fesstiwal słowa w piosence
--

Miesiąc Spotkań Autorskich: Pavlo Arie

[01.08.16]

Dnia 27.07 (środa) odbyło się spotkanie autorskie w ramach Miesiąca Spotkań Autorskich poświęcone osobie i twórczości Pavlo Arie. W roli tłumacza i osoby prowadzącej wystąpił Marcin Gaczkowski.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Pavlo Arie to pochodzący ze Lwowa dramaturg, autor wielu sztuk wystawianych na deskach teatrów w różnych krajach. Poza zaangażowaniem w dramatopisarstwo, drugą pasją autora jest malarstwo. Obecnie mieszka częściowo w Niemczech, częściowo na Ukrainie i jak sam przyznaje jego życie jest podzielone.

Podczas spotkania odczytane zostały fragmenty utworu "Na początku i na końcu czasów". Opowiada on historie osób nielegalnie zamieszkujących czarnobylską strefę, które istniały naprawdę.

Na początku i na końcu czasów
(sztuka)
Tym, którzy nie potrafili odejść

Osoby:

 
BABA Prisia – 86 lat, mocnej budowy, ale nie tłusta.
WOWCZYK – wnuk Prisi, lat około 30, dokładny wiek wyznaczyć trudno, bo chłopiec nie jest taki, jak wszyscy. Maleńki, chuderlawy.

SŁAWA – matka Wowczyka, 59 lat, z wyglądu chorowita. Cierpi na ataki kaszlu.
OJCIEC – mąż Sławy, lat 30-40, żylasty, masywny.
DZIELNICOWY – około 40 lat, z okrągłą gębą, burak.
 
Miejsce akcji – trzydziestokilometrowa zona wysiedlenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej, a właściwie: porzucona wieś, niedaleko rzeki Prypeć, malutki chutor, głuchy kąt, uciekać nie ma dokąd, wokół lasy i bagna.
 

BABA PRISIA U nas tu jeszcze za dawnych czasów różne cuda się działy. Syrenki, rusałki, polne duchy i inna nieczysta siła mieszkała. A krew ludzka na tej ziemi to w ogóle przelewała się od wieków, poprzez wszystkie czasy... Tatarzy nas, Ukraińców, cięli i zarzynali, Polacy męczyli i mordowali, potem Chmielnicki zalał Podole krwią żydowską – tu tych Żydów masa była.... Potem przyszły kacapy i oni nas gnoili, potem czerwoni przyszli – o tu, zaraz koło nas, dziewięciuset ukraińskich chłopców młodziusieńkich zamęczyli. A potem – głód... (przypomina sobie coś bardzo strasznego)... nima na to słów: żaden wróg czegoś takiego jeszcze nie wymyślił, by miliony ludzi głodem pozabijać, a Stalin wymyślił, diabeł wcielony. Potem były  szkopy, ale myśmy się z nimi szybko uporali, potem znowu władza radziecka. No, jednym słowem koszmar, jak w domu wariatów... A już po wojnie zaczęło się nowe, zaczęli tutaj latać te, jak im tam?.. No... latające talerze. Różne niebieskie ludki i zielone kurduple. Czego to tylko wojsko nasze nie wyrabiało, żeb ich złapać, ale nic im nie wychodziło. A tu nagle, nieoczekiwanie, w 1985 roku te właśnie talerze nawiązały z naszymi władzami kontakt. (Do dzielnicowego, który słuchał z otwartymi ustami) Rozumiesz, do czego zmierzam?
 
DZIELNICOWY
No, tak – ufoludki i inne takie.
 
BABA PRISIA Ni cholery nie rozumiesz! A Gorbaczow szybko skapował, że to szansa dla ZeteSeReRu, żeb dogonić i wyprzedzić Amerykę i Europę w rozwoju. No i, ścierwo, wymyślił – chociaż sam czegoś takiego nie dałby rady wymyślić, widocznie mu żona podpowiedziała, Raisa Maksimowna – mądra to była kobieta, oj, mądra (robi znak krzyża), świeć, Panie, nad jej duszą... To znaczy, chciał tu Gorbaczow bazę do lądowania dla tych właśnie latających talerzy zbudować. I żeb nikt im się pod nogami nie plątał, postanowiono, znaczy tego... wszystkich ludzi w promieniu trzydziestu kilometrów wysiedlić. W osiemdziesiątym szóstym zrobili tu awarię w elektrowni, ludzi, znaczy się, rozpędzili i bądź zdrów. A z samego Kijowa do Czarnobyla tajno linię metra przekopali, która do dziś funkcjonuje. Ale tu, jak na złość, niespodziewanie upadł ZeteSeReR. I wszystkie plany Gorbaczowa szlag trafił. Talerze nadal latajo, ale teraz tylko nocami i z wyłączonymi światłami. Powiadajo, że przez tę właśnie tajno linię metra niebieskie ludki, przebrawszy się za normalnych ludzi, przeniknęli do rządu i parlamentu. O i tak to jest! (do dzielnicowego) To teraz rozumiesz, o czym mówię?
 
