fesstiwal słowa w piosence
--
Więcej o
Autorze/Tłumaczu
Wydawnictwie

Piosenka przypomni ci... - album muzyczny

Nowości [04.02.10]

Po pierwszym tomie historii polskiej muzyki rozrywkowej ("Powróćmy jak za dawnych lat..., lata 1900–1939", Iskry 2007) - tom drugi, w takim samym układzie: dwadzieścia pięć portretów piosenkarzy, muzyków, autorów, kompozytorów, bandliderów, zespołów i orkiestr, poprzedzonych informacjami o rodzimym show-businessie.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Od Władysława Szpilmana do Zbigniewa Kurtycza, czyli od powojennej odbudowy Polskiego Radia i jego programu do kolejnej rewolucji muzycznej, w której niedawny jazz „katakumbowy” musiał ustąpić miejsca raczkującemu rock and rollowi.

Między nimi prezentacja łódzko-warszawskiego teatru rozrywkowego Syrena (i jego spiritus movens: Grodzieńskiej i Jurandota oraz Gozdawy i Stępnia), żeńskich i męskich grup rewelersów (Siostry Do-Re-Mi i Chór Czejanda), gwiazd estrady i bohaterów jej kulis, tanecznych orkiestr restauracyjnych (Bovery, Górkiewicz i Skowroński), radiowych (Harald i Cajmer) i estradowych (Wichary), firm fonograficznych, festiwali i „meczów” jazzowych oraz pierwszych programów telewizyjnych.

Autor wykorzystał w książce swoje rozmowy m.in. z Martą Mirską i Marią Koterbską, Januszem Gniatkowskim i Janem Dankiem, kompozytorem Romualdem Żylińskim i autorem Kazimierzem Winklerem, Ryszardem Sielickim i Bogusławem Wyrobkiem, Carmen Moreno i Janem Walaskiem. Tom poprzedził przedmową prof. Jerzy Eisler.
   
Fragmenty:

Kabarety. Myślenie ma kolosalną przyszłość

Kabaret to słowo worek, nazwa wytrych, pole dla estradowych ciągotek i ambicji kompozytów i rymopisów, refrenistów i kapelmajstrów, baletmistrzów i reżyserów.

Kabaret, czyli „kameralny spektakl satyryczno-rozrywkowy, złożony z piosenek, recytacji, popisów muzycznych i tanecznych”, ma w Polsce długą i wspaniałą tradycję – o czym obszernie napisałem w poprzednim tomie mojej historii muzyki rozrywkowej.

Zwróciłem w nim szczególną uwagę na kabaret literacki, którego „repertuar (monologi, skecze, jednoaktówki, piosenki, kuplety, scenki parodystyczne itp.) oparty był zawsze na specjalnie zamawianych tekstach”.  Taki kabaret to „aktor i literat, reżyser i dyrektor, sufler i konferansjer, kompozytor i wykonawca. Niby teatr a jednak nie teatr”. Kabaret to oczywiście również publiczność i nastrój. Nastrój i... ustrój.  Jak ulał, słowa te pasują do dziejów kabaretu przed- i powojennego w Polsce przedwczorajszej i wczorajszej.

Do Warszawy „moda” na kabaret dotarła i wcześnie, i późno. Wcześnie, bo już w pierwszych miesiącach I wojny światowej. W okresie dla Polski szczególnym: tam – walka i nieszczęście, tu – żart i śmiech. W realnej rzeczywistości czyny heroiczne, powszechna nadzieja na wolność i lepszą przyszłość. Na scence kabaretu – właściwie to samo, tyle że w nieco innym wymiarze. Tak zrodził się kabaret polityczny, w gruncie rzeczy taki sam w Berlinie i Zurychu, Budapeszcie i Sankt Petersburgu, Krakowie i Warszawie. Jego orężem był przede wszystkim tekst. Tekst i... podtekst.

