fesstiwal słowa w piosence
--

Hryhorij Semenczuk poeta i muzyk - Świat jest piosenką wariata

[05.08.15]

Ostatniego dnia 5. edycji Miesiąca Spotkań Autorskich ze strony ukraińskiej gościliśmy Hryhorija Semenczuka, poetę, muzyka, działacza kulturalnego, inicjatora wielu festiwali literackich na Ukrainie.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Spotkanie tradycyjnie już prowadziła Jadwiga Skowron.

 

 

Urodził się w 1991 roku w Chmielnickim. Skończył ukrainistykę we Lwowie. Poeta, muzyk i dyrektor programowy największego ukraińskiego festiwalu literackiego – Forum Wydawców we Lwowie (od roku 2009). Koordynator lwowskiego street paper Prosto Neba. Współzałożyciel projektu muzycznego DrumTYatr, w którym działa wraz z poetą i pisarzem Jurkem Izdrykiem. Uczestnik wielu festiwali literackich (LitTer, Dzień niepodległości z Machnem czy Kyjiwski Lawry) i performansów.

 

Hrihorij Semenczuk ze swoją książką More - text&songs


Na początku usłyszeliśmy duży blok jego wierszy, z jego jedynego tomu poetyckiego noszącego tytuł Внутрішній джихад (2012)

MORE

texts&songs

 


* * *


pierwszy wiersz jest jak nóż w serce

i herbata krzyczeć będzie za nasze milczenie

między naszymi imionami pozostało tylko „między”

i słowa w płucach pozostały poczęte


moskale znowu wprowadzają dokądś wojska

pielęgniarka wprowadza igłę do żyły

wie że śmierć pacjenta jest już bliska

i boli ją od tego jeszcze bardziej


już więcej nie oglądam takich filmów

bo nie będę mógł spać w nocy

i tak nie śpię bo dzwoni komórka

nie wiem jak dalej żyć bracie

nigdy nie byliśmy sobie bliscy

jesteś starszy i tak wszystko wiesz

bracie oczy stają się mokre są już śliskie

jesteś nieprawdziwym bratem dla mnie


pierwszy wiersz nie jest wart złamanego grosza

i kawa będzie krzyczeć za nasze milczenie

bo zostawiła między naszymi imionami tylko „między”

i pozostaną słowa poczęte w naszych płucach



* * *


Co wam opowiedzieć o mojej Ukrainie?

O jej szramach na piersiach i sińcach na plecach?

Te nieustanne wybuchy szalonej histerii,

Że już nie rozumiesz, kto tu stracił rozum.


Nie wiesz już sam gdzie jesteś… co z tobą…

Odwiedzasz księgarnie i kina bez książek i filmów.

Próbujesz głosić kazanie lub prorokować,

A ona spojrzy tylko na ciebie i powie: „Później, stariczok…”


Oczywiście, można próbować zaprzeczyć,

Powoływać się na prawo o dostępie do informacji.

Ale patrzysz na jej czarne zęby, zimne ramiona

I rozumiesz: konwencje ona rzeczywiście ma w dupie.


Nie pozostaje nic innego, jak kochać w milczeniu:

Rozchełstaną, gołą i pijaną. Na wieki wieków!

Nigdy nie zaprzeczać, nie brać i nie prosić,

Bo oszaleliście i ona, i ty…



* * *


po tobie w mojej głowie wyrosło powojenne Sarajewo,

wszystkie tańce i tanki, orkiestry i strzelby.

nie zapomnę nigdy, jak to wszystko znika –

jesień czyni spustoszenie wiatrami źrenicy.


za oknem wciąż chodzi konwój, razem z nim szopka –

wszystkie biesy, żołnierze i maleńki Jezus.

nie zapomnę nigdy tego jasnego rapu,

trochę podobnego do czarnego bluesa…


wiesz, są tylko cztery strofy między naszymi

twoją i moją – granicami

wszystkie psy i płoty, lasy i drogowskazy.

nie zapomnę nigdy jak nieprzytomna noc

zagrała nam najlepsze standardy jazzu.


kiedy przejdziesz w pamięci wszystko, zwłaszcza wojnę z

samym sobą,

wszystkie sny i zamyślone spojrzenia przez mgły,

zaszczebiocą puzony, brzękną oboje

od słodkiej jesieni popadłszy w iluzję.


po tobie w mojej głowie wyrosło powojenne Sarajewo,

wszystkie konie i konwoje, klarnety i oficerowie.

nie zapomnę nigdy, jak to wszystko znika,

zamykając drzwi…



donbass drum’n’bass


Szeptał jej do prawego ucha:

„Zabiorę cię na Donbas na hałdę.

W końcu odnajdę siebie – będę dokonywać rozbojów,

a ty będziesz hodować konopie, kochana…


Dołączą kolesie z dzieciństwa,

I będziemy musieli założyć proletariacką kapelę w stylu punk.

Dzięki nam Donbas stanie się kolebką państwowości i ukraińskości!

