fesstiwal słowa w piosence
--
Za www.naszemiasto.pl

„Wiedza na temat, co się działo na froncie wschodnim i po jego przejściu jest u moich rodaków znikomy" - rozmowa z Lee Trimble, autorem książki pt. „Ocalić jeńców"

[05.07.16]

Prezentujemy rozmowę z autorem książki „Ocalić jeńców" Lee Trimblem, który z okazji promocji polskiego tłumaczenia przyjechał z krótką wizytę do Polski.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Gabriel Leonard Kamiński: Jestem świeżo po lekturze Pańskiej książki i od razu nasunęły mi się takie trzy refleksje: po pierwsze, ile jeszcze musi się ukazać podobnych książek, żeby zmienić zapatrywania Amerykanów, czy świata na to, co się działo w czasie II wojny światowej na tych ziemiach, jakim był naprawdę człowiekiem Józef Stalin zwany przez nich „Dobrym Joe" i co się pod tym kryło. Druga sprawa to taka, iż niepotrzebnie takie historie jak z Pańskim ojcem i z jego niezwykła misją były upolityczniane, gdyż inaczej  można by było o wiele więcej osób uratować, pokazując całą prawdę, np. jak ze strony Rosjan wyglądała na co dzień tzw. "Wielka Koalicja", i trzecia, że bardzo chętnie zamieniłbym się z Pana ojcem na te cztery miesiące intensywnego ryzyka, któremu przyświecał jeden cel: uratowanie jak największej liczby amerykańskich, angielskich i francuskich jeńców wojennych.

Lee Trimble: Tak, widzę jak Europejczycy i Amerykanie postrzegają Stalina. Mój ojciec zresztą miał o nim zupełnie odmienne zdanie. Faktycznie w Ameryce cały czas pokutuje taka pozytywna jego wizja, która wynika z propagandy wojennej. Pobrzmiewa w tym nuta, iż był naszym sprzymierzeńcem i to co zrobił, zrobił po to, by powstrzymać Niemców. Wydaje mi się, że powstało już na ten temat tyle książek, że nawet mniej zorientowali zdają sobie sprawę, iż Stalin był bezwzględnym przywódcą, że był bezwzględny nie tylko dla Niemców, z którymi walczył, lecz przede wszystkim dla Rosjan, którymi rządził. Bardzo dużo osób zdaje sobie sprawę z tego, że karą za dezercję w czasie walki była momentalna egzekucja żołnierzy rosyjskich. Mój ojciec mi uświadomił, i zdaję sobie z tego sprawę, iż Rosjanie byli nieustannie motywowani podejrzliwością. Byli obsesyjnie podejrzliwi i dlatego też, im samym nie można było ufać.

Niestety dzisiejsza młodzież może tego nie wiedzieć, ale to jest prawda o młodzieży na całym świecie. I dlatego też prawdziwe jest takie stwierdzenie, że historia lubi się powtórzyć. Jeżeli dużo czasu minie, jeżeli nie będziemy na to uważać, to zło zrobi wszystko, by móc powtórzyć nasze błędy z historii.

Nie da się ukryć, iż upolitycznienie całej tej sprawy miało bardzo negatywny  wpływ na możliwość wykonywania przez niego misji. Po pierwsze, wynikiem było, skrócenie jego misji. Po pewnym czasie musiał ją przerwać, a na pewno uratowałby znacznie więcej ludzi, gdyby trwała ona znacznie dłużej.  Po za tym, to nie była tylko kwestia Rosjan, ale również przełożeni mego ojca woleli utrzymać ówczesne status quo z Rosjanami, którzy byli wówczas potrzebni aliantom i mieć święty spokój, niż pakować się w nieprzewidywalne kłopoty z wszechobecnymi enkawudzistami. Mój ojciec czuł, że gdyby jego wojskowi przełożeni i władze amerykańskie przyjęły bardziej zdecydowane stanowisko na pewno wtedy łatwiej by było wymusić na Rosjanach wysłanie na tereny Polski większą ilość grup ratowniczych, dzięki czemu udałoby się uratować ich znacznie więcej.

Mimo, że mojego ojca dzielił cały ocean od Związku Radzieckiego, on też, po tym co widział w Połtawie, przez całe życie obawiał się reakcji Rosjan na to, co, by się stało, gdyby wyjawił prawdziwy cel i szczegóły swojej misji. To był jeden z poważniejszych powodów dlaczego wcześniej nigdy o tym nie wspominał. Ale osobiście cieszę się, że pod koniec jego życia udało mi się dowiedzieć więcej, co tak naprawdę robił czasie wojny.

