fesstiwal słowa w piosence
--

Recenzja: „Ocalić jenców", Lee Trimble, Jeremy Dronfield

Recenzje [04.05.16]

II wojna światowa oprócz tego, iż była areną zmagań dwóch potężnych koalicji, a także wysiłku wielu państw, tak demokratycznych jak i totalitarnych, to przede wszystkim składała się z setek, ba tysięcy często bezimiennych bohaterów, których zbiorowy nadludzki trud zawierał w sobie najczystszy przejaw indywidualnego poświęcenia i bohaterstwa.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Tak jest też i w tym wypadku. Lee Trimble, syn Roberta M.Trimble'a, pilota bombowców, współpracownika amerykańskiego kontrwywiadu, o czym się dowiedział dopiero na miejscu, w Połtawie, która stała się centrum jego bardzo niebezpiecznej misji opisał to w książce „Ocalić jeńców" oddając prawdę o tamtej ściśle zakonspirowanej akcji ratowania amerykańskich jeńców. 

Różnie możemy rozpatrywać kwestię niebezpieczeństwa; przez pryzmat osobistego zaangażowania i ryzyka, przez możliwość narażenia swoją tajną działalnością setek niezwiązanych z tym bezpośrednio osób. Jeżeli chodzi o Roberta Trimble'a, to posiadając amerykański paszport dyplomatyczny, a o jego misji wiedziało praktycznie niewiele osób, ze ścisłego kierownictwa Biura Służb Strategicznych, to praktycznie odpowiadał za tą misję własnym życiem. Nie do końca poinformowany, co do jej charakteru, był przekonany, iż będzie pilotował samoloty konwojujące amerykańskich, a potem angielskich jeńców do włoskich baz lotnictwa strategicznego USA w Brindisi. Jak się okazało celowe przekłamanie zadań stojących przed pilotem Trimblem służyło z jednej strony kamuflażowi ze strony służb OSS, a z drugiej chodziło o to, żeby nie do końca zdawał sobie sprawę ze złożoności swojej wschodniej misji. Gdyby pojął od początku, co czai się za Połtawską Tymczasową Bazą Lotniczą prawdopodobnie mógłby wpaść w ręce wszechobecnej w tamtym wojennym czasie NKWD.

Tak jego wrodzona awanturnicza natura, a także kontrolowana brawura i odwaga towarzyszące mu od pierwszych chwil na ukraińskiej ziemi złożyły się na sukces jego misji specjalnego przeznaczenia. Pamiętajmy, iż Trimble nie znał rosyjskiego ani ukraińskiego, ani stalinowskich realiów. Był jak James Bond w „Golden Eye"wrzucony w sam środek stalinowskiego imperium ukrytego za szczelną „żelazną kurtyną" fałszu  i dezinformacji. Pamiętajmy też, iż był dwudziestojednoletnim amerykańskim lotnikiem wychowanym w małym mieście Lemoyne koło Harrisburga w Pensylwanii. Niewiele widział przedtem takiego zła ani  terroru sterowanego przez aparat stalinowskiego państwa będącego jednym wielkim obozem zsyłki i indywidualnego terroru. To co zobaczył i przeżył trzymał przez ponad siedemdziesiąt lat ukryte we własnej pamięci. Dopiero dociekliwość jego syna Lee Trimble'a, a także związane z wiekiem schorzenia i widmo śmierci rozwiązały zasupłaną na okrętkę pamięć.

Jego misja polegała na odnalezieniu  przy ścisłej współpracy z agentami OSS na terenach rosyjskiej Ukrainy, Polski jeńców amerykańskich oswobodzonych ze stalagów i  obozów koncentracyjnych. Zdawałoby się, iż w momencie kiedy zacieśniała się współpraca wojskowa między koalicjantami Wielką Brytanią, Związkiem Radzieckim i Stanami Zjednoczonymi to będzie proste i nieskomplikowane zadanie. Nic bardziej zwodniczego. Rosjanie, szczególnie służący w Armii Czerwonej nieufni do obcych, inwigilowani dwadzieścia cztery godziny na dobę przez agentów NKWD czuli strach i wrogą niechęć do kapitana lotnictwa USA posługującego się  dyplomatycznym paszportem. Z jednej strony to sojusznik od którego otrzymywali setki ton wojskowego zaopatrzenia, z drugiej kapitalistyczny wróg chcący pewnie poznać tajemnice komunistycznego reżimu. Czuli zarazem do niego podziw, strach i  nieufność. Podejrzliwość była główną filozofią tego pseudorobotniczego państwa, gdzie ludzie na wsi żyli w prymitywnych warunkach, bez dowodów osobistych czy jakichkolwiek wygód. To wszystko dodatkowo wstrząśnie Robertem Trimble'm. Jego misja przerodziła się w lekcję życia i historii, którą poznał jako jeden z nielicznych amerykańskich oficerów.