Między nagrywaniem piosenek będziemy napadać na banki…


Uruchomimy oczywiście pociąg „Mariupol – Werchowyna”.

Niech będzie tam węgiel, konopie na hałdach, ludzie też…

Żeby cała rodzina, od ojca do syna, razem wraz –

zagrali jazz, grali rap. Gruba kasa i kiełbasa.


Na żywo nadawalibyśmy w bezkresną przestrzeń

Rozniosłoby się o nas po całej ziemi…

Przyłączcie się! Takich jak my jest niewielu…

A może stanowimy większość…? Ciosamy tę skałę? A co w skale?


Skacz w miejscu aż nadejdzie kwiecień.

Nigdzie nie pojedziemy… to jedna wielka bzdura…

ale fajnie byłoby zasiać na całym Donbasie…

konopie…”



Julia


Julia wiesz twoje włosy

są zbyt mokre zbyt skromne

więc dla ciebie istnieje całe Nadrosie

czy republika Krym taka autonomiczna

specjalnie dla ciebie istnieje kolej

i żółte marszrutki w kolorze cytryny

wielkie tiry co wyganiają ptaki

a ty dalej stoisz taka skromna

puszczasz oddech zimą przez palce

w schronach dni gdzie błyszczą witraże

przez które widać te wszystkie dziwne kółka

w których wynajduję moje wiersze

twoje oczy są na tyle ciemne zachmurzone

że już wyją te wszystkie czarne alarmy

i przychodzą żołnierze wrogich armii

sprzedajesz im swoje włosy za darmo

a oni wrzucają ci monety

idąc uparcie przez okupowane miasto

te monety wyrywają z rąk poeci

wypuszczają z rąk przedwojenne klucze

śnieg upadł jak wata cukrowa

na twoje rodzinne śródmieście

a w białych zakurzonych namiotach

znów znikają wszystkie zakazy

Julia wiesz do rana to zniknie

bo nasz pułk wyruszy przed jutrem w drogę

popatrz: po dworcach z żelazobetonu

łażą nasze szare zmęczone dusze



lot of connections


Nigeryjski poeta Remi Raji,

spacerując po Lwowie w pewien wrześniowy wieczór, powiedział:

I see a lot of connections between Ukraine and Nigeria,

lot of connections,

lot of connections”.


Od tego czasu minęły prawie dwa tygodnie,

a ja nie śpię. Wciąż rozmyślam nad tymi słowami.

Wyobrażam sobie czarnoskórych Ukraińców.

Tańczą wokół ogniska

gdzieś w delcie Dniepru czy w poleskiej dżungli.

Grają bębny i surmy, słońce zasłaniają słonie.

Prawosławni popi obwieszeni kostkami i

amuletami

odmawiają kolejną modlitwę.


W tych snach

Taras Szewczenko układa hip-hop,

Mykoła Leontowycz jest pradziadem jazzu i funky,

Bogdan Chmielnicki w egzotycznych skórach

prowadzi śniade wojsko kozackie poprzez szare stepy.

I od tych myśli robi się tak tęskno,

serce wali,

że aż myślisz

o naszym getcie, naszych gangsterach,

o ukraińskich emigrantach i najemnikach.

Czytasz Czerwoną rutę hip-hopem

w zapchanym autobusie

na linii Górny Lagos – Stara Abudża.

I stary dziadzio imieniem Samuel,

prawdziwy hucuł, z maczetą i kokosami na

ramionach,

mówi do mnie w tym śnie:

Lot of connections

lot of connections

lot of connections.



objawienie nauczyciela

nauczania zawodowego


spotkania z moim

dawnym nauczycielem nauczania zawodowego

okazują się być bardzo trudne

bo wciąż jeszcze mam w pamięci jego

uśmiechniętą kiedyś twarz

na tle maszyn

a w ostatnim czasie spotykam go

tylko smutnego i z piwem


zwykle on mnie pyta:

co u ciebie, Grisza, co porabiasz?”

opowiadam trochę i

zadaję mu analogiczne pytanie

on opowiada mi

że żona od niego odeszła

że wciąż pracuje jako nauczyciel

nauczania zawodowego

że często bolą go zęby i głowa

pamiętam jego żonę

rzeczywiście była z niej suka

przypominała mi Sharon Stone

z Nagiego instynktu

była blondynką

nie tak piękną

ale było z niej identyczne ścierwo


Oleksiju Wasyliowyczu – mówię –

wszystko będzie dobrze” – i on z jakiegoś powodu mi wierzy

ale czego sam nas uczył?