Gabriel Leonard Kamiński:  I kolejna, tym razem smutna refleksja, która nasunęła mi się po przeczytaniu Pana książki, iż za każdą partią uratowanych amerykańskich jeńców odsyłanych do Odessy, krył się „haracz" ze strony Rosjan, czyli jeńców rosyjskich, którzy wracali do domu, tak naprawdę wracając po pewną śmierć. I to była taka makabryczna wymiana: życie za śmierć. Myślę, że czytelnicy Pana książki to wyłapią, bo to się wyczuwa nawet w klimacie towarzyszącym poszukiwaniom Pana ojca. Szczególnie wyczuwa się to, po atmosferze  brawurowej akcji ratunkowej 400 francuskich robotnic przymusowych, którą Pański ojciec zrealizował w iście bondowskim stylu.


Lee Trimble:
Wiem, że nieoficjalnie wielu zarówno amerykańskich żołnierzy, dowódców, a także przywódców cywilnych zdawało sobie sprawę z tego, że rosyjskich jeńców wojennych, którzy wracali do Związku Radzieckiego może czekać bardzo nieprzyjemne powitanie przez specjalne oddziały NKWD-zistów, natomiast nikt tego oficjalnie nie widział. I dodatkowo jednocześnie wiedzieli o tym, że jeżeli nie zgodzą się na wymianę jeden do jednego, gdyż takiej domagał się Stalin, to ten los mógłby też spotkać ich rodaków. Dlatego musieli się stosować do litery porozumienia jałtańskiego mówiącego o wymianie jeńców, i stanowisko było takie, że oficjalnie stosujemy się do porozumień podpisanych ze sprzymierzeńcami, natomiast nieoficjalnie, ta decyzja nie była łatwa.


Gabriel Leonard Kamiński: Ile zajęła Panu praca nad książką? Chodzi mi o ustalenie pewnych faktów, topografii, nazw geograficznych, ustalenie wszystkich szczegółów towarzyszących historii Pana ojca. Ile to trwało i czy miał Pan jakąś pomoc ze strony wojskowych władz amerykańskich, historyków polskich, amerykańskich, rosyjskich, oprócz darczyńców, którym Pan dziękuje oficjalnie w swojej książce?

 

Lee Trimble: Prace nad moją książką trwały około sześć lat. Zacząłem ją pisać już po tym, jak mój ojciec umarł w 2009 roku, ponieważ wcześniej nie zgadzał się abym cokolwiek upubliczniał z tej historii. Dopiero wówczas mogłem zacząć nad nią poważnie pracować i prace trwał prawie do samego wydania książki do 2015 roku. Korzystałem głównie z oficjalnych archiwów Stanów Zjednoczonych i sił wojskowych, z archiwum teksańskiego muzeum wojskowego oraz archiwów francuskich. Niestety nie udało mi się dotrzeć do rosyjskich źródeł, między innymi dlatego, iż miałem problemy ze znalezieniem kogoś, kto pomógłby mi to przetłumaczyć, a pod drugie stwierdziliśmy, że byłoby to bardzo kosztowne. Bardzo dużą pomocą był dla mnie dokument przygotowany  przez dwóch historyków na zlecenie sił powietrznych Stanów Zjednoczonych będący historią dowództwa wschodniego skrzydła amerykańskich sił powietrznych. Był zawarty w nim duży fragment poświęcony historii bazy w Połtawie, której dowódcą przez pewien czas był mój ojciec. Jest tam też sporo informacji na temat jego oficjalnych obowiązków, ale pomiędzy wierszami można przeczytać o tym, iż kilkukrotnie podpadł Rosjanom, ponieważ przemycił na teren bazy jeńców wojennych. No i tą są właściwie rzeczy, które stały się podstawą i inspiracją do moich badań.


Gabriel Leonard Kamiński: A jak książka została odebrana w Stanach?


Lee Trimble: Reakcje ogólnie były bardzo pozytywne. Zainteresowało mnie to, iż ludzie znacznie bardziej interesowali się samym aspektem misji ratowniczej niż opisami sytuacji do jakich dochodziło i otoczce politycznej, czyli tym wszystkim, co się działo wtedy na wschodzie Europy. Być może dlatego, że Amerykanów ten temat, aż tak bardzo nie interesuje. Zresztą poziom wiedzy na temat, co się działo na froncie wschodnim i po jego przejściu jest u moich rodaków znikomy. Ludzie, tak naprawdę do dzisiaj bardzo mało widzą na ten temat. Natomiast widać było, że ludziom spodobało się to, iż dowiedzieli się z mojej książki, że takie historie w ogóle miały miejsce i pozwoliły im zbliżyć się do podobnych historii związanych z wojennymi losami ich własnymi ojców.

