fesstiwal słowa w piosence
--

Dwa światy: Magdaleny Tulli wspólnoty przeżyć i Theresy Breslin historycznej prawdy

[02.08.14]

W piątek 1 sierpnia gościliśmy w Mediatece przy. ul Teatralnej we Wrocławiu Magdalenę Tulli i w godzinach wieczornych szkocką pisarkę Theresę Breslin, której książki osadzone w konkretnych historycznych czasach cieszą się dużą poczytnością na całym świecie.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

 

 

Spotkały się ze sobą dwa światy: świat wieloznacznej artystycznej prozy Magdaleny Tulli, pisarki wielokrotnie nominowanej i nagradzanej za swoje książki.

 

Magdalena Tulli


Debiutowała w 1995 roku opowieścią "Sny i kamienie", za którą otrzymała Nagrodę Fundacji im. Kościelskich (1995). Niemiecki przekład tej książki ukazał się w 1998 roku. Kolejne książki , "W czerwieni" (1998), "Tryby" (2003), "Skaza" (2006) i "Włoskie szpilki" (2011) były nominowane do finałów nagrody Nike. Wszystkie ukazały się w przekładzie francuskim, angielskim i niemieckim. W sumie przełożono je na ponad 15 języków. Około roku 2000 przetłumaczyła kilka książek z włoskiego i francuskego (Italo Calvino, Fleur Jaeggy i Marcela Prousta); za przekład zbioru opowiadań Fleur Jaeggy "Gniew niebios" otrzymała nagrodę "Literatury na Świecie". Autorka wyjaśnia, że od tamtej pory już się tym nie zajmuje.


Prof. Leszek Pułka i Magdalena Tulli

Spotkanie z Magdaleną Tulli prowadził prof. Leszek Pułka, próbując zmusić autorkę do szerszej refleksji nad swoją twórczością, nad kondycją pisarza, naszego świata, ale Tulli nie dała się zagonić do kąta i na swój sposób, użyłbym określenia alinearnie, ba wręcz minimalistycznie próbowała odpowiadać, starając się usatysfakcjonować prowadzącego jak i publiczność.

Na początku padło sakramentalne pytanie: "W jakim świecie woli pani przebywać: w tym non fiction czy swoim literackim", czy nie jest czasem tak, że jesteśmy  zabawką w rękach tego pierwszego?"



Pułka pyta, Tulli odpowiada

Tulli: Wolę przebywać świecie rzeczywistym. Nie ma takiego momentu, żebym siedziała i zastanawiała się, co by tu napisać. Staram się nic nie pisać, taka jest prawda. Ale przychodzą jakieś historie, łapią mnie za rękaw, wołają: napisz mnie, napisz mnie! Tak one robią.

Pułka: Czy od momentu pani debiutu świat się diametralnie zmienił, jego struktura, mechanizmy, którymi się z nami komunikuje.

Tulli: Myślę, że świat jest ciągle taki sam, nic się w nim nie zmienia, ani jego natura, ani natura ludzka. Zmieniają się dekoracje.


Pułka: Czy w takim razie świat idzie ku lepszemu? I czy powinniśmy być do niego pozytywnie nastawieni?

Tulli:
Swoją postawę nazwałabym optymizmem bez wielkich złudzeń.

Później z sali padło oskarżenie, o to, że Tulli jako pisarka jest pesymistką nastawioną negatywnie do świata, a powinno być odwrotnie. Powinna nieść w swoich książką odpowiedź na pytania zadawane sobie przez ludzi. Powinna go w jakiś sposób tłumaczyć, taką była kiedyś rola pisarza.

Tulli odpowiedziała, że nikt z obecnych łącznie z nią samą nie wie, co pisarz powinien. Narzucanie pisarzom powinności objaśniania ludziom świata uważa za nieporozumienie. Moim zadaniem - powiedziała - nie jest objaśnianie świata, tylko dawanie świadectwa. Próbuję opisać swój czas, swoje osobiste doświadczenie. Szukam punktów wspólnych z innymi ludźmi, dzięki temu czuję się ze swoim osobistym doświadczeniem mniej samotna. Jedynym obowiązkiem pisarza jest dawanie świadectwa. Ale czasy są takie, że pisarz nie ma wielkiego wpływu zbiorowość. Szanuje się zawody takie jak lekarz, prawnik, architekt. Pisarze uchodzą za ostatnią hołotę.