przez całe swoje życie nie wykonałem ani jednej części

żadnego samolociku

żadnej półki

żadnej huśtawki

i żadnego elementu frezarki

chociaż mieliśmy wspólne zainteresowania

na przykład oboje słuchaliśmy Wopli Widopliasowa i Doors

lubiliśmy pogadać

ale co dzisiaj zostało z

Oleksija Wasyliowycza, którego znałem

jego zęby sczerniały i przypominały

zniszczone pirackie bandery

kolor twarzy przypominał asfalt po deszczu

i w ogóle był zmarniały


niestety nie mogłem zaprzeczyć

jego starości

bo starość i alkoholizm jak wiadomo

przychodzą do wszystkich

nawet do takich kanonizowanych świętych

jak nauczyciele nauczania zawodowego



* * *


wezmę cię na ręce

wezmę cię na alkohol

słuchaj odgłosów w moim sercu

to uderzenie a to hasło

i rozgałęzienia mojej duszy

parowy i jary w wątrobie

ręce obrastają tymiankiem

oczy jak dwie studnie

z przestrachem oglądam swoje ciało

z sylab poskładane twoje imię

spłyciliśmy

biegacz stepowy toczony przez wiatr

własne „my” i własne „ja”

ale to tylko krótki dystans

między twoim huculskim i moim podolskim

nie wysiadaj na swojej stacji

bo mam jeszcze piwo powiedzmy „lwiwske”

jutro przesiądziemy się do łodzi

i popłyniemy w dół Dniestrem

księżyc biały księżyc w pełni

rozbiera drzewo w lesie

i przypłynąwszy aż do morza

słyszy muzykę zimną i głośną

ale my nie wiemy ile nieszczęścia

przyśle nam przekazem pocztowym

wiosna



Majowe


gdy przez słoneczne miasto idę do bankomatu,

to serce moje przepełnia radość i żal.

w końcu mogę wziąć wszystko, co zarobiłem!

ale trzeba będzie oddać pożyczki… nie lubię oddawać…


cały przerażony – zamyślony, zrozpaczony –

idę dalej, bo maj żółty mam za plecami,

a bankomaty uśmiechają się smutno

i sok wiśniowy kluczem tryska z fontann.



dżihad

1.

wewnętrzny Dagestan

zakończy się wewnętrznym Talibanem

albo jakimś innym ugrupowaniem terrorystycznym ciała.

i kiedy noc siada jak ptak nad autostradą,

łowię ustami tlen, zbiegają się skurwysyny i sukinsyny,

zbiegają się alkoholicy z okolicznych chat,

a za nimi kobiety i dzieci…

Ukraina to nie Unia Europejska, to wewnętrzny dżihad,

gdzie na gnoju i gównie wyrastają kwiaty.

i moje serce zatrzymywało się co pół godziny

kiedy widziało ciebie niby grudniową pannę…

wkrótce nadejdzie wiosna sercowo-płciowa,

niewesołe koktajle, wina musujące.

plastikowe naczynia i my plastikowi

zawołamy wszystkich: dziewczyny i kolesi.

to nie będzie thriller, raczej fantastyka,

i kalina wyrośnie jak skrzydła na plecach.

więc jeśli jestem reżyserem tego hitu,

gdzie kiepscy aktorzy grają bez honorarium,

to muszę się pilnować żeby nie upaść i nie przepaść,

bo wokół pełno szmiry i badziewia.

bo ty przychodzisz codziennie

i serce mi się zatrzymuje

jak wtedy gdy oglądam filmy o kalifacie arabskim

i zapominam o wszystkim, wszystko znika –

Dagestan, Taliban, dżihad…

i teraz odczuwam każde serce,

każdego obecnego tu człowieka.

dopóki mogę patrzeć na ciebie,

mam swój spadochron.

bo teraz mogę przyjść i powiedzieć:

znowu mi się wczoraj śniłaś.

potem czekać na odpowiedź, stojąc w milczeniu…

a serce zatrzymywało się, ale nie stanęło…



* * *


miłość – to kiedy dwoje rozbiera się nawzajem z cytatów…

wiosna wpycha się na sąsiednie miejsce, znikają pasy bezpieczeństwa,

w ustach jest gorzko i słodko, taka czekolada z bakaliami,

chłód i smutek okupują meliny, apteki i biblioteki.


ściślej mówiąc, wszyscy są tu ze wszystkiego zadowoleni, znaczy

trzeba w milczeniu chować ręce do kieszeni, zakładać ciężkie buty,

sad zakwitnie i wcześniej czy później zapłacze.

pójdziesz dalej, zbierając różne śmieci.


bo kochać oznacza niszczyć ciemne oczy,

wbijać pod żebra igły i szukać ślepych plam.

to nie zbrodnia, ale poważne zboczenie,

wszystkie hasła i maski, ukryte IP serc.


siedzisz i tracisz obydwa swoje rozdwojenia,

znika wszystko co dobre i złe, zostajesz tylko ty.

bo miłość to poczucie bezkarności występku,

to najdłuższy most i największy port.


kiedy dwoje rozbiera się nawzajem z cytatów…

wiosna wpycha się na sąsiednie miejsce, znikają pieniądze i papierosy,

wszystko ucieka, ale my trwamy na miejscu, żeby przywitać

tę wiosnę, niby żołnierze bez zbroi. na szczęście mamy pięści.



sonet irracjonalny


Słyszę IRA, a w głowie mam I.R.A.,

Irak, Iran i ranny odlot ptaków na wylęg,

które lecą jak komety albo jak rój owadów.
Noc rzuca nożami w piersi tych biedactw,


Słyszę oddech, w głowie sidła

Czekają spragnione na kończyny zwierzyny,

Niby alfabet z twoich listów, pocztówek,

I kapie dalej noc jak niedokręcony kran.


