fesstiwal słowa w piosence
--

Felisberto Hernández - Ciemna jadalnia, balkon i inne niezwykłe opowieści

Nowości [21.10.11]

Państwowy Instytut Wydawniczy poleca czytelnikom ambitnej literatury, w serii "Biblioteka Babel", zbiór opowiadań pt. "Ciemna jadalnia, balkon i inne niezwykłe opowieści" nieznanego w Polsce urugwajskiego prozaika Felisberta Hernándeza.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Nota o książce:

Felisberto Hernández, urugwajski prozaik, którego twórczość inspirowała wielkich autorów literatury światowej, był zawodowym pianistą. Miało to ogromne znaczenie dla pisarstwa Hernándeza: jego podstawą uczynił zasady kompozycji muzycznej. Stąd ogromna rola rytmu w tej prozie, szczególny układ słów.
      W Polsce dotąd Hernández pozostawał niemal całkowicie nieznany, na świecie ma sporą grupę czytelników, co i rusz ukazują się antologie jego krótkich utworów.
      Najczęściej występujące w twórczości Urugwajczyka słowo to „tajemnica”. Cały świat był dla autora niezwykły i tajemniczy, przeniknięty aurą oniryzmu, w pewien sposób niespójny; Hernández uważał, że rzeczywistość, nieskończona i ciągle zmienna, jest niepoznawalna dla człowieka. Opowiadania pomieszczone w prezentowanej antologii – a wydaje się, że zostały tu zebrane niemal wszystkie najlepsze utwory Hernándeza – doskonale oddają tę niepokojącą wizję świata. Brak tu ważnych wydarzeń, wszystko rozgrywa się w codziennej zwyczajności, w niej bowiem pisarz dostrzegał niezwykłość. To szczególne spojrzenie na świat, które każe autorowi przypisywać przedmiotom człowieczą naturę, ludziom zaś zaskakujące cechy, jest siłą prozy Felisberta Hernándeza. Zaciera się tu granica między snem a jawą, między człowiekiem a przedmiotem; proza Hernándeza odkrywa cudowność w codzienności, nieustannie dziwi się światu. To prawdziwie ożywcza, fascynująca wyprawa w głąb wyobraźni.

Opinie o książce:

Gdybym w 1950 roku nie przeczytał opowiadań Felisberta Hernándeza, nie byłbym takim pisarzem, jakim jestem dziś”. (Garcia Gabriel Marquez)

 „Felisberto, zawsze będę Cię kochał”. (Julio Cortazar)

Fragment:

Ciemna jadalnia

Kiedy pracowałem tam już ponad miesiąc, sytuacja się powtórzyła i pani Muñeca znów nie miała przygotowanego mate. Podeszła do mnie nieco zdenerwowana i powiedziała, że będzie mnie równie dobrze słyszeć z pokoju obok. Tego wieczoru także powiedziała Dolly, żeby naparzyła mate i że czajniczek jest w łazience. Kiedy Dolly wróciła, pani wyszła już z jadalni. Wtedy skorzystała z okazji, żeby mi powiedzieć:
     – Dziś mijają dwa lata, od kiedy zobaczyłyśmy narzeczonego pani Muñeki, kiedy wchodził po trapie, trzymając pod rękę tę inną. Więc uważaj i bądź grzeczny.
    Bardzo mi się nie spodobało, że zwraca się do mnie per ty, i już zamierzałem ją upomnieć, kiedy pojawiła się pani.
    Tego wieczoru pojawiała się i znikała jak mżawki przerywające słoneczną pogodę.
    Po kilku dniach przysłano po mnie ze Stowarzyszenia Pianistów i członek zarządu powiedział mi:
    – Była tu pani Muñeca i prosiła o innego pianistę. Mówi, że jesteś typem raczej ponurym i że twoja muzyka nie przynosi jej pociechy. Odpowiedziałem jej: „Proszę pani, to najlepszy pianista naszego stowarzyszenia", i próbowałem ją przekonać, mówiąc, że przecież możesz zmienić repertuar i że będziesz grał żwawiej.
    Byłem przygnębiony. I ciężko mi było iść na następną sesję, bo miałem grać „żwawiej" i do tego powiedzieć Doiły, żeby nie mówiła do mnie ty. Ale kiedy znalazłem się w jadalni, zdarzyły się rzeczy niespodziewane. Przyjechał z wizytą brat pani Muñeki i okazało się, że się znamy. Natychmiast wstał, podał mi rękę i powiedział:
    – Jak się pan miewa, mistrzu? Gratuluję; słyszałem już, że pański koncert był sukcesem. Widziałem artykuły i zdjęcia w dziennikach.
    Oczy pani Muñeki rzucały spojrzenia na wszystkie strony i można było odnieść wrażenie, że ten oczopląs ma na celu skołowanie wszystkich. Wtedy przerwała nam, krzycząc:
    – Co takiego? Nikt mi nie powiedział, że jest pan kimś, o kim piszą w gazetach!
    Jej brat dodał:
    – Ależ oczywiście! Raz nawet obaj byliśmy w tej samej gazecie; dzieliła nas raptem jedna kolumna. To było wtedy, gdy mnie mianowano sekretarzem klubu.
    Muñeca się wtrąciła:
    – Wtedy, jak ci prezes gratulował. – A potem dodała: – Chodź.
    Głowę miałem tak nisko pochyloną, że widziałem, jak z pokoju najpierw wychodzi fioletowa sukienka, a kawałek za nią czarne spodnie jej brata.