Magdalena Tulli czyta fragmenty "Szumu"

W wykonaniu Magdaleny Tulli usłyszeliśmy  fragmenty jej najnowszej książki "Szum", która ukaże się jesienią tego roku.

Pułka: To kim według pani jesteśmy dla historii: marionetkami?

Tulli: (po namysle) jesteśmy podłożem, po którym historia idzie naprzód. Kiedy przejdzie, już nas nie ma.


Pułka: Czy woli pani świat cyfrowy czy papierowy?

Tulli: To zależy. Pisać wolę na komputerze, a czytać wolę książkę z papieru, leżąc na kanapie.

Pytanie z sali: Jaką książkę czyta pani obecnie?

Tulli:Od miesięcy czytam tę samą, nie mogę jej skończyć, chociaż jest bardzo dobra. To "Wiedeń Hitlera" Brigitte Hamann.

Pytanie z sali: Ma pani jakieś ulubione książki z dzieciństwa?

Tulli: Kiedyś mi czytano, potem już nie. Sama bardzo późno zaczęłam czytać, dopiero w liceum, rzeczy w rodzaju Czarodziejskiej Góry Manna, i te, wtedy przeczytane, pamiętam najlepiej. Późniejsze lektury już nigdy nie robiły na mnie takiego wrażenia jak te pierwsze.

Pytanie z sali: Czy któryś ze współczesnych pisarzy według pani powinien dostać nagrodę literacką, a został pominięty przez jurorów?

Tulli: To nie jest pytanie do mnie, ja nie nadaję się do oceniania pisarzy a już zwłaszcza do rozdawania nagród. Ale jest wielu dobrych pisarzy a nagród mało, więc nie warto liczyć na nagrody.



Magdalena Tulli podpisuje książkę "Skaza"


Po spotkaniu zadałem autorce "W czerwieni, "Włoskich obcasów" i "Szumu" dwa pytania:

Gabriel Leonard Kamiński:
  Jak pani myśli, dlaczego Polacy tak mało czytają. Mieszka Pani w Berlinie, byłem na targach w Lipsku, mnóstwo Niemców w różnym wieku; młodzi, starsi siedzą na schodach, wzdłuż pieszych szlaków i czytają książki,. Czy to oznacza, że jesteśmy coraz mnie wrażliwi, na to co mają nam do powiedzenia pisarze?


Magdalena Tulli: U nas na targach książki też spotka pan czytelników. Ale większość ludzi wybiera inne rozrywki. Jest ich dużo do wyboru.

Gabriel Leonard Kamiński: A dlaczego właśnie my jesteśmy na nie bardziej podatni?

Magdalena Tulli: Bo długo ich nie było.

Gabriel Leonard Kamiński: Co by pani poradziła tym młodym początkującym pisarzom? Czego powinni unikać, a na co powinni szczególnie zwrócić uwagę?

Magdalena Tulli:
Nie jestem właściwą osobą do udzielania rad innym pisarzom.

Gabriel Leonard Kamiński: A gdyby spróbowała pani...wypisałem sobie uwagi, że warto wykreślać zbędne zdania obciążające tekst, warto patrzeć na tekst, uczyć się żyć jego życiem...

Magdalena Tulli:
Mówiłam to tylko o sobie, że muszę dużo skreślać. Kto inny może wcale nie musi.