Słyszę światło, a w głowie go brak.

Tylko resztki ludzi i grube smugi brudu.

„A jak ujść z życiem pośród tego brutalu,

Kiedy nie ma ani hamulców, ani kierownicy?”


„Nie wiem, i nie chcę, i nie będę…”

Słyszę luty, w głowie mam zimę.



Zaśnij


zaśnij, srebrny sierp księżyca

nie dotknie twojego czoła…

gwiazdy spadają do Bystrzycy z trzaskiem,

a nas miłość wzięła i oplotła…


sny jak kurzawa, jak porty morskie,

zabetonowane ręce dworcowych miast…

i, kiedy zachce nam się obudzić,

staniemy na baczność,


wyciągniemy ręce, przetrwamy noc.

nasze kierunki – maj, a może luty.

poradzieckie budynki w stylu kitsch,

miasto w morzu, a brzeg zapomniany…


aż dotąd nieznane iskry widzeń

kipią jak herbata na twojej kuchence.



* * *


ukłułaś się w palec igłą

kiedy haftowałaś obrazek na mojej chustce…

przybyłem z polecenia pułku,

a w plecaku miałem smakołyki od ciebie.

lubiłaś pisać do mnie listy,

a ja często przystępowałem do ataku –

więc mój wróg spalił wszystkie mosty,

i spalił moją rodzinną dziecięcą altankę,

zgwałcił wszystkie kobiety na szarych przedmieściach,

zastawił kilka zasadzek koło kościoła.

ty rankiem zbierałaś liście,

a potem malowałaś je pastelami.


i pewnej nocy wykrzywionej od wysiłku,

mój fort został otoczony przez nierówne siły,

i ci, którzy mnie okrążyli

wezmą na widły mojego Boga.

i wedrą się przez mury naszej fortecy,

i poniesiemy ogromne straty.

i kiedy kapitan nagle się zestarzeje,

wyda jeden rozkaz: uciekać…

ja wtedy będę omijać posterunki,

będę omijać drzwi chorych poetek.
i jakoś w maju ostatecznie bez sił

wtoczę się na twój balkon,

wszystko będzie jak wtedy jesienią –

szeleścić będzie wieczór, który wrócił z niewoli.

a na poziomie podświadomości

wyjdziesz w swoim eleganckim szalu

niby odetchnąć świeżym powietrzem,

a w rzeczywistości – wzrokiem szukać mnie…



* * *


bardzo delikatnie dotknąłem jesieni

pomalutku żeby jej nie obudzić

chodziłaś po mieście boso

obudziłaś się rano przeziębiona


i noc przeleciała mi przed oczami jak film

te żółte drzwi zamknięte na amen

księżyc kręci się jak stara płyta

czas stał się malutkim stuleciem


a potem otwarcie powiesz do słuchawki

i ja wyruszę do dzielnicy sypialnej

która z zewnątrz przypomina getto

a w rzeczywistości jest po prostu dzikim kanionem


babie lato lato babie

i ranek uśmiechnie się skośnymi oczami

będę miał dzieci z jesienią

choć przecież ledwie jesieni dotknąłem



pierwsze wiosenne deszcze


jej ciało zostało stworzone, aby poruszać się w tańcu

powoli jak w pierwszych wiosennych deszczach…

pamiętam tylko fragment jej twarzy

przeliczam na palcach noce:

trzy, dwie, jedna.


arterie miasta napełniły się ludźmi.

ona pachnie piaskiem,

a ja – papierosami.

lepkie poczucie rzeczywistości.

kruche poczucie wolności.

„od czego uciekasz? – pytam –

widzisz, wokół tacy sami ludzie,

prawo, przeciętni biurokraci,

dzikie zwierzęta… od czego chcesz uciec,

a ściślej – dokąd?”


szeroko otworzyć oczy,

krążyć starymi ulicami

i widzieć jak po geniuszu pełzają

przeciętności.

wystarczy powstrzymać w sobie nienawiść,

korzystać z tych dni, wieczorów,

pełnych gróźb wezwania milicji.

jutro gardło wyschnie, spojrzę na ciebie,

jak śpisz, jak włosami rozganiasz powietrze,

jak przytulasz książki do piersi,

które ktoś napisał nie dla ciebie i nie o tobie…

czy ktoś odważy się to zniszczyć?

wygonić nas na ulicę?


pozamykałem wszystkie drzwi, zasłoniłem okna.

naruszam ciszę i całuję cię.

