fesstiwal słowa w piosence
--

Recenzja: „Obrazy Londynu" Wojciech Karpiński

Recenzje [14.05.15]

Albert Einstein w rozmowie z Alexandrem Moszkowskim wyznał: „Osobiście najwyższy stopień przyjemności osiągam obcując z dziełami sztuki. Wywołują one u mnie poczucie szczęścia o takim natężeniu, jakiego nie może dostarczyć mi nic innego.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Czasem inspiracja słowami takich autorytetów intelektualnych, innym razem tzw. pozytywny snobizm, ale zazwyczaj moment przejmującego urzeczenia, bezinteresownego i nagle odczutego szczęścia wobec obcowania z dziełem sztuki, kierują miliony czytelników do księgarń, gdzie wykupują naręcza książek poradników-przewodników. W poszukiwaniu odpowiedzi jak malarstwo czytać, rozumieć, czerpać z niego przyjemność. Niestety najczęściej stykają się w nich z popisem pseudo erudycji zblazowanych historyków sztuki, bez autentyzmu, bez ognia, za to z wątpliwej wartości wskazaniami, pouczeniami, leksykonem żargonu. Są oczywiście też książki szczególne, jak "O sztuce" Gombricha, „nagradzana” dekadami wznowień. Do tych szczególnych, najważniejszych tytułów dopisuje teraz "Obrazy Londynu" Wojciecha Karpińskiego, moją proustowską magdalenkę, nie dość dobrze wykorzystanych chwil w muzeach i galeriach stolicy Wielkiej Brytanii. Są to fragmenty dziennika z niedługich, zazwyczaj tygodniowych, wyjazdów autora do Londynu na przestrzeni lat 1998-2008. Samo miasto, choć w zapiskach obecne, jest głównie drogą do celu – zasila źródło. Naczelne miejsce zajmują galerie, z National Gallery u szczytu hierarchii.

Uwag technicznych o malarstwie znajdziemy na tych stronach ledwie kilka, wiele za to ciekawostek biograficznych o twórcach, kolekcjonerach. Autora interesuje obraz również jako przedmiot. Notuje pochodzenie, darczyńców lub rok zakupu, wpisuje historię obrazu w swoją życiową drogę... Tak naprawdę, jestem w kłopocie próbując streścić zawartość tej książki, to trochę jak próbować streścić Prousta „W poszukiwaniu straconego czasu”, można to oczywiście uczynić, ale powstanie niechybnie obraz kłamliwy, wręcz komiczny, bo to co najważniejsze pozostanie ukryte, nienazwane. Porównanie jest może trochę na wyrost, ale istota problemu leży w tym samym, trudzie oddania towarzyszących emocji, duchowego świata. Książka Karpińskiego, nie tylko ta, ale ta w szczególności, jest rozmową - nie wykładem czy leksykonem. Rozmową ze sobą i czytelnikiem. Ukazuje swoją wartość dopiero kiedy do tej rozmowy zasiadamy sami, żaden scenopis tego nie ujmie. Nie sposób czytając te zapiski czuć się przytłoczonym, co jest paradoksalne, skoro każda strona jest pełna informacji, spostrzeżeń. Dzieje się tak pewnie dlatego, że zostajemy przyjęci do tego świata jako mili goście, dla których wygody gospodarz krząta się pospiesznie. Ta wygoda nie polega na uproszczeniach, ale oddaniu całości swego „gospodarstwa”, zarażamy się niekłamaną pasją, współodczuwamy ekscytację, doświadczamy atmosfery wyjątkowości – szczęścia. Momentalnie otwieramy się na wiedzę, chcemy być częścią tego świata, nie tylko z ciekawości ale i z sympatii do autora zdobywamy się na trud poszukiwania reprodukcji opisywanych dzieł. Karpiński wyznaje, że i dla niego to współodczuwanie sztuki z innymi jest niemniej ważne od, nazwijmy to: „obiektywnego dzieła”. Pod datą 3 kwietnia 2001 roku, znajdujemy te słowa: „Potrzebuję, aby ktoś mi pokazał swoje wybory, potrzebuję biograficznej anegdoty za obrazem: ktoś go lubił, ktoś o nim pisał, ktoś go pożądał lub się go pozbył.” Nie daje się uśpić komfortowi satysfakcji, samozadowolenia z wiedzy nabytej, wciąż poszukuje, powraca do pytań podstawowych: „Kiedy możemy usłyszeć głos i zrozumieć cudzą mowę, w tym także mowę obrazów? Kiedy i dzięki czemu w sztuce łatwiej jest nam powiedzieć coś zrozumiale?”. Szuka nowych dróg dotarcia do znaczeń: „Trzeba na sztukę współczesną reagować inaczej niż tylko na historię zmieniających się 'izmów', nowych chwytów wymyślanych dla zadziwienia gawiedzi, dla zatrzymania na chwilę uwagi.” Pozostaje z umysłem zawsze otwartym, poszukującym: „A może to nie tyle o tym jest malarstwo Hoppera, ile ja jestem tym zainteresowany, w tym malarstwie – i w ogóle – i dlatego jego obrazy tak trafiają do mnie. Możliwe, nie będę się upierał.”