DZIELNICOWY
(nieśmiało) Nie, nie bardzo...
 

BABA PRISIA
(klaszcze głośno w dłonie) Oo! I właśnie o to chodzi! Niebieskie ludki wszystko wcześniej zaplanowały (zagina palce): awarię w elektrowni atomowej, przesiedlenie ludzi, metro także oni zbudowali i krach ZSRR to też jest ich robota. Gorbaczowa od sprawy odsunęli, powiedzieli mu, oczywiście, żeb język za zębami trzymał. A Raisa Maksimowna, małżonka jego, była najpierwszym na ziemi niebieskim ludkiem (robi znak krzyża), niech jej ziemia lekko będzie! Krótko mówiąc, znaczy to, że oni teraz przejęli władzę w Ukrainie i przeprowadzają swoje eksperymenty na ludności w celu jej pełnego wyniszczenia... Tylko ty, Wasia, nikomu ani mru-mru, rozumiesz?

DZIELNICOWY
Aha.
 
BABA PRISIA Ty nie ahaj, syneczku, bo to straszna tajemnica. Jak się oni dowiedzo, że ty się czegoś domyślasz, wbiją ci w kręgosłup swoje rurki i wysso cały rdzeń kręgowy, bo to dla nich, jak się okazuje, delikates. Mnie się jak na razie nie czepiajo, ja ich zającami i sumami podkarmiam. A pojeść to oni lubio!
 
WOWCZYK Czyli to z zającami robisz!

DZIELNICOWY (głupio się uśmiechając) Pójdę już, roboty dużo...
 
SŁAWA Siadamy do obiadu, zjesz z nami?
 
BABA PRISIA Mamy wszystko swoje, domowe.
 
DZIELNICOWY Nie, nie, jedzcie „swoje domowe” beze mnie.
 
Dzielnicowy idzie do furtki, otwiera ją, żeby wyjść.

BABA PRISIA Hej! (Chytrze mruży oczy i szura butem po ziemi) A wiesz, co jest pod twoimi nogami?
 
Dzielnicowy pochyla się i patrzy, co ma pod nogami.
 
BABA PRISIA Pod twoimi nogami jest właśnie to strategiczne metro, które w osiemdziesiątym szóstym zbudował Gorbaczow z niebieskimi ludkami.
 
Palec wskazujący prawej ręki baby Prisi wymownie pokazuje niebo.

2
 
Nagle słychać tupot zbliżających się nóg. Na podwórko wbiega Wowczyk, jego lewe ramię przypomina krwawy kawałek mięsa, ręce i twarz zakrwawione.
 
WOWCZYK Zobaczyłem ludzi i krzyknąłem do nich: „Hej, hej, witajcie!”. Pewnie pomyśleli, że jestem zwierzęciem, łosiem albo dzikiem, i strzelili w moją stronę. Wtedy zacząłem krzyczeć... krzyczeć, że jestem człowiekiem: „JESTEM CZŁOWIEKIEM! Nie strzelajcie! JESTEM CZŁOWIEKIEM!”. Ale oni się tylko zaśmiali.

I znów zaczęli strzelać, prosto nad moją głową. Mieli dwa samochody i jeździli wokół mnie, i strzelali prosto nad moją głową, choć krzyczałem, żeby nie strzelali, bo jestem człowiekiem... Im chyba było wesoło. Potem wskoczyłem w krzaki i się przyczaiłem... Ludzie zaczęli strzelać po krzakach, ze strachu... narobiłem w spodnie... Musiałem wstać, żeby zobaczyć, czemu mi się między nogami ciepło rozlewa... I raptem coś pchnęło mnie w ramię, zrobiło mi się gorąco, jakby z nieba spadł na mnie ogień. I znowu zwaliłem się na ziemię... Ze wszystkich sił szukałem choćby jakiejś jamki, szparki w ziemi, żeby móc do niej wskoczyć, zaszyć się na samym dnie, schować... Cała ziemia była wymazana krwią, nie mogłem zrozumieć, skąd się wzięła ta krew... Może naprawdę jest tu jakieś ranne zwierzę... Rozejrzałem się na boki, w pobliżu nikogo nie było... Ooo, ooo... to jest moja krew, MOJA krew. To ja jestem tym zwierzęciem, tą zranioną bestią! Oblizałem swoje rany, krwi było zbyt dużo, ZBYT dużo... Nie mogłem jej wylizać!.. Skoczyłem i pobiegłem tak szybko, jak jeszcze nigdy nie biegałem. Zamiast rąk i nóg wyrosły mi długie-długie kosmate łapy, biegłem szybciej, niż jechały ich samochody, szybciej niż leciały za mną kartacze i kule... goniła mnie śmierć...
 
