fesstiwal słowa w piosence
--

Recenzja: "Ostatni wiejscy muzykanci" Andrzej Bieńkowski

Recenzje [27.05.13]

Andrzej Bieńkowski to rzadki przypadek człowieka, który poświęcił się ocaleniu wiejskiej oryginalnej muzyki czyli ginącego na naszych oczach autentycznego wiejskiego folkloru. I nie byłoby w tym nic oryginalnego, gdy nie to, że pokusił się o uwiecznienie jej na licznych nagraniach i filmach, a tam zdjęciach. Do tego dodać należy ocalenie wielu ginących już ludowych instrumentów. To taki nasz współczesny Kolberg.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Otrzymał za to w 1995 roku nagrodę jego imienia, a później w 2008 nagrodę im. Cypriana Kamila Norwida. Ale żadna z nich nie jest w stanie oddać ogromu pracy, żmudnych starań graniczących nieraz z cudem, by ocalić o zapomnienia takie postacie jak braci Metów ze wsi Glina, braci Kędzierskich, w tym skrzypka, nauczyciela wielu swoich następców, Józefa Kędzierskiego, którego ekstatyczna gra na skrzypcach uwiodłaby nie tylko Bieńkowskiego.
Publikacja nosi tytuł "Ostatni wiejscy muzykanci. Odkrywanie tradycji Mazowsza". I to tradycji muzycznych, które zogniskowały się w konkretnej przestrzeni geograficznej. Książka prowadzi nas od prawej strony linii Wisły; od Warszawy do rzeki Kamiennej, potem do linii Starachowice-Przedbórz i w górę mapy do Koluszek, Łowicza i Warszawy. Obszary te posiadają swoje oryginalne nazwy geograficzne: Równina Łowicko-Błońska, Dolina Środkowej Wisły, Równina Warszawska, Równina Kozienicka, Równina Piotrkowska, Dolina Białobrzeska, Równina Radomska, Wysoczyzna Rawska czy Wzniesienie Łódzkie.
Zamieszkują je całe rody wiejskich muzyków, m.in: Lesiacy, Kajocy, Księżacy. Te rodowe linie wyznaczają poszczególne mikroregiony muzyczne. Każdy z tych rodów na odległość wyczuje "swojego" lub "obcego". Podziały między nimi zdarzają się zaskakujące. Na przykład we wsi Gliniec; lewą jej stronę zamieszkiwali Kajocy, a prawą zaś Lesiacy. Każdy z nich od pierwszego taktu rozpoznawał obcą muzykę od własnej.
Kapele wiejskie, dzieliły się na te używające jako instrumentu wiodącego skrzypiec lub harmonii albo akordeonu. Te używające skrzypiec tworzyły muzykę "Kajocką" mocno osadzoną na "ogrywaniu oberka" i na jego improwizacji. Wiejscy muzycy dzielili swoją muzykę na "granie", dla siebie lub kilku par, na "muzykę" wykorzystywaną na wiejskich zabawach, w tym "zabawach biletowych" i "wesela". Najlepsi skrzypkowie grali na weselach i odpustach, słabsi na poprawinach, chrzcinach, a "trzecia liga" skrzypków  grała albo dla siebie, lub dla samej przyjemności grania albo dla poczęstunku. Ta wewnętrzna hierarchia była między nimi ściśle przestrzegana.
W opisywanej przez Bieńkowskiego części Mazowsza podstawowym muzykiem-liderem był skrzypek. To on dopiero "zabierał ze sobą "statki" czyli instrumenty towarzyszące: basy lub bębenek.
 Świat wiejskiej muzyki, to świat właściwie już nieistniejący. Wielu muzykantów już nie żyje. Zostały po nich nagrania, zdjęcia, spisane opowieści, nieliczne instrumenty. Zabił ich upływający czas, ale i władze, które doskonale zaadaptowały wiejski folklor do swoich propagandowych potrzeb. Ludowe zespoły kierowane przez licencjonowanych kierowników, często po szkole muzycznej dopasowywały uładzony wiejski folklor do festiwalowych realiów.

Pierwsze wydanie "Ostatnich wiejskich muzykantów" wyszło trzynaście lat temu. Ten album jest podsumowaniem tego, co wcześniej i przez ostatnią "13-tkę" działo się wokół tej muzyki. Z krótkiego podsumowania Autora wynika, że pomimo światełka w tunelu, powstania kilku organizacji pozarządowych, dotowania wydanych płyt w serii "Muzyka Odnaleziona", niewidzialna ręka rynku skomercjalizowała wiele rzeczy, w tym festiwale. A tym światełkiem są działania takich zapaleńców jak prof. Bieńkowski, jak teatry "Gardzienice" czy "Węgajty", Bractwo Ubogich, lubelska "Muzyka Kresów" czy warszawski Dom Tańca, gdzie warsztaty muzyki i tańca wiejskiego gromadzą coraz więcej chętnych.
Moda na etnomuzykę i sukcesy komercyjne "Kapeli ze wsi Warszawa" powodują, iż wokół "Ostatnich Wiejskich Muzykantów" robi się coraz bardziej sprzyjający klimat. Miejmy nadzieję za Andrzejem Bieńkowskim, iż działania instytucji i ludzi będą bardziej przemyślane, empatyczne i długofalowe. Po to, by ten świat ocalić, chociażby na płytach CD, DVD i zgromadzić wokół zapaleńców, którym nieliczni żyjący jeszcze mistrzowie "Kajocy" czy "Lesiacy" przekażą tajniki swojej gry, bo improwizację może im podpowiedzieć tylko ich własna muzyczna wyobraźnia.
Znakomitym uzupełnieniem książki są "Zeszyty etnograficzne", które stanowią spisaną kronikę wszystkich wizyt jakie prof. Bieńkowski składał muzykantom. Oddaje w nich klimat tych niezapomnianych spotkań z muzycznymi
naturszczykami, z których wielu było instrumentalnymi mistrzami, a ich muzyka przetrwała na płycie dołączonej do książki. Zachęcam do lektury tego muzykalnego albumu, gdzie jeszcze raz ożywa świat oberków, mazurków czy ocalonych od zapomnienia przyśpiewek.

Gabriel Leonard Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.