Forma dziennika okazuje całość doświadczenia, poza swobodnym widzeniem, radosną obecnością u celu, są także trudy, niewygody podróży. Niepogoda, koszty i zmęczenie. Uciekający czas, zsyłający wyganiającego strażnika i żal ostatniego spojrzenia, pozostawienia niedojrzałej myśli, niesprecyzowanego wrażenia, do nieznanej następnej okazji. To także opowieść z drugim planem, o rodzącej się przyjaźni Wojciecha Karpińskiego z Gaborem Schabertem, poznanym poprzez przyjaciół autora gościnnym gospodarzem domu, u którego znajduje w Londynie nocleg, miłe przyjęcie, rozmowę. Sprawozdania z tych rozmów, o sztuce, historii, polityce, poezji, jak i skrzętnie gromadzone tropy z bogatej, zdaje się lekko awanturniczej, historii życia gospodarza zajmują niejedną stronę dziennika, dodają mu rysu zagadkowości, element powieściowy. Po raz kolejny dowodzą też wagi dla Karpińskiego, tego czego w jego pisarstwie nigdy nie brakuje: ludzi - bliskości, przyjaźni. Głosów przez świat zapoznanych. Żywego wcielenia zawołania Miłosza, by nieśmiertelny Świadek wiedział i pamiętał. Dania świadectwa o postaciach ważnych i niezwykłych, którzy sami nie dość o swoją zasłużoną nieśmiertelność zadbali. Gabor nie jest zresztą jedynym bohaterem tych zapisków. Powraca często postać Józefa Czapskiego, nieodżałowanego przyjaciela i niedoścignionego mistrza, po kres swego bardzo długiego życia nieustającego w pracy nad sobą, swoją sztuką, i sztuką doskonalenia patrzenia. Czapski był zdolny w 95 roku życia, mimo słabnącego wzroku, dokonać przewartościowania oceny swojego, odwiecznego niemal, mistrza Matisse`a, dostrzegając rys niedoskonałości. Spotkania Karpińskiego z Czapskim wciąż trwają, w ponadczasowej wspólnocie zachwytu i wzruszenia wywoływanej przez obrazy, a zwłaszcza jeden szczególny: „Pan Pivot na koniu” pędzla Corota z National Gallery, który autor odwiedza za każdą obecnością w Londynie. Jak niegdyś zawsze będąc w domu „Kultury” wspinał się na piętro do pokoju Czapskiego.

W „Obrazach Londynu” znajdują też miejsce wspomnienia wizyt u Edwarda Raczyńskiego, rozmów z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim, pracą nad dziennikiem intymnym Gombrowicza z Ritą Gombrowicz. Podróży do Brazylii, Włoch, miesięcy spędzonych na uniwersytetach w USA. Powracają sprzed lat dziesiątków chwile zetknięcia się z Kazimierzem Wierzyńskim, wraz z poczuciem żalu niedocenienia rozmówcy, zaprzepaszczenia tego czasu.

„Obrazy Londynu” to wyjątkowa książka, nie tylko na tle tonu i intelektualnych wartości obecnego pisarstwa. Jest również wyjątkowa w całej bogatej twórczości Wojciecha Karpińskiego, pierwsza tak osobista, jakby autor chciał całą osobowość postawić za dowód prawdziwości, zaangażowania. Z uniesioną przyłbicą zmierzyć się z wszechobecnym nihilizmem. Autor nie wstydzi się swoich słabości, błędów, pomyłek. Nie ścisza swego wewnętrznego głosu, kiedy każe wypowiadać mu sądy pełne patosu. Nie obawia się tonu wysokiego, na którego zanik w „Obronie żarliwości” narzeka Adam Zagajewski: „bronią się przed patosem, tak jakby bali się niszczącej siły przeżyć ekstatycznych; popycha ich do tego głos ironicznego suflera, głos naszej sceptycznej ciotki-epoki.” Wojciech Karpiński ocala powagę zaangażowania, wspólnoty i rozumu, w egoistycznym świecie. W ten zresztą także sposób spełnia nadzieję-tęsknotę Zagajewskiego: „Może któregoś dnia żarliwość wróci do naszych księgarń, do naszych umysłów.” Lektura „Obrazów Londynu” to podróż. Herbertowska podróż prawdziwa „taka z której się nie wraca”.

Tadeusz Wrzosek

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.