SCENA 8 Modlitwa
 
Sława i Prisia siedzą tak samo, jak na końcu poprzedniej sceny, na miejscu Wowczyka stoi dzielnicowy.
 
DZIELNICOWY Kogo interesują cudze problemy? Komu potrzebne cudze nieszczęście? Możesz żyć – żyj. Trafiło ci się nieszczęście? To twoje nieszczęście – zdychaj sobie.
 

BABA PRISIA Co to znaczy zdychaj?! Jesteś naszym dzielnicowym czy nie?!
 
SŁAWA To także twój problem, to ty masz strzec prawa...!
 
DZIELNICOWY Tu nie ma żadnego prawa! Tu są ludzie, konkretni ludzie. W tym przypadku tacy, przed którymi nikogo nie obronię: posłowie, prokuratorzy... Dla nich prawo – to w kij dmuchał...

SLAWA Jak to? Oni do mojego syna strzelali! Ja tego tak nie zostawię, do Kijowa pojadę, do ich naczalstwa i do gazet pójdę!!!
 
BABA PRISIA I jeszcze do radia: niech ludzie wiedzą, że jesteś za pan brat z bandytami!
 
DZIELNICOWY Eeee, nie radzę... Tylko pogorszycie sprawę, a i tak niczego nie wskóracie, wszystkim szkody narobicie – a przede wszystkim sobie. Zgodnie z prawem was tu być nie powinno, bo to jest zona obowiązkowego wysiedlenia. Do tej pory oczy na to przymykałem, ale wszystko ma swój kres. Zgodnie z prawem WAS TU NIE MA.
 
BABA PRISIA Jak to nima? Przecież jesteśmy, tutaj...
 
SŁAWA Wasia, chociaż byś lekarza przywiózł...
 
DZIELNICOWY Żaden lekarz do was nie przyjdzie, bo musiałby zgłosić ranę postrzałową, a to także oznacza konflikt z władzą. A poza tym nie puszczę do was nikogo. Tyś, Sława, uczyła się na pielęgniarkę, prawda? To sama lecz syna.
 
SŁAWA
Nie mam lekarstw, w ogóle niczego nie mam.
 
DZIELNICOWY A ty, babka, masz cudowne zielsko – leczcie go we dwie. A jak będziecie cicho siedzieć, przywiozę potrzebne lekarstwa... I obiecajcie, że się stąd wyniesiecie... Żeby do jesieni śladu tu po was nie było!
 
BABA PRISIA (płacze) Dokąd, dokąd mamy jechać?
 

DZIELNICOWY Dokąd chcecie! Nie chcecie z zony wyjeżdżać, przenieście się do Czarnobyla. Tam i ludzi więcej, i lekarze są, i sklep. Można normalnie żyć. Dostaniecie jakąś porzuconą chatkę, zadomowicie się.
 
SŁAWA A
te gnoje przeklęte będą sobie ganiać bezkarnie?

DZIELNICOWY Chcieli go tylko nastraszyć, przycisnąć was, byście się stąd szybciej wynieśli. Z nożem się na nich rzucił, zranili go w obronie własnej. Proszę (podnosi z ziemi torbę, wyjmuje jedzenie), przekazali wam jedzenie: kasza gryczana, tuszonka, czekolada dla chłopaka – toć to normalni ludzie. Powiedz tylko, jakie wam lekarstwa są potrzebne, wszystko załatwią...
 
SŁAWA Co z ciebie za człowiek, Wasiu? (wchodzi zapłakana do chaty)
 
BABA PRISIA Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz tuszonkę jadłam. Dawaj torbę, tu jo postawimy (bierze torbę od dzielnicowego, stawia na krześle, na którym siedziała, grzebie w torbie). Mogliby dać więcej kaszy, wiela tu tego – nawet na miesiąc nie starczy.

DZIELNICOWY Będziesz miała, babo, kaszę i słoninę, będziesz miała.
 
BABA PRISIA Dobrze, że ci ludzie sumienie mają, że choć jakoś pomogo... może to prawda, że nie chcieli zranić naszego Wowczyka...?
 
DZIELINICOWY Pijani byli, głupot narobili. Teraz żałują.
 
BABA PRISIA Ty, synku, w Boga wierzysz?
 
DZIELNICOWY Do cerkwi z żoną chodzimy – w niedzielę, w święta.
 
BABA PRISIA To dobrze, pomódlmy się za nasze zdrowie.
 
