fesstiwal słowa w piosence
--

Literatura w czasach HTML-u

Internet [25.04.16]

Electronic Literature Organization raz na pięć lat tworzy kanon cyfrowej literatury światowej. W trzeciej odsłonie antologii znalazło się aż siedem polskich utworów. Poznaj naszą reprezentację.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Od hipertekstów po cyberpoezję, od klasyków gatunku po dzieła najnowsze – tak w skrócie można scharakteryzować zawartość Electronic Literature Collection (ELC). Zbiór ponad stu najciekawszych przykładów literatury cyfrowej opublikowano w 2016 r. Tym razem redaktorzy antologii odeszli od anglocentryzmu poprzednich edycji (2006, 2011), umieszczając utwory z dwunastu obszarów językowych. Po raz pierwszy uwzględniono dorobek także polskiej literatury elektronicznej – dzieła siedmiorga twórców można przeczytać w oryginalnej wersji językowej oraz w tłumaczeniu na język angielski. Z zastrzeżeniem, że czytelnik jest w zasadzie użytkownikiem, autor – operatorem, a czytanie przypomina niekiedy nawigowanie.

Nie-kontrolowana Emanacja Tekstu

Wyobraź sobie, że czytasz wiersz, który zaczyna znikać. Na białym ekranie pozostają tylko czarne, początkowe litery słów, tworzące kolejną warstwę tekstu. Ten gest powtórzy się dwukrotnie, aż wyłoni się jeden wyraz. A gdyby tak odwrócić sytuację i sprawić, by litery "rozrosły się" do całego poematu? Taką niecodzienną lekturę proponuje Zenon Fajfer w utworze "Ars Poetica" z 2004 r. (wariant elektroniczny), w 2010 r. (wersja drukowana) włączonym do tomiku "Dwadzieścia jeden liter". Ars Poetica" Zenona Fajfera, fot. http://www.techsty.art.pl

To przykład cyfrowej poezji konkretnej, manifestującej wyizolowanie słów z kontekstu językowego i rzeczywistości pozajęzykowej tak, "żeby słowo samo w sobie i dla siebie znaczyło" - jak pisał Stanisław Dróżdż. "Ars Poetica" wpisuje się w cykl utworów o tym samym tytule, prezentujących stosunek autora do aktu tworzenia. Obecność w tekście żywiołu wody ("ocean") wskazuje na bezkres i wolność poezji, natomiast ogień ("agni" - wedyjski bóg ognia) stanowi siłę zarówno niszczącą, jak i niosącą nową jakość. Wiersz rozpoczyna i kończy zaimek "to", uwypuklając syntetyczne, wszechogarniające spojrzenie przynależne artyście.

 

Fajfer, przekształcając tradycyjny akrostych w utwór emanacyjny (wiersz emanuje z pojedynczych leksemów), podkreślił autonomię słów i dynamikę znaczeń. Ukazał wielość sensów i odczytań, na które zwracał uwagę Umberto Eco w koncepcji "dzieła otwartego". Tekst się rozwija i zwija jak harmonijka. Czytelnik musi uruchomić ten proces, najpierw wciskając "start", następnie "rewind", by utwór przewinąć. W każdej chwili może też go zatrzymać, naruszając tym samym płynność lektury. To właściwie jedyne czynności – poza interpretacją – aktywizujące odbiorcę.

Litera, stronica (lub jej destrukcja) i fizyczność woluminu – te w pełni równoważne elementy... Czytaj więcej »

Tania podróbka / Bezcenna przeróbka

<figcaption>"Wąwóz Taroko" Nicka Montforta, tłum. Piotra Mareckiego, fot. http://ha.art.pl</figcaption> </figure>

Ideę uwolnienia już nie samych słów, lecz całego utworu – w zgoła innym wymiarze – realizuje "Taroko Gorge" Nicka Montforta, przetłumaczony przez Piotra Mareckiego na "Wąwóz Taroko" w 2014 r. (polski przekład został umieszczony w antologii ELC). Ten generator poezji opublikowany online w 2009 r. jest przykładem literatury open source. Dzięki znajomości kodu źródłowego możliwe były jego liczne przeróbki. Kultura remiksu doskonale wpisuje się w koncepcję literatury elektronicznej.

Pierwszej modyfikacji dokonał przyjaciel Montforta – Scott Rettberg. Uzyskawszy dostęp do tekstonów, bez zgody autora podmienił słownictwo, radykalnie zmieniając semantykę. Z wiersza o porządku natury, poświęconemu tajwańskiemu parkowi narodowemu stworzył rock'n'rollowy, chaotyczny "Garaż w Tokio". Przekreślił (wspaniałomyślnie nie wymazał) nazwisko Montforta i zastąpił je swoim. W ślad za nim poszli kolejni twórcy i tak narodził się turpistyczny "Toy Garbage" Talana Memmotta czy poemat w kuchni Kathleen Inman Berens. W Polsce powstał remiks "Oko na Donbas" (2016 r.) Mariusza Pisarskiego, a także "Wąwóz Taroko" w gwarze góralskiej.

