fesstiwal słowa w piosence
--

Brzydkie słowa na „P”

Prawo [14.02.13]

„Koń, jaki jest, każdy widzi” – początek definicji pochodzący z pierwszej wydanej po polsku encyklopedii Benedykta Chmielowskiego stał się powiedzeniem określającym rzecz oczywistą i dzięki temu pozostał jedynym pochodzącym z tego XVIII-wiecznego dzieła hasłem, znanym i używanym do dziś.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Do niedawna taką oczywistymi nazwami były „pirat”, „piractwo”, „piracki”. Słowa te miały jasne dla wszystkich znaczenie, i nie trzeba było sięgać do słownika, aby widzieć, co oznaczają. Z kontekstu wypowiedzi jasno wynikało, cz chodzi o Somalijczyków porywających kolejny statek u wybrzeży Afryki, kierowcę, który stworzył niebezpieczną sytuację na drodze, czy wreszcie powszechne zjawisko kopiowania, rozpowszechniania i używania utworów objętych ochroną praw własności intelektualnej. Początkowo na kasetach audio i VHS, później na płytach CD i DVD, ostatnio najczęściej za pomocą Internetu. „To pirat, ale niezły” można było często usłyszeć w prywatnych rozmowach o ciekawej płycie czy programie komputerowym. Czasem nazywano tak także skserowane podręczniki szkolne i akademickie.

Określenia te nie niosły za sobą specjalnie negatywnego przesłania. Raczej ostrzeżenie o niepewnym pochodzeniu utworu i jego nie do końca potwierdzonej jakości. Chociaż rozpowszechnianie i używanie pirackich kopii naruszało przepisy prawa, to nie powodem towarzyskiego i społecznego wykluczenia.

Z 2012 roku coś się jednak zmieniło. Protesty przeciwko podpisaniu porozumienia ACTA pokazały, jak wielkie znaczenie ma dla społeczeństwa sprawa wolnego dostępu do Internetu. Równocześnie z postulatami złagodzenia ograniczeń prawa autorskiego rozpoczęła się kampania przeciwko używaniu wobec osób naruszających praw autorskich brzydkich słów na „P”.

Mówienie, że znany portal Chomikuj.pl stosuje „praktyki pirackie” to „agresja słowna” stwierdził w listopadzie 2012 roku w studiu radiowym prezes fundacji „Nowoczesna Polska” Jarosław Lipszyc. W tej samej audycji dodał, że słowa „piractwo” nie powinno się używać w stosunku do ludzi udostępniających utwory w Internecie, bo „używanie tego typu wartościujących słów jest wyrazem przekonania, że aktywność w sferze kultury może być czymś złym”. W styczniu roku następnego, na posiedzeniu działającej przy Ministerstwie Kultury Komisji Przeciwdziałania Naruszeniom Praw Autorskich i Praw Pokrewnych Fundacja „Nowoczesna Polska” wnioskowała o nieużywanie terminu „piractwo”. Kilkanaście dni później prezes Lipszyc w wywiadzie prasowym dodawał, że określenie „pirat” piętnuje ludzi, którzy chcą po prostu aktywnie uczestniczyć w obiegu kultury, i nazywanie ich tak to „uznanie, że jakaś część kultury i jej dobra mogą być czymś nielegalnym”.

Antypiracka kampania prezesa „Nowoczesnej Polski” zbiegła się z procesem o naruszenie dóbr osobistych, jakie Polskiej Izbie Książki, organizacji branżowej zrzeszającej wydawców książek, wytoczył portal Chomikuj.pl m.in. za zarzucenie mu stosowania „pirackich praktyk”. Stwierdzenie to ma być dla właścicieli Chomikuj.pl obraźliwe, bo według nich niesie za sobą jak najbardziej negatywne konotacje, szkodząc dobremu imieniu portalu.

Funkcjonujące od dawna w polszczyźnie słowa „pirat”, „piractwo” i „piracki” zostały więc prawie równocześnie zaatakowane z jednej strony przez działające na rzecz szerszego dostępu do treści objętych ochroną praw własności intelektualnej organizacje społeczne, z drugiej – przez przedstawicieli firmy, zarabiającej miliony złotych rocznie na stworzeniu platformy umożliwiającej internautom dzielenie się plikami, nie zawsze legalnymi.

Postanowiliśmy się więc przyjrzeć dokładniej, co dzisiaj znaczą te słowa -„pirat”, „piractwo” i „piracki”. Czy rzeczywiście tak bardzo stygmatyzują ludzi i firmy, którym przypisuje się to miano? Sprawa wcale nie jest taka oczywista.