Gabriel Leonard Kamiński: Reasumując, to misja pańskiego ojca nie była objęta klauzulą jakiejś specjalnie tajności i faktycznie miał Pan dostęp do różnych dokumentów i relacji. A może było tak, iż była ona do pewnego stopnia utajniona, ale po jakimś czasie dokumenty te były publicznie dostępne?

Lee Trimble: Niestety tak naprawdę nie udało mi się dotrzeć do żadnych dokumentów potwierdzających bezpośrednio tajność tej misji. W Stanach jest coś takiego jak akt o wolnym dostępie do informacji i na jego podstawie zwróciłem się do Departamentu Stanu jak i do CIA czy spadkobierców OSS, które zlecało memu ojcu misję ratowniczą o udostępnienie tych dokumentów, natomiast nie otrzymałem od nich żadnej odpowiedzi, co wskazuje na to, że jeżeli mają jakieś dokumenty, to one cały czas są jednak utajnione. Zresztą nie bardzo rozumiem dlaczego. Pozostało mi natomiast szukanie dowodów poszlakowych czyli w oficjalnych archiwach znalazłem np. dokumenty dotyczące oficjalnej części misji mego ojca. W kilku miejscach przez przypadek, ktoś jakby sugerował i wspominał trochę więcej niż powinien. Dodatkowo wpadł mi w ręce raport mego ojca, w którym też można się doczytać miedzy wierszami, że ta jego oficjalna misja czyli sprowadzanie wraków samolotów i załóg amerykańskich bombowców strąconych nad Polską i nad wschodnim teatrem wojny nie była jedynym powodem dla którego stacjonował w Połtawie.

Gabriel Leonard Kamiński: Przeszło siedemdziesiąt lat po wojnie mamy do czynienia z niesamowitym wysypem tytułów dotyczących kulisów II wojny światowej, szczególnie dotyczy to krajów europejskich: Niemiec, Polski, Wielkiej Brytanii, byłego Związku Radzieckiego. Książki  te pokazują wojnę od zupełnie innej strony, odartą z propagandowej otoczki. Pisze się teraz o rzeczach, które skrywała tajemnica cenzury i autocenzury. Czy  moda na tego typu literaturę historyczną dotarła też do Stanów Zjednoczonych? Jak ona się sprzedaje, czy może Pan coś o tym powiedzieć?

Lee Trimble:  W Stanach również hucznie obchodzono siedemdziesięciolecie zakończenia II wojny światowej, natomiast moja książka została wydana chyba za blisko tej daty, chociaż ukazało się sporo artykułów na jej temat i pewnych aspektów wojny, jak chociażby na temat losów amerykańskich jeńców. Ale dopiero teraz moja książka powoli zaczyna docierać do świadomości ludzi, ale cały czas dostaję recenzje czytelników, którzy mówią, że dzięki niej mogli lepiej poznać wschodni teatr działań wojennych. Mam nadzieję, że oprócz tej książki jeszcze uda mi się przedstawić te wydarzenia w innej wersji - wersji filmowej. Wiele osób mi mówi, że jest bardzo dobry materiał na scenariusz filmowy.

Gabriel Leonard Kamiński: Tradycyjne pytanie. Gdyby w kilku zdaniach miał Pan czytelników nie tylko Portalu Księgarskiego zachęcić, by sięgnęli po Pana książkę „Ocalić jeńców", to co by Pan im powiedział?

Lee Trimble: To jest książka, która opowiada o ciekawej historii dziejącej się w czasie II wojny światowej, opowiada o wytrwałości i dzielności ludzi, z różnych stron Europy: francuskich pracowników przymusowych, którzy losy są tu opisane, jak również Polaków, których wielu ryzykowało życiem pomagając mojemu ojcu, w tym także pracownicy Polskiego Czerwonego Krzyża jak i zwykli normalni rolnicy. I nie dlatego pomagali, że coś z tego mieli, lecz dlatego, iż wiedzieli, że jest to coś dobrego. Jest książka, która opisuje również tą ich wielką odwagę.


Gabriel Leonard Kamiński: Bardzo Panu dziękuję za te słowa opisujące postępowanie moich rodaków, gdyż w tych czasach pojawiło się bardzo wiele przekłamań na ten temat, szczególnie dotyczy to postępowania polskich chłopów, których oskarża się i potępia o interesowność. Owszem były i takie przypadki, ale w swojej większości Pana ojciec trafił na życzliwych mu ludzi,  bez nich jego misja na pewno by się nie udała.


Bardzo dziękuję Panu za interesującą rozmowę! 

Opr. GLK

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.