fesstiwal słowa w piosence
--

Vito Staviarsky - Kiwader i inne opowieści

Recenzje [04.11.11]

Jeśli już macie po uszy demonologii, wampiriady oraz wtórnego naśladownictwa horroropodobnych i thillerowatych popłuczyn po Cobenie, Kingu czy Cooku sięgnijcie po tę niewielką książeczkę - "Kiwader i inne opowieści".

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Vito Staviarsky, jak wielu słowackich pisarzy, wywodzi się z czeskiej szkoły opowiadania rodem z Jaroslava Haška, Karela Čapka, Bohumila Hrabala, Otta Pavla, Ladislava Fuksa, Josefa Škvorecký'ego czy Karela MIchala. Cechą wspólną dla tej klasy pisarzy jest umiejętność opowiadania, budowy piętrowej narracji, a także umocowanie jej w konkretnej rzeczywistości. Absurd, autoironia, dystans do siebie ale i do własnego pisarstwa. To wszystko razem w żaden sposób nie ma zamiaru kreować jakiejś niestworzonej misji, lecz dać czytelnikowi poczucie współuczestnictwa i oddziaływać na jego osobistą wrażliwość. Wiara tych pisarzy opiera się na tym, iż każdy z nas mógł w swoim życiu spotkać Szwejka, Theodora Mundstocka czy hrabalowskiego "bawidułę". Czeska cudowność powszedniego realu zakłada, iż w życiu "Obywatela Szaraka" bezwzględnie muszą ziścić się historie konfabulowane przy okazji męskich knajpianych pogaduszek, kelnerka z piwarni może być  "zagubioną Carycą", a Marzenka pracująca tuż o bok w mięsnym od biedy bohaterką harabalowskich "Postrzyżyn". Właśnie to zaproszenie, które czescy twórcy rzucają czytelnikom: "przyłączcie się do nas", z tego może być niezła zabawa", jest jej rozpoznawalnym znakiem.

I do takiej właśnie nieokiełznanej gry z wyobraźnią wzywa nas Vito Staviarsky. Jego Kiwader, to tylko zwykły czeski Rom, który walczy o przetrwanie z lepką i brutalną współczesnością. Ojciec rodziny, mąż Helenki, niepełnosprawnego Rudka i dwóch dziewczynek, kumpel bębniarza Czonka, który opowiada nam to wszystko. Ale co właściwie jest w tej opowieśći tak niesamowitego, że idziemy z Kiwaderem w ciemno, nawet nie pytając go gdzie i po co idzie. My "gadzie" nigdy nie pojmiemy, gdybyśmy nawet w nim zamieszkali, że to właśnie świat Kiwadera, Czonki, jego syna Rudka jest najprawdziwszym ze światów. A ten nasz real, to chora imitacja, matrix, kropelkowo wtłaczany do żył zamiast krwi, w ramach sitkomowych telewizyjnych kroplówek. Przedawkowujemy codziennie, właściwie już jesteśmy od nich całkowicie uzależnieni. Kiwader jedzie wówczas na jarmark, żeby grając w kapeli dośpiewać sobie parę groszy do taniego wina lub palinki, ale przy okazji nigdy nie zapomni o lizakach dla dzieciaków. Któż jak nie on wie najlepiej, czego potrzebują, przecież sam jest dzieckiem. Po co dorośleć, w tej chagallowskiej krainie piejących kogutów, dzikich świń szczekających jak psy, gdy pod wieczór, kiedy już głowa odmawia posłuszeństwa, księżyc i gwiazdy wskazują powrotną drogę. Kiwader tak naprawdę, nawet kiedy gubi Rudka ma duszę przesiąkniętą empatią, nie tylko do niego, do wszystkiego, co żyje. Przecież nigdy nie przeciął tej pępowiny łączącej go z Wielką Matką Ziemią. On, dziecko natury, zrodzony jak wszyscy Romowie, z nieokiełznanej ekstatycznej miłości - do życia, do odradzania się codziennie, w rodzinnych sprzeczkach, w zespole, w śpiewie, w piciu borowiczki, w tańcu i na koniec w Helence. No bo kto tu rządzi jak nie Matka-Ziemia, wszak to kobieta, a z nimi nie ma żartów, o tym Kiwader wie od dziecka...