Czy to możliwe, że James Joyce w swoim ostatnim dziele zakodował muzyczne utwory Haydna, Chopina,...

Czytaj więcej »

Tłumaczenie utworu Montforta z oryginalnego angielskiego na języki obce wymaga znacznej ingerencji w algorytm generujący tekst. Składa się on z około 130 linijek i nieco ponad 50 słów, a poszczególne wersy naprzemiennie opisują ruch (spacer po wąwozie), zatrzymanie (podziwianie krajobrazu) bądź zamyślenie. Fragmenty u góry ekranu znikają, by ustąpić miejsca nowym, co potęguje wrażenie wędrówki. Ponowne uruchomienie programu komponuje inny wiersz. "Wąwóz Taroko" należy do dzieł literatury cyfrowej drugiej generacji w odróżnieniu od pierwszej, które powstały przed erą stron internetowych i tradycyjnie ujmują kwestie autorstwa.

Dosłownie wszystko

 "Księga Słów Wszystkich" - Józefa Piwkowskiego, fot. http://2b.art.pl/ksw/ksw.php?

Bez komputera i sieci nie byłoby "Księgi Słów Wszystkich" Józefa Piwkowskiego, zawierającej słowa zarówno istniejące, jak i te pozbawione sensu. Program generuje kombinacje 26 liter alfabetu łacińskiego od jednej do... W założeniu do nieskończoności, choć jak przyznaje Piwkowski w "Przeglądzie Kulturoznawczym":

"Do dzisiaj jest ograniczenie do 200 znaków. To i tak osiąga kosmiczny wymiar, bo już przy 58 znakach liczba stron jest większa niż liczba protonów we wszechświecie".

Numer rozdziału odpowiada liczbie liter: pierwszy tworzą słowa jednoliterowe, drugi – dwuliterowe, etc. Aby otworzyć księgę, należy wpisać albo szukane słowo, albo numer strony. Każdy czytelnik może legalnie "wyrwać" stronę (takie rzeczy tylko w internecie), czyli wydrukować ją z konkretnym słowem (i z nim sąsiadującymi), podając jego definicję i swoje imię/nazwisko/nick. Podgląd słów już odnalezionych wyświetli się po kliknięciu "demo".

"Księga Słów Wszystkich" to projekt trywialny i szalony zarazem. Kontynuuje myśl strukturalną w sztuce współczesnej, do której zalicza się mapę świata w skali 1:1 Jorge'a Luisa Borgesa czy "obrazy liczone" Romana Opałki.

Dzieło Piwkowskiego powstało już ok. 1975 r. Absolwent Politechniki Łódzkiej wraz z kolegą z pracy Mieczysławem Gryglikiem dopasowali stronę księgi do możliwości drukarki igłowej z perforacją boczną. Obecna wersja odpowiada stronie standardowej (1800 znaków), a algorytm i oprogramowanie do niej stworzył Karol Rosłaniec. Utwór miał szansę zaistnieć w 1987 r. na międzynarodowej wystawie Art & Communication, przygotowywanej równocześnie w Muzeum Sztuki w Łodzi i w słynnym Massachusetts Institute of Technology w Cambridge. W nawiązaniu połączenia z komputerem w USA przeszkodziła jednak polska telefonistka.

Spojrzenie w przeszłość

 "Oczy tygrysa" - Łukasz Podgórnik, Urszula Pawlicka, fot. http://ha.art.pl/czyzewski/oczy_tygrysa.html

Na stronie 18004432 utworu Piwkowskiego znajduje się słowo "maszyna". Ten trzeci element hasła głoszonego przez Tadeusza Peipera ("miasto, masa, maszyna") odgrywa ważną rolę w poezji cybernetycznej. Komputer jest nie tyle medium tworzącym literaturę cyfrową, co przedłużeniem ludzkiego umysłu. E-poezja posługuje się poetyką zgrzytu, zakłócenia i usterki, a dominującym dźwiękiem jest odgłos maszyny. Wszystko, czego oczekują futuryści. W takim duchu (chociaż e-poeci zamiast określenia "natchnienie" częściej stosują "transfer") tworzy m.in. Łukasz Podgórni, związany z grupami Perfokarta i Cichy Nabiau.

Podgórni (grafika i programowanie) wraz z Urszulą Pawlicką (opracowanie) zaadaptowali poezję formistyczną Tytusa Czyżewskiego. W antologii ELC znalazły się "Oczy tygrysa" (2012 r.) będące częścią "Cyfrowego zielonego oka", które łączy symultaniczność i losowość. Na środku ekranu widzimy poruszające się oko „patrolujące rutynowo swoje rewiry” - jak sugerują autorzy. Litery tworzące napis "papugi" są w różnych kolorach, "małpy" skaczą, "motyle" lecą i nie wiadomo "czy to już noc", "czy to już dzień", a może "sen"? Uprzestrzennienie tekstu oraz irytujący głos generowany przez komputer utrudniają odbiór, cyberpoezja staje się obca, a tytułowy tygrys – nieoswojony.