DZIELNICOWY Co tobie, babo Prisiu? W cerkwi modlić się trzeba.
 
BABA PRISIA (wyjmuje dwie cerkiewne świeczki) W porządku, modlić się można wszędzie. Dawaj!
 
DZIELNICOWY Jestem na służbie...
 
BABA PRISIA (wciska dzielnicowemu do ręki świeczkę) No, i ja na służbie. Dawaj synku, jesteś mi to winien. Nimam się z kim modlić, a samej smutno.
 
Baba Prisia zapala zapałką świeczkę dzielnicowego, a od jego świeczki odpala swoją.
 

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, (Prisia i dzielnicowy robią znak krzyża)
Bądź błogosławiony Boże nasz, Królu wszechświata,
Stwórco światła, Stwórco ciemności,
Dawco pokoju i Stwórco wszystkiego!
 
Spójrz łaskawym okiem na nas, rabów swoich nieszczęsnych,
Sieroty swoje uciśnione.
I na nikczemnych grzeszników, którzy nas gnębio.

Zlituj się nad nami i chroń nas od złoczyńców,Sprowadź gniew swój na psubraty i ukaż ich klątwo,Podnieś rękę swo na łotrów i tych, którzy im służo, I połam wszystkie kości judaszom przeklętym. Zmienia się wyraz twarzy dzielnicowego. Dzielnicowy z przerażeniem spogląda na babcię....I niech ci, którzy ich spłodzili, smażo się w piekle na wolnym ogniu, a mogiły ich niech dzika żywina rozryje i kości ich porozciąga po całej Ziemi.Niech z tych, którzy nam szkodzili, skóra zlezie,A kurwy spod płota niech sobie z niej posłanie zrobio. Z rąk dzielnicowego wypada świeczka. Niech z oczu i uszu ich leje się krew czarna, i niech zakrztuszo się oni krwio to, i niech nikt nie zechce ich pochować.Niech w domach ich wszyscy płaczo z rozpaczy, każdego dnia i o każdej porze.Niech samochody ich zderzajo się, a samoloty spadajo.Niech żony ich rodzo popiół zmieszany z glizdami i trującymi małpami, a żony pomocników ich, zwłaszcza żony sprzedajnych gliniarzy, Dzielnicowy, z przekrzywioną gębą, chwiejnym krokiem wycofuje się do furtki....niech rodzo kąsające, śmierdzące, dwugłowe psy-mutanty, z rogami zamiast oczu i z dupo na głowie. Dzielnicowy wyskakuje przez furtkę i biegnie precz. Baba wysypuje prezenty z torby na ziemię i łopatą przerzuca je przez furtkę za dzielnicowym.  A dobrym ludziom ześlij spokojne życie,Żeb przecknęli się pewnego razu i wszystko było u nich dobrze, Wybacz, Boże, babci, jak coś nie tak powiedziała,Serce moje pęka z rozpaczy.I tak będzie, w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, amen.

 

Na początku przedstawiony publiczności został monolog wypowiadany w utworze przez Babcię Prisię, która przedstawia w nim swoją teorię o powodach katastrofy w Czarnobylu.

Kolejnym odczytanym przez autora fragmentem był monolog Wowczyka, wnuczka przytoczonej wcześniej Babci Prisi. Poświęcony on został tragicznemu zdarzeniu, które naprawdę wydarzyło się na centralnej Ukrainie. Mowa tutaj o sytuacji, kiedy ludzie zasiadający na wysokich i ważnych pozycjach np. prokuratorzy urządzili polowanie na człowieka, dla rozrywki strzelając w jego kierunku. Była to bardzo głośna sprawa, jednak nie wyciągnięto żadnych poważnych konsekwencji dla tych osób. Autor poprzez monologi bardzo często opowiada historie współczesnego świata.

Ostatnim odczytanym fragmentem utworu "Na początku i na końcu świata" była modlitwa Babci Prisi. Został on odczytany na głosy, co było dodatkowym urozmaiceniem dla publiczności. W rolę rozmówcy bohaterki wcielił się tłumacz. Jest to bardzo odważny i mocny fragment utworu. Babcia Prisia niczym znachorka wypowiada modlitwę, która wzorowana jest na sposobie w jaki rzucano uroki. 

 

Sztuka ta była chwalona przez wielu reżyserów i krytyków, jednak do tej pory nie znalazł się żaden, który odważyłby się ją wystawić na deskach swojego teatru.

Spotkanie z Pavlo Arie przebiegło bardzo dynamicznie. Czytane fragmenty co chwilę rozśmieszały publiczność, aby za moment skupić jej uwagę na jakimś ważnym dla autora problemie.

Patrycja Jarosz

P.J

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.