Długo by nie było kabaretu w Warszawie, gdyby nie krakowski Zielony Balonik (historycznie drugi, pierwszym bowiem był w tym mieście, jeszcze w 1899, Paon Stanisława Przybyszewskiego). Momus jest jeśli nie krewnym, to bez wątpienia artystycznym powinowatym Balonika. Był pierwszy na długiej liście stołecznych kabaretów międzywojennych – przed, kolejno: Chochlikiem i Chochołem, Żywą Muchą, Mirażem, Bi-Ba-Bo, Pikadorem, Czarnym Kotem, Sfinksem, Argusem, Qui Pro Quo (i jego następcami, Nowym QPQ i Małym QPQ), Wodewilem, Stańczykiem, Perskim (oraz Nowym Perskim i Morskim) Okiem, Mignon, Wesołym Wieczorem, Bandą, Cyganerią, Cyrulikiem Warszawskim, Ali-Babą i Figaro.  

Jaki był kabaret powojenny? Czy tak samo szybko, równie śmiało i zręcznie jak jego „ojciec” reagował na nieuczciwość, głupotę i śmieszność, na niesprawiedliwość społeczną i wszystkie przywary człowieka? Był potrzebny? Można o nim mówić jako o zjawisku? [...]

Jazz katakumbowy. Niegrzeczni chłopcy cioci YMCI
1947 czy jednak rok wcześniej? Oczywiście, że rok wcześniej! Pianista Wiesław Machan wyjaśnił mi kiedyś: „Budynek przy Konopnickiej remontowany był długo, a nam, zwłaszcza Lolkowi [Tyrmandowi] się spieszyło. Zorganizowaliśmy więc imprezę nazwaną, za jego poduszczeniem, Jam Session i, jak pamiętam, wystąpiłem wtedy z Waldkiem Maciszewskim (Valdim), grając na dwa fortepiany standardy jazzowe, boogie-woogies (obowiązkowo Boogie Woogie Pinetopa Smitha!), wszystko co pamiętaliśmy z niemieckiego radia, z płyt, chyba też i z nielicznych zeszytów nutowych. Całkiem nieźle improwizowaliśmy i to się wszystkim podobało. Ale, prawdę mówiąc, była to impreza nieoficjalna”.

30 maja 1946 warszawski Jazz-Club Polskiej YMCA zorganizował (już oficjalnie) pierwszą Jam Session, która wzbudziła prawdziwy entuzjazm pięciusetosobowej (podobno!) publiczności. „Express Wieczorny” chwalił: „Czegoś podobnego Warszawa nie widziała.
[...]
Przyznajmy się szczerze, że to, czego dowiedzieliśmy się w piątkowy wieczór o muzyce jazzowej, przekraczało nasze najśmielsze przypuszczenia. Stykaliśmy się dotąd z tą muzyką niemal na każdym kroku, na dancingu, w kawiarni, słuchając radia, lecz nigdy nie przypuszczaliśmy, że muzyka ta ma aż tak skomplikowaną i bogatą problematykę, własną historię, traktowana jest muzykologicznie «na poważnie», a co najważniejsze, że nawet u nas w Polsce są świetni jej znawcy i teoretycy.
[...]
Nie sposób wyróżnić kogokolwiek z grających i śpiewających w ten wieczór. [...] Nam podobali się wszyscy wykonawcy, tak instrumentaliści, jak saksofonista Bovery, klarnecista Skowroński, znakomici pianiści: Machan, Valdi i Czyż, perkusiści Dobrzyński i Byliński, gitarzysta Jędrzejczak, basista Issakiewicz. Znakomitym sukcesem był nieoczekiwany występ angielskiej refrenistki i pieśniarki, p. Jeanne Johnstone-Schiele, która z miejsca zdobyła sobie widownię”.

Zwracam uwagę na słowa mówiące o obecności jazzu w życiu powojennej Polski (a przynajmniej Warszawy) „na każdym kroku, na dancingu, w kawiarni” oraz w radiu. Czy to możliwe? Zakładając, że to rzeczywiście był jazz – a przynajmniej skoczna, mniej czy bardziej swingująca muzyka taneczna – tak: t a k i e g o  jazzu było wtedy bardzo dużo. Bo też i miał go kto grać.

K.P. Informacja nadesłana

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.