 

Wieczorem kolejnym gościem "Miesiąca Spotkań Autorskich" była szkocka powieściopisarska, pisząca tak dla młodzieży, jak i dla dorosłych Theresa Breslin.
Wielokrotnie nagradzana autorka ponad 30 książek dla dzieci i młodzieży, z których wiele doczekało się przekładów na różne języki oraz było adaptowanych na potrzeby radia i telewizji. Pasjonuje ją literatura dziecięca oraz umiejętność czytania i pisania. Laureatka najbardziej prestiżowej brytyjskiej nagrody za wkład w literaturę dziecięcą Carnegie Medal za książkę Whispers in the Graveyard - zniewalającą historię chłopca cierpiącego na dysleksję. Inna jej książka, również nagradzana Divided City, podejmuje temat uprzedzeń, przyjaźni, tożsamości narodowej i sposobów rozwiązywania konfliktów. Autorka urodziła się i dorastała w małym mieście w centralnej Szkocji, w pobliżu zamków, starych cmentarzy i rzymskich murów, które znacząco wpłynęły na jej dziecięcą wyobraźnię.

 

Theresa Breslin i jej literacka scenografia

Theresa zadbała o ciekawą scenografię swojego fotela i stoika, które to udekorowała flagą z podobizną Leonarda da Vinci, szalikiem w szkocką kratę, a na stoliku wyeksponowała swoje książki, do których jest najbardziej przywiązana: "Pierścień Medyceuszy", której fragmenty nam przeczytała. Książkę opublikowało wydawnictwo Albatros. Kolejne jej książki to "Więzień Inkwizycji", "Przepowiednie Nostradamusa" czy "Szpieg królowej Szkocji", wiele z nich królowało na listach bestsellerów literatury dla młodzieży (Pieczęć Medyceuszy) i dorosłych ("Podzielone miasto", "Przepowiednie Nostradamusa).

 

 Spotkanie prowadziła Agata Kusik.

Theresa Breslin, opowiedziała nam o sobie, o swoich książkach, które przywiozła ze sobą, pokazała nam plakaty ze swoimi bestsellerowymi pozycjami, które wiszą w księgarniach nie tylko w Szkocji. Jest uznaną pisarką, honorową członkinią Scottish Library Association za wybitne zasługi dla Literatury Dziecięcej i Bibliotekoznawstwa. Wybrana w 2003 roku do American Library Association za najlepsze książki dla młodzieży i Książki przez Nowojorską Bibliotekę Publiczną.


Przez długi czas była bibliotekarką, ale pierwsze pisarskie próby popełniła jeszcze w dzieciństwie. Będąc z wielodzietnej rodziny pisała przeróżne historyjki dla swojego rodzeństwa, a potem, kiedy nauczyła się czytać, pisała różne zakończenia książek, tak aby były oryginalne i dostosowane do wyobraźni jej sióstr u braci.



Theresa Brelin czyta fragmenty "Pierścienia Medyceuszy"


Świat jej historii jak sama powiedziała jest bardzo soczysty, dużo w nim przemocy, ale ściśle współgrającej ze specyfiką i obyczajowością danej epoki.
Interesują ją ciekawe postacie jak  Leonardo da Vinci, Maria Stuart, królowa Szkocji, słynny lekarz, astrolog, matematyk, twórca przepowiedni Nostradamus, ale też normalnych ludzi jak w "Więźniu Inkwizycji", którego bohaterami są córka burmistrza miasta Zarita i biedak Saulo, którego rodzina zajmuje się żebractwem. Losy Saulo pokazane są  w scenerii pięknej Granady rządzonej przez parę królewską Izabelle i Ferdynanda. Po sprzedaniu go piratom, ratuje się spotykając na morzu Krzysztofa Kolumba. I to na jego statku zdobywa potem szlify marynarza i żyje po to by zemścić się na prześladowcach jego rodziny.

Theresa Breslin prezentuje nam spadający liść i nasiono klonu. Później dowiemy się o co w tym wszystkim chodziło

Wszystkie te fabularne wątki stworzone przez Breslin wymieszane są realiami danej epoki. Towarzyszy jej pisarstwu bardzo duża dokładność i przywiązanie do opisywanych szczegółów. Jak powiedziała w każdej epoce interesują ją losy ludzi rzucone na szeroką perspektywę obyczajowości, rozgrywającej się wtedy historii, walki o władzę, gdzie ówcześni możni stosują zło i przemoc uważając, że jest to jedyna metoda, która pozwoli im zrealizować własne cele.