drżysz tak, jak drżą przechodnie,

kiedy miasto okupują gromy,

zaganiając wszystkich tubylców do drzwi,

rozlewając deszcz na twoim balkonie.

kiedyś nas nie będzie…

ale chciałbym, żeby przechodnie uśmiechali się

od zapachu piasku i papierosów,

a ty nadal leżysz i tak ci pasują

pierwsze wiosenne deszcze…



***


dopóki schody są przy samolocie, a z pilota nie wywietrzał haszysz,

nie odjedziemy stąd – dobrze tutaj wietrzą.

teraz rozumiesz zerowy sens map politycznych,

bo rewolucja tak naprawdę zaczyna się od wibracji.


wibracje są wszędzie – w pubach, sklepach, restauracjach.

komukolwiek kibicujesz – Karpatom czy Chicago Bulls,

nieważne co lubisz – koktajle Mołotowa, nitroglicerynę w bananach –

pomodlę się za to, żeby twój puls nie przestał wibrować.


bo każdy może słuchać tych słów,

tańcząc tango w barach, smutno zawodząc karaoke.

trzymać się w garści i w sztok się nie zalać,

kiedy wokół noc zimowa i czarnooki mrok.


jeśli komuś byłem coś winien – uroczyście wszystkim wybaczam.

wyje motor, połykając piętnaście ton paliwa.

zanim samolot odłączy schody, zanim odłączy pilota,

zniszczymy wszystkie trasy, usuniemy blogi.


bo nasze serce, oczy i ręce działają dzięki wibracjom –

i coraz silniejsze stają się wstrząsy w brzuchu.

ogrody kredowe przerastają pałace i domy…

nawet psy i koty odczuwają ten puls.


a ty?



***


ile w słowie „Ojczyzna” jest słodkości i przytyków.

tym bardziej, jeśli chodzi o Ukrainę i o nas, jej kontuzjowane dzieci.

pytaliśmy głośno: „Mamo, mamo, a gdzie jest nasz tato?”.

tato pił, wąchał klej, wszystkim rozdawał wpierdol.


i całkowicie brak w tym typowego elementu tragizmu,

takiego jak w przypadku przemocy domowej, bójki czy krwi na parkiecie.

na razie mamy inne problemy, jak wojna światowa czy kryzys globalny,

nie ma rewolucji, chociaż bagnetów jest pod dostatkiem.


ale brakuje mocnych głów. i cierpkich ust. i gorących piersi.

jest zbyt wielu starszych braci, którzy w dzieciństwie nas katowali.

trzeba słuchać w milczeniu, w kącie, na przystanku, wśród ludzi.

i modlić się, by nie zostać ukaranym za spostrzeżenia.



***


O północy stoję w ciemnej ulicy.

Wokół komuniści i zwolennicy drobnej burżuazji.

Okolice tulą się do nieba. A ty liczysz na to, że nie nastąpi

Przyłączenie ciebie i okolicznych ziem do Zachodniej Rosji.

I póki jeszcze nie buduje się tu komór gazowych,

Póki na kamerach monitoringu widnieją ślady twoich ust,

Można spróbować stać się gwiazdami, oczyścić karmę

i wysadzić w powietrze świat, a wraz z nim YouTube.


Bez ciebie zima jak niezima, i nie ma jak głosować…

Nie ma na kogo… Po co? Powoli łysieją drzewa.

I jeśli zechcesz, kupię kałasznikowa i zacznę strzelać.

Nawet jeśli uznasz, że lepiej żyć w Zachodniej Rosji.



***


zacznijmy od tego, że świat jest ciasny.

jest w nim putin, jest merkel, jest nawet obama…

nasza wiosna i monochromatyczne sny –

to tylko urojenie, zwykła iluzja.


zakipiało we mnie z powodu tej pustki.

czuję na wskroś, mimo tęgich mrozów,

że pokonamy ten dół i agresywnych prymitywów…

…i niech nam przyniosą tylko herbatę i mocne papierosy.


niech moja mama po raz kolejny wieczorem

pomodli się jak za rodzone dzieci…

chociaż wszyscy jesteśmy jak skazani, świeżo upieczeni,

bóg ochroni nas przed wpierdolem.


serce tłoczy krew. ono jest rewolucją.

w każdym z nas siedzi malutki Che…

tylko nie zapomnijcie ciepło się ubrać

i miejcie przy sobie czyjeś ramiona…



***


moje wojska wewnętrzne w kieszeniach dżinsów

chowają noże, kastety i długie słowa…

po kilku zabitych pułkownikach, dwóch wystraszonych książętach

mam karby i plamy na rękawach.


ci chłoptasie w środku zmęczyli się od codziennych ataków:

co wieczór dziękują mi, że zostali przy życiu,

w milczeniu strzegą całego tego bardaku i syfu

w moim sercu i w mojej głowie.


jesień daje polecenie, by rozpędzić wewnętrzny protest,

przystąpić do ataku z gumowymi pałkami i gazem łzawiącym.

