fesstiwal słowa w piosence
--
Janczarzy Berlinga
Więcej o
Autorze/Tłumaczu

Recenzja: „Janczarzy Berlinga” Tadeusz Kisielewski

Recenzje [27.02.15]

Pamięć o II Wojnie Światowej nieprzerwanie żyje w świadomości wielu polskich rodzin. Uczestnicy oraz poboczni obserwatorzy tamtych zdarzeń ze łzami w oczach i drżącym sercem wspominają dni, kiedy ich życie było stale zagrożone, a śmierć machała swoją naostrzoną kosą zza każdego drzewa. A wszystko zaczęło się blisko siedemdziesiąt sześć lat temu we wrześniu 1939 roku. Niemiecka agresja na Polskę, a następnie wkroczenie wojsk radzieckich raz jeszcze rozbiło i zabrało z map świata dopiero co odbudowujący się kraj. Rozpoczęły się masowe przesiedlenia ludności, tysiące osób trafiło do przymusowych obozów pracy głęboko na zimnej oraz zapomnianej przez Boga Syberii, a po aresztowaniu i wymordowaniu oficerów wyższego szczebla praktycznie przestała istnieć armia. Nikt wtedy jeszcze nie przypuszczał, że pewnego dnia polskie wojsko odrodzi się pod skrzydłami ,,przyjacielskiej'' Armii Czerwonej. Jednak niespodziewany przebieg wojny (atak Niemiec na ZSRR) oraz następujące po tym decyzje radzieckich władz rozruszały koło zamachowe zmian, zapoczątkowujące utworzenie w 1943 roku 1 Armii Wojska Polskiego, której dowódcą mianowany został Zygmunt Berling. I właśnie te zmiany oraz procesy formowania nowego wojska opisuje Tadeusz A. Kisielewski w książce Janczarzy Berlinga.

Dział Prawo Autorskie sponsoruje ZAIKS

Jednak stwierdzenie, że ta monografia dotyczy tylko formowania nowego wojska i suchego wymieniania dziesiątek nazwisk byłoby niewybaczalnym uproszczeniem. Oczywiście jest to książka czysto historyczna. Napisanie jej wymagało przewertowania tysięcy stron dokumentów, stron internetowych, wspomnień, dlatego od pewnych utartych konwencji gatunkowych autor nie był w stanie uciec. Z każdej strony atakuje czytelnika szarańczą militarnych określeń, nazwisk, odznaczeń, stopni wojskowych. Początkowo trudnych do zapamiętania i rozróżnienia, często mylących się, jednak pisarz na tyle często przytacza je w różnorakich kontekstach, że pod koniec lektury wszystko staje się już dużo klarowniejsze. Kisielewski stara się jednakże spojrzeć w swojej pracy nieco szerzej, to nie tylko książka o tworzeniu armii, to opowieść o całych jej losach, dokonaniach na polach różnorakich bitew (rozdziały poświęcone udziałowi Armii Berlinga w bitwie pod Lenino, losy weteranów po zakończeniu działań zbrojnych). Głównym polem zainteresowań okazuje się wcale nie Berling, wcale nie inna z wiodących postaci nowo powstałej formacji wojskowej. To zbrodnia katyńska musiała spędzać autorowi od wielu lat sen z powiek, bowiem w innym wypadku nie poświęciły jej aż tylu stron na opisanie i analizę morderstwa polskich oficerów.

Kisielewski wiele cierpkich słów poświęca także dowódcy Zygmuntowi Berlingowi. Każde przytoczenie tego nazwiska musi wiązać się z krytyką jego zachowań, decyzji czy słów. Autor przedstawia Berlinga jako taniego karierowicza, oportunistę, który jest w stanie zmieniać swoje poglądy, jak chorągiewka na wietrze, w zależności od potrzeb oraz używać wzniosłych słów i haseł, mimo że sam w nie nie wierzy. A wszystko to w imię zdobycia władzy, rozwoju własnej kariery, odbudowania pozycji społecznej w trudnej sytuacji, gdzie wojna wciąż trwa i nie wiadomo, kto wróci z niej z życiem. Ale czy do końca można potępiać Berlinga za takie postępowanie. Zdrowy rozsądek podpowiada przecież, że aby przeżyć nie należy zadzierać z radzieckimi dowódcami, bo może skończyć się to w najlepszym wypadku długoletnią wizytą w łagrze. Berling próbował radzić sobie najlepiej, jak potrafił w warunkach, których przyszło mu żyć i dowodzić, a fakt, że przy tym wykazywał się egoizmem i żądzą chronienia własnych interesów nie wydaje się być wcale taka szokująca. Jednak nie dla autora, jego niechęć do dowódcy 1 Armii Wojska Polskiego oraz całego wojska zbudowanego dzięki ,,uprzejmości'' jednego z najeźdźców jest wyczuwalna już w sposobie prowadzenia narracji.

Kisielewskiego jako Polaka, patriotę bardzo boli, że polskie wojsko utraciło suwerenność, jest całkowicie zdane na łaskę radzieckich wojskowych, którzy mogli robić wszystko, co absolutnie im się podoba. Zlecanie najgorszych zadań, wysyłanie żołnierzy na pewną śmierć nie stanowiło dla nich żadnego problemu, w końcu to głupie Polaczki, na których szkoda nabojów. Jednak armia Berlinga, mimo ogromnych braków w zasobach ludzkich oraz szkoleniowych, niejednokrotnie udowadniała wszystkim sceptykom własną odwagę i zaangażowanie w działania wojenne (np. bitwa pod Lenino). Wciąż pozostawało to jednak wojsko zależne od naszego wroga. Kisielewskiemu otwarcie określa utworzoną w 1943 roku armię jako zbieraninę różnych szemranych osobistości, dowodzonych przez słabych, pozbawionych charyzmy dowódców, którzy łatwiej znajdą śmierć na polu walki niż zawiąże sobie buta. Nie chcę wysnuwać żadnych pochopnych wniosków, ani wkładać autorowi żadnych słów w usta, ale gdzieś między wierszami można wyczytać, że Kisielewski uważa Berlinga oraz wszystkich wchodzących w skład jego armii za zdrajców ojczyzny, którzy sprzymierzyli się i wykonują rozkazy jednego z naszych odwiecznych wrogów, z którym na przestrzeni lat niejednokrotnie toczyliśmy potyczki, z krajem biorącym udział we wszystkich rozbiorach Polski.

Zanim przejdę do podsumowania to jeszcze parę słów o zbrodni katyńskiej, o zamordowaniu polskich oficerów i pogrzebaniu ich w masowej, nieoznakowanej mogile. Kisielewski niczym zdarta płyta wciąż powraca do tego wątku. Podaje dokładne liczby, próbuje odnaleźć na mapach dokładne miejsce ich pochówku, nie wierząc ani przez chwilę oficjalnym radzieckim dokumentom z ekshumacji przeprowadzonej przez podstawionych i wiernych władzy lekarzy. Piętnuje Rosjan za brak odwagi do przyznania się do tego haniebnego czynu oraz próby zrzucenia całej odpowiedzialności na Hitlera i cały naród niemiecki, który był prowodyrem wybuchu II wojny światowej. Autor przytacza opowieści nowych mieszkańców okolicznych wiosek, zaludniających okolice Katynia w wyniku przymusowych migracji ludności. NKWD próbowało starannie zatrzeć ślady swojej zbrodni, jednak pamięć i dokumenty o śmierci polskich oficerów pozostały na tamtych terenach. Wszyscy wiedzieli, że to radzieccy dowódcy wydali ten rozkaz. Kisielewski nawet nie kryje swojego żalu do Rosjan za to, co się stało i jak później próbowano zatuszować ten przejaw ludobójstwa.

Janczarzy Berlinga to wnikliwa, choć nie pozbawiona stronniczości monografia opisująca niełatwe dzieje formowania się 1 Armii Wojska Polskiego na terenie ZSRR. Każdy pasjonat wojskowości, militariów, a także polityki odnajdzie w tej książce niejeden wątek wart jego uwagi i dogłębnej analizy. A kompletny laik odnajdzie bardzo dobre źródło wiedzy, dzięki której być może znajdzie nowe pole zainteresowań. Kisielewski nie stroni od ocen, subiektywnego komentowania opisywanych faktów, jednak w zamian daje prawdziwą studnię bez dna. Studnię pełną nazwisk, formacji militarnych, dat. Warto jednak przy czytaniu zachować otwarty umysł, by samemu spojrzeć dokonania i decyzje podejmowane przez Zygmunta Berlinga i jego towarzyszy. Bowiem to czy Berling był egoistą i oportunistą, czy dobrym dowódcą w warunkach, jakich przyszło mu żyć, należy ocenić już samodzielnie.

Sebastian Skóra

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Portalu Księgarskiego,
nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść i zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarza bez podania przyczyny.
Zasady umieszczania komentarzy w Portalu Księgarskim.
Widzisz naruszenie zasad – zgłoś to redakcji (redakcja@ksiazka.net.pl).

Dodaj komentarzy

Adding an entry to the guestbook
CAPTCHA image for SPAM prevention
 
Serwis używa plików cookie, które są niezbędne do komfortowego korzystania z portalu, m.in. utrzymania sesji logowania. Możesz w dowolnej chwili zmodyfikować ustawienia cookie w swojej przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej przeczytaj informacje o cookie.