Przede wszystkim trzeba zauważyć, że termin „pirat”, „piractwo” w odniesieniu do utworów podlegających ochronie praw własności intelektualnej nie jest w Polsce pojęciem prawnym. Także w prawie międzynarodowym nie jest powszechnie używane. Termin „pirated works” – bez definicji - pojawił się co prawda już w przyjętych w 1896 roku w Paryżu poprawkach do - konwencji berneńskiej, lecz współcześnie pojawia się tylko w zawartym w 1994 roku „Porozumieniu w sprawie Handlowych Aspektów Praw Własności Intelektualnej”, tzw. TRIPS (ang. Agreement on Trade-Related Aspects of Intellectual Property Rights), będącym uzupełnieniem prawnych podstaw Światowej Organizacji Handlu (WTO). Prawo nie daje nam więc odpowiedzi, jak bardzo negatywne znaczenie przypisuje się tym pojęciom. Pozostają definicje słownikowe.

Podobnie jak prawo, także słowniki i encyklopedie z trudem ( i nie wszystkie) nadążają za rozwojem technologii, zwłaszcza Internetu. W polskiej Wikipedii istnieje pojęcie „piractwo medialne”, które oznacza „potoczne określenie działalności polegającej na nielegalnym kopiowaniu i posługiwaniu się własnością intelektualną (programami komputerowymi, muzyką, filmami itp.) bez zgody autora lub producenta i bez uiszczenia odpowiednich opłat”. Książek i czasopism Wikipedia nie zauważa w ogóle, dodaje natomiast, że pojęcie jest kontrowersyjne i lansowane przez organizacje antypirackie. Wikisłownik określa pirata jako przestępcę nielegalnie kopiującego utworu muzyczne i filmowe. Znów nic o książkach. Według najnowszego, internetowego Uniwersalnego Słownika Języka Polskiego piractwo to m.in. „nielegalne przedrukowywanie książek, kopiowanie nagrań, filmów itp.”, a „ pirat” według Słownika Języka Polskiego to „osoba lub firma czerpiąca zyski z nielegalnego rozpowszechniania cudzej twórczości albo z nielegalnego nadawania programów radiowych lub telewizyjnych”. Bez wątpienia są to określenia na osoby naruszające normy społeczne, ale nie ma w nich jakiegoś szczególnie mocnego napiętnowania.

Być może taka wstrzemięźliwość autorów haseł wynika z niejednoznacznego, żeby nie powiedzieć pozytywnego obrazu pirata w kulturze masowej. Dzieci na całym świecie od najmłodszych lat bawią się w piratów, czytają i oglądają historie o przygodach Piotrusia Pana, w których Kapitan Hak, jest co prawda zły, ale nikt się go nie boi. W sklepach z zabawkami można kupić promocyjne zestawy klocków inspirowane dobranocką „Piraci z Nibylandii”. A Johnny Deep, pirat z Karaibów ma dziś miliony fanów.

 

W obrażającym się za określenie „piracki serwis” portalu Chomikuj.pl można znaleźć wiele pirackich awatarów, czyli obrazkowych autoprzedstawień, którymi „podpisują się” sami użytkownicy. W styczniu 2013 roku można było znaleźć ponad 700 kont użytkowników Chomikuj.pl ze słowem „pirat” w nazwie. Niektórzy z użytkowników, nazywanych „chomikami” było wyraźnie dumnych ze swoich profili.

 

Fot: pirackie awatary użytkowników Chomikuj.pl (źródło: Chomikuj.pl)

Także społeczne postrzeganie piratów i piractwa własności intelektualnej w mediach dalekie jest od jednoznacznego potępienia. Przypomina to raczej stosunek do piratów… drogowych. Wszyscy wiedzą, że przekraczanie dopuszczalnej prędkości jest wykroczeniem, a jazda po pijanemu to przestępstwo ale… przynajmniej jeśli chodzi o prędkość to sympatia ogółu jest raczej po stronie kierowców, prześladowanych przez fotoradary i policjantów z „drogówki”.

Wielu publicystów i dziennikarzy, zajmujących się mediami i nowymi technologiami dostrzega problem piractwa. Jednak nawet wtedy, kiedy przyznają, że jest to działanie sprzeczne z prawem, to częściej postulują by zmienić przestarzałe prawo, niż wzywają do jego przestrzegania.

