fesstiwal słowa w piosence
--

Recenzja: János Oláh, „Nieosiągalna ziemia"

Recenzje [11.08.16]

Poezja Jánosa Oláha nie jest szerzej znana w Polsce. Ale kiedy wczytujemy się w skromny objętościowo wybór, to czujemy, iż przemawia do nas prawdziwy poeta.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Zbiór tych trzydziestu ośmiu wierszy pt. „Nieosiągalna ziemia" wobec zbiorczego dużego tomu zatytułowanego „Wewnętrzne lustro" grupującego wiersze z lat 1958-2014 jest zaledwie muśnięciem, podmuchem wiatru. Ale wiemy, że Oláh, pisząc w wierszu „Jestem wiatrem" przedstawia nam swoje metafizyczne życiowe doświadczenie:

Jestem wiatrem, ciężkie niebios brzemię,
torbę deszczu niosąc na ziemię.
Mdleją ręce po torbą ciężarną.

Deszcz pada pośród skał i piasków,
rzuć na ziemię, ukryj wśród blasków
moją twarz wietrzną, niewidzialną.

Deszczu, luń na najpiękniejszą z dziewczyn
na jej włosy, ramiona, piersi:
Niech uśmiechnie się do mnie najjaśniej!

Niechże zrzuci z siebie ciężkie brzemię,
niechże je ciśnie nas ziemię
i w moich objęciach zaśnie!

Już w tym pierwszym wierszu  Oláh wieści odwieczne pragnienie człowieka dotyczące czystości uczuć, wewnętrznej prawdy, którą przywróci w nas deszcz lejący się z niebios, z tego firmamentu nieosiągalnego dla zwykłego śmiertelnika, ale możliwego dla naszej duszy i wyobraźni.

Urodzony w latach czterdziestych, debiutował w latach pięćdziesiątych. Jak pisze w nocie tłumacz: transformuje w sobie całe literackie  doświadczenie tamtego pokolenia. Uważany za reprezentanta nurtu ludowo-narodowego cały czas idąc własną drogą unika w końcu zaszufladkowania, a jego poezja wyróżnia się na tle innych dokonań na wskroś oryginalną metaforyką, ciekawymi układami metrycznymi, co zostało przez krytyków zakwalifikowane jako neoawangarda.

Tu mieszkam, u podnóża brązowych szyszaków wzgórz...
Moja ojczyzna jest biała jak srebrzysta siekiera.

Na zewnątrz pada deszcz, szumi pośród gałęzi
potyka się o ziemię, spadają jego kosteczki.

Siedzę w swoim pokoju na stołku o trzech nogach,
wokół narzędzia obrastają kurzem.

W moich myślach jak w rzece głębokiej
toną strzępy pamięci.

Znałem kiedyś kowala, często go odwiedzałem,
wykuwałem swą płomienną podkowę.

Wiedzieliśmy, jak niezłomne jest żelazo.
Czasem siadaliśmy na progu,

z łokciami na kolanach.
Rozmawialiśmy.

W naszych oczach nie było niczego,
co by stłumiło

ostry zapach pór roku,
kiedy patrzyliśmy

jak się kłębią obłoki
za wyschłymi trawami wzgórza.

                       ( wiersz tytułowy Nieosiągalna ziemia")

 

Ludyczna ontologia obecna w wierszach Oláha pozwala mu spojrzeć głębiej na
sprawy przemijania, na sporawy, które dzieją się z nami w okamgnieniu. Stąd jego sceptycyzm, a niewiara:

Nie wiem, skąd się tu wziąłem
i nie wiem, po co

Wrona mi kracze nad czołem
ciemną nocą.

\Nie chciała, lecz zrozumiałem:
- Twoi krewni już zgaśli.

- Nikogo takiego nie miałem,
jestem synem baśni.

                           (wiersz, „Nie wiem")

Opowiedzenie się po stronie rzeczywistości bajecznej pozwala Oláhowi ocalić w sobie dziecięcą naiwność i potraktować świat z iście sielankową i minimalistyczną nonszalancją:

Chciałbym osiągnąć to i owo,
spacerować, nudzić się, odpoczywać,
zgubić się w ulicznym zgiełku,
mieć cichy kącik w pokoju
albo porzucić swój  pokój,
nie dbać o pracę, porażki, sukcesy,
a choćby i o życie.

Chciałbym od rana do wieczora
zajmować się dzieciakami,
potem zmagać się z pieluchami,
z praniem, zmywaniem razem z tobą,
aż do pójścia o północy do łóżka, a o piątej rano
wygrzebywać się ze snu ostrożnie,
aby nikogo nie obudzić.

Chciałbym pozostać w swojej skórze,
a także z niej wyskoczyć,
być wiecznie niezadowolonym,
z tego, kim jestem,
ale trzymać się tego pazurami
jak zresztą robię.


Bycie sobą jako idylliczny, a zarazem demiurgiczny życiowy zamysł, filozofia zgoła wergiliuszowska. Swoisty ziemski i nieziemski stoicyzm połączony z normalnością powtarzanych doczesnych czynności. Być sobą w swojej skórze jako oznaka człowieczeństwa tu i teraz, a właściwie od zawsze.
To credo, którego János Oláh, autor tego skromnego zbioru prezentuje przed nami swoje poetyckie możliwości. Bez zbędnych postmodernistycznych eksperymentów jest autentyczny i sprawdzalny w każdej metaforze czy to zrytmizowanej czy sprozaizowanej. Jest prawdziwy, z krwi, języka i kości, aż do bólu mówi to w co wierzy. A to w tych czasach prawdziwy ewenement. Posłuchajcie więc jego życiowego creda:

Jak potok, który zawsze szemrze swoje,
tyt też się nie poddawaj!.
Znajdź
drogę między kamieniami,
nawet jej nie szukając.

                                   (wiersz, „Znajdź")

Gabriel Leonard Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.