moje wojska wewnętrzne nie chcą podnosić tego krzyża,

nie zamierzają dać wiary całemu temu absurdowi…


w stworzeniu świata przewidziano głupstwa

nareszcie to pojąłem, zrozumiałem, zapisałem w notesie.

nawet najbardziej zdesperowane demony i szlachetni rycerze

odmawiają piekła i wiary, chorągwi i klejnotów.


stoją i patrzą na mnie jak wróbelki

spuścili smutne główki. oddali noże, słowa i kastety.

moje wewnętrzne wojska, maleńkie chłopczyki.

dezerterzy, którzy wkrótce zostaną poetami…



***


Przyśniła mi się wojna z czarnymi włosami,

Brudem za paznokciami i suchą zrogowaciałą skórą.

Wszystko się skończyło. Zostało echo.

I kanonierzy odchodzili pełni zwątpienia.


Maleńkie chłopczyki. Wczorajsze tarcze strzelnicze,

Które nikomu nie zawiniły, tylko same sobie.

Chowają na pamiątkę łuski do kieszeni,

Zmywając sobie sadzę z czoła.


Na zdjęciu będą wiecznie zasmucone,

Z pieczątką śmierci ich niewidzialne twarze.

Szczelnie owinięte drutem kolczastym

I niemymi posterunkami.


Przyśniła mi się wojna, ta pani w czerni,

Od krwi ma czerwone rękawy.

Bez litości zbierała pokonanych

I ich automaty, karabiny i wyrzutnie ręczne.


Wojna rozstawiła wszystko na miejsca.

Na miejsce życia – tylko żelazne krzyże,

A każdy nabój to nie po prostu gwóźdź.

To ja i Ty. To ja i Ty.



***


otoczył nas listopad bez twarzy,

deszcz za oknem dzwoni, jakby grał na cymbałach.

a kosmos dokoła jest taki ogromny –

gdzie mi tam do niego, takiemu maleńkiemu?


rozmawia ze mną ustami-promieniami,

chłodem porannym w opuchniętym gardle.

zmienia nas w cienie, a nasza wina czy niewinność

nie ma znaczenia…

padają drzewa. tak zmokłem i rozmiękłem.


z tablicy ścierają się liczby, a noce stają się dłuższe,

kosmos po raz kolejny daje do zrozumienia, że jesteśmy sukinsynami.

nie da się tak po prostu zeskoczyć skądkolwiek –

może tylko ze skały przy śpiewie ptaków i wilków.


cały ten bezsenny patos jest bardzo obciążający.

ciężkie objęcia zimnych jesiennych dróg

pozwalają nam uwierzyć, że jeszcze wyzdrowiejemy.

lub chociaż ocalimy dzieci i starców.

***


Mijamy Byczew i Tuszów w drodze do Zamościa. W drodze do domu.

Miejscowa fonetyka podpowiada jak i gdzie skręcać.

Uśmiechają się do nas barmani niby personel psychiatryka.

I uprzejme starsze panie na kasach w supermarketach.


Hrebenne. Coraz bliżej i bliżej nadciągało.

Powiem otwarcie i szczerze – mieliśmy dość.

A w kolejce gromadzili się bohaterowie pieśni ludowych

I celnik wścibsko zajrzał mi… w deskę rozdzielczą.


A potem powiedział po polsku: dokąd to, kudłaczu?

Po co jedziesz z powrotem w tę stronę?

Tutaj wszystko jest liberalne i bronione przez NATO,

A tam wszędzie tylko średniowiecze.


Powiedz no mi, mój niepokorny bracie,

Po co wracasz do swojego głuchego kraju?

Zapomniałeś zapłacić za wynajem czy rachunki?

Czy może smutny bankier krwiopijca czeka na twój kredyt?


Agonia moja ojczyźniana i eklektyka

na chwilę mi się przypomniały, ale zaraz zapomniałem.

Oddawaj, celniku, wszystkie dokumenciki,

Żegnaj. Adios! Inshallah!


O tam, za szlabanem, kochane kobzarki,

Wiśniowa Sodoma kwitnie koło chaty.

Górniczka Tania i hucułka Oksana

zaprosiły mnie do swojego szpitala.


Postaw no pieczątkę, bracie, przyjacielu,

I niech nasza maszyna przetnie horyzont.

Zanurzymy się znowu w ojczysty romantyzm

Póki kraj śpi.

 

 

 

Jadwiga Skowron: Czy Ukraina jako Muza, kojarzy ci się, bo wynikałoby to z twoich tekstów, z taką zmęczoną życie kobietą, patologiczną matką, kobietą wykolejoną Chciałam cię zapytać, czy dobrze kojarzę, czy chciałbyś coś do tego opisu dodać?