Książka jego syna jest w miarę sprawdzoną i zweryfikowaną opowieścią jaką przekazał mu ojciec Robert Trimble, który rozmawiał z nim wiele godzin. Lee nagrał wiele godzinnych taśm. Opowieść ojca zaczyna się, gdy ląduje w prymitywnej bazie lotniczej w Połtawie pod okiem NKWD-istów. Zanim pozna obyczaje i psychikę swoich nowych wschodnich sąsiadów przejdzie duchowe katharsis oglądając dopiero co wyzwolony zespół obozów koncentracyjnych w Oświęcimu-Brzezince. To po tej wizycie uzna, iż ratowanie ludzkiego życia jest największym obowiązkiem każdego żołnierza.

Od tego momentu całą swoją wiedzę wojskową, spryt, umiejętność przewidywania i improwizacji zaangażował w brawurowe i wprost „bondowskie" akcje ratowania amerykańskich, angielskich i francuskich jeńców. A było przed czym, gdyż Rosjanie traktowali ich jak podludzi, głodzili, zamykali w obozach twierdząc kłamliwie, iż radzieccy jeńcy podobnie cierpią będąc w alianckich rękach. Oczywiście było to wierutne kłamstwo. Trimble o tym wiedział, ale nie mógł oficjalnie dementować tych kłamstw nie chcąc się narażać na dekonspirację.

Przeczytacie tu o takich historiach, które nie tyle ocierają się o brawurę lecz wyglądają jak prawdziwe wojenne fantasy, chodzi o przerzucenie 400 francuskich robotnic przymusowych pociągiem do Odessy pod okiem całego oddziału enkawudzistów, czy przetransportowanie z Polski siedemdziesięciu  byłych jeńców amerykańskich i angielskich praktycznie bez dokumentów również pociągiem do portu w Odessie, gdzie Rosjanie zgadzali się na ich zaokrętowanie w zamian za deportowanych radzieckich jeńców wojskowych, których praktycznie od razu bez sądu zabijano. Jeden z takich „rozstrzelanych" transportów zobaczy Robert Trimble na bocznicy kolejowej. To będzie drugi i decydujący wstrząs jaki wpłynie na jego determinację i stanowczy stosunek względem rosyjskich wyższych oficerów.

Trimble przez pięćy, z siedmiu miesięcy jakie spędził w Połtawie uratuje ponad tysiąc jeńców i robotników przymusowych transportując ich głównie do portu w Odessie. Uratowałby ich pewnie kolejny tysiąc, gdyby nie uległość amerykańskich wojskowych i polityków, którzy za wszelką cenę unikali drażnienia „Wielkiego Wujka Joe". Skutkowało to pokazowymi procesami amerykańskich oficerów, w tym lotników, tylko po to by udobruchać oprawców.  Tego było za wiele. Na przyjęciu u generała  Dean'a i Spatza próbował rozmawiać o tym nawet z ambasadorem Harrimanem, ale dano mu do zrozumienia, iż ma się nie wtrącać w nie swoje sprawy, gdyż jako prosty chłopak z Pensylwanii i zaledwie kapitan nie rozumie światowej polityki.

Większość tych historii i całej misji Trimble'a  jest do dzisiaj objęta nadzorem kontrwywiadu amerykańskich sił zbrojnych. Na prośbę syna Lee Trimble'a o udostępnienie wojskowych archiwów następcy OSS odpowiedzieli milczeniem.
Także, ta opowieść jego ojca stanowi jedną z nielicznych udokumentowanych relacji z tajnej misji dotyczącej ratowania amerykańskich jeńców wojennych na terenie ukraińskiej ZSRR i Polski. Jest to bardzo ważna książka, gdyż jej autor czarno na białym pisze i udowadnia, iż Polska jako pierwsza padła ofiarą bolszewickich represji i odczuła na sobie odium stalinowskiego terroru. Jego ojciec bardzo dobrze wyraża się o bezinteresownej pomocy ze strony Polaków, tych mieszkających na wsi jak i tych  żyjących w miastach.

 

Gabriel Leonard Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.