Kiedy jego historia się kończy, Vito nie daje za wygraną. Zaczyna następne historie, jeszcze bardziej "odjechane", albo je kończy w najmniej spodziewanym momencie. Bo myśli sobie, zaraz, co ja będę się tu męczył, honorarium groszowe, publika jak na lekarstwo. A siedźże sobie czytelniku drogi i pomęcz się ociupinkę. Włącz te swoje szare zwoje, te komórki do wynajęcia, jeśli je jeszcze masz i dośpiewaj sobie puentę albo własne zakończenie. Nie bój się, że być może będzie bardziej absurdalne od autora "11 opowiadań+5".

No to kto pierwszy na ochotnika, Pan, może Pani, zaraz proszę się nie pchać, wystarczy dla wszystkich? Chociaż może dla pewności zadzwonię do Wydawnictwa:

- Hallo ATUT macie jeszcze "Kiwadera i te inne opowieści"?

Podoba mi się, kupuję:

Gabriel Leonard Kamiński

15.11.11 03:42
/
RecenzentkaRecenzji
Autor przesadził z cudzysłowami do tego stopnia, że straciłam rozeznanie co w tej recenzji odnosi się do książki naprawdę, a co "na niby". Skąd ta głupia moda na wciskanie wszędzie cudzysłowów? Do tego przecinków jest dwa razy więcej niż być powinno. Cóż, sztuka składania zdań złożonych nie jest do opanowania tak na raz-dwa, ale kto recenzuje książki, to, zdaje się, przeczytał ich w życiu dostatecznie tyle, żeby wpoić sobie zasady polskiej interpunkcji(?) Szkoda, że na FB nie można kliknąć "nie lubię tego".
15.11.11 10:18
/
gkaminski
Fakt,ale za moich czasów kolokwializmy i slang słowny np. "odjechane" traktowało się cudzysłowem, tak jak ostatnio nie używa się ich w tekście przy tytułach. A co jest recenzją "na niby", wierzę w lotność umysłów czytelników. Nie lubię wykładać kawy na ławę.
04.02.12 19:45
/
RecenzentRecenzentki
RecenzentkaRecenzji niestety zapomina, że w tego typu przypadkach winą za interpunkję, cudzysłowy itp. należy raczej obarczyć korektę - nie autora. Komentarz "Szkoda, że na FB nie można kliknąć " jest niesprawiedliwy, ponieważ - pomijając błędy interpunkcyjne - sama recenzja jest bardzo dobra. Można oczywiście dyskutować z interpretacją recenzenta książki, jednak każdy ma prawo do własnego odczytania i nie może to być pretekstem do obrażania kogoś, kto w napisanie swojego tekstu włożył pracę i energię. Za każdą recenzją - podobnie jak za każdą recenzowaną książką - stoi człowiek i jego wysiłek, o czym w czasach internetu i anonimowości jaką nam daje często zapominamy, pozwalając sobie na krytykę zbyt osobistą, a za mało merytoryczną. Co do nadmiaru cudzysłowów: w moich czasach (a jestem nieco starszym czytelnikiem) też zwykło się w ten sposób oznaczać wplecione do tekstu wyrażenia kolokwialne, celowo niepoprawne lub umyślnie zniekształcone.
09.02.12 14:39
/
billinger
Zapewne wystarczy rozumieć, że "wplecione do tekstu wyrażenia" uwypuklają pewne znaczenie danego słowa. Kiedy indziej można "wciskanie" do cudzysłowów odczytywać jako zawarowanie w myśl supozycji (takiej czy innej).
Tak sobie pomyślałem...
...a książkę postaram się przeczytać kiedy tylko będzie to możliwe.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.