Hryhorij Semenczuk:  Odpowiem tak, czy bardziej kochasz kobietę, tym bardziej  próbuje ona wejść ci na głowę, siąść na szyi i spuścić nogi w dół. Podobnie jest z Ukrainą - kochasz ją, chociaż przejawia różne dziwne cechy i zachowania.
I chociaż ty ją kochasz, ona zawsze odwdzięcza ci się w dziwny sposób. Ja już powiedziałem nie pozostaje już nic innego niż kochać ją na wieki wieków w milczeniu, rozchełstaną, nagą i pijaną.

 



Jadwiga Skowron: W tym ostatnim wierszu jest też pokazany stosunek polskiego celnika do Ukrainy. Pada pytanie: „Po co ty tam wracasz?", do tego dziwnego kraju ? Nie lepiej zostać na terytorium, które jest cywilizowane, liberalne, a na dodatek  pod opieką NATO? Cieszy mnie to, że Ukraina zaczyna być dla Polaków interesująca i piękna. Udało nam się w czasie tego festiwalu literackiego pokazać coś bardzo wartościowego i tym samym zmienić w ludziach względem Ukrainy zapatrywania na wiele spraw.

Mam też w pamięci, to co powiedział wczoraj Andrij Lubka, iż „literatura Ukraińska rozwija się nie dzięki pomocy państwu, ale wbrew niej".
Przypominają mi się różne akcje i międzynarodowe skandale, gdzie rząd Ukrainy jako przedstawicieli mających reklamować literaturę ukraińską wysyłał na targi książki panie nie potrafiące wymienić żadnego współczesnego pisarza ukraińskiego. Praca, którą ty wykonujesz, czyli organizowanie różnych festiwali literackich, współredakcja czasopism literackich, moje pytanie brzmi: czy spotykasz się po drodze z różnymi trudnościami i niechęcią władz?

Hryhorij Semenczuk:  Nawiązując do tego co powiedziałaś, rzeczywiście obserwuję coraz większe zainteresowanie Ukrainą, to, że stajemy się sobie coraz bliżsi, natomiast nie dotyczy to służb granicznych. Mam długoterminową wizę wydaną przez konsulat polski i chociaż jeszcze miesiąc wcześniej przekraczałem granicę bez żadnych problemów, dzisiaj była bardzo wymagająca kontrola, musiałem udowadniać, że rzeczywiście jestem pisarzem. Musiałem pokazać im książkę z moim nazwiskiem i przekonać ich, że to nie jest książka, którą specjalnie wydrukowałem przed samym wyjazdem, żeby mieć ją do pokazania na granicy, tylko ukazała się trzy miesiące temu i jest zupełnie normalną legalną publikacją.
To nie była pierwsza tego typu sprawa. Z podobnymi sytuacjami mieli do czynienia i innymi pisarze ukraińscy Natalka Śniadanko, Taras Prohaśko, którzy musieli za każdym razem udowadniać, iż rzeczywiście są pisarzami i na pewno powrócą z powrotem na Ukrainę.

A co do pytania dotyczącego naszej działalności kulturalnej, to rzeczywiście mamy do czynienia z różnymi przeciwnościami, poczynając od tego, że czytelnictwo jest na bardzo niskim poziomie, ale poza tym polityka kulturalna Ukrainy od dwudziestu lat praktycznie nie istnieje. Teraz zbieramy żniwo braku tej polityki kulturalnej, bo dwa najbardziej zaniedbane pod tym, względem rejony Krym i Donbas, gdzie należało ją prowadzić przez cały ten czas, aby przy jej pomocy zbudować tożsamość tych miejsc i przy jej pomocy zapobiec temu co się stało.
Zdarzało mi się jeździć na Donbas i na Krym. Były tam osoby, które pełniły funkcję animatorów życia kulturalnego, ale oni robili to samodzielnie, bez żadnego wsparcia jako lokalni aktywiści. Kiedy zaczęły się dziać te rzeczy o których wszyscy wiemy, musieli opuścić swoje rodzinne strony. Teraz, mimo, że miały miejsce różne zmiany
do władzy doszły osoby, które są politykierami, karierowiczami i nie mieli nic wspólnego wcześniej z kulturą, stąd w zakresie polityki kulturalnej nic na lepsze się nie zmieniło.

Liczę bardzo na to, że sytuacja będzie się jednak zmieniać na lepsze. Bardzo rozwinęło się w ostatnim czasie społeczeństwo obywatelskie, powstaje sporo różnych organizacji poza rządowych i stowarzyszeń i władze liczą się z ich opinią. one wywierają presje na władze i w tym też upatruję nadzieję, na zmianę na lepsze.

Jadwiga Skowron: Zanim oddam głos publiczności chciałam cię zapytać o czasopismo „Prosto Neba", gdzie literatura bierze na siebie funkcję wsparcia społecznego. Może jako współtwórca tego projektu opowiesz nam o nim?