 



Fragment "Pieczęci Medyceuszy":

Rozdział 1

13

Pierwszy cios trafia mnie w bok głowy. Zataczam się, mało nie padam na ziemię.
Sandino robi krok do przodu, przestępuje przez martwego mężczyznę leżącego u jego stóp. Mężczyznę, którego zamordował na moich oczach. Teraz zamierza zabić mnie. Cofam się chwiejnie. On wyciąga pałkę, dźga mnie mocno w brzuch.
Zgięty wpół, pełznę po kamieniach, byle dalej od niego. Chrząka z irytacją i rusza za mną. Rozglądam się rozpaczliwie. Za mną i pode mną tylko rzeka,
wezbrana po powodzi. Sandino wyszczerza zęby.
— Nie ma dla ciebie ucieczki, chłopcze.
Podnosi rękę. Znowu robi zamach pałką. Gwałtownie uchylam głowę, żeby uniknąć następnego ciosu. Stopy ześlizgują mi się po mokrej ziemi.
On wykrzykuje przekleństwo. Spadam. Nagły wstrząs zimnej wody.
I rzeka mnie porywa. Prąd wali w moje ciało, szarpie za ubranie, ciągnie za nogi.
Przełykam wielkie hausty wody, ale z trudem dźwigam głowę ku powierzchni i próbuję płynąć. Daremnie młócę kończynami, walcząc z rozpędzonym nurtem, który unosi mnie coraz dalej w łapczywym uścisku. Muszę dotrzeć do któregoś brzegu. Muszę. Ale słabnę. Nie mogę już utrzymać głowy w górze. Potem jakiś dźwięk napełnia mnie grozą. Wodospad!
Hałas narasta, nurt przyspiesza. Ledwie sekundy dzielą mnie od śmierci. Ostatnim wysiłkiem wyrzucam w górę ramiona i wzywam pomocy. Przelatuję nad wodospadem i wpadam w spienioną, skotłowaną kipiel. Grzmiąca masa wzburzonej wody uderza we mnie, wciąga mnie w głąb. Schwytany w wir, nie mogę się wyrwać z jego zabójczej mocy. Głowę mam zadartą, szeroko rozdziawione usta rozpaczliwie łapią powietrze. Spadająca woda mąci mi
wzrok. Roztrzaskana tęcza. Poza nią jest światło i życie. Oczy wywracają mi się białkami na zewnątrz, krew huczy w mózgu. Teraz widzę siebie jakby z wielkiej wysokości. Jakby mój umysł spoglądał na ciało z innego poziomu. Przeniesiony
z ziemi do nieznanego miejsca, patrzę w dół i obserwuję gorączkowe, beznadziejne wysiłki dziesięcioletniego chłopca. Chwyt. Oddech. Ostatni.
Rozszczepione światło i kompletna ciemność.

14

Rozdział 2

Dwie dłonie chwytają moją głowę. Nic nie widzę. Nie słyszę żadnego dźwięku. Żaden zapach nie dociera do moich nozdrzy. Ale dotyk czuję. Długie palce
pod moim podbródkiem i mocno oparte na czole. Usta, tak delikatne, na moich. Okrywają moje wargi swoimi wargami. Całkowicie. Tchną we mnie życie jego pocałunkiem. Unoszę powieki. Z góry spogląda na mnie twarz mężczyzny.
— Jestem Leonardo da Vinci — mówi mężczyzna.
— Moi towarzysze wyciągnęli cię z rzeki. Otula mnie fałdami płaszcza.
Mrugam. Kolor nieba razi mnie w oczy, zimny, boleśnie błękitny.
— Jak się nazywasz? — pyta on.
— Matteo — szepczę.
— Matteo. — Jego głos owija się wokół każdej sylaby.
— To piękne imię.
Rysy jego twarzy się rozmywają. Kaszlę, wymiotuję wodą i krwią.
— Umieram — mówię i zaczynam płakać. On ociera mi ręką policzki.
— Nie — zaprzecza. — Będziesz żył, Matteo.