Zalany dom

Z tamtych dni zawsze pierwsze przypominają mi się te kręgi zataczane łódką wokół malutkiej wysepki z roślinami. Co jakiś – krótki – czas przestawiano je; ale roślinom nie było tam dobrze. Wiosłowałem, siedząc za potężnym ciałem pani Margarity. Jeśli patrzyła dłuższy czas na wyspę, było możliwe, że coś do mnie powie; ale nie to, co obiecała: mówiła tylko o roślinach i odnosiło się wrażenie, że chce między nimi ukryć inne myśli. Byłem już zmęczony podtrzymywaniem w sobie nadziei i unosiłem wiosła, jakby to były ramiona znużone liczeniem wciąż tych samych kropli. Ale wiedziałem, że podczas kolejnych rundek łódką odkryję, kolejny raz, że to zmęczenie jest tak naprawdę małym kłamstewkiem, mającym uchronić tę odrobinę szczęścia. Wtedy z rezygnacją czekałem na słowa, które przyjdą do mnie z tamtego świata, niemal niemego, plecami do mnie i ślizgającego się po wodzie dzięki trudowi mych obolałych rąk.
     Pewnego wieczoru, krótko przed zmierzchem, naszło mnie podejrzenie, że na wyspie leży pochowany mąż pani Margarity. Dlatego ona każe mi tam płynąć i wzywa mnie w nocy – jeśli świecił księżyc – żeby pływać jeszcze dalej. Niemożliwe jednak, żeby mąż spoczywał na tej wyspie: Alcides, narzeczony bratanicy pani Margarity, powiedział, że straciła męża w Szwajcarii – zginął w przepaści. I pamiętam też to, co mi powiedział wioślarz, kiedy przyjechałem do zalanego wodą domu. Wiosłował powoli i płynęliśmy przez „wodną aleję”, szeroką jak ulica, na brzegach porośniętą platanami o kulistych owocach. Dowiedziałem się między innymi, że razem z jednym robotnikiem wypełnił ziemią fontannę na patio, żeby potem powstała z tego wyspa. Poza tym myślałem, że ruchy głową pani Margarity – wieczorami, kiedy jej spojrzenie wędrowało z książki na wyspę i z wyspy na książkę – nie miały związku z jakimś nieboszczykiem pochowanym pod roślinami. I jest też prawdą, że ten jeden raz, kiedy widziałem ją z przodu, miałem poczucie, że grube szkła jej okularów służą maskowaniu oczu i że ten wielki przeszklony dach zwieńczony kopułą, który zasłaniał patio i wysepkę, sprawiał wrażenie, jakby miał strzec milczenia, w jakim spoczywają zmarli.

Tytuł: Ciemna jadalnia, balkon i inne niezwykłe opowieści
Tytuł oryginału: (Obras completas, vol. I-III)
Autor: Felisberto Hernández
Seria: Biblioteka Babel
Wybrał i opatrzył posłowiem Tomasz Pindel
Przełożyli z hiszpańskiego Nina Pluta i Tomasz Pindel
Wydawca: Państwowy Instytut Wydawniczy
Miejsce i rok wydania: Warszawa, premiera: 16 października 2011
Wydanie I
Objętość: 304 strony
Format: 12.5x19.5 cm
Oprawa miękka
ISBN: 978-83-06-03312-0
Kod paskowy (EAN): 9788306033120
Cena katalogowa: 39, 00 zł
Cena promocyjna wydawcy: 29, 25 zł

GLK. Informacja nadesłana

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.