Być poetą, być poetką

 "Poeta" Michała Rudolfa, fot. http://curamag.com/issues/2014/12/3

Twórcy poezji (zwłaszcza tej elektronicznej) zwykli mówić: "Poezja to maszyna zrobiona ze słów". Taki automat do pisania wierszy za pomocą programu Perl skonstruował Michał Rudolf w 2003 r. Jego "Poeta" losowo dobiera słowa i frazy zgodnie z obowiązującymi w języku regułami gramatycznymi i składniowymi. Jednak poprawny nie oznacza logiczny. Oto jeden z możliwych wariantów (z tygrysem w roli głównej):

"ostatni tygrys

uwierzy że wspomnienie nie wie o czerni jak ogród

szczur

odszedł

może smutek światła wzywa młodości zmysłowa pochodnia chaosu to nie zwierzę niczym

lekki tygrys

nadzieja że drzemiący dom to pocałunek".

To przykład zastosowania gramatyki bezkontekstowej (ang. probabilistic context-free grammar – PCFG). "Poeta" samodzielnie generuje zabawne, choć bezsensowne teksty, interaktywność dzieła ogranicza się jedynie do odświeżenia strony przez odbiorcę. Na podobnym założeniu opiera się eksperymentalny tom poetycki Raymonda Queneau "Sto tysięcy miliardów wierszy", o bardziej zaawansowanej kombinatoryce, wykorzystujący papier zamiast ekranu. I jeszcze jeden (u)twór:

"zazdrosna świeca

znikła milczący miecz

usnął

czarna śmierć

wróci jak wieczna kometa

dzban świtu śpi

trwam".

Internautki i internauci! Logujcie się!

<figure class="caption"> <figcaption>"Przemówienia" Marka Pampucha, fot. http://curamag.com/issues/2014/12/3/renderings-speeches</figcaption> </figure>

Gramatykę bezkontekstową wykorzystywano w krajach komunistycznych do modelowania oficjalnej nowomowy, a szablony tworzono na kartce papieru. Z kolei cyfrowy generator przemówień partyjnych opracował w 1993 r. Marek Pampuch. Autor ośmiesza język propagandy, umieszczając utarte frazy w automacie do produkowania gotowych wystąpień. "Przemówienia" rozpoczyna charakterystyczny zwrot: "Towarzyszki i towarzysze!", a każda wypowiedź składa się z dziesięciu zdań. Internauta może do woli odświeżać stronę, generując nową, powtarzalną i przewidywalną mowę. Na przykład:

"Tylko wytrwała praca oraz stały wzrost liczby i aktywności członków wydaje się umożliwiać doskonalenie aksjomatów ustroju, który każdemu zapewni pełną michę".

W "Magazynie Amiga" redagowanym przez Pampucha ukazał się artykuł pt. "Jak dostać Nobla", w którym autor wyjaśnił ideę powstania programu:

"Wiadomo, że inteligencja większości naszych czołowych polityków pozwala im jedynie na przeczytanie z kartki tego, co ktoś im wcześniej napisze. (…) Wygłaszane zdania składają się zawsze z czterech części: nawiązanie, rozwinięcie, przyczyna, wynik. Jest to wprost idealne pole popisu dla komputera. Wystarczy odpowiednio zgrupować odpowiednie człony w wierszach z danymi, a następnie losowo je ze sobą mieszać, przez co otrzymamy równie sensowne przemówienia, jak te wygłaszane przez naszych przywódców. A może nawet komputerowe 'spicze' będą miały więcej sensu?".

(Nawiasem mówiąc)

<figure class="caption"> <figcaption>"C()n Du It" Katarzyny Giełżyńskiej, fot. ha.art.pl/gielzynska/</figcaption&gt; </figure>

Jak w prosty i jednocześnie niebanalny sposób określić status człowieka w wirtualnym świecie? Jak obnażyć pułapki kultury wizualnej? Propozycja Katarzyny Giełżyńskiej to kontratak wymierzony w "dobrodziejstwa" internetu. W trzydziestu klipach składających się na wideotomik poezji animacyjnej "C()n Du It" (wydany w 2012 r. z numerem ISBN) artystka ukazuje skutki bezwarunkowego klikania czy bezmyślnego powielania treści (kopiuj-wklej). Parafrazuje hamletowskie pytanie ("aut or not" - autor czy brak autora, polemizujące z koncepcją Rolanda Barthes'a), czym porusza kwestię podmiotu w świecie online. W cyberprzestrzeni człowiek staje się awatarem, zamiast narodzin i śmierci następuje stan zawieszenia, tudzież uśpienia, a "życie z folderu" przesyła pozdrowienia, zanim zostanie wycięte/usunięte.

Dialog między nadawcą a odbiorcą, komputerem a człowiekiem toczy się w nawiasach.

"Znak ten oznacza coś dopisanego na marginesie, przypadkowego, nieistotnego, zbędnego – u niej [Giełżyńskiej – przyp.red.] wręcz przeciwnie – oglądanie poetyckich klipów to 'czytanie' między nawiasami" - interpretuje Urszula Pawlicka.

GLK. źródło: http://culture.pl

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.