panią z innego.

– A pani niech podniesie łóżko albo dopłaci, będę patrzył.

Skrzyżował ręce na piersi i zajął sobą całe wolne miejsce w naszym przedziale pierwszej-drugiej klasy.

– Nie mogę podnieść tego łóżka – powoli, litera po literze, odpowiedziała mu Krystyna i spojrzała głęboko w oczy.

Nieoczekiwanie konduktor zamiast odpowiedzieć kolejnym wybuchem histerii skulił się i w milczeniu sam podniósł łóżko.

– Teraz może się pani kłaść z powrotem – powiedział normalnym tonem, jakby to nie on przed chwilą krzyczał i robił skandal.

– Jak to? – zdziwiła się Krystyna. – To przecież łóżko pierwszej klasy.

– Nie, teraz już drugiej – odparł konduktor. – Kiedy wisi na takiej wysokości, to jest to druga klasa, a jak opuści pani niżej – to pierwsza. Podać pani kawę albo herbatę?

Krystyna długo jeszcze nie mogła usnąć na swoim, teraz już drugiej klasy, łóżku, myśląc o tym, jak dziwne czasem rzeczy ludzie rozumieją poprzez swoje pojęcie przyjemności.

 (tłumaczenie: Maciej Mularczyk)

Agnieszka Grzegorzewska

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.