Już w 2009 roku socjolog Mirek Filiciak wspólnie z Alkiem Tarkowskim (obecnym wiceprzewodniczącym Rady Informatyzacji przy Ministrze Administracji i Cyfryzacji) na łamach internetowego pisma www.dwutygodnik.com artykule p.t. „Alfabet nowych mediów. P jak piractwo” zauważyli, że: „Termin „pirat” przechodzi przy tym proces emancypacji (…) Pirat przestaje być kopistą-przestępcą, a staje się osobą, która po prostu nie wierzy w obecny system własności intelektualnej”. A nie tak dawno, w grudniu 2012 roku inny autorytet w dziedzinie nowych mediów redaktor Edwin Bendyk w swoim blogu bendyk.blog.polityka.pl zamieścił post p.t. „Pożytki z piractwa?”, w którym prezentuje wstępne wyniki badań, z których wynika, ze piractwo nie szkodzi przemysłowi filmowemu. Na razie jeszcze ze znakiem zapytania. Inni publicyści, jak. np. Krzysztof Sienkiewicz w tekście „Czy prawo autorskie wspomaga kreatywność” (www.prawokultury.pl) poddają w wątpliwość konieczność istnienia prawa autorskiego.

Wobec takiej postawy sporej części zajmujących się zagadnieniami nowych mediów i kultury w Internecie badaczy i dziennikarzy można stwierdzić, że „Pirat to brzmi dumnie”. Potwierdza to rozwój, także w Polsce, ruchu określającego się mianem „Partii Piratów”.

Twierdzenia prezesa Jarosława Lipszyca o stygmatyzującym i jednoznacznie negatywnym znaczeniu słów „pirat” i „piractwo” wydają się więc mocno przesadzone.

To nie piraci, ale przedstawiciele „XIX wiecznego przemysłu rozrywkowego” pełnią dziś niewdzięczną rolę chciwych kapitalistów, którzy dla zwiększenia swych niegodziwych zysków usiłują zatrzymać nieuchronny postęp i utrudniają przez to dostęp do kultury. Stosują przy tym niegodziwe metody nasyłając na niewinnych internautów prawników i policję.

Jednak nawet prezes Jarosław Lipszyc uważa, że prawa wyłączne powinny obowiązywać w działalności komercyjnej, a Edwin Bendyk na swym blogu dopuszcza mimo wszystko możliwość ścigania i karania „paserów, ciągnących z piractwa korzyści”.

Słowa „pirat”, „piracki” w chwili obecnej nie piętnują i nie spychają na margines społeczeństwa. Są po prostu krótkimi, a więc wygodnymi w użyciu synonimami na określenie osób, firm i stron internetowych świadomie naruszających lub umożliwiających naruszanie prawa własności intelektualnej. Synonimami m.in. takich słów jak: „nielegalny”, „paser”, „złodziej”, „złodziejski”, „dziupla”, „melina”.

Niektórzy słów tych używają w tej chwili w celu złagodzenia i ocieplenia wizerunku osób i instytucji, które naruszają prawo, zarabiając często dużo więcej niż wynoszą zyski wielu wydawnictw zrzeszonych w Polskiej Izbie Książki. Inni boją się, ze użycie bardziej pejoratywnych określeń narazi ich na sądowe procesy o ochronę dóbr osobistych i negatywne komentarze w mediach.

Korzystają z tego prawdziwi piraci. Prawdziwi, bo profesjonalnie i zawodowo zajmujący zarabianiem pieniędzy kosztem „przemysłu rozrywkowego”. Kwestią sądowego sporu jest to, czy twórcy i właściciele Chomikuj.pl świadomie i z premedytacją ułatwiają użytkownikom serwisu naruszanie prawa i czy mogą robić więcej, żeby to zjawisko na kontrolowanej przez siebie stronie internetowej ograniczyć.

Ale na samym portalu Chomikuj.pl można z łatwością zidentyfikować przynajmniej kilka tysięcy osób, które na rozpowszechnianiu nie swoich utworów chronionych prawem autorskim świadomie zarabiają całkiem realne pieniądze. Na jednym z forów internetowych założonych przez użytkowników chomikuj.pl można było znaleźć wpis, w którym autor chwalił się przychodem rzędu 30 tysięcy złotych miesięcznie. Wolnych od podatku. Fora użytkowników pełne są reklam i poradników, jak szybciej, lepiej i więcej plików udostępnić i jak najlepiej na tym zarobić. A przecież najbardziej profesjonalni przestępcy nie chwalą się swoimi osiągnięciami.

Trzeba przekonać zwolenników otwartego Internetu, że wyeliminowanie w publicznego obiegu słów „pirat” i „piracki” nie rozwiąże problemu piractwa. Wprost przeciwnie, słowom tym należy nadać jasną definicję wprowadzając do obiegu prawnego w stosunku do osób, które z pełną premedytacją zarabiają na udostępnianiu owoców nie swojej pracy. A prawo należy zmienić tak, żeby piraci nie byli bezkarni. Z korzyścią dla „przemysłu rozrywkowego” i użytkowników kultury.

Krzysztof Gutowski

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.