Hryhorij Semenczuk: Moja przygoda z tym czasopismem rozpoczęła się sześć lat temu. Może słyszeliście już o tym, bo ta idea rozwija się na całym świecie jest to projekt street paper, gdzie wydaje się gazetę, a jej kolporterami są bezdomni. Oni zarabiają w ten sposób jakieś pieniądze.Nie chodzi tu tylko oto aby oni mieli możliwość zarabiania,ale żeby społeczeństwo zaczęło ich inaczej postrzegać, jako osoby które robią coś twórczego, które współtworzą to czasopismo, gdzie mogą się również wypowiedzieć. Tego typu czasopisma w różnych miejscach na świecie mają różny format; czasami są bardziej polityczne, natomiast my mieliśmy pomysł, żeby zrobić z niego taki zin mocno zakorzeniony w kulturze, aby osoby, które je kupują na ulicy, żeby nie myślały tylko o tym, iż mogą w ten sposób pomóc, ale też
zapoznać się z ciekawymi materiałami i treściami.

Jadwiga Skowron: Bardzo mi się podobał cykl sesji fotograficznych, gdzie różni ukraińscy pisarze wcielali się w bezdomnych i byli fotografowani w naturalnej scenografii, w której żyją ludzie bezdomni.


Hryhorij Semenczuk: Pomysłodawczynią i głównym redaktorem tego czasopisma jest Marianna Sucha, która z wykształcenia jest też pracownikiem socjalnym. Ona wiedząc o tym, że ja działam w dziedzinie kultury zwróciła się do mnie z prośbą o współpracę. Zgodziłem się i zacząłem myśleć, co można zrobić, żeby jakoś dotrzeć do szerszej publiczności, aby zrobić co takiego mocnego, co zwrócił uwagę ogółu i przyszedł mi do głowy pomysł tych sesji fotograficznych ze znanymi pisarzami wcielającymi się w bezdomnych. Wykonywał te fotografie Rostysław Szpuk.

Rostysław Szpuk i Hryhorij Semenczuk

Pierwszy pisarz do którego się zwróciliśmy Taras Prohaśko zareagował bardzo pozytywnie. Kiedy opublikowaliśmy jego zdjęcia jako bezdomnego miał miejsce bardzo duży rozgłos, pisały o tym wszystkie strony internetowe. Potem już kolejni pisarze przystępowali do tego projektu. między innymi Jurij Andruchowycz, Irina Karpiel i ja sam również.
Widzę tutaj związek z poprzednim pytaniem. Między ukraińskimi pisarzami a bezdomnymi ma miejsca pewny związek mentalny.

Pytanie publiczności: 
Jest Pan współorganizatorem ze strony ukraińskiej 5. edycji Miesiąca Spotkań Autorskich. Jak go Pan ocenia na gorąco, ale bardziej mnie interesuje reakcja na to strony czeskiej i słowackiej?

 


Hryhorij Semenczuk: Oprócz tego, że byłem organizatorem jestem też ostatnim autorem kończącym tegoroczny cykl spotkań, więc w każdym kolejnym mieście w którym występowałem kończyłem też festiwal i mam bardzo pozytywne wrażenia.
Autorzy ukraińscy spotykali się z bardzo pozytywnym przyjęciem, również dzisiaj, kiedy widzę ile osób przyszło w ten upalny wieczór na moje spotkanie, to naprawę jestem mile zaskoczony.

Z Polską Ukraina prowadzi wiele wspólnych projektów. Mamy też długą wspólną historię i ta współpraca kulturalna jest świetnie rozwinięta i to na wielu poziomach. Natomiast jeśli chodzi o Czechy i Słowację to miałem na początku pewne jaki będzie tam odbiór ukraińskiej literatury. Miałem też pewne obawy, czy propaganda rosyjska nie zdziałała tam pewnego medialnego spustoszenia, ale okazało się, że wszystko przebiegało według ustalonego programu.

Czescy organizatorzy wydali każdemu ukraińskiemu autorowi malutką książeczkę z przekładami jego twórczości i to jest niebywały fakt bez precedensu, żeby w jakimś kraju, w ciągu miesiąca ukazało się trzydzieści jeden przekładów z literatury ukraińskiej.

Jeśli chodzi o obecność polskich autorów we Lwowie, to większość z nich już bywała w tym mieście wcześniej. Współczesna literatura polska jest bardzo dobrze znana ukraińskiej publiczności. W samym Lwowie mieszka wielu tłumaczy literatury polskiej, natomiast jeśli chodzi o te stosunki kulturalne między Ukrainą a Czechami  i Słowacją, to tutaj nie było wcześniej tak rozwiniętej tradycji wzajemnej współpracy i praktycznie stworzyliśmy od podstaw taki kontekst dla wymiany twórczości. Gdyby spytać przeciętnego ukraińskiego odbiorcę czy zna jakichś współczesnych czeskich czy słowackich autorów, to pewnie nie wymieniłby nikogo.
Natomiast tej festiwal stworzył  możliwość rozbudowania tych literackich relacji, tak aby przedstawić na Ukrainie czeskich i słowackich pisarzy.





Rozmowy po zakończeniu oficjalnego spotkania

oPR. GLK.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.