15

Rozdział 3

On mnie nazywa Matteo. Dlatego że kiedy wyciągnął mnie spod wodospadu, chociaż na wpół utopiony, miałem na tyle przytomności umysłu, żeby nie zdradzić swojego prawdziwego imienia, a imię „Matteo”  pierwsze przyszło mi do głowy. Niemal wszystko inne, co mu później powiedziałem o sobie,
było kłamstwem, podobnie jak imię. W dniu mojego ocalenia rozpalił tam małe ognisko z dwoma towarzyszami, obok wodospadu, żeby mnie wysuszyć. Wolałbym jak najszybciej stamtąd odejść, ale nie miałem wyboru. Czaszka była nadpęknięta od ciosu Sandina i ledwie mogłem ustać na nogach, a co dopiero chodzić. Zawinęli mnie w płaszcz podbity futrem i położyli obok płonącego ogniska. Było późne lato, niezbyt zimno, ale dni robiły się już krótsze i słońce niżej stało na niebie.
— Zingaro? — spytał grubszy z dwóch towarzyszy, dokładając chrustu do ognia.
Tak nazywali Cyganów.
Zamknąłem oczy, kiedy ten imieniem Leonardo zerknął w moją stronę.
— Wygląda jak oni, a jednak...
Trzeci mężczyzna, na którego płaszczu leżałem, pokręcił głową.
— Możliwe, że on należy do grupy podróżującej na południe. Nomadom zakazano teraz wstępu do Mediolanu, oskarżono o wszelkiego rodzaju kradzieże i oszustwa.


16

— W Bolonii jest obóz cygański — zauważył tłuścioch. — To niedaleko stąd.
Zesztywniałem, kiedy to usłyszałem. W Bolonii moi rodacy zatrzymywali się na zimę. Jeśli ci mężczyźni uważali mnie za Cygana, mogli postanowić mnie tam zawieźć. Wówczas zostałbym rozpoznany, powitany i uznany za swego. Ale nie chciałem wracać do Bolonii.Właśnie tam najpierw szukałby mnie zbójca Sandino, gdyby podejrzewał, że jakimś cudem przeżyłem. Zresztą może już wysłał kogoś przodem, żeby mnie złapał na drodze, gdybym poszukał tam schronienia. Zakładał pewnie, że nie mam dokąd pójść, tylko tam, więc posłał kilku swoich
łotrów z rozkazami, żeby mnie przyprowadzili do niego, ich przywódcy, jeśli się pojawię. Zadrżałem, kiedy przypomniałem sobie cios wielkiej pałki Sandina, który strącił mnie do wezbranej rzeki.
Człowiek o imieniu Leonardo, który tchnął we mnie oddech, żeby wycisnąć mi wodę z płuc, powiedział:
— Chłopiec jest drobnej budowy, ale przypuszczalnie wskutek niedożywienia. Wkrótce się przekonamy, czy należy do wyjętych spod prawa. Niech no się tylko ocknie, wtedy go wysłuchamy.
Zrozumiałem wówczas, że nie powinienem im zdradzać swojego pochodzenia. Wprawdzie okazali współczucie tonącemu chłopcu, ale byli źle nastawieni do mojej rasy. Wędrowny lud znany jest w wielu krajach. Cieszymy się reputacją dobrych kowali, zręcznych ślusarzy i wyplataczy koszyków, obdarzonych zdolnością przepowiadania przyszłości. Ten ostatni dar jest wątpliwy, ale poproszony o wróżbę za opłatą, Cygan potrafi równie dobrze jak każdy inny odgadnąć przyszłe losy danej osoby. Moja babka była w tym bardzo dobra. Ćwiczyła sztukę konwersacji, toteż każdy, kto z nią rozmawiał, wkrótce odkrywał, że powiedział jej o sobie znacznie więcej, niż zamierzał.
Potem babka dostosowywała radę do sytuacji, jak krawiec przykrawa tkaninę na miarę klienta. Ale moja babka była prawdziwą uzdrowicielką. Rozumiała choroby ciała i duszy. Często ludzi dręczą cierpienia duchowe — nieodwzajemniona miłość, samotność, strach przed starością. Wielu przychodziło  do niej po lekarstwo. Ale nie żadne mistyczne jasnowidzenie pozwalało jej rozpoznać, co komu dolega, tylko zwykła obserwacja, równie prosta jak oglądanie nieba, kiedy chcemy przewidzieć pogodę, albo drzew, żeby określić porę roku. Trzeba tylko patrzeć uważnie i zinterpretować, co się widzi.
Ktoś o białkach oczu zabarwionych żółtawym odcieniem chorował na wątrobę albo nerki i potrzebował naparu z pietruszki, żeby oczyścić krew. Osobie niespokojnej, cierpiącej na bezsenność, babka zalecała rumianek na uspokojenie i mleczny sok wyciśnięty z sałaty jako środek nasenny. Po wyglądzie szyi umiała określić, czy kobieta jest bezpłodna. Tworzyła się
tam sucha skóra albo zmarszczki, wskazujące puste łono. Kobieta czuła respekt przed moją babką, która sama odgadła jej prośbę, i odchodziła z nową nadzieją, niosąc środek przeczyszczający z ruty i jagód jałowca, który miał otworzyć drogę do łona. Młode dziewczyny często prosiły o coś, dzięki czemu ujrzę swoją prawdziwą miłość. Dostawały łodyżki krwawnika, żeby je włożyć pod poduszkę, i słowa do recytowania przed snem:


Krwawniku, dobre ziele,
Wywróżże mi wesele.
Niech ten, o którym marzę,
We śnie mi się pokaże.


Moja babka znała się na tych rzeczach i na wielu innych sekretach zielarstwa.
Wiedziała również, kiedy sama umrze. Nie dlatego, że miała dar jasnowidzenia. Raczej wiedziała, jak powinno bić serce, i zdawała sobie sprawę, że jej serce bije coraz słabiej. Takie wróżby nie są magiczne i nie wymagają żadnych
wyjątkowych darów — chyba że za dar uznamy brak głupoty. Lecz podobne umiejętności budzą zazdrość w innych i dlatego nigdy nie możemy zostać dłużej w jednym miejscu. Miejskie gildie i inni handlarze nie lubią konkurencji. A ludzie są do nas tak uprzedzeni, że czasem wystarczy być Cyganem, żeby zginąć
bez wyroku skazującego i nawet bez oskarżenia...

18

 


Pytanie z sali:
Dlaczego zaczęła pani pisać książki?

Theresa Breslin:
Kiedy byłam jeszcze w szkole w Anglii, nikt nam nie mówił, że możemy zostać pisarzami. Nie mogłam jeszcze wtedy zostać pisarską ,więc zostałam bibliotekarką. Byłam objazdową bibliotekarką, jeździłam od wioski do wioski, i coś się wydarzyło w jednej z tych wiosek. To wydarzenie bardzo mnie zdenerwowało, tak, że napisałam o nim historię i dostałam za nią nagrodę.
I nawet sfilmowano to dla telewizji BBC, i dostałam za to pierwsze pieniądze.
Kiedy dorastałam, miałam bardzo dużą rodzinę. Nie mieliśmy zbyt dużo pieniędzy, mieszkaliśmy w suterenie. To był dosyć zaniedbany budynek, był stary, było w nim dużo pokoi. Kiedy były jakieś święta, np. Bożego Narodzenia, to przyjeżdżała do nas cała rodzina; cioteczne rodzeństwo, kuzyni, i zaczęłam pisać dla nich różne historyjki, wtedy uświadomiłam sobie, iż słowa mają niezwykłą moc. Słowa dostarczają nam informacji i dzięki nim regulują nasze procesy myślowe, dzięki nim możemy również czuć.
Tam gdzie mieszkam w Szkocji, znajduje się wiele pozostałości po zamierzchłych rzymskich czasach, np. mur który budowali jeszcze Rzymianie. Wyznacza on tym samym jak daleko sięgały granice Imperium Rzymskiego, ponieważ Rzymianie nie mogli sobie dąć rady z nami. Był tam też zamek króla Roberta, który wywalczył niepodległość dla Szkocji. Więc kiedy byłam mała chodziłam sobie po parku i wyobrażałam, że jestem rzymskim żołnierzem, albo księżniczką z zamku.
I czasami jak czytałam książki, to myślałam, że ja napisałabym lepsze dla nich zakończenie, tak więc dopisywałam sobie w zeszycie alternatywne zakończenia. Ale wiem że wszyscy to robią, na przykład komu podoba się zakończenie "Przeminęło z wiatrem"?

Gabriel Leonard Kamiński: Co panią najbardziej interesuje w historii, czy ma pani jakiś najbardziej interesujący historyczny okres? A może dziejąca się w danej epoce akcja, albo losy stworzonych przez panią postaci. I ile zajmuje pani przygotowanie materiałów do jej napisania, i jak długo potem ją pani pisze?

Theresa Breslin: Jeżeli chodzi o "Pieczęć Medyceuszy", to przygotowanie do napisania tej powieści zajęło mi bardzo dużo czasu. Jest z tym związana ciekawa historia, gdyż, kiedy poszłam po raz pierwszy do mojego wydawcy i powiedziałam im, że zamierzam napisać książkę o czasach Leonarda da Vinci, to powiedziano mi, że nikt nie będzie tym zainteresowany. To było trzy lata przed opublikowaniem "Kodu Leonarda da Vinci" przez Dana Browna. Ale uparłam się i napisałam moją książkę, zajęło mi to trzy lata, no wtedy właśnie ukazał się "Kod...". Wydawca dzwoniła do mnie i pytała, czy już skończyłam, popędzała mnie, żebym jak najszybciej oddała jej gotową książkę. Ciągle jej o tym przypominam. Teraz ta książka została przetłumaczona na wiele języków i bardzo dobrze się sprzedaje.
Ja nie mam w zasadzie swojego ulubionego okresu w historii. Leonardo mnie fascynuje i te czasy w których żył, pełne przemocy. Oczywiście nie cała książka obraca się wokół kwestii przemocy, są to tylko epizody. Kiedy zbierałam materiały w Senegali, we włoskim mieście, zobaczyłam na ulicy znak, który prowadził do muzeum tortur. Mój mąż powiedział,: "Super, chodźmy tam".
Ja nie chciałam tam iść, mój mąż tam w końcu poszedł. Ale rozmawiałam z panią, która prowadzi to muzeum i ona mi powiedziała, że jak się chcę dobrze wczuć w postaci, które opisuję, to muszę zobaczyć na własne oczy jak wyglądały te urządzenia, którymi ferowano wyroki i sankcje na różnego rodzaju przewinienia w tamtych czasach. Dowiedziałam się, że za kradzież można było postradać głowę, to zastanowiłabym się nad takim krokiem. Ale w Gradarze, w innym włoskim mieście, znalazłam obraz przedstawiający "Ostatnią Wieczerzę". W mojej książce pojawia się motyw, iż Leonardo właśnie zasiada do naszkicowania tego słynnego obrazu. I większość historii mówi, że da Vinci był pierwszą osobą, która w takim formacie namalowała ten motyw. Ale w Gradarze jest obraz, który jest wcześniejszy niż obraz Leonarda i jest bardzo podobny. I co ciekawe, na tym obrazie znajduje się apostoł Jan z długimi włosami. Myślę, że da Vinci musiał go znać.

Agata Kusik:
Dziękujemy bardzo za spotkanie, ponownie przekroczyliśmy wyznaczony czas...

Oklaski sali.

Rozmowę z Theresą Breslin przeprowadził Gabriel Leonard Kamiński z Portalu Księgarskiego www.ksiazka.net.pl oraz biorąca w spotkaniu publiczność.


 

 

Gabriel